Halloween z boksem: test Usyka i porażka Brodnickiej na wadze

Halloween z boksem: test Usyka i porażka Brodnickiej na wadze

Nie możemy zagwarantować, że ktoś dostanie jakiegoś cukierka, ale w sobotę 31 października na pewno liczymy na co najmniej kilka psikusów. Jednego już sprawiła Ewa Brodnicka (19-0, 2 KO), który w nocy z sobotę na niedzielę polskiego czasu spotka się w Las Vegas z Mikaelą Mayer (13-0, 5 KO), podejmując się najtrudniejszego wyzwania w karierze. Pierwszą odsłonę rywalizacji Polka przegrała. Nie zmieściła się w limicie wagowym i do domu na pewno wróci bez mistrzowskiego pasa. Kilka godzin wcześniej w Londynie na wiele pytań odpowie Ołeksandr Usyk (17-0, 13 KO), którego spróbuje zatrzymać nieustraszony Dereck Chisora (32-9, 23 KO).

Chwila prawdy i prawdziwa weryfikacja na najwyższym poziomie – w takich kategoriach najczęściej interpretowano sobotnią walkę Polki, która do tej pory na mistrzowskiej drodze nie spotkała tak dobrej rywalki. Na ceremonii ważenia okazało się jednak, że “Kleo” waży 130,9 funta (59, 4 kg) – nieco ponad 400 gramów ponad limit kategorii superpiórkowej. Obrończyni tytułu dostała dodatkową godzinę, by zmieścić się w limicie. Za drugim razem waga wskazała 130,1 funta. Znowu za dużo, ale tym razem o zaledwie 40 gramów. To tyle, co większy pukiel włosów…

Konsekwencje będą jednak poważne – Brodnicka bez względu na wynik straci tytuł. Nawet jeśli wygra, to pas federacji WBO będzie wakujący. Może go za to wygrać Mikaela Mayer, która z solidnym zapasem zmieściła się w limicie za pierwszym razem. Amerykanka zaczęła boksować jako 17-latka. Pierwszy krajowy tytuł zdobyła w 2011 roku, a rok później była blisko wyjazdu na igrzyska. To jej się nie udało, ale za to zdołała wtedy wywalczyć brąz mistrzostw świata. A na igrzyska ostatecznie poleciała w 2016 roku. Wygrała pierwszą walkę, ale odpadła w ćwierćfinale. Kilka miesięcy później zadebiutowała już na zawodowstwie.

Dziś jest wschodzącą gwiazdą amerykańskiego boksu pań. Wyróżnia się nie tylko umiejętnościami, ale także pewnością siebie. – Nie sądzę, by Brodnicka była na moim poziomie, ale trenerzy przygotowali mnie na jej najlepszą wersję. Tak sprawili, że w międzyczasie powstała najlepsza wersja Mikaeli Mayer! Dziękuję Brodnickiej, że przywiozła swój pas dla mnie do Ameryki – zaczepiała Amerykanka.

– Mayer popełnia dużo błędów – zamierzam to wykorzystać w sobotę w ringu. Podobno Mikaela jest wdzięczna, że przywiozłam jej swój pas. Tak, to prawda, ale ona zobaczy go tylko przez chwilę, bo później zabieram go ponownie do Polski – przekonywała mistrzyni. Ostatnie tygodnie spędziła na Florydzie, gdzie przygotowywała się do walki pod okiem Gusa Currena. Doskonale znała procedury i termin oficjalnej ceremonii ważenia…

Do tego momentu wszystko wyglądało jak z bajki. Brodnicka tak czy inaczej zaliczy pierwszą w karierze walkę poza Polską, a jej pojedynek poprzedzi danie główne – wielki powrót do Ameryki Naoyi Inoue (19-0, 16 KO), mistrza świata już trzech kategorii wagowych. Faworytką będzie pretendentka, co w boksie nie zdarza się jednak zbyt często. Walka w nocy z soboty na niedzielę w amerykańskiej stacji ESPN. Niestety, nie pokaże jej żadna polska telewizja.

Ewa Brodnicka mogła zyskać naprawdę sporo, ale mimo porażki na wadze za ten występ zarobi najwięcej w karierze. To wypłata z tego pułapu, który mógłby wzbudzić zazdrość niejednego pięściarza, ale prawdopodobnie zostanie pomniejszona. W kontraktach często znajduje się zapis dotyczący ceremonii ważenia – w przypadku braku spełnienia kryterium trzeba oddać rywalowi część swojej gaży. Przeważnie to 5-10 proc. całej wypłaty.

Nie wiadomo, jak ta sytuacja wpłynie na dalsze losy Polki. Całkiem niedawno ogłosiła początek współpracy z grupą Matchroom Boxing. Firma, którą zarządza Eddie Hearn, coraz odważniej inwestuje w boks kobiet. Wydawało się, że “Kleo” lada moment dostanie wielką unifikacyjną walkę z Terri Harper (10-0-1, 5 KO) – mistrzynią organizacji WBC. Wtedy do akcji wkroczyła jednak federacja WBO, która nakazała stoczenie pojedynku z Mayer pod groźbą utraty tytułu. Polka związała się z Matchroom na więcej niż jedną walkę, ale tytuł mógł być istotną częścią tej układanki.

Oczy na Anglię

Zanim do ringu wyjdzie jedyna do niedawna mistrzyni w polskim boksie zawodowym, warto rzucić okiem na Anglię. Ostatnie tygodnie sprawiły, że nad ukraińskimi wirtuozami szermierki na pięści pojawiło się kilka nowych znaków zapytania. Duża w tym zasługa niespodzianki, którą sprawił niedawno Teofimo Lopez (16-0, 12 KO). Skoro ktoś potrafił pokonać genialnego Wasyla Łomaczenkę (14-2, 10 KO), to dlaczego teraz miałby nie przegrać reprezentujący to samo pokolenie Usyk, który na dodatek również wraca na ring po trwającej ponad rok przerwie?

Bukmacherzy są jednak spokojni i widzą w tym zestawieniu wyraźnego faworyta. Mimo to Chisory nie można skreślać – to weteran, który w wadze ciężkiej ma chyba siedem żyć. W listopadzie 2014 roku straszliwe manto spuścił mu Tyson Fury (22-0). W rewanżowym pojedynku wygrał każdą rundę, doprowadzając w końcu do poddania rywala. Niecałe 6 lat później Chisora wciąż liczy się w wielkiej grze. Nie przeszkodziły nawet cztery kolejne porażki, które przydarzyły się po drodze.

Skąd ten fenomen? Patrząc na suchy bilans Brytyjczyka łatwo ulec złudzeniu, że to zawodnik co najwyżej drugoligowy. W praktyce jednak daleko mu do przeciętniaka – to po prostu łowca wyzwań, który uwielbia zapewniać kibicom emocje. Robi to zresztą regularnie, dlatego w sobotę wystąpi jako główna atrakcja gali pokazywanej w systemie Pay-Per-View.

Chisorę kochają nie tylko kibice. Dużą słabość ma do niego także Eddie Hearn. Pięściarz wielokrotnie wyzywał go przy ludziach, a raz było nawet blisko rękoczynów. W grudniu 2016 – przed pierwszą walką z Dillianem Whytem (19-1) – Chisora cisnął w kierunku rywala i promotora… stołem. Brytyjska federacja (BBBoC) pogroziła mu palcem i wlepiła 25 tysięcy funtów kary.

O wyjątkowości Chisory sporo mówi też jego relacja z Davidem Hayem (28-4).W 2012 roku obaj spotkali się w ringu. Sytuacja była napięta do tego stopnia, że podczas ceremonii ważenia oddzielała ich… specjalna siatka. Obaj w poprzednich występach przegrywali z braćmi Kliczko, a pierwsza odsłona ich rywalizacji miała miejsce na konferencji prasowej, gdy pobili się przed kamerami. W ringu wygrał Haye, który dziś jest… menedżerem i głównym doradcą Chisory.

Jak Usyk poradzi sobie w okopach?

36-letni pięściarz w końcowym etapie kariery przyjął przydomek “War”. Każda walka jest dla niego jak wojna, a tam jak wiadomo jeńców się nie bierze. W ostatnich dwóch występach Chisora nokautował Artura Szpilkę (22-3) i Davida Price’a (25-6). Za nadgodziny mu nie płacą – pierwszego brutalnie złamał już w drugiej rundzie, a drugiego w czwartej. Sobotnia walka może być ostatnią wielką szarżą pochodzącego z Zimbabwe wojownika.

Usyk będzie musiał walczyć na moich warunkach – tyle mogę powiedzieć. Zabiorę go do okopów. Tak, będę musiał przyjąć trochę amunicji z jego strony, ale gwarantuję wam, że kiedy moja broń wypali, to on będzie tego świadomy. Czy on będzie na to gotowy? Nie sądzę. Będę gotowy na wszystko, co będzie miał. Narzucę mocne tempo od pierwszej rundy do momentu, w którym ta walka zostanie przerwana – przekonuje Chisora.

Nie są to słowa rzucane na wiatr. Artur Szpilka zdradził, że Brytyjczyk uderzył go tak mocno, że wróciły mu… wspomnienia z komunii. Cios z piekła rodem już raz uratował Chisorę w walce, gdy nic nie szło po jego myśli. W lipcu 2018 roku przegrywał wyraźnie na punkty z Carlosem Takamem (35-4-1). W końcu trafił i odmienił losy pojedynku, przełamując twardego Francuza.

Co na to Usyk? Wciąż sprawia wrażenie wyluzowanego. Na czwartkowej konferencji prasowej zawzięcie zapisywał coś w notesie. Lekceważące opinie brytyjskich ekspertów o swojej sile skwitował w swoim stylu. – Zapytajcie o siłę mojego ciosu Tony’ego Bellew – odparł z szelmowskim uśmiechem.

Faktycznie – jeden Brytyjczyk już zapowiadał, że przerwie jego niepokonany marsz. Niespełna dwa lata temu Bellew (29-2-1) radził sobie nadspodziewanie dobrze w pierwszych rundach, ale Ukrainiec stopniowo zaczął doprowadzać do celu coraz mocniejsze uderzenia. W ósmej rundzie trafił tak, że skończyło nokautem. – Przegrałem z wielkim mistrzem – komentował z uznaniem pokonany, który potem zakończył karierę.

Tamtej pojedynek odbył się w kategorii junior ciężkiej. Usyk był w niej prawdziwym postrachem. Mistrzowski pochód rozpoczął zresztą… w Polsce. We wrześniu 2016 roku zdetronizował Krzysztofa Głowackiego (26-0), ale na szerokie wody wypłynął dopiero dzięki turniejowi World Boxing Super Series (WBSS). Dzięki tym rozgrywkom pokonał pozostałych mistrzów i został niekwestionowanym czempionem.

Ukrainiec wsławił się tym, że chętnie podejmuje się wyzwań na wyjazdach. Niepokonanych rywali pokonywał na ich terenach w Polsce, Stanach Zjednoczonych, Łotwie i Rosji. Na walkę z Bellew zgodził się w Anglii, a teraz tak samo będzie z Chisorą. W teorii to będzie jego druga walka w wadze ciężkiej, jednak w praktyce to pierwszy poważny test. Chazz Witherspoon (38-3) – poprzedni rywal – został mocno porozbijany zanim walkę przerwano w siódmej rundzie.

Tamten występ nie rozwiał wszystkich wątpliwości. Usyk nie przyjął wtedy wielu ciosów, ale i tak miał poobijaną twarz. Wielu ekspertów nie jest przekonanych, że Ukrainiec będzie w stanie przyjmować ciosy od prawdziwych wielkoludów. Chisora z pewnością to sprawdzi – na wagę wniósł ponad 115 kilogramów, o około 6 kilogramów więcej niż Witherspoon.

Łatwo jednak zapomnieć, że Usyk bił się z większymi od siebie już w półzawodowej lidze World Series of Boxing (WSB). Walki toczyły się tam na dystansie pięciu rund, a on dość pewnie rozbroił tam między innymi Matteo Modugno (20-0) – mierzącego 200 cm Włocha, który regularnie waży około 120 kilogramów. Tamte starty były etapem przejściowym między amatorstwem a zawodowstwem. Na ringach olimpijskich Usyk też sięgnął po pełną pulę, puentując genialną karierę złotem igrzysk w Londynie.

Teraz jedno wydaje się w miarę pewne – Brytyjczyk powinien poważnie przetestować jego szczękę. Najbardziej prawdopodobny scenariusz zakłada jednak, że Usyk dość pewnie wyboksuje gospodarza, nie dając sobie zrobić większej krzywdy. Będzie miał na nim przewagę wzrostu, zasięgu i przede wszystkim szybkości. Po stronie Chisory będzie siła, ale trzeba pamiętać, że Ukrainiec rozbroił już kilku solidnych puncherów – z mocno bijącym Muratem Gassijewem (26-0) na czele. Jeśli dziś wygra to weźmie na celownik samego Anthony’ego Joshuę (23-1, 21 KO) – posiadacza trzech pasów mistrzowskich w kategorii ciężkiej.

KACPER BARTOSIAK

Fot. Newspix.pl


Subskrybuj
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
Pokaż wszystkie komentarze

Aktualności

Kalendarz imprez