Hurkacz pokonał Tsitsipasa! Polak w półfinale turnieju w Miami

Hurkacz pokonał Tsitsipasa! Polak w półfinale turnieju w Miami

Przed tym spotkaniem grali ze sobą ośmiokrotnie. Stefanos Tsitsipas, aktualnie piąty tenisista rankingu ATP, wygrał siedem z tych spotkań. Dziś też długo zanosiło się na jego zwycięstwo. Gdy jednak nagle Hubert Hurkacz zaczął łapać wiatr w żagle – na korcie momentami wiało zresztą całkiem mocno – to do końca meczu dopłynął już jako jego zwycięzca. Polak osiągnął tym samym życiowy sukces i po raz pierwszy w karierze zagra w półfinale imprezy ATP 1000!

Tsitsipas jak po swoje… do czasu

Wiadomo, że przed takimi meczami ma się duże nadzieje. Wiele jednak świadczyło dziś przeciwko Hubertowi. Jego bilans meczów z Tsitsipasem to jedna rzecz. Druga – że długi mecz rozegrał w poprzedniej rundzie, choć miał po nim dzień odpoczynku. Trzecia, że tylko raz w karierze grał w ćwierćfinale imprezy tej rangi, a doświadczenie w takich spotkaniach jest bardzo istotne. Przegrał wtedy z Rogerem Federerem. Tsitsipas z tym poziomem jest już obyty. Choć, oczywiście, jest mniej przerażający od Federera. Bo obaj z Hurkaczem znają się już doskonale, a Hubert, choć większość ich meczów przegrywał, wielokrotnie potrafił doprowadzić w nich do trzeciego seta.

Tak było chociażby nie tak dawno temu w Rotterdamie, gdzie po naprawdę zaciętym spotkaniu, to Grek okazał się lepszy, wygrywając kluczowe piłki w trzeciej partii. Widać było wtedy jednak, że Hubert jest blisko. Dziś obaj też doszli do trzeciego seta. Choć długo wydawało się, że będzie zupełnie inaczej. Bo Polak zaczął fatalnie. O ile w poprzednich dwóch meczach – z Denisem Shapovalovem i Milosem Raoniciem – imponował cierpliwością, spokojem i przemyślanymi zagraniami, o tyle dziś próbował wymiany przyśpieszać i grać… nawet zbyt perfekcyjnie. Efekt? Dwa stracone gemy serwisowe – głównie przez własne błędy. Równocześnie widać było jednak, że Hubert wcale przesadnie nie odstaje – Stefanos zwykle musiał się bardzo namęczyć, by wygrać własne gemy. A to gość, który wcześniej w całym turnieju stracił serwis tylko raz.

Dziś w pierwszym secie nie przydarzyło mu się to ani razu. Hurkacz był w stanie wygrać tylko dwa gemy przy swoim serwisie i całą partię przegrał 2:6. W drugiej za to zaczął od ogromnych wręcz błędów, znów stracił podanie i szybko zrobiło się 2:0 dla Tsitsipasa. W międzyczasie dostaliśmy – naprawdę rzadkie u Polaka – wyrazy frustracji. Głośno krzyczał, patrzył gdzieś w stronę trenera. Szczerze pisząc, byliśmy przekonani, że ten mecz zaraz się skończy, a Hubert będzie mógł się pocieszać, że i tak zagrał bardzo dobry turniej.

Bo tak by było zapewne jeszcze jakiś czas temu. Hurkacz, gdy się rozstrajał, często przegrywał takie mecze łatwo. Ale w Miami to inny Polak.

Punkt zwrotny i decydujące gemy 

Naprawdę trudno było się tego spodziewać, ale nagle Hubert odzyskał precyzję, której szukał przez cały mecz. Wcześniej wielokrotnie w siatce lądowało jedno z jego firmowych zagrań – backhand po linii. Forehandy wyrzucał minimalnie poza kort. Minięcia mu nie wychodziły. A od stanu 0:2 było już dużo lepiej. I z seta, który – tak się wydawało – potoczy się pod dyktando Stefanosa, zrobiła się partia, którą Tsitsipas będzie wspominać naprawdę długo. I nie będą to miłe wspomnienia.

Hubert najpierw go przełamał i wyrównał stan rywalizacji. Zrobiło się 3:3 w secie, serwował Polak i znów było nerwowo. Tsitsipas miał dwa break pointy, ale Hurkacz zdołał się obronić. Chwilę później Grek prowadził 40:0 przy swoim serwisie… i przegrał gema. Jeśli nie wierzyliście, że Hubert zawsze walczy do końca – to najlepszy dowód na poparcie tej tezy. Wielu tego gema by już oddało. On nie. A skoro walczył, to dostał swoją nagrodę. Decydującego gema drugiego seta wyserwował sobie już bardzo łatwo. I nagle było 1:1 w setach.

Decydująca partia? Cóż, tam po raz pierwszy w tym meczu Hurkacz nie zaczął od straty serwisu i to być może było najważniejsze. Swoje podanie zresztą obaj początkowo trzymali pewnie. Początkowo. Bo przy stanie 2:2 gema przy własnym serwisie stracił Tsitsipas. Scenariusz znów był ten sam – Grek prowadził już 40:0 i wydawało się, że zaraz małą partię zamknie, a Hubert walczył. I znów mu się udało, bo po chwili prowadził w secie. I tego prowadzenia nie oddał już do samego końca.

Wszedł już bowiem na taki poziom, na którym Tsitsipas – najwyżej rozstawiony z tenisistów, którzy nadal grali w turnieju – po prostu nie był w stanie mu zagrozić. Stefanos nie dostał nawet jednej szansy na przełamanie w trzecim secie. I dodajmy, Grek nie grał źle. To Polak swoją postawą sprawił, że rywal ten mecz przegrał. Jeśli Stef nazywany jest “greckim bogiem”, to Hurkacz od drugiego seta wcielił się w wyższe bóstwo. Odmiana, jaką przeszedł w tym spotkaniu, była wręcz cudowna, jakby dotknęła go czarodziejska różdżka. Drugi raz z rzędu wygrał mecz z wyżej notowanym rywalem, po przegraniu pierwszego seta (a ogółem jest to trzecie kolejne zwycięstwo z przeciwnikiem zajmujący wyższe miejsce w rankingu). I jeśli tak to ma wyglądać, to w półfinale i opcjonalnym finale też może tę pierwszą partię stracić.

Co by się jednak nie wydarzyło w kolejnym meczu, już jest wspaniale. Hurkacz osiągnął bowiem życiówkę nie tylko w samym turnieju tej rangi, ale też w rankingu ATP. W najnowszym notowaniu będzie co najmniej 27. Tak wysoko jeszcze się nie znalazł. W półfinale za to zmierzy się albo z Andriejem Rublowem, albo z Sebastianem Kordą. Większe szanse są, oczywiście, na mecz z pierwszym z tej dwójki. Kto by to jednak nie był, mamy dla was dobrą informację – obu tych gości Hubert już w swojej karierze pokonywał.

A to znaczy jedno – półfinał wcale nie musi być końcem jego przygody z tą imprezą.

Fot. Newspix


Subskrybuj
Powiadom o
guest
2 komentarzy
Najstarsze
Najnowsze Najlepiej oceniane
Inline Feedbacks
Pokaż wszystkie komentarze
Sławek
Sławek
19 dni temu

Super! Oby półfinał zagrał bardziej na przebijanie niż ryzyko a wszystko powinno być ok. Fizycznie wyglądał bardzo dobrze 🙂

KONDZIUbenice
KONDZIUbenice
18 dni temu

Malo interesuje mnie tenis. Ale po przeczytaniu tekstu pana Sebastiana chcialem go pochwalic.Bardzo fajnie sie pana czytalo,super ze nie naduzywa pan metafor,hiperboli.To wazne mimo zyciowki HUBERTA by nie uderzac w przesadny patos jak np.pan SMYK!!!!!! Panie Sebastianie czy interesuje sie pan pilka nozna??? Jesli tak prosze sprobowac wrzucic jakis tekst!!! Jesli nie to prosze sprobowac podpowiedziec,nauczyc SMYKA i reszte tych pseudo-znawcow(wyjatkiem jest pan BIAŁEK) jak nalezy REDAGOWAC tekst by mialo to rece i nogi.Wkoncu to portal”sportowy”!!! P.s super ,ze w przeciwienstwie do ww. nie silil sie pan na robienie z Huberta po pokonaniu teoretycznie najlepszego w tym turnieju zawodnika juz… Czytaj więcej »

Aktualności

Kalendarz imprez