Iga Świątek w drugiej rundzie turnieju tenisa na IO

Iga Świątek w drugiej rundzie turnieju tenisa na IO

Iga Świątek ma najlepsze losowanie spośród wszystkich naszych singlistów – tak mówiliśmy przed jej dzisiejszym meczem z Moną Barthel. I faktycznie, na korcie Polka potwierdziła, że z rywalkami klasy Niemki radzi sobie już bez większego trudu. Choć, jak przyznawała, stres mimo wszystko był. Ale to igrzyska, bez stresu się nie da. 

Można by było napisać, że to stare znajome, ale tylko ze względu na to, kiedy spotkały się po raz ostatni (i, do dziś, jedyny). Było to trzy lata temu, jeszcze w imprezie rangi ITF, gdy Iga dopiero przebijała się do grona najlepszych zawodniczek świata. Barthel była już za to tenisistką doświadczoną, która kiedyś zajmowała nawet 23. miejsce w rankingu WTA. To jednak jeszcze odleglejsze czasy, bo Niemka swój najlepszy okres miała w 2013 i 2014 roku. Potem raczej spadała w rankingu i aktualnie zajmuje w nim dopiero 210. lokatę. W meczu z nią Iga, rozstawiona na igrzyskach z “szóstką” po prostu musiała być faworytką.

Turniej olimpijski jest jednak specyficzny, zdarzają się niespodzianki. Dość przypomnieć przypadek Moniki Puig, która w Rio de Janeiro sensacyjnie została mistrzynią olimpijską, ogrywając po drodze trzy triumfatorki turniejów wielkoszlemowych. Po prostu inaczej gra się dla kraju, kiedy najważniejsza staje się flaga przy nazwisku, a nie to nazwisko samo w sobie. Iga po meczu też to zresztą przyznawała – mówiła, że choć tata opowiadał jej sporo o igrzyskach (bo to były wioślarz, który na olimpiadzie startował), to i tak czuła stres związany z meczem.

W dodatku obie tenisistki musiały zmierzyć się nie tylko z przeciwniczką stojącą po drugiej stronie siatki, ale i z warunkami – w Tokio jest po prostu bardzo ciepło i parnie. Zdecydowanie lepiej poradziła sobie z tym wszystkim Iga.

Zaczęła doskonale – od pięciu wygranych gemów z rzędu. Choć nie dominowała aż tak, jak mogłoby się to wydawać. Barthel przy swoim serwisie bowiem walczyła, ale po prostu to na konto Igi wpadały wszystkie ważne punkty. Dopiero gdy set z perspektywy Niemki wydawał się stracony, ta na moment się ocknęła, najpierw przełamując Polkę, a potem wygrywając własnego gema serwisowego. Na tyle tylko pozwoliła jej jednak Świątek, która już w kolejnej małej partii zamknęła seta. Było więc 1:0 i można było założyć, że z Igi zeszło już całe podenerwowanie związane ze startem w Tokio.

Tu czekała na nas jednak mała niespodzianka – choć w trzecim gemie drugiego seta Świątek przełamała rywalkę, to w kolejnym Polka straciła serwis. Ten zresztą, gdyby już dziś się do czegoś przyczepić, nie funkcjonował u niej najlepiej. Miała stosunkowo niski procent trafionego pierwszego podania oraz piłek wygranych właśnie po nim. A wiadomo, że w arsenale Igi to naprawdę groźna broń i gdy funkcjonuje dobrze, pozwala jej zyskać przewagę i z tymi najlepszymi rywalkami. Z Barthel bywało z nim bardzo różnie – zdarzały się Polce podwójne błędy, zdarzały i asy. Przez pewien czas, może chcąc odnaleźć rytm, serwowała też słabiej. I to właśnie wtedy Niemka ją przełamała.

Iga wzięła się wtedy jednak natychmiast do roboty. Zagrała agresywniej na returnie, szybko raz jeszcze zyskała przewagę przełamania. Jej nie miała już zamiaru oddać. Choć nadal miała problemy przy własnym podaniu, to jednak gema wygrała, potem znów przełamała Barthel i potwierdziła wszystko pewnym gemem serwisowym. Mecz skończyła, paradoksalnie, asem… z drugiego podania. Olimpijski debiut Świątek trwał godzinę i osiem minut. Można powiedzieć, że była to idealna rozgrzewka przed tym, co czeka ją w kolejnych rundach. Bo już w drugiej spotka się albo z Paulą Badosą, albo z Kristiną Mladenović. A obie te tenisistki to zawodniczki zdolne powalczyć nawet z Igą. Ich mecz już trwa, szybko powinniśmy dowiedzieć się więc, która zagra z Polką.

Zanim jednak Świątek rozegra swój kolejny singlowy mecz w Tokio, oglądać będziemy mogli też inne singlowe mecze naszych reprezentantów – zagrają Magda Linette, Hubert Hurkacz i Kacper Majchrzak. Ten ostatni jeszcze dziś, a jego rywalem będzie niespełna 22-letni Miomir Kecmanović.

Iga Świątek – Mona Barthel 6:2 6:2 

Fot. Newspix


Subskrybuj
Powiadom o
guest
1 Komentarz
Najstarsze
Najnowsze Najlepiej oceniane
Inline Feedbacks
Pokaż wszystkie komentarze
pep pep
pep pep
2 miesięcy temu

Ma najgorsze losowanie bo jej celem nie była Ii runda tylko j medal, a szansą na to było uniknięcie w losowaniu ćwiartki Osaki no i trafiła właśnie na ćwiartkę Osaki. Dramat. Naszym zawsze wiatr w oczy wieje.

Aktualności

Kalendarz imprez