Iga się nie zatrzymuje! Polka już w półfinale French Open

Iga się nie zatrzymuje! Polka już w półfinale French Open

Długo czekały na to spotkanie obie zawodniczki. Choć przewidywano, że zacząć może się już około 18, na kort wyszły dopiero przed 21. A na nim też nie było łatwo – wiało, kropiło, temperatura też nie sprzyjała grze w tenisa. Serio. Lepiej z tymi warunkami poradziła sobie jednak Polka. I teraz czas na zdanie, na które wszyscy czekaliśmy od rana: Iga Świątek pokonała Martinę Trevisan 6:3 6:1 i zagra w półfinale French Open. 

Sensacja

W teorii można by tym słowem opisać też to, że w ćwierćfinale znalazła się Iga Świątek. Choć sam ten rezultat może nie jest tak zaskakujący, bo znamy skalę talentu Polki, to fakt, że zrobiła to ogrywając ubiegłoroczną finalistkę – Marketę Vondrousovą – oraz najlepszą tenisistkę na świecie, gdy przychodzi do gry na mączce – Simonę Halep – już sprawiał, że taki wynik niespodzianką był. Ale to nie o niej chcemy w tym miejscu napisać. Większą sensacją była bowiem obecność w tej fazie turnieju Martiny Trevisan.

Włoszka przechodziła przez kwalifikacje. Nigdy nie była notowana w pierwszej setce rankingu WTA. Nigdy wcześniej nie grała też w turnieju głównym French Open. Tylko raz w jakimkolwiek turnieju wielkoszlemowym – na początku roku przegrała z Sofią Kenin w I rundzie Australian Open. Gdy mowa o zawodniczce 26-letniej, takie wyniki nie mogą robić jakiegokolwiek wrażenia.

Ale już kiedy pozna się dokładniej jej historię – samo to, że dalej gra w tenisa, to już wyczyn. W lutym tego roku mówiła gazecie “La Nazione” o tym, co przeszła. – Dziesięć lat temu zagrałam swój najtrudniejszy mecz. Nie rozgrywał się na korcie, a w życiu. Wygrałam z anoreksją, moja młodość była pełna problemów. W końcu jednak mi się udało, dziś jestem inną osobą – opowiadała. Właśnie dekadę temu przestała grać. I przez kolejne cztery lata nie występowała na korcie. Potem wróciła i mozolnie odbudowywała swoją karierę. Trwało to długo, ale dostała wspaniałą nagrodę – dziś wyszła na kort w ćwierćfinale Roland Garros.

Normalnie pewnie życzylibyśmy jej wygranej. Ale nie dziś, nie w tym meczu. Nie kiedy grała z Igą Świątek.

Iga, graj tak dalej! 

Świątek znała przed tym meczem Trevisan. Spotkały się już dwukrotnie. Raz – w 2017 roku – Polka przegrała. Wygrała za to w zeszłym sezonie, na trawie. Ale ta nawierzchnia to zdecydowanie nie miejsce dla Martiny. Na mączce Włoszka za to jest najgroźniejsza. I choć to zawodniczka spoza pierwszej setki oczywistym było, że nie można jej zignorować. Zresztą lista jej skalpów z tego turnieju też musiała robić wrażenie. Ogrywała tu przecież:

  • w I rundzie Camilę Giorgi, numer 75;
  • w II rundzie Cori Gauff, numer 51;
  • w III rundzie Marię Sakkari, numer 24;
  • w IV rundzie Kiki Bertens, numer 8.

Postawiła jej się za to Iga Świątek, numer 54 (nie na długo, nawet gdyby nie przeszła półfinału wyląduje co najmniej na początku czwartej dziesiątki). Choć zaczęło się nerwowo. Iga wyraźnie była spięta, śpieszyła się, nie trafiała piłek, które w meczu z Halep bez trudu jej wchodziły. Dziś tak naprawdę to ona występowała w roli Simony – była faworytką, bukmacherzy zaczęli ją nawet typować na przyszłą zwyciężczynię turnieju. Presja położona na nastolatce mogłaby przygnieść wiele innych, znacznie bardziej doświadczonych tenisistek.

Ale nie ją.

– Musiałam się przyzwyczaić do warunków, było trudno – mówiła Iga po meczu na antenie Eurosportu. – Wiało, zaczęłyśmy też bardzo późno. Potrzebowałam paru gemów, żeby wejść w rytm. Przed spotkaniem trzy razy musiałam się rozgrzewać, ale trudno. Martina miała dokładnie tak samo. Myślę, że dobrze wykorzystywałam wiatr na korcie. Mam wrażenie, że gdyby warunki były inne, to mecz trwałby dłużej. Martina popełniła trochę więcej błędów właśnie przez wiatr. Zagrałam mądrze, rozmawiałam o tym z trenerem przed meczem, żeby właśnie tak wystąpić. Po pierwszych gemach poczułam się pewna. Myślę, że wykonałam bardzo dobrą pracę.

Napisalibyśmy, że nie “bardzo dobrą”, a “doskonałą”. Bo faktycznie, jak zaczęło wchodzić, to już na dobre. Od stanu 1:3 w I secie Iga wygrała siedem kolejnych gemów. Niesamowicie potrafiła się dostosować do sytuacji: warunków, presji, oczekiwań, nadziei. Uspokoiła się, zaczęła grać cierpliwiej i dokładniej. Nagle zniwelowała wszelkie atuty, jakie po drugiej stronie siatki pokazywała Trevisan. Nagle była już o dwa kroki od finału, potem krok. A potem…

Mamy to! 

A potem wygrała ten mecz. I stała się dopiero czwartą w historii polskiego tenisa osobą, która zagra w singlowym półfinale turnieju wielkoszlemowego. Wyliczanka leci tak: Jadwiga Jędrzejowska (jeszcze przed wojną), Agnieszka Radwańska i Jerzy Janowicz. Dwie pierwsze zagrały też w finałach – Jędrzejowska trzech, Radwańska w jednym. Iga Świątek powalczy o to, by do nich dołączyć. I ma na to spore szanse.

Bo w półfinale znów będzie faworytką. Dziś rano mogło się wydawać, że zmierzy się tam z Eliną Switoliną, jedną z największych gwiazd turnieju, tenisistką rozstawioną z “3”. Ale tak się nie stanie. Wyeliminowała ją Nadia Podoroska, kolejna zawodniczka spoza pierwszej setki rankingu WTA. I kolejna, która rozgrywa tu turniej życia. Podobieństw do Trevisan jest zresztą mnóstwo: Nadia też przechodziła przez kwalifikacje, też po raz pierwszy wystąpiła w turnieju głównym French Open i też jest to dla niej dopiero drugi turniej wielkoszlemowy w karierze.

Też jest do tego specjalistką od mączki. I dlatego będzie groźna. Dziś grała wprost znakomicie, kontrolowała przebieg spotkania, walczyła o każdą piłkę i awansowała do upragnionego półfinału jako pierwsza Argentynka od 2004 roku. Nie sposób jednak nie pomyśleć o jednym: że droga Igi Świątek naprawdę stroma była w pierwszych czterech rundach. A teraz się nieco wypłaszczyła. I jeśli tylko Polka będzie trzymać swoje własne tempo marszu, to wespnie się na szczyt i wejdzie do tak wyczekiwanego przez nas wszystkich finału.

A to już będzie historyczna chwila. Co stanie się w nim, to inna sprawa. Choć patrząc na to, jak gra Iga, możemy snuć wielkie marzenia. Zresztą nie tylko dotyczące singla, bo Świątek na Roland Garros wciąż występuje też w turnieju deblowym – jeśli nie chcecie czekać do czwartku, by znów obejrzeć ją na korcie, będziecie to mogli zrobić jutro właśnie w grze podwójnej. Kto wie, może i tam osiągnie wielki sukces?

Fot. Newspix


Subskrybuj
Powiadom o
guest
5 komentarzy
Najstarsze
Najnowsze Najlepiej oceniane
Inline Feedbacks
Pokaż wszystkie komentarze
Fan
Fan
18 dni temu

Legionistka Iga Świątek, brawo Iga !

asaadsad
asaadsad
18 dni temu
Odpowiedz  Fan

tak i dlatego ze legionistka to wygrała, a ojcem jej sukcesu jest mioduski i kazimierz deyna

Ostatnio edytowany 18 dni temu przez asaadsad
CWKS Tęcza Warszawa
CWKS Tęcza Warszawa
17 dni temu
Odpowiedz  Fan

Nadstawimy każdemu, nawet kaukaskim pasterzom

Alex Bielany
Alex Bielany
18 dni temu

Brawo nasza (L)egionistko!!!

JP
JP
18 dni temu

“Od stanu 1:3 w I secie Iga wygrała siedem kolejnych gemów”
Ja naliczyłem 8 kolejnych…

Aktualności

Kalendarz imprez