I znowu łzy. Aleksandra Kowalczuk przegrała walkę o brąz

I znowu łzy. Aleksandra Kowalczuk przegrała walkę o brąz

Jesteśmy wygłodniali sukcesów i to nie może dziwić. Kończy się powoli czwarty dzień igrzysk, a Polacy jak medali nie mieli, tak nie mają ich nadal. Dziś liczyliśmy między innymi na szpadzistki, ale one odpadły już w ćwierćfinale (jak się potem okazało, z mistrzyniami olimpijskimi). Rozczarował też Hubert Hurkacz. W tym wszystkim zabłysło jedno światełko, jedna nadzieja na medal – Aleksandra Kowalczuk. Nasza taekwondzistka dotarła aż do walki o brąz. Na podium stanąć się jednak nie udało.

Do Tokio posłaliśmy dwie taekwondzistki – Patrycję Adamkiewicz i właśnie Olę Kowalczuk. Ta pierwsza kilka dni temu przegrała już w pierwszej walce, tracąc ogrom punktów w ostatniej rundzie. Trener mówił potem, że Patrycja czuła zmęczenie, nie dostosowała się do japońskich warunków. O Olę też się w tej kwestii obawialiśmy, bo ta – z powodu pozytywnego wyniku jednego z testów na koronawirusa – przyleciała do Japonii później, tracąc kilka dni przygotowań. W teorii mogło jej to zaszkodzić.

W praktyce mówiła, że wręcz pomogło. Bo całe to zamieszanie sprawiło, że cieszyła się już perspektywą występu na igrzyskach, nie nakładała na siebie presji związanej z wynikiem. A przecież mogła, bo w CV ma już nieco osiągnięć (choćby złoto mistrzostw Europy), była rozstawiona z wysokim numerem. Po cichu liczyliśmy już przed igrzyskami, że przywiezie nam do kraju medal, sprawiając miłą niespodziankę. Jak się okazało – dała z siebie wszystko, była naprawdę bliska celu. I nikt nie może jej zarzucić, że pojechała do Japonii na wycieczkę.

Bo walczyła dziś znakomicie. Stoczyła cztery pojedynki, a uwierzcie, że to naprawdę wycieńczająca sprawa. Zaczęła przecież już o 13:00 czasu miejscowego (6:00 u nas) od starcia z Rebą Stewart z Australii, a kończyła o 21:00. To pierwsze starcie wygrała 7:2, znakomicie pracując przede wszystkim w defensywie, unikając ciosów rywalki. Potem przegrała z Serbką Milicą Mandic, która zaprezentowała się doskonale. Zresztą to przez nią, ale i dzięki niej Ola mogła powalczyć w repasażu – Mandic weszła potem do finału, a to był do tego warunek konieczny.

Repasaż – który fani igrzysk tak uwielbiają – Polka wygrała na pewniaka, 15:7. Faith Ogallo z Kenii właściwie nie była w stanie jej zagrozić. Ale już Bianca Walkden potrafiła to zrobić. I to nie może dziwić – Brytyjka to aktualnie prawdopodobnie najlepsza taekwondzistka świata, była faworytką do złota, półfinał przegrała niespodziewanie, po szalonej walce, w której lepsza okazała się Koreanka Dabin Lee. Wynik pojedynku? 25:24. W pojedynku Brytyjki z Polką punktów było dużo mniej – ledwie dziesięć.

Niestety, siedem z nich zdobyła Walkden.

Gołym okiem widać było, czemu trudno jest walczyć z Brytyjką. Walkden wykorzystywała właściwie każdy błąd Kowalczuk, świetnie się przy tym broniła, a w dodatku imponowała różnorodnością technik. Kilka punktów zdobyła na przykład mocnymi ciosami z pięści (zresztą Ola próbowała na to odpowiedzieć i jedno oczko też tak sobie dopisała), co w taekwondo nie jest codziennością. Ostatecznie miała ich o cztery więcej. I to zadecydowało o tym, komu przypadnie brązowy medal.

Ola po walce miała w oczach łzy, pocieszała ją zresztą sama rywalka. Oddała też Polce pewne honory, wyciągając na środek maty i podnosząc również rękę Polki. Obie się znają, walczyły zresztą ze sobą już kilkukrotnie, Kowalczuk wygrała tylko raz. Dziś, choć chcielibyśmy, żeby było inaczej, nie udało się dołożyć drugiej wygranej. Ola ma jednak 24 lata, za trzy może po raz kolejny pojechać na igrzyska. Do tego w zeszłym roku doznała ciężkiej kontuzji, a teraz miała wspomniane problemy z testem na koronawirusa.

Jej wynik należy więc uznać za bardzo dobry. Ale życzymy jej, by za trzy lata osiągnęła jeszcze więcej.

Fot. Newspix


Subskrybuj
Powiadom o
guest
1 Komentarz
Najstarsze
Najnowsze Najlepiej oceniane
Inline Feedbacks
Pokaż wszystkie komentarze
Tungu
Tungu
1 miesiąc temu

Ustąpiła tylko zawodniczkom, które we wszelkiego rodzaju klasyfikacjach znajdują się wyżej od niej. Wygrać z nimi byłoby olbrzymim sukcesem, ale przegrać – żaden wstyd.

Aktualności

Kalendarz imprez