To idzie młodość? W kobiecym tenisie stery przejęła kolejna generacja

To idzie młodość? W kobiecym tenisie stery przejęła kolejna generacja

Wcześniej raczej rządziło doświadczenie. Zdarzały się wypadki przy pracy jak Jelena Ostapenko czy Garbine Muguruza, ale w gruncie rzeczy częściej wygrywały zawodniczki nieco starsze. Dopiero końcówka trwającej dekady to zmieniła – największe tytuły wróciły w młode ręce. Pozostaje więc zadać sobie pytanie: czy właśnie oglądamy narodziny nowych dominatorek?

Zmiana warty?

W roku 2018 Caroline Woźniacki miała na karku ponad 27 lat i w Australian Open po raz pierwszy w karierze wywalczyła wielkoszlemowy tytuł. Potem okazało się, że równocześnie był on jej ostatnim. Na French Open swoje trzy grosze dorzuciła Simona Halep. Rumunka też triumfowała w turnieju tej rangi po raz pierwszy. Miała w tym momencie 26 lat. Angelique Kerber, która powiększyła na Wimbledonie swój dorobek do trzech wielkoszlemowych tytułów, była już za to po trzydziestce.

Jeśli dołożymy do tego fakt, że przegranymi finalistkami były wtedy Halep (w Australii), Sloane Stephens (w tamtym momencie 25-letnia, we Francji) i dwukrotnie Serena Williams (niespełna 37-letnia, w Wielkiej Brytanii i USA), dostrzeżemy, jaki trend wydawał się przybierać tenis kobiet. W teorii można było stwierdzić, że wszystko zmierza w stronę dobrze znaną z rozgrywek ATP, gdzie uznani, wielcy zawodnicy na dobre zablokowali dostęp do najważniejszych trofeów swoim młodszym kolegom.

Tyle tylko, że wszystko odmieniło się w US Open. Nowojorski turniej lubi niespodzianki. Rozgrywany jako ostatni z czterech największych imprez, często wystawia najlepsze zawodniczki (zawodników zresztą też) na próbę. Zdarza się, że te nie przechodzą jej pomyślnie, a lepiej wypadają tenisistki, po których mało kto się tego spodziewał. Zresztą wystarczyło spojrzeć na poprzednie finały, by się tego spodziewać. Bo wyglądały one tak:

  • 2014: Serena Williams 6:3, 6:3 Caroline Woźniacki;
  • 2015: Flavia Pennetta 7:6, 6:2 Roberta Vinci;
  • 2016: Angelique Kerber 6:3 4:6, 6:4 Karolina Pliskova
  • 2017: Sloane Stephens 6:3, 6:0 Madison Keys

Pennetta do dziś jest zawodniczką, która najpóźniej wygrała swój pierwszy (i jedyny) tytuł wielkoszlemowy. Zwycięstwa Kerber akurat można było oczekiwać, ale już obecność Pliskovej w finale była wówczas małym zaskoczeniem. A finał Stephens – Keys powszechnie uznano za sporą niespodziankę. W 2018 roku do meczu o tytuł wróciła jednak – po ciąży, narodzinach dziecka i związanych z tym komplikacjach – Serena Williams. I wszystko miało się rozegrać po staremu.

Ale nie chciała tego Naomi Osaka. Po dramatycznym finale z pamiętną aferą na linii Williams-arbiter w tle, to Japonka okazała się najlepsza. Miała wtedy niespełna 21 lat. I rozpoczęła nowy okres we współczesnej historii tenisa. Zresztą sama go kontynuowała, bo najlepsza okazała się też kilka miesięcy później w Australii. A potem swoje tytuły zdobywały Ash Barty (w chwili zdobycia trofeum 23 lata), Bianca Andreescu (19 lat), Sofia Kenin (21 lat), ponownie Naomi Osaka i Iga Świątek (19 lat). Zaplątać w to wszystko zdołała się jedynie Simona Halep na ubiegłorocznym Wimbledonie. Poza tym triumfowała młodość

Triumfowała zresztą dosłownie. Osaka ogrywała w finałach wyłącznie weteranki: Serenę Williams, Petrę Kvitovą i Wiktorię Azarenkę. Andreescu również okazała się lepsza od Williams, a Sofia Kenin od 26-letniej Muguruzy, dwukrotnej mistrzyni wielkoszlemowej. Tylko Ash Barty i Iga Świątek pokonywały rywalki ze swojej „grupy wiekowej” – Marketę Vondrousovą i wspomnianą przed chwilą Kenin. Wychodzi więc, że zmiana warty udowadniana jest nie tylko samymi tytułami, ale i w bezpośrednich starciach.

Choć to też oczywiście nie tak, że to nowe zjawisko. Mówi o tym Adam Romer, redaktor naczelny magazynu „Tenisklub”:

– Jeżeli cofniemy się jedną czy dwie generacje wcześniej, to też się to działo. To naturalne – u dziewczyn ten schyłek kariery jest wcześniej. Rzadko która – i tu siostry Williams są z pewnością wyjątkiem – ciągną długo swoje kariery. Na ogół kobiety kończą grać w wieku jakichś 28 lat, może trochę później. Czasem się zdarza, że potem jeszcze wracają i próbują trochę pograć. Zwykle jednak kończą stosunkowo szybko, bo i wcześniej zaczynają. Jeśli grają dłużej, to w końcu przychodzi moment, gdy zaczynają przegrywać z młodszymi. Ale już choćby to, że przestała grać Agnieszka Radwańska, przestała Caroline Woźniacki – on też o czymś świadczy. Za chwilę podobnie będzie pewnie z Angelique Kerber, której teraz nigdzie nie ma, nie liczy się od jakiegoś roku.

Z drugiej strony, koniec kariery największych się przesuwa. Coraz więcej tenisistek decyduje się odejść na emeryturę później, bo widzą, że grać na najwyższym poziomie da się po trzydziestce, czy też po ciąży. Tyle że ich najwyższy poziom w ostatnim czasie nie wystarcza na pokonanie nacierającej młodzieży. Młodzieży, która – podkreślmy to – idzie całą grupą.

Nie będzie jednej?

– Do tej pory koncentrowaliśmy się głównie na tym, czy znajdzie się jakaś zawodniczka, która zacznie seryjnie wygrywać te turnieje wielkoszlemowe. A tu cały czas jest rotacja. Może po prostu to jest taki moment, gdzie nie będzie jednej wyraźnej liderki jak Serena Williams, czy nawet dwóch, jak kiedyś Kim Clijsters i Justine Henin czy Martina Navratilova z Chris Evert. Może teraz czołówka będzie szersza, będzie kilka dziewczyn, które tak grają i one będą wygrywać na zmianę – mówi Romer.

Faktycznie, spośród ostatnich dziesięciu mistrzyń wielkoszlemowych, które debiutowały w tej roli, do tej pory tylko trzy zdołały powtórzyć swoje osiągnięcie. Są to Garbine Muguruza, Simona Halep i Naomi Osaka. Poza tym jest ciągła wymienność. W ostatnich dwóch latach rozegrano siedem turniejów wielkiego szlema. Wygrało je sześć różnych zawodniczek. Zarówno w 2019, jak i 2020 roku triumfowała jedynie Osaka.

Inna sprawa, że nie może to przesadnie dziwić. Wszystkie te tenisistki są stosunkowo młode, wahania formy w ich przypadku są czymś naturalnym. Osaka też po swoich dwóch szybko zdobytych tytułach miała niemal dwuletnią przerwę od finałów wielkoszlemowych. Podkreślamy to, bo to właśnie Japonka wydaje się w tej chwili najlepszą kandydatką do miana przyszłej dominatorki. Nie tylko przez swoje dotychczasowe osiągnięcia, ale i styl gry – agresywny, z przejmowaniem inicjatywy, mocny i przede wszystkim niezwykle skuteczny. Jeśli Naomi gra po swojemu, to niemal zawsze wygrywa.

Problemem jest właśnie to „jeśli”. Osaka na swoim koncie ma ledwie trzy inne tytuły WTA – jeden z 2018 i dwa z 2020 roku. Brakuje jej więc stabilności, ale potrafi się znakomicie przygotować na największe imprezy. Jeśli uda jej się wypracować umiejętność utrzymania formy na dłuższym dystansie, może nawet pójść w ślady Sereny Williams. Nikt nie będzie bowiem zdziwiony, jeśli Naomi skończy karierę z co najmniej kilkunastoma tytułami wielkoszlemowymi na koncie.

Z drugiej strony, już teraz w „swojej” grupie wiekowej ma rywalki, które z nią wygrywały. Sofia Kenin zrobiła to dwukrotnie (choć raz w dawnych czasach, sześć lat temu), podobnie nieco starsza Ash Barty (i też raz w 2014). Z kolei z Kenin wygrała choćby Iga Świątek. Wszystko się tu miesza i tak naprawdę każda z tych dziewczyn zdolna jest wygrać z każdą z pozostałych.

Dlatego właśnie najbliższe lata mogą być niesamowicie pasjonujące, jeśli chodzi o sytuację w kobiecym tourze. A zwłaszcza w przypadku turniejów wielkoszlemowych. Dla nas jeszcze bardziej – bo przecież mamy w gronie największych nadziei kobiecego tenisa naszą reprezentantkę.

Iga będzie przewodzić?

Iga Świątek bardzo lubi się z Naomi Osaką. Zresztą Japonka w sobotę cieszyła się z sukcesu koleżanki. Łączy ich jeszcze coś – z całego grona młodych zawodniczek, które już mają na swoim koncie wielkie sukcesy, to właśnie ta dwójka wydaje się mieć największe szanse na to, by na dłuższe lata zagościć w czołówce rankingu WTA (choć Idze – od dziś 17. tenisistce na świecie – do ścisłej czołówki wciąż nieco brakuje). Wynika to w dużej mierze z ich stylu gry, agresji w punktach i umiejętności przejmowania inicjatywy. W dzisiejszym tenisie właśnie to przynosi efekty.

Choć, oczywiście, stawiać tezy odnośnie do tego kto za dziesięć czy nawet pięć lat wciąż będzie liczyć się w grze o trofea, trzeba ostrożnie.

– Z kobiecym tenisem jest tak, że prorokowanie jest o tyle niebezpieczne, że sprawdzi się pewnie w 50 procentach. Co do połowy tych dziewczyn się pewnie sprawdzi, a co do drugiej – nie. Mogę powiedzieć, że Marketa Vondrousova jest dla mnie przykładem pewnej efemerydy. Staje się takim przykładem też Bianca Andreescu, której – takie mam wrażenie – zdrowie może utrudnić grę na najwyższym poziomie. Za to Osaka czy Świątek mogą grać dłużej na szczycie – mówi Romer. I dodaje:

Patrząc dziś na grupę dziewczyn, które aktualnie zaczynają odnosić te wielkie sukcesy, to tak, Iga i Naomi są predestynowane do tego, żeby przez najbliższe lata rządzić w światku wielkiego tenisa. Jeśli Andreescu zdoła się wyleczyć, to ona też. Może się jednak okazać, że za pół roku – odpukać – coś się stanie i ten obraz kompletnie się zmieni. Dziś na papierze wymieniłbym najpierw Osakę, potem Świątek i Andreescu, może Kenin. Niewykluczone, że ona swoje jeszcze wygra. 

Przed Świątek teraz jednak bardzo trudne zadanie – musi potwierdzić swój sukces. Nie zrobi już tego w tym sezonie, bo postanowiła go skończyć (a i tak nie miałaby ku temu specjalnie dużo okazji, kalendarz został bowiem znacznie okrojony). W kolejnym będzie musiała zademonstrować, że nie stała się tylko zawodniczką jednego turnieju, jak na przykład Jelena Ostapenko, a pójdzie raczej w stronę innych nastoletnich mistrzyń wielkoszlemowych z przeszłości, które potem potrafiły nadal wygrywać największe turnieje.

– Tak, Iga będzie musiała to teraz zrobić. Tylko nie rozumiejmy przez „powtórzenie” od razu wygrania kolejnego tytułu wielkoszlemowego, a po prostu zrobienie drugiego bardzo dobrego wyniku. A to wcale nie będzie tak łatwe, bo dziewczyny się teraz na niej skupią. Z drugiej strony jednak będą się jej też bały. Ona teraz dostanie taki bonus, że każda dziewczyna, która wyjdzie na mecz z nią, będzie troszkę zestresowana, bo zagra przeciwko mistrzyni Roland Garros – twierdzi Romer.  

Sezon 2021 wiele nam w tej kwestii pokaże. Bo faktycznie, Iga przystąpi do niego w zupełnie nowej roli, przy zupełnie innym zainteresowaniu mediów. Naomi Osaka po zwycięstwie w Australian Open 2019, odniesionym nieco z rozpędu, potem przygasła w dużej mierze przez medialny szum, z jakim się zmagała. Ona już przez ten etap przeszła, teraz kolej Igi. Bo, jak powiedziano, Polka ma wszelkie narzędzia ku temu, by na długie lata być jedną z liderek swojego tenisowego pokolenia. Podobnie Osaka.

A kto poza nimi?

Kto jeszcze?

– Na pewno Kenin. To jest dziewczyna, która ma papiery na to, żeby grać na najwyższym poziomie. Ona jest od niej silniejsza i mocniejsza, ale gra trochę jak Agnieszka Radwańska. Z pewnością ma szanse na to, żeby w tym światowym tenisie w czubie pobyć dłużej. Zobaczymy, co się stanie z Andreescu. Zobaczymy też, co będzie z Ukrainkami – dwa lata temu mówiliśmy, że idą falą, a nagle zaginęły. Jest Elina Switolina, ale zgubiła się Dajana Jastremska, nie ma pozostałych tenisistek. A to dziewczyny, które potrafią grać. Nie wiemy tak naprawdę do końca, co tam się stało – mówi Romer.

Sofia Kenin, wymieniona tu, ma jednak już na swoim koncie i tytuł wielkoszlemowy, i drugi finał. W pewnym sensie swoje umiejętności nie tylko zaprezentowała, ale i potwierdziła. Z kolei za plecami triumfatorek najważniejszych turniejów czają się i inne dziewczyny. Takie jak choćby Marketa Vondrousova, ubiegłoroczna finalistka French Open. Choć akurat ona od tamtego turnieju nie zagrała już w żadnym finale, nawet turnieju niższej rangi.

Z doskonałej strony potrafi zaprezentować się też Amanda Anisimova, Amerykanka młodsza nawet od Igi Świątek (o równe, co do dnia, trzy miesiące). Jej najlepszy występ też przypadł na ubiegłoroczne Roland Garros, gdy dotarła do półfinału. Poza tym ma na koncie jeden triumf w imprezie rangi WTA. Jeszcze młodsza od niej jest za to Coco Gauff, której talent jest niezaprzeczalny, a sama Coco prezentowała go już wielokrotnie. Choć na jej drodze jeszcze wiele może się zmienić, to śmiało uznać ją można za faworytkę do tego, by w następnej dekadzie wielokrotnie sięgać po najważniejsze trofea.

Z tenisistek już nieco starszych, ale wciąż mających mniej niż 25 lat warto wymienić takie zawodniczki, jak Aryna Sabalenka czy Jelyna Rybakina, mimo że obie w turniejach wielkoszlemowych na razie nie docierały nawet do drugiego tygodnia. Ale Simona Halep czy Angelique Kerber pokazały, że turnieje wielkoszlemowe można zacząć kolekcjonować nawet stosunkowo późno. A właśnie, Halep. O niej nie można zapomnieć. Wydaje się bowiem, że jeśli któraś z tenisistek dobijających powoli do trzydziestki ma powalczyć z nacierającą młodzieżą, to będzie to właśnie ona.

No i, niezmiennie, Serena Williams. Ale tego się chyba wszyscy domyślacie.

SEBASTIAN WARZECHA

Fot. Newspix


Subskrybuj
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
Pokaż wszystkie komentarze

Aktualności

Kalendarz imprez