Hurkacz grał dwa tie-breaki i oba przegrał. Polak odpadł z turnieju w Cincinnati

Hurkacz grał dwa tie-breaki i oba przegrał. Polak odpadł z turnieju w Cincinnati

Kiedy znakomicie grał wiosną w turnieju w Miami, który ostatecznie wygrał, mówiliśmy, że jest wręcz królem tie-breaków – wygrywał każdy, do jakiego doszło. W US Open Series jest niestety zupełnie odwrotnie. Dziś dostaliśmy tego kolejny dowód – Hubert Hurkacz dwukrotnie grał tie-breaka z Pablo Carreno-Bustą. I oba przegrał. Tym samym już w III rundzie pożegnał się z turniejem w Cincinnati. Drugi raz z rzędu Polak przegrał spotkanie, w którym zadecydowało kilka gorszych piłek. 

Narzekać przesadnie na występ Hurkacza w Cincinnati nie ma co – zrobił w końcu to, co miał zrobić, czyli najpierw ograł Alejandro Davidovicha Fokinę, a potem do listy swoich ofiar dopisał Andy’ego Murraya, przez co ma już na rozkładzie dwóch tenisistów z Wielkiej Czwórki, bo na Wimbledonie pokonał wcześniej Rogera Federera. W przypadku starcia Pablo Carreno-Bustą, niedawnym brązowym medalistą igrzysk olimpijskich w Tokio, spodziewaliśmy się wyrównanego meczu, który wygrać mogli obaj tenisiści. To przecież sąsiedzi z rankingu ATP – Hurkacz jest aktualnie 12., a Hiszpan 13.

I tak to od początku wyglądało. Obaj grali pewnie przy swoim podaniu, dopisując na swoje konto kolejne asy. Owszem, Hurkacz dwukrotnie bronił break pointów, ale właśnie serwis pomógł mu zrobić to bez większych nerwów. Carreno-Busta bronić się przed przełamaniem musiał za to w kluczowym momencie seta – przy stanie 5:4 dla Huberta. Gdyby przegrał, od razu straciłby całą partię. Nie stało się tak (w czym pomógł Hubi, pakujac forehand w siatkę) i wszystko zaczęło zmierzać w stronę tie-breaka. W nim Polak – mimo że na początku stracił kilka punktów – znów miał szansę wygrać seta. I to wielką, bo przy swoim serwisie. Jego backhand wyleciał jednak… o jakiś centymetr za linię boczną. Hubert przegrał punkt, zrobiło się 6:6, a po zmianie stron Carreno-Busta zgarnął kolejne dwie wymiany. I było po secie.

W drugiej partii polski tenisista zaczął bardzo słabo i stracił serwis – mimo prowadzenia 40:0! – już w drugim gemie. Po chwili było już 0:3 i pachniało to wszystko szybko przegranym setem. Wtedy Hubert zaczął powoli zbierać się do kupy. Wygrał, mimo problemów, własnego gema serwisowego, a potem przełamał rywala, choć Carreno-Busta najpierw doprowadził do wyrównania od stanu 0:40, broniąc trzech break pointów z rzędu. Potem jednak popełnił dwa podwójne błędy serwisowe, oddając gema Hubertowi i zapraszając Polaka do powrotu do spotkania.

Mieliśmy nadzieję, że ten napędzi się takim obrotem spraw, tym bardziej, że wychodził przecież do gema przy własnym podaniu. W nim jednak przegrał pierwsze trzy piłki. Zrobiło się nieciekawie, ale w tym akurat wypadku Hubert nie miał zamiaru się poddać. Doprowadził do wyrównania, a potem obaj walczyli przez kilkanaście kolejnych wymian. Cały gem, w którym ostatecznie lepszy okazał się Hurkacz, trwał czternaście(!) minut. Widywaliśmy w przeszłości niewiele dłuższe sety. A co do seta właśnie, to po tym szalonym początku obaj przeszli do trybu trzymania serwisu (choć Polak musiał jeszcze bronić się przed przełamaniem), docierając do stanu 6:6.

Przyszedł więc kolejny tie-break. I tym razem Hubert nie miał już nawet szansy na wygranie seta. Do 3:3 jeszcze wszystko wyglądało dobrze, ale od tamtej pory gra Polaka się załamała. Najpierw popełnił podwójny błąd serwisowy (dopiero drugi w meczu), potem świetnie dwa razy zagrał rywal, a na koniec Hurkacz stracił kolejny punkt przy własnym podaniu, wyrzucając piłkę za linię końcową i tym sposobem przegrywając cały mecz. To kolejne – po niedawnym meczu z Daniiłem Miedwiediewem – spotkanie, w którym polski tenisista miał swoje szanse i śmiało mógł pokusić się o zwycięstwo. Ale ostatecznie, choć mecz momentami był niesamowicie wyrównany, przegrał go przez własne błędy.

Gdy grał na Florydzie, w pierwszych miesiącach sezonu, wygrał wszystkie pięć rozegranych tam tie-breaków i w dużej mierze przez to triumfował w całym turnieju w Miami. W US Open Series – turniejach poprzedzających zbliżającą się imprezę wielkoszlemową – jego bilans w tie-breakach to 1:6. I to, niestety, zadecydowało i dziś. To jednak nie koniec emocji związanych z meczami Polaka. Hurkacz zagra w Cincinnati jeszcze co najmniej jeden mecz – razem z Jannikiem Sinnerem rywalizują bowiem w turnieju debla. Jeszcze dziś w nocy zmierzą się z najlepszą aktualnie parą na świecie – Pavić/Mektić. Chorwaci triumfowali w tym roku między innymi w turnieju w Miami, na Wimbledonie i zdobyli złoty medal igrzysk olimpijskich w Tokio.

Będzie więc piekielnie trudno. Ale kto wie, może tam akurat Hubert pokusi się o wygraną?

Fot. Newspix


Subskrybuj
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
Pokaż wszystkie komentarze

Aktualności

Kalendarz imprez