Iga, jesteś wielka! Polka zagra w finale French Open

Iga, jesteś wielka! Polka zagra w finale French Open

Iga Świątek znów wygrała. Z innych wiadomości: woda jest mokra, a jak świeci słońce, to robi się ciepło. Naprawdę, na kortach Rolanda Garrosa kolejne zwycięstwa Świątek stały się już codziennością. Łącznie ma ich już dziesięć. Dziś odniosła jednak to najważniejsze – po pokonaniu Nadii Podoroskiej awansowała do swojego pierwszego wielkoszlemowego finału. W wieku 19 lat! 

Najszybsza

W całej historii naszego tenisa mieliśmy cztery singlowe finały wielkoszlemowe. Ale zagrały w nich tylko dwie tenisistki. Jeszcze przed II wojną światową na największych kortach znakomicie radziła sobie Jadwiga Jędrzejowska, która wystąpiła w finale i we Francji, i w Stanach Zjednoczonych, i na brytyjskich kortach Wimbledonu. Ostatni finał dla Polski – równocześnie jedyny w historii tenisowej ery Open – to już zasługa Agnieszki Radwańskiej, która w 2012 roku doszła do meczu o tytuł w Londynie.

Iga dołożyła piąty taki sukces. Tyle że zrobiła to w ekspresowym tempie.

Jędrzejowska w dniu swojego pierwszego finału miała na karku 24 lata. Agnieszka Radwańska, gdy grała o mistrzostwo Wimbledonu, o rok mniej. Świątek w tym roku świętowała 19. urodziny. Wciąż jest nastolatką. Gdy kilka lat temu i ona, i jej ojciec odpowiadali na pytania, gdzie może być Iga po kolejnych kilku sezonach, mówili o w miarę wysokiej lokacie w rankingu. O finale wielkoszlemowym osiągniętym aż tak szybko nie marzył nikt.

Jasne, w kobiecym tenisie to wcale nie jakaś wielka nowość, że nastolatka dochodzi do tej fazy rozgrywek. Ale na nasze, polskie warunki bez wielkich tradycji tenisowych, to wręcz coś niesamowitego. Iga przekroczyła wszelki oczekiwania. To tak jakbyście chcieli dostać na urodziny skuter, a ktoś postanowił wam zasponsorować najlepszy motocykl od Kawasaki czy Hondy. Niespodzianka tego kalibru. I równie wspaniała.

Nadia nie miała szans

Obawialiśmy się nieco tego meczu. Podoroska w trakcie tego turnieju zdążyła zaprezentować się jako specjalistka od mączki, której śmiało można by wlepić za dotychczasowe występy tytuł magistra. Tyle że Iga w poprzednich rundach zgarnęła doktorat, a dziś dołożyła do tego habilitację (profesurę wręczymy, gdy wygra kolejne spotkanie). Jeśli dała Argentynce załapać się na grę, to co najwyżej w pojedynczych punktach. W całym meczu Nadia była bezradna, choć Iga na antenie Eurosportu mówiła, że rywalka trochę ją zadziwiła.

– Byłam nieco zaskoczona jej forehandem, miała naprawdę mocny, sporo uderzeń top spinowych. W telewizji nie widać, że te piłki tak się odbijają. Dlatego sporo grałam jej na backhand, bo czułam, że to jej słabszy element. Wiedziałam, że lubi skróty, starałam się jej nie dopuszczać do tego, by je grała. Zawsze marzyłam właśnie o finale French Open, wiec to coś niesamowitego. Choć to oczywiście wcale nie tak łatwe. Grałam dziś, przede mną jeszcze półfinał debla. Cieszę się, że jestem zdrowa, bo do tej pory w okolicach turniejów wielkoszlemowych zdarzały mi się kontuzje. Mam nadzieję, że finał to będzie świetny mecz. 

Posłużyliśmy się cytat, bo właściwie nie wiemy, co tu pisać. Stajemy się wtórni, bo i Iga się powtarza. Nie pomaga już nawet słownik synonimów, mamy wrażenie, że wszystkie wyczerpaliśmy. Świątek gra wprost znakomicie. Nie przeszkadzają jej warunki na korcie (dziś znów wiało), nie przeszkadza pora rozgrywania meczu, nie robi problemu też z tego, że równocześnie gra turniej deblowy. Nie przeszkadzają również rywalki – ŻADNA z dotychczasowych nie ugrała więcej niż pięciu gemów w meczu. Polka ugrała w tym czasie 12 setów. Gdyby podsumować zdobycze wszystkich jej przeciwniczek, wyszłoby, że nie miałyby nawet czterech.

Jest na opisanie tego takiej postawy tylko jedno słowo: dominacja.

Dziś Iga też dominowała. Już od pierwszego gema. Szybko przełamała rywalkę i wyszła na prowadzenie. Podoroskiej w pierwszym secie oddała ledwie dwa gemy. Seta potwierdziła kolejnym przełamaniem. Działało wszystko: serwis, backhand, przede wszystkim jednak znakomicie pracował forehand, którym grała na poziomie Rafy Nadala, odnajdując kąty, jakich sam Hiszpan by się nie powstydził. Przede wszystkim jednak: była niesamowicie spokojna. Ani przez moment się nie zawahała, nie była nerwowa. A przecież nigdy wcześniej nie grała w meczu o takiej stawce. W pewnym momencie i my – przed spotkaniem zestresowani najbardziej, jak się tylko dało – zaczęliśmy spokojnie i z uśmiechem oglądać to, co Iga robiła na korcie. Była jak buddyjski mnich, roztaczała aurę spokoju.

Nerwy się jednak ostatecznie pojawiły. To w końcu wielkoszlemowy półfinał, coś musiało się zadziać. Ale stało się to w momencie, w którym można sobie było na to pozwolić – przy stanie 4:0 dla Polki w drugim secie. Iga straciła wtedy swoje podanie. Potem zawodniczki zeszły na przerwę między gemami, a gdy tylko z niej wróciły, Świątek szybko wygrała dwa gemy. W dodatku w samej końcówce grała wręcz perfekcyjnie. Kombinacją świetnych zagrań zamknęła mecz, który wyglądał mniej więcej tak, jakby 8B wyszła zagrać z 3A. Była nie do pokonania. Po prostu.

Teraz przyszedł czas na pojedynek ze znacznie bardziej renomowaną rywalką.

Przeciwko mistrzyni

Choć jeszcze nie wiadomo, z kim Iga zmierzy się w wielkoszlemowym finale (ależ to brzmi, co?) to pewne jest jedno: naprzeciwko Polki stanie zawodniczka, która nie tylko w takowym już grała, ale w dodatku wygrała choć jeden. Sofia Kenin zrobiła to w tym roku, jeszcze przed przerwą wywołaną pandemią koronawirusa, gdy najlepsza okazała się w Australii. Petra Kvitova, która zagra z nią w półfinale, dwukrotnie sięgała po trofeum. W obu przypadkach działo się to jednak na Wimbledonie. Na Roland Garros nigdy jeszcze nie gościła w finale, a w półfinale jest po raz drugi.

Podkreślmy to jednak: obie te tenisistki są znakomitymi zawodniczkami. Obie mogą wygrać nie tylko półfinał, ale i mecz o tytuł. Tyle tylko, że cały ten turniej pokazuje jedno – nie ma co martwić się o to, jak zagra rywalka. Bo to Iga Świątek, gdy tylko jest na korcie, dyktuje warunki gry. Każdą z dotychczasowych przeciwniczek była w stanie zdominować. Każdej wybiła wszelkie atuty z rąk. Z każdą okazywała się być najlepsza.

W turnieju singlowym został jej do rozegrania jeden mecz. Dwa – taką mamy nadzieję – w deblu. Jutro wystąpi bowiem w półfinale gry podwójnej. To pojutrze, w sobotę, zagra jednak najważniejszy mecz nie tylko w swojej karierze, ale i w całej historii polskiego tenisa. Powalczy wtedy o wielkoszlemowy tytuł. I jeśli tylko zagra po swojemu, powinna być w stanie wygrać. Sama zresztą – dziękując polskim fanom – powiedziała, że liczy na jeszcze lepszy mecz w swoim wykonaniu.

– Chciałam podziękować wszystkim, którzy oglądają. Wiem, że nie odpisałam na wszystkie gratulacje, ale zrobię to po turnieju. Wiem też, że sporo się dzieje, ale skonfrontuję się z tym po finale. Czuję ogromne wsparcie, mam nadzieję, że w finale zagram jeszcze lepiej. 

Iga, trzymamy za słowo. Trzymamy też kciuki. Bo jest za co.

Fot. Newspix


Subskrybuj
Powiadom o
guest
4 komentarzy
Najstarsze
Najnowsze Najlepiej oceniane
Inline Feedbacks
Pokaż wszystkie komentarze
vasyl
vasyl
16 dni temu

Brawo Iga. Poprawiłaś mi humor

chloniak
chloniak
16 dni temu

Brawo, nie spodziewałem się że będzie jeszcze życie po Agnieszce a tu proszę. Jesteś już wielka !

Fan
Fan
16 dni temu
Odpowiedz  chloniak

Życie nie lubi pustki.

Fan
Fan
16 dni temu

Legionistka Iga znowu wygrywa !

Aktualności

Kalendarz imprez