Hubert Hurkacz w finale turnieju ATP w Miami!

Hubert Hurkacz w finale turnieju ATP w Miami!

To jeden z najlepszych wyników w historii polskiego tenisa! Hubert Hurkacz ograł w półfinale turnieju rangi ATP 1000 (druga najwyższa po Wielkich Szlemach) w Miami Andrieja Rublowa 6:3, 6:4. Rosjanin to kolejny bardzo dobry tenisista, którego Polak pokonał w USA. Wcześniej wyrzucił za burtę Denisa Shapovalova i Stefanosa Tsitsipasa.

Przed pojedynkiem półfinałowym mieliśmy powody do optymizmu. Przede wszystkim, Hubert na kortach w Miami prezentuje się świetnie – nie zawahamy się stwierdzić, że jest w życiowej formie. Imponuje przygotowaniem kondycyjnym, co jest bardzo istotne podczas turnieju rozgrywanego przy temperaturze przekraczającej dwadzieścia pięć stopni oraz sporej wilgotności powietrza. Poza tym, on po prostu nie podpala się podczas tego turnieju. W trakcie kariery zdarzało mu się łatwo tracić punkty, kiedy spotkanie nie szło po jego myśli. Ale w Miami nastąpiła zmiana o sto osiemdziesiąt stopni – Hubert właśnie w decydujących momentach pokazywał swoje możliwości.

Oczywiście, wiedzieliśmy, że to może być kolejne, ciężkie starcie. Hurkacz walczył z wyżej notowanym rywalem – Rublow to ósma rakieta w rankingu ATP. Rosjanin niecały miesiąc temu wygrał w Rotterdamie turniej serii ATP 500. W rozgrywanym pod koniec lutego Australian Open dotarł do ćwierćfinału, gdzie przegrał ze swoim rodakiem – Daniłem Miedwiediewem. Ponadto, drabinka w Miami była dla niego dosyć wyrozumiała – do tej pory mierzył się z nisko rozstawionymi rywalami.

Naturalnie szanujemy to, że na przykład rewelacja turnieju – Sebastian Korda – aby zagrać w ćwierćfinale, musiał zwyciężyć z wysoko rozstawionym Diego Schwartzmannem. Jednak nie zmienia to faktu, że wedle drabinki do tej pory najpoważniejszym rywalem Rublowa był rozstawiony z dwudziestym dziewiątym numerem Marton Fuscovis. Zatem Rosjanin wygrał wszystkie dotychczasowe pojedynki w turnieju 2:0. Zaledwie raz musiał kończyć seta w tie-breaku, ze wspomnianym Kudlą. Przez to mógł być bardziej wypoczęty od Hurkacza, który ostatnie dwa mecze wygrał 2:1, po bardzo ciężkich bojach.

Dominacja w pierwszym secie

Hubert miał okazję spotkać się z Rublowem rok temu w Rzymie. I Polak wyszedł z tego starcia zwycięsko. Dziś zaskoczył nas już na samym początku – rozpoczął mecz zupełnie inaczej niż poprzednie starcia, podczas których wolno się rozkręcał. Hurkaczowi wychodziło wszystko. Grał ofensywnie, z częstą zmianą tempa, co wyraźnie dezorientowało jego rywala. Kontry- proszę bardzo. Długie wymiany – większość kończyła się tym, że Rublow po prostu opadał z sił i popełniał proste błędy.

Rosjanin był wyraźnie podenerwowany takim obrotem spraw. W pewnym momencie zaczął nawet krzyczeć do kibiców, aby ci nie hałasowali podczas długich wymian. Opieprzanie dosłownie kilkudziesięciu siedzących na trybunach fanów, aby ci nie byli za głośno, wyglądało wręcz komicznie.

Bo to nie kibice, a genialna postawa Hurkacza sprawiała, że w pierwszym secie w gemach było 5:1 dla naszego zawodnika. I to zaledwie po dwudziestu minutach! Totalna deklasacja. W drugiej części pierwszej partii Rosjanin grał na wielkim ryzyku. Cóż, nie miał nic do stracenia, ale kilka takich zagrań pozwoliło mu również zyskać większą pewność siebie. Jednak Polak wypracował sobie sporą przewagę, i nawet jeżeli popełnił kilka błędów, to w jednym elemencie przeważał nad swoim przeciwnikiem – a był to serwis. W ostatnim gemie zdobył aż trzy asy serwisowe, kończąc set na stanie 6:3.

W drugim secie Polak nie zwalniał tempa

Przez chwilę zastanawialiśmy się, czy telewizja robi nam spóźnionego psikusa z okazji prima aprilis, i aby nie oglądamy powtórki z pierwszego seta. Bo obserwowaliśmy dokładnie taki sam scenariusz. Hurkacz zmuszający Rosjanina do biegania, po czym mądrze i celnie kontrujący na przeciwległą stronę. Bezradny Rublow, puentujący długą wymianę uderzeniem w siatkę lub wybiciem na aut. Wynik – 3:1 w gemach dla Polaka. Rosyjski tenisista w pierwszej części tej partii został totalnie zdominowany. I tak jak w pierwszym secie, Rublow dopiero w drugiej części zaczął nawiązywać walkę. Ale Hubert ponownie imponował spokojem oraz zwykłym luzem na korcie, tak jakby presja była mu zupełnie obca. Jednak co stanowiło istotną różnicę – przy stanie 5:4 w gemach dla Hurkacza Rublow zaczął grać o wiele bardziej defensywnie, wiedząc że każdy błąd zakończy spotkanie. Hubert w takim stylu rywala czuł się nieco gorzej, ale przypomniał o swoim kolejnym atucie. Najpierw posłał as serwisowy, a później zagrał świetny forehand i zakończył spotkanie.

6:3, 6:4, i Polak pewnie zameldował się w finale turnieju ATP Masters 1000!

A w nim Hurkacz zmierzy się z młodym, zaledwie dziewiętnastoletnim Włochem, Jannikiem Sinnerem (co ciekawe, właśnie z tym tenisistą tworzył dwa tygodnie temu parę deblową podczas zawodów w Dubaju). Hubert, który już w tym momencie osiągnął największy sukces w swojej singlowej karierze, będzie miał więc szansę wygrać cały turniej. On już w tym momencie sporo osiągnął. Ale właśnie z tego względu mamy nadzieję, że do starcia z Sinnerem podejdzie totalnie bez presji, i zagra to, co zagrał dziś – czyli prawdziwy koncert tenisa.

Świątek nie dała rady w deblu, ale wstydu nie przyniosła

W ostatnich dniach – w środowisku polskiego tenisa – najwięcej mówi się o Hubercie, ale to nie znaczy, że Iga Świątek też nie pokazywała się z dobrej strony. Co prawda z turnieju singla w Miami odpadła już w II rundzie, z niżej rozstawioną rywalką, ale w rywalizacji deblowej szła jak burza. Niestety – do czasu. Bo w półfinale wraz Bethanie Mattek-Sands musiała uznać wyższość japońskiej pary, którą tworzyły Ena Shibahara i Shuko Aoyama. Wielka szkoda, bo jeszcze pierwszy set trafił do Polki i Amerykanki, które poniekąd przeważały nad rywalkami siłą fizyczną – lepiej prezentowały się w polu serwisowym, skutecznie returnowały. Z czasem wyszło jednak doświadczenie (czy też zgranie, to pierwszy wspólny turniej Świątek i Mattek-Sands). Japonki znają się dobrze, zdążyły już m.in. awansować do ćwierćfinału deblowego Australian Open i French Open. W piątkowym meczu udało im się wyrównać stan rywalizacji, a rozgrywanego do dziesięciu punktów tie breaka, niestety, absolutnie zdominowały.

Nie ma jednak co ukrywać – w przypadku Igi najważniejsze są sukcesy singlowe. A to, że podczas okazjonalnych występów w deblu potrafi zachodzić tak daleko – w ubiegłym roku była przecież w 1/2 French Open – stanowi po prostu miły dodatek. Tym razem co prawda nie udało jej się awansować do finału, a potem go wygrać, ale cóż – będzie jeszcze wiele okazji. Czekajmy na kolejne występy naszej najlepszej tenisistki.

Fot. Newspix


Subskrybuj
Powiadom o
guest
2 komentarzy
Najstarsze
Najnowsze Najlepiej oceniane
Inline Feedbacks
Pokaż wszystkie komentarze
Greg
Greg
18 dni temu

Wyrzucil tez Milosa Raonica… lista “ofiar” Hurkacza w tym turnieju wyglada naprawde imponujaco

Michu
Michu
18 dni temu

Iga odpadła w III, nie w II rundzie singla – była zawodniczką rozstawioną, więc miała wolny los w pierwszej rundzie

Aktualności

Kalendarz imprez