Hurkacz lepszy od Shapovalova! Polak wziął rewanż za Dubaj

Hurkacz lepszy od Shapovalova! Polak wziął rewanż za Dubaj

Niespełna dwa tygodnie temu obaj spotkali się w turnieju w Dubaju. Tam dość łatwo wygrał Kanadyjczyk. Dziś grali o awans do 1/8 finału turnieju ATP 1000 w Miami. Hubert Hurkacz chciał rewanżu za ostatni mecz, a Denis Shapovalov wyrównania stanu ich rywalizacji na 2:2. Okazało się, że swój cel osiągnął Polak. W porównaniu do spotkania rozgrywanego na Bliskim Wschodzie, Hurkacz grał znakomicie, w pełni zasłużenie wygrywając z młodszym rywalem. 

Stany, Stany, fajowa jazda

Jakoś tak już to jest, że najlepsze wyniki Hubert Hurkacz osiąga w USA. To tam wygrywał dwa turnieje rangi ATP 250, tam pokazywał się szerokiej publiczności pokonując między innymi Dominica Thiema, tam też dochodził do jedynego w karierze ćwierćfinału imprezy ATP 1000. Działo się to dwa lata temu w Indian Wells, a w nagrodę za takie osiągnięcie Hubert otrzymał mecz z Rogerem Federerem. Szwajcar był co prawda lepszy, ale na Hurkacza mnóstwo osób zwróciło wówczas uwagę. Wreszcie – to na amerykańskich kortach dwukrotnie pokonywał wcześniej Denisa Shapovalova.

Dziś nie było inaczej. Choć mieliśmy prawo do obaw. Bo w spotkaniu w Dubaju Hurkacz od Shapovalova wyraźnie odstawał, w kluczowych momentach łatwo tracąc serwis czy oddając punkty przy podaniu rywala. Break pointa w całym meczu dostał zresztą tylko jednego i go nie wykorzystał. Denis grał po prostu zbyt dobrze, a Hubert nie odnajdywał się w warunkach tamtego turnieju, na jego stosunkowo szybkich kortach. W Miami nawierzchnia jest za to wolniejsza, częściej gra się długie wymiany i to pomogło Polakowi.

To na pewno kolejny trudny mecz. Graliśmy ze sobą kilka razy, również niedawno w Dubaju. Mam nadzieję, że będę mógł grać w tym meczu z taką pewnością jak w tamtym tygodniu. Oczywiście, tu będą inne warunki i inna nawierzchnia. To nowy mecz, na pewno czeka mnie trudne wyzwanie – mówił Kanadyjczyk po swoim poprzednim meczu, gdy po zażartej, trzysetowej, przerywanej przez deszcz rywalizacji, pokonał Ilję Iwaszkę. Tak trudne starcie z mniej renomowanym rywalem mogło być zresztą sygnałem, że Denis w Miami nie jest w optymalnej dyspozycji.

Pytaniem pozostawało, czy Hubert to wykorzysta.

Po profesorsku

Przez pierwszych kilka gemów to Hurkacz miał większe problemy. Shapovalov potrafił odnaleźć się na returnie, regularnie nękał serwis Polaka. Ten w ważnych momentach wyciągał jednak świetne podania i oddalał niebezpieczeństwo. Zresztą cały dzisiejszy mecz cechowało w dużej mierze to, że gdy przychodziło do kluczowych piłek, znacznie dojrzalej zachowywał się Hubert. Pokazał to już zresztą pierwszy break point na korzyść Polaka, gdy ten znakomitym forehandem zdobył punkt i przełamał rywala. Chwilę później zamknął seta własnym gemem serwisowym. Doszło wtedy zresztą do zabawnej sytuacji, gdy Denis postanowił zabawić się w sędziego i nie odpowiedział na bardzo lekki forehand Polaka, z którego spokojnie mógłby posłać nawet kończące uderzenie. Problem w tym, że system Hawkeye live autu nie wywołał i Hurkacz dostał piłki setowe.

W drugiej partii przełamań już nie było. Obaj bardzo pilnowali swojego serwisu, żaden nie dał rywalowi szans na uzyskanie przewagi. W tie-breaku zresztą też królowali raczej serwujący. Hubert co prawda zyskał minibreaka już w pierwszym punkcie “dogrywki”, ale oddał go w następnym. Kolejnego udało mu się ugrać w pod koniec i w nagrodę dostał dwie piłki meczowe. Shapovalov udźwignął jednak presję i stan rywalizacji wyrównał. Wystarczyła jednak zmiana stron, by tym razem to Polak zgarnął dwa punkty z rzędu, a wraz z nimi cały mecz.

Denis przez większość meczu był nerwowy. Krzyczał, złościł się, kłócił z arbitrem, na koniec nawet rzucał rakietą. Hubert – jak to on – pozostał spokojny. I tym spokojem dziś zdecydowanie wygrał. To zresztą niezwykle cenne dla Polaka zwycięstwo. Tylko pięciokrotnie w swojej karierze pokonywał wyżej notowanych od Denisa tenisistów, raz też Gaela Monfilsa, który zajmował wówczas – tak jak obecnie Shapovalov – 11. miejsce w rankingu ATP. Przede wszystkim jednak to jego pierwszy triumf nad wyżej notowanym od siebie rywalem od wrześniowego turnieju w Rzymie, gdy pokonał Andrieja Rublowa. Trochę czasu minęło.

W kolejnej rundzie Hubert dostanie następną szansę na wygraną z gościem zajmującym wyższą pozycję i… znów będzie to Kanadyjczyk. Tym razem jednak starszy, wyższy, bardziej doświadczony i dysponujący znacznie mocniejszym serwisem. Po drugiej stronie kortu stanie bowiem Milos Raonic.

Obaj jeszcze nigdy ze sobą nie grali. Całkiem miło byłoby zacząć taką rywalizację od wygranej. A jeśli Hubert zagra tak jak dziś, to na pewno jest w stanie ją wywalczyć.

Fot. Newspix


Subskrybuj
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
Pokaż wszystkie komentarze

Aktualności

Kalendarz imprez