Hiszpański kosmita. Nadal wygrał French Open po raz trzynasty i dogonił Federera!

Hiszpański kosmita. Nadal wygrał French Open po raz trzynasty i dogonił Federera!

Co my możemy powiedzieć o Rafaelu Nadalu, czego jeszcze nie wiecie? Gość jest gigantem, absolutnym królem mączki. Zmieniają się czasy, on się nie zmienia – Hiszpan znowu to zrobił! W finale Roland Garros wręcz zdemolował Novaka Djokovica, odnosząc zwycięstwo 6:0, 6:2, 7:5. Zaliczył tym samym trzynasty wielkoszlemowy triumf na kortach w Paryżu i dwudziesty w ogóle, w czym zrównał się z Rogerem Federerem.

Kiedy spotykają się Novak Djokovic i Rafa Nadal, zawsze mówimy o starciu gigantów. Czasami mogą co prawda mieć niewielkie zawahania formy, ale tym razem nie było o czymś takim mowy. Hiszpan na drodze do finału Roland Garros nie stracił nawet żadnego seta (co oczywiście w przeszłości też mu się zdarzyło), natomiast Serb na dobrą sprawę – jeśli odejmiemy jego dyskwalifikację w US Open – nie przegrał w tym roku ani jednego meczu.

Z jednej strony mieliśmy zatem króla mączki, dwunastokrotnego triumfatora French Open, a z drugiej gościa, który ostatnio po prostu nie ponosi porażek. Liczyliśmy na kawał meczu, ba, spektaklu! Czegoś, co choć trochę nawiąże choćby do pamiętnego starcia tej dwójki tenisistów z finału Australian Open 2012. W czasach, kiedy sport jest hamowany przez czynniki zewnętrzne, potrzebujemy po prostu takich wydarzeń.

Jak przebiegła ich droga do finału? Zarówno Novak, jak i Rafa efektownie ogrywali kolejnych rywali. Z tą różnicą, że pierwszy z nich na etapie ćwierćfinału zaczął się pocić, a drugi nie. Serb najpierw stracił bowiem jednego seta w meczu z Pablo Carreno-Bustą, a potem w półfinale dwa ze Stefanosem Tsitsipasem. Tymczasem hiszpański tenisista bez problemu ograł nawet Diego Schwartzmana – niespodziewanego pogromcę Dominica Thiema oraz… samego Rafy z poprzedzającego French Open turnieju w Rzymie.

Rok 2020 może więc jest dziwny, ale to cały czas ten sam, stary Rafa. Dominator. Z drugiej strony: jeśli ktoś miał go pokonać w jego królestwie, to tylko Novak.

Co za legenda!

Jest jeszcze jedna ciekawa kwestia – niektórzy eksperci sugerowali, że w tegorocznym French Open Nadal nie dawał z siebie stu procent. Grał na – powiedzmy – sześćdziesiąt procent potencjału. Czy w starciu z, wreszcie, godnym rywalem, wyłożył wszystkie karty na stół? Poniekąd tak. Od początku oglądaliśmy niezwykle skoncentrowanego i zdeterminowanego Hiszpana.

Mecz rozpoczął się dla niego idealnie: od prowadzenia 3:0, na które złożyły się dwa przełamania. Nadal grał znakomicie, przy czym wykorzystywał też zwyczajnie błędy rywala. Serb obudził się dopiero w czwartym gemie, ale… i tak go przegrał. Był świetny, jego przeciwnik jeszcze lepszy. Tempo meczu naprawdę zachwycało – oglądaliśmy kosmiczny, zróżnicowany i widowiskowy tenis.

Sęk w tym, że Nadal grał w najważniejszych momentach wprost perfekcyjnie. I po chwili dołożył kolejne dwa gemy. Pierwszego seta wygrał więc do zera – kto przewidziałby taki scenariusz przd spotkaniem? Warto jeszcze raz podkreślić: to nie tak, że Djokovic prezentował się fatalnie. Popełniał więcej niewymuszonych błędów, ale nie miał wcale złego dnia. W kolejnym secie musiał dać z siebie jednak więcej. Bo to Rafa, to mączka, to French Open – taki mamy klimat. Nic poza absolutnie genialną grą nie może przynieść sukcesu.

Wreszcie Novakowi udało się jakimś sposobem wyrwać gema. Co jednak z tego, skoro następne cztery wygrał Hiszpan? Obraz gry się nie zmieniał – wynik wciąż pokazywał coś zupełnie innego, niż kort. Gemy należały do długich i zaciętych (choć skuteczność serwisów Novaka naprawdę mocno rozczarowywała), ale trafiały one do tego samego tenisisty. Bo wciąż wszystkie najważniejsze punkty zgarniał Rafa Nadal. W kluczowych momentach trafiał zawsze idealnie. Nie było na niego sposobu.

W drugim secie niemal bezbłędny Hiszpan triumfował 6:2. I nic nie wskazywało na to, żeby kolejne rozdanie miało przynieść jakąś rewolucję. Początkowo faktycznie jej nie było, jednak przy stanie 2:3, po ponad dwóch godzinach gry, Djokovic wreszcie zdołał przełamać rywala. Jego reakcja mówiła wiele: uniósł ręce i zaczął krzyczeć, zachęcając szczątkową publiczność (na której siedziała też – choć kibicując Nadalowi – Iga Świątek) do dopingu. Widocznie wyczuł, że to może być przełomowy moment meczu.

Cóż, gdyby tylko Serb był w stanie ograniczyć liczbę popełnianych błędów… Jego reakcje, emocje na twarzy, rozczarowanie po straconych punktach, mówiły jedno: uwierzył, że da się z Hiszpanem powalczyć. No ale właśnie, niestety nie poszła z tym fantastyczna gra. A tylko taka mogła dzisiaj pozwolić na pokonanie Nadala. Tymczasem Novak broniąc break pointa przy stanie 5:5 popełnił podwójny błąd serwisowy. Jak się okazało – to był jego ostatni serwis w całym spotkaniu. W ten sam sposób kończył serwowanie w finale French Open już dwukrotnie!

Rafa na Roland Garros jest nieosiągalny dla reszty stawki. W tym roku wygrał jak Iga Świątek – bez straty seta. To jego trzynasty(!) tytuł wywalczony w Paryżu. I wreszcie, po latach gonitwy, dogonił swojego wielkiego rywala. Zdobył dwudziesty wielkoszlemowy tytuł, ma ich już tyle samo co Roger Federer. A wiek działa na jego korzyść – nie zdziwimy się, jeśli w przyszłym roku znowu podbije Paryż, a w innych turniejach przecież też nie będzie bez szans. Nieco w tyle znalazł się teraz Djokovic, który może pochwalić się siedemnastoma zwycięstwami w Wielkich Szlemach. Jednak i on na pewno nie powiedział ostatniego słowa. Walka o miano najlepszego w historii trwa, ale dziś mamy dzień hiszpańskiego konkwistadora.

Fot. Newspix.pl


Subskrybuj
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
Pokaż wszystkie komentarze

Aktualności

Kalendarz imprez