Hurkacz mistrzem w Paryżu! Polak wygrywa debla

Hurkacz mistrzem w Paryżu! Polak wygrywa debla

Hubert Hurkacz sezon singla – zwłaszcza po przerwie wywołanej pandemią – miał stosunkowo słaby. Rzadko dochodził do dalszych faz turniejów, przegrywał z niżej notowanymi rywalami i wydawał się pozbawiony chęci do gry. Cały tenisowy rok w grzej pojedynczej zakończył w poniedziałek – porażką z Radu Albotem. I nagle odżył. W Paryżu ruszył na podbój debla, a jego partnerem został Felix Auger-Aliassime. Jak się okazało – był to złoty duet. Dziś Polak i Kanadyjczyk wygrali cały turniej. 

Szaleństwo

Gdybyście powiedzieli nam przed turniejem, że coś takiego się wydarzy, uznalibyśmy was za szaleńców. Hurkacz wygrywający imprezę w deblu? I to tak mocno obsadzoną? Nie no, gdzie. Owszem, Polak potrafi pograć przy siatce, lubi się czasem zabawić z rywalami przy grze na małe pola, a i technikę ma niezłą. Ale do tej pory jego deblowe występy na poziomie ATP raczej nie były najlepsze. W pamięci wciąż mieliśmy mecze ze styczniowego ATP Cup, gdy – w parze z Łukaszem Kubotem – nie radził sobie najlepiej.

W Paryżu za to nastąpiła eksplozja jego formy. Wiadomo, że podstawą debla jest znalezienie odpowiedniego partnera. Wiadomo też, że gdy para rozumie się na korcie, to tak naprawdę nieważne, czy gra ze sobą pierwszy, drugi czy setny raz – może wygrać z każdym. A Hurkacz i Auger-Aliassime od razu znakomicie się tym razem zgrali (bo już raz, w Rotterdamie, próbowali, ale odpadli w drugim meczu). I przeszli przez paryski turniej w znakomitym stylu.

Po drodze pokonali naprawdę utytułowane pary. Już w drugiej rundzie trafili na rozstawionych z jedynką Roberta Faraha i Horacio Zeballosa. Wygrali w trzech setach. W kolejnym meczu grali z turniejową “siódemką” – parą Peers/Venus. Znów potrzebowali trzech setów i znów okazali się lepsi. W półfinale na ich drodze stanęli Łukasz Kubot i Marcelo Melo, rozstawieni z czwórką. I oni ulegli, również w trzech setach. Hubert pokonał tym samym gościa, do którego zwykle zwracał się po rady i to na jego terenie – w deblu.

No jak to nazwać, jeśli nie szaleństwem?

Z nożem na gardle

Dzisiejszy mecz z parą Mate Pavić/Bruno Soares był kolejnym z grona piekielnie trudnych spotkań. Tylko w tym sezonie Chorwat i Brazylijczyk wygrali już wielkoszlemowe US Open. Innymi słowy: w świecie debla to kozacy. Ale Hurkacz i Auger-Aliassime nie dali po sobie poznać, że sami są nowicjuszami. Zwłaszcza gdy chodzi o deblowe starcia o taką stawkę.

Dość napisać, że w całym spotkaniu ani razu nie doszło do przełamania czyjegoś serwisu. Dwa sety zakończyły się po tie-breakach. W pierwszym minimalnie lepsi byli rywale polsko-kanadyjskiej pary, w drugim Hubert i Felix. Choć naprawdę mało brakowało, by nawet nie doszło do super tie-breaka. Hurkacz i Auger-Aliassime obronili bowiem pięć piłek meczowych! W tym trzy z rzędu, od stanu 3:6 w tie-braku drugiego seta. Odporność psychiczna, jaką dziś zaprezentowali, była więc naprawdę mistrzowska.

Pavić i Soares po takim finiszu drugiego seta już się nie podnieśli, a Hurkacz i Auger-Aliassime – wyraźnie nakręceni obronionymi piłkami meczowymi – trafiali po prostu każde zagranie. Nawet jeśli Kanadyjczyk akurat odbił nieczysto, to i tak zahaczył o linię. Nawet jeśli Hurkacz miał niesamowicie trudną piłkę do odegrania, to i tak weszła co do centymetra w kort. Nie było opcji, by tego nie wygrali.

Więc już po chwili mogli cieszyć się z trofeum. I, tradycyjnie, napisali na kamerach dwa słowa: “Jazda” (to Felix) i “Allez” (to Hubert). Ot, nie tylko świetni tenisiści, ale i poligloci.

Promyk nadziei 

Dla Hurkacza takie zwycięstwo jest niesamowicie cenne z kilku powodów. Po pierwsze, daje sporo wiary w siebie przed kolejnym sezonem. Napisaliśmy już, że w singlu szło mu słabo, wiele osób wytykało Polakowi brak zaangażowania, przechodzenie obok meczu czy przesadną nerwowość. W deblu nie pokazał żadnej z tych rzeczy, a wręcz przeciwnie – udowodnił, że grać może na naprawdę najwyższym poziomie i o sporą stawkę. Po drugie, zbliżają się igrzyska. A tam Hubert pewnie będzie chciał wystartować w deblu, pewnie z Łukaszem Kubotem. Takie występy pokazują, że może coś zdziałać również w grze podwójnej. Po trzecie… trofeum to trofeum. Po prostu.

Cieszyć musi się też też Auger-Aliassime. Dla niego to przerwanie koszmarnej serii. To był jego siódmy finał turnieju rangi ATP – pierwszy w deblu i pierwszy w imprezie oznaczonej jako 1000 (wyżej są tylko finały ATP i wielkie szlemy) – ale pierwszy zwycięski. W grze pojedynczej sześciokrotnie uznawał wyższość rywali. W deblu wygrał od razu. Zresztą podobnie jak Hubert – dla niego to też był pierwszy finał takiej imprezy w grze podwójnej. Różnica jest jedynie taka, że on ma też tytuł w singlu.

Kto wie, może Polak i Kanadyjczyk jeszcze kiedyś powalczą o coś razem. Po takim występie warto byłoby spróbować. Owszem, to wciąż byłby dodatek do singla, ale skoro potencjał jest, a i obaj dobrze się razem rozumieli i bawili, to czemu by z tego nie skorzystać?

Fot. Newspix


Subskrybuj
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
Pokaż wszystkie komentarze

Aktualności

Kalendarz imprez