Iga Świątek: Nadal pozwolił mi grać w piłkę

Iga Świątek: Nadal pozwolił mi grać w piłkę

Iga Świątek wróciła do Polski odbywszy w Paryżu szereg obowiązków przynależnych zwyciężczyni Rolanda Garrosa. Wśród nich była prestiżowa sesja fotograficzna, w uroczej sukni, z głównym trofeum za zwycięstwo we French Open. W Warszawie na szybko została zorganizowana konferencja prasowa, w której uczestniczyła 19-letnia bohaterka polskiego sportu ostatnich dni oraz jej sztab – trener Piotr Sierzputowski, psycholog Daria Abramowicz oraz Maciej Ryszczuk odpowiadający za fizyczne przygotowanie tenisistki. Spotkanie poprowadził Marek Furjan, który w Eurosporcie komentował finał z udziałem Świątkówny.

Wciąż mamy w pamięci wydarzenia sobotniego finału w Paryżu i wielką radość jaką Iga sprawiła wszystkim kibicom w kraju. Euforia ta przekłada się bezpośrednio na szalone zainteresowanie jej poczynaniami. Wokół już zaczynają krążyć paparazzi. Nie brakuje opinii, że wokół Igi może wytworzyć się zamieszanie porównywalne z Małyszomanią sprzed lat, czy popularnością z jaką mierzy się dziś Robert Lewandowski. – Będę potrzebowała trochę czasu na przyzwyczajenie się do tego, że jestem coraz bardziej popularna. Myślę, że powoli to dociera. Szczerze mówiąc, adrenalina jeszcze nie opadła, będę potrzebowała trochę czasu, żeby spojrzeć na to z szerszej perspektywy. Mam nadzieję, że jak wrócę z wakacji, to już dojdzie do mnie, że faktycznie wygrałam szlema – przyznała Iga.

Na sali nie zabrakło dziennikarzy tenisowych, którzy dopytywali o przebieg całego turnieju, a nie tylko finału, choć nie brakowało też pytań o tematy bardziej błahe, typu muzyka jakiej Iga słucha. – Przełomowy był mecz z Simoną Halep, moje poczucie skuteczności zaczęło wzrastać. Czułam, że mogę wygrać z każdym, ale wracałam do podstaw żeby to mnie nie zestresowało. Koncentrowaliśmy się na pracy, nie na wyniku, bo wynik jest efektem – mówiła i trudno z tych wypowiedzi nie wyłowić pewnych „zaklęć”, które mogą wynikać z określonego porządku jaki zapanował w głowie zawodniczki podczas tak obciążającego turnieju. A za porządek ów na pewno może odpowiadać Daria Abramowicz i ogólna atmosfera jaka panuje w zespole (– Cieszę się, że mam team z poczuciem humoru – stwierdziła Iga). To musi budzić powszechny podziw choćby z racji na średnią postawę Świątek w US Open czy słabą formę podczas późniejszego występu (porażka w I rundzie) w Rzymie.

To nie był łatwy czas. Mam na myśli nie tylko ostatni turniej, ale cały ten okres, choćby powrót do sportu w czasach koronawirusa. W kontekście oczyszczania głowy, powiem ładniej – regeneracji głowy, bardzo ważny był debel. Ryzyko mogło być takie, że w pewnym momencie nie starczyłoby sił, ale zespół dał radę – powiedziała Daria Abramowicz. Przypomnijmy, że w turnieju gry podwójnej Iga wraz z Amerykanką Nicole Melichar dotarły do półfinału, a mecze odbywały się dzień w dzień. Po spotkaniach singlowych Świątek nie miała dnia przerwy, jak inne zawodniczki.

Same metody się nie zmieniają. Tak to działa, że w pewnym stopniu przygotowywaliśmy się na wynik, który może przyjść, bo po to trenujemy. Mam nadzieję, że teraz ta praca będzie procentowała. Jeśli chodzi o schemat, poza samym treningiem mentalnym dużo miejsca zajmowała psychoedukacja, praca terapeutyczna – przyznała Abramowicz, a Iga dodawała, że w obecnym etapie wraz ze swoją psycholog nie odbywają już sesji terapeutycznych, tylko mają kontakt na bieżąco: – Daria potrafi najdrobniejszą czynność wykorzystać jako psychologiczny przykład – podkreśliła Iga, której trzeba oddać, że przez cały turniej praktycznie nie okazywała na korcie żadnych słabości. Jak radziła sobie z presją i oczekiwaniami? – Nigdy nie miałam większego problemu z oczekiwaniami z zewnątrz. Bardziej przytłaczały mnie te, które sama sobie narzucałam. Ale zawsze podchodziłam do tego z dystansem i mam nadzieję, że tak zostanie – przyznała triumfatorka pierwszego singlowego turnieju wielkoszlemowego w historii polskiego tenisa.

Jedno z pytań dotyczyło Australian Open, a więc formalnie kolejnego turnieju wielkoszlemowego, który rokrocznie odbywa się w styczniu w Melbourne. Chodziło o stworzenie ewentualnej pary z Naomi Osaką na potrzeby turnieju deblowego. – Jeżeli byłaby szansa zagrać w Australian Open w grze podwójnej, to może znowu udałoby się wystąpić z Łukaszem Kubotem. Rywalizacja w trzech konkurencjach byłaby przesadą. Wizerunkowo mogłoby to być atrakcyjne, ale sportowo okazać się pełną klapą – stwierdził Sierzputowski, którego szybko skontrowała podopieczna: – Nie przesadzaj! – powiedziała ze śmiechem. Trener Sierzputowski również błysnął szybką i ciętą ripostą: – Nie o ciebie mi chodzi. – Ta krótka i zabawna wymiana zdań może być faktycznym dowodem na sprzyjającą atmosferę pracy.

Siłą rzeczy pojawił się również temat Rafaela Nadala. – Niestety nie (poznałam go – dop. red.), ale ciągle liczę, że nadejdzie ten dzień, że Rafa dostrzeże potencjał tej relacji. – Hiszpan to żywa legenda tenisa, 20-krotny zwycięzca turniejów wielkoszlemowych, który w niedzielę wygrał Roland Garros po raz trzynasty. Iga przyznała, że marzyłaby zagrać debla z nim w parze, ale dotąd się nie poznali. Można się było spodziewać wspólnej sesji fotograficznej zwycięzców French Open, ale do niej nie doszło. Iga podzieliła się natomiast pewną anegdotką. – Pierwszego dnia turnieju rozgrzewałam się z koleżanką ze Słowenii i grałyśmy w piłkę, ochroniarz Rafy powiedział, żebyśmy przestały, a on machnął ręką, że możemy dalej grać – wspominała Iga Świątek.

Na tę chwilę niewiele wiadomo o przyszłości startowej Igi. Mówi się o Australian Open, ale wizja lockdownu nie pozwala zbytnio planować. Nawet wakacje, na które przecież w pełni zasłużyła, spędzi w kraju. Miejsce jednak pozostawia w sekrecie. Brakuje również szczegółów odnośnie  do kalendarza WTA na kolejny sezon, dlatego nie sposób również zaplanować zarówno startów w turniejach, jak i ośrodków treningowych, w których Polka miałaby się szykować. – Nic się nie zmieni, poza lokalizacją naszego trenowania. Potrzebujemy jak najwięcej spokoju – powiedział trener. – Powiem tak, odnajdujemy się w każdej sytuacji. Oczywiście, fakt, że sezon się kończy, daje nam pewne korzyści. Mamy czas, żeby zadbać o regenerację. Skorzystamy z warunków, jakie mamy – uzupełniła zawodniczka.

Fot. Newspix.pl


Subskrybuj
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
Pokaż wszystkie komentarze

Aktualności

Kalendarz imprez