Iga Świątek rozpoczęła sezon na trawie. Co za comeback!

Iga Świątek rozpoczęła sezon na trawie. Co za comeback!

Po stosunkowo udanym, szczególnie jeśli chodzi o grę deblową, okresie gry na mączce Iga Świątek przeniosła się na kolejną nawierzchnię. Turniej WTA 500 w Eastbourne miał zainaugurować jej sezon na kortach trawiastych. W pierwszej rundzie zawodów w Wielkiej Brytanii zmierzyła się z Heather Watson. Rywalka postawiła trudne warunki, w trzecim secie była bardzo bliska wygrania całego meczu, ale nie udało jej się dopiąć swego. Bo 20-letnia Polka pokazała, że nieprzypadkowo jest dziewiątą zawodniczką singlowego rankingu.

Nie ma co ukrywać, że w swojej dotychczasowej karierze Iga Świątek nie odnosiła szczególnych sukcesów na kortach trawiastych. Choć jasne, również z gry na nich ma miłe wspomnienia. W końcu w 2018 roku została mistrzynią juniorskiego Wimbledonu – to właśnie wtedy wielu z nas usłyszało o młodej Polce po raz pierwszy.

Jeśli jednak chodzi o seniorską rywalizację w tym turnieju – Iga grała w Londynie raz, w 2019 roku, i nie przeszła pierwszej rundy. W 2020 roku natomiast w ogóle nie mogła się sprawdzić, bo Wimbledon odwołano z powodu pandemii. Generalnie – doświadczeniem na trawie, jeśli chodzi o profesjonalną karierę, pochwalić się zbyt nie mogła. Pojedynek z Heather Watson miał być jej… trzecim, od kiedy rozpoczęła swoją przygodę w WTA w oficjalnych turniejach.

Jak to zatem wyglądało na korcie? W początkowych gemach obie tenisistki zgodnie wygrywały swoje podania. Przy stanie 3:3 Brytyjka, grająca zresztą przy aplauzach własnej publiczności, wyrzuciła kilka piłek na aut. To pozwoliło naszej zawodniczce uzyskać przełamanie. Polka następnie poszła za ciosem. Bez większych problemach zamknęła seta (6:3) i objęła prowadzenie w meczu. Wydawało się, że wszystko pójdzie z górki, ale Watson nie zamierzała załamywać rąk.

W drugiej partii, przy stanie 3:3, uzyskała swoje pierwsze przełamanie. Po chwili jednak sama straciła serwis na rzecz Polki. Obserwowaliśmy zatem prawdziwą wymianę ciosów i nic dziwnego, że sprawy zawędrowały w kierunku tie-breaka. W nim lepszy początek zanotowała Watson. Szybko wygrała dwie wymiany, a następnie Polka sama utrudniła sobie życie, popełniając podwójny błąd serwisowy. Iga przegrywała 0:3 i co prawda nie złożyła broni, pokazała jeszcze trochę dobrego tenisa, ale strat odrobić nie zdołała. Czekał nas trzeci set.

W ten również świetnie weszła Watson. Ba, w pewnym momencie prowadziła 4:1 w gemach. Imponowała pewnością siebie, po udanych atakach żywiołowo reagowała i była dopingowana przez nielicznych, ale jednak skorych do oklasków, kibiców. Wydawało się, że nic już jej zwycięstwa nie zabierze. Iga jednak nie zwątpiła. Zaczęła grać bardziej agresywnie, chętniej podchodziła do siatki, notowała wiele winnerów, i to nie mogło nie przynieść rezultatów. Wygrała aż… cztery gemy z rzędu. A potem, przy stanie 6:5, po raz kolejny przełamała wyraźnie zaskoczoną poziomem gry naszej tenisistki Brytyjkę. Po długim, trwającym niemal trzy godziny meczu, Iga mogła cieszyć się z wygranej.

W wywiadzie po meczu podkreślała, jak wiele dla niej znaczy dzisiejsze zwycięstwo: – Na pewno moje nogi będą mnie jutro bolały. Mam trudną relację z grą na trawie, więc każdy mecz będzie przynosił mi sporo emocji. Jestem dumna, że walczyłam do końca. Choć w trzecim secie było ciężko. To na dobrą sprawę moje pierwsze zwycięstwo na tej nawierzchni, to cieszy. Po Roland Garros nie miałam wiele czasu na przygotowania. Ale musze w siebie wierzyć, wierzyć, że będzie okej. Jestem pewna siebie na innych nawierzchniach i muszę postarać się przenieść to na trawę.

Fot. Newspix.pl


Subskrybuj
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
Pokaż wszystkie komentarze

Aktualności

Kalendarz imprez