Hubert Hurkacz w ćwierćfinale ATP Masters w Miami!

Hubert Hurkacz w ćwierćfinale ATP Masters w Miami!

Dziś w Miami Hubert Hurkacz miał szansę wyrównania swojego najlepszego wyniku osiągniętego w turniejach rangi ATP Masters 1000, czyli awansu do ćwierćfinału tych rozgrywek. Na drodze Polaka stanął Kanadyjczyk o czarnogórskich korzeniach – Milos Raonic. Polak po zaciętym, trwającym dwie godziny i dwadzieścia minut meczu sprostał zadaniu i zameldował się w kolejnej fazie. 

Raonic to drugi reprezentant Kanady, z którym Polakowi przyszło się zmierzyć w tym turnieju. Jednak na tym kończą się podobieństwa pomiędzy nim a Denisem Shapovalovem. Milos to zawodnik znacznie bardziej doświadczony i z większymi sukcesami na koncie, choć wiele z nich osiągnął kilka lat temu, kiedy jego organizm nie był jeszcze tak przetrzebiony kontuzjami. Nie można było go jednak zlekceważyć, bo w ostatnim sezonie powrócił do solidnej formy, docierając do finału ATP Masters w Nowym Jorku (choć z nazwy było to Cincinnati, awaryjnie przeniesiony do Wielkiego Jabłka), w którym przegrał z Novakiem Djokoviciem. Hurkacz miał więc przed sobą bardzo solidnego rywala, zresztą rozstawionego w amerykańskim turnieju z “dwunastką”. Obaj grali ze sobą po raz pierwszy, ale zdążyli się poznać – niedawno mieli okazję razem potrenować.

Hurkacz wiedział, oczywiście, że najgroźniejszą broń rywala stanowi serwis. Kanadyjczyk to w końcu jeden z najlepszych tenisistów na świecie, jeżeli chodzi o ten element gry. Polak musiał przede wszystkim znaleźć sposób na zniwelowanie tego atutu. Cóż, łatwo to powiedzieć, ale trudniej było wprowadzić w życie, bo statystyki tenisisty urodzonego w Podgoricy w całej jego karierze są znakomite – wygrywa 91% własnych gemów serwisowych.

Choć w pierwszym gemie serwisowym Kanadyjczyka trzy szanse na przełamanie miał Hurkacz, to Raonic szybciej doprowadził do przełamania i kontrolował wydarzenia w pierwszym secie. Nawet podczas dłuższych wymian, co było delikatnym zaskoczeniem, bardzo dobrze się ustawiał. Nie grał jednak idealnie. Zdarzyło mu się popełnić dwa podwójne błędy z rzędu, a i w wymianach czasem popełniał proste błędy. Stąd – pomimo przegranego 4:6 seta – liczyliśmy na to, że Hubert zdoła odwrócić losy spotkania atutami, które pokazał w poprzednim meczu z Denisem Shapovalovem. Czyli spokojem i opanowaniem na korcie.

Pierwsza część drugiego seta bynajmniej tego nie zapowiadała. Kanadyjczyk raz za razem karcił naszego rodaka swoimi serwisami. Polak starał się returnować i robił to dobrze, ale kiedy dochodziło do break pointów, nie potrafił tego wykorzystać. Chociaż czasami po prostu nie miał nic do powiedzenia. W szczególności zapadła nam w pamięć sytuacja, w której dwoma serwisami z rzędu reprezentant Kanady obronił dwa break pointy. Cóż, Raonic może nie gra najpiękniejszego tenisa na świecie, jednak trzeba mu oddać, że to gra bardzo skuteczna.

Ale im dalej w mecz, tym Polak uwypuklał swoje atuty

Hurkaczowi udało się przełamać rywala dopiero za ósmym podejściem. Najważniejsze było jednak, że tego dokonał. W dodatku sam zaczął posyłać świetne piłki, zagrywając w drugim secie aż sześć asów serwisowych, przy zaledwie jednym takim rywala. W dodatku widać było, że z minuty na minutę Raonic coraz bardziej puchł. Oczywiście, wciąż potrafił mocno zaserwować, ale niektóre wymiany przyjmował wręcz na stojąco. Na tym polu Hubert prezentował się o klasę lepiej, co pewnie zauważył on sam. Kiedy doprowadzał do dłuższych wymian, zagrywał na backhand Raonica, a ten nie znajdował dobrych odpowiedzi.

Tym sposobem – pomimo iż Hurkacz grał z dziewiętnastą rakietą w rankingu ATP – o trzeci set byliśmy dziwnie spokojni. Choć Milos odżył i lepiej poruszał się po korcie, a do tego nadal świetnie serwował, to wiele piłek oddawał po własnych błędach. I choć Polak też kilkukrotnie się takich nie ustrzegł, nie trafiając w kort przy – wydawałoby się – łatwych sytuacjach, to czas działał na jego korzyść. Zwłaszcza przy warunkach atmosferycznych – czyli dużej wilgotności i wysokiej temperaturze – jakie panowały w Miami. W dodatku im było bliżej końca spotkania, tym bardziej zirytowany wydawał się rywal.

Wypada jednak docenić waleczność Kanadyjczyka, który zdawał się tym lepiej wykonywać najlepszy element swojego rzemiosła, im bardziej pod ścianą się znajdował. A że w decydującym secie gemy były krótkie i opierały się na serwisie, to Raonic – choć już wyraźnie osłabiony – doprowadził do tie-breaka.

Koncert Polaka

Tego Hurkacz rozpoczął świetnie! Prowadził już 6-1 i choć popełnił błąd, przez który Raonic był ledwie dwa punkty od niego, to organizm chyba nie mógł dłużej oszukiwać Kanadyjczyka – mecz trwający dwie godziny i dwadzieścia minut po prostu go wykończył. Przy stanie 6-4 i serwisie Polaka, Raonic wpakował forehandem piłkę prosto w siatkę i nastąpił koniec meczu. Dodajmy, że – mimo błędów rywala – znakomitego w wykonaniu Hurkacza.

Hubert ma się z czego cieszyć. Dziś wyrównał swój życiowy wynik w turniejach tej rangi w grze pojedynczej (bo jeden taki już przecież wygrał, ale w deblu). Dodatkowo warto dodać, że powoli zyskuje miano króla tie-breaków. W ten sposób wygrał pierwszego seta w meczu z Denisem Kudlą, drugiego z Shapovalovem i decydującego w dzisiejszym meczu. Rywalem Huberta w ćwierćfinale ATP Masters 1000 Miami będzie ktoś z dwójki Stefanos Tsitsipas-Lorenzo Sonego. Faworytem jest Grek, z którym starcie dla Polaka byłoby prawdziwym wyzwaniem. Ale takim był też dzisiejszy pojedynek. I Hubert dał radę.

Fot. Newspix


Subskrybuj
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
Pokaż wszystkie komentarze

Aktualności

Kalendarz imprez