Greg van Avermaet szykuje się do obrony złota w Tokio 2020

Greg van Avermaet szykuje się do obrony złota w Tokio 2020

W odróżnieniu od mistrza świata i jego tęczowej koszulki, mistrzowie olimpijscy w kolarstwie nie otrzymuje specjalnych trykotów, by jeździć w nich przez kolejne cztery lata. To ich grupy zawodowe dbają, by podkreślić ten niesamowity prestiż. Greg van Avermaet w Tokio 2020 ma bronić tytułu w wyścigu ze startu wspólnego. Zawodnik CCC Team w krótkiej rozmowie z Dariuszem Urbanowiczem mówi o planach na obronę złotego medalu.

 

DARIUSZ URBANOWICZ: Gdybyś mógł wybierać, wziąłbyś zwycięstwo w Wyścigu Dookoła Flandrii czy drugie złoto olimpijskie?

GREG VAN AVERMAET: Trudno powiedzieć, bo jedno złoto olimpijskie już mam, więc może jednak Ronde? To wyścig, który przebiega blisko mojego domu i ma ogromne znaczenie, i dla mnie, i dla wszystkich Belgów. Mam w nim rachunki do wyrównania, bo wielokrotnie byłem naprawdę blisko zwycięstwa, kilka razy na podium. To byłoby dla mnie coś wyjątkowego. Jednak, gdybym miał faktyczny wybór – złoto olimpijskie czy Flandrię, wybrałbym obronę złota w Tokio.

Najlepiej wziąć oba trofea!

To prawda.

Szykujesz się mentalnie do obrony złotego medalu z Rio?

Oczywiście, że tak. Po pierwsze jednak muszę zostać wybrany do składu, bo to nie jest wcale takie oczywiste. Mam nadzieję, że mnie zabiorą do Japonii i nie pozwolą zostać w domu. W końcu jestem… mistrzem olimpijskim. Wciąż potrafię wygrywać, jeżdżę na wysokim poziomie. Chcę się przygotować tak dobrze, jak to możliwe. Myślę, że jeśli przejadę Tour de France powinienem wejść na odpowiedni pułap przygotowania i zejdę trochę z wagi. Na trasę jaka będzie w Tokio musisz być lekki, bo ona bardziej jest pod górali niż klasykowców. Liczę na skuteczne przygotowania, bez kraks i różnych przygód. Wtedy zachowam szansę na zwycięstwo.

Jaka jest twoja zwyczajna waga i ile byś musiał zrzucić na Tokio?

W okresie wyścigów klasycznych ważę 76 kilogramów. Podczas Tour de France schodzę do swojego minimum, czyli do 74, 73. Jeśli masz się wspiąć na rowerze dziesięć kilometrów, musisz być lekki. Całe szczęście, to tylko jeden dzień. Tu upatruję swej szansy, bo jestem w stanie się przygotować na jeden dzień cierpienia. Po tygodniu Wielkiego Touru powinienem być w bardzo dobrej formie i mogę zrobić znowu niespodziankę. Stać mnie na dobry wynik.

Mówi się, że profil trasy przypomina tę w Rio. Upatrujesz w tym szansy?

Myślę, że właśnie dlatego mieszczę się w limicie. Kiedy patrzysz na takich gości, jak Jakob Fuglsang, Michał Kwiatkowski, Vincenzo Nibali, Chris Froome, Geraint Thomas – oni znacznie lepiej jeżdżą na podjazdach niż ja. Moim atutem jest to, że moją domen to umiejętność jazdy w jednodniowych klasykach. Mogę wygenerować dobrą moc jednego dnia i jestem jednym z najszybszych na końcówkach. Jeśli przetrwam na podjazdach, zachowam szansę na obronę tytułu wywalczonego w Rio de Janeiro.

W Rio miałeś dwóch wielkich rywali z Polski – Majkę i Kwiatkowskiego. Spodziewałeś się, że z tej dwójki właśnie z Majką będziesz walczył na finiszu?

Faktycznie, w Rio Rafał uciekał, ale ja na szczęście byłem w stanie go dojechać i ostatecznie wygrać. Podobnie może być w Tokio. Kwiatkowski ma niesamowite umiejętności, które umie również pokazać na ostatnim sprincie. Obaj będą bardzo groźni w Tokio i na pewno bardzo umotywowani. Trzeba pamiętać o wyjątkowości wyścigu na igrzyskach – on się odbywa tylko raz na cztery lata. Raz, może dwa w karierze masz szansę na wygraną. Przede wszystkim musisz być w wybitnej formie. W kolarstwie musi ci jeszcze podpasować trasa. Sama możliwość ścigania się tam to coś wyjątkowego, a wygrana pozostaje na wieczność.

Jak liczny zespół będzie mieć Belgia? Czy ty będziesz jego liderem?

Dzięki pierwszemu miejscu w rankingu jako narodowa drużyna Belgii wystartujemy w pięcioosobowym składzie. Jednak dwóch z nas pojedzie również w indywidualnej jeździe na czas. Zatem pozostają tylko trzy miejsca dla takich zawodników jak ja, którzy nie pojadą czasówki. Będzie bardzo ciężko zdobyć paszport olimpijski. Ale myślę, że mam pewne argumenty by pojechać. Jednak by zostać liderem, trzeba być w naprawdę wysokiej dyspozycji. Start w Tour de France powinien mi w tym pomóc. To od dyspozycji zależy kto będzie liderem. Jeśli to na mnie pojadą koledzy, postaram się wykorzystać okazję.

W takim razie, kogo byś chciał mieć w belgijskim „dream teamie”, by pomógł ci znów zdobyć złoty medal?

Mamy naprawdę wielu bardzo mocnych kolarzy w Belgii: Tjesj Benoot, Tim Wellens, Edward Theuns, Laurens de Plus, który też był ze mną w Rio. Tych czterech, pięciu gości wciąż ma szansę, by pojechać. Potem dopiero okaże się kto komu może pomóc.

Greg van Avermaet CCC Dariusz Urbanowicz

Jaki masz pomysł na ten sezon olimpijski? Jakie starty planujesz?

Dla takiego sponsora jak CCC na pewno będzie istotne, byśmy się pokazali na Grand Tourach, czyli przede wszystkim Tour de France. To ogromna oglądalność, ci wszyscy ludzie… naprawdę imponujące. To najważniejszy wyścig roku. Ludzie na całym świecie go oglądają. Jako lider CCC nie mogę nie pojechać na Tour de France. Jednak uważam, że ten start może również stanowić dobre przygotowania. Nie będę walczył o klasyfikację generalną, nie będę musiał się ścigać w każdym etapie na sto procent. Wybiorę pasujące mi etapy i na nich pojadę najszybciej jak się da, pojadę tyle odcinków ile będę musiał, a potem przeniosę się do Tokio i tam zrobię wszystko co w mojej mocy. Taki model przygotowań zawsze się sprawdzał. W ten sposób działam już od kilku ładnych lat, tak właśnie szykowałem się do Rio 2016. Myślę, że jeśli uniknę kraks i nie będę musiał walczyć o generalkę, to TdF będzie dobrym wyścigiem przygotowawczym.

Czy macie w planach jakieś zgrupowania z reprezentacją Belgii, czy całe przygotowania będziesz prowadził z grupą CCC?

Nie, tylko z CCC. Przed Tour de France na pewno pojedziemy na zgrupowanie wysokościowe. Jeszcze nie wiemy gdzie. Od razu po TdF zbieramy się z reprezentacją Belgii.

Muszę ci zadać pytanie pod kibiców piłkarskich, bo pochodzisz z Lokeren, kilka lat temu Legia Warszawa grała z tamtejszą drużyną, a ty sam również grałeś na pozycji bramkarza. Jak to było z twoja karierą piłkarską? Nie brakuje ci tego?

Trenowałem piłkę do osiemnastego roku życia i wciąż uwielbiam futbol. Niedawno spotkałem się z „Czerwonym Diabłami”. To była niesamowita okolicznoć, rozmowy z takimi postaciami, jak Courtois, Hazard, De Bruyne. Kibicuję reprezentantom Belgii, bo grają w wielkich klubach jak Real Madryt, czy Tottenham. Daleko zaszli. Lokalnie jednak kibicuję KSK Beveren, to niedaleko Lokeren. To mała drużyna, w której grałem. Nie idzie im zbyt dobrze obecnie, ale zawsze będę kibicował klubowi, w którym grałem.

Kierunek Tokio #33 – Korzeniowski, Małachowski, van Avermaet

W grupie BMC miałeś okazję jeździć u boku George’a Hincapiego. To ktoś w rodzaju mentora, można powiedzieć, że ty byłeś uczniem, a on profesorem. Czego się od niego nauczyłeś?

Jako chłopak grałem w piłkę, ale ze względów rodzinnych interesowałem się również kolarstwem. Oczywiście obserwowałem go oglądając wyścigi w telewizji. Był jednym z pierwszych Amerykanów, który przyjechał ścigać się do Europy na trasach klasyków. Celował w wyścigi wymagające konsekwencji, takie które trudno wygrać. Na jego jazdę po prostu fajnie się patrzyło. Robił na mnie wrażenie. A potem nastąpiło szaleństwo, bo okazało się, że kilka lat później jeździliśmy w jednej ekipie. Bardzo go szanowałem. Jednak okazuje się, że każdy z nas jest normalnym człowiekiem i on też taki był, po prostu normalny. Inspirował mnie swoim stylem jazdy. To czego się od niego nauczyłem, to by zachowywać spokój, skupić się na swojej robocie i robić to jak najlepiej.

Teraz role się odwróciły, bo teraz ty jesteś legendą dla wielu chłopaków z CCC, szczególnie dla młodych z CCC Development. Jak się z tym czujesz?

Dziwnie. Sam zaczynałem zupełnie tak samo jak oni. Starasz się jak możesz, ścigasz się, walczysz, czasem coś wygrywasz. Wiadomo, że oni patrzą na mnie trochę inaczej, bo wygrałem kilka ważnych wyścigów. W sumie to fajne uczucie, a jednocześnie staram się pomagać im jak tylko mogę. Chcę być blisko nich.

Czy zadają ci dużo pytań?

Na początku często bywają nieśmiali, by pytać wprost. Potem okazuje się, że łatwo się ze mną nawiązuje kontakt i rozmawia. Dużo się mogą nauczyć w trakcie długich treningów na rowerze. Z moim doświadczeniem czytam zupełnie inaczej wyścig i nie stresuję się wieloma sprawami, które mogą się zdarzyć. Pomagam im z w kwestiach taktycznych, by robili właściwe rzeczy we właściwym momencie. A to jest bardzo ważne w kolarstwie. Fajnie jest widzieć młodych zawodników, którzy patrzą na ciebie. Ciekawe, że potem okazuje się, że również sam dla siebie mogę od nich wiele wyciągnąć. To również ważne.

Chciałbym zapytać o współpracę CCC z Unicefem. Jeżdżąc na rowerze robisz coś dobrego, coś więcej niż ściganie. To ważne dla ciebie?

Oczywiście, to super ważne. Mamy to szczęście, że CCC ma partnera w postaci Unicefu. Jesteśmy jedną z niewielu firm na świecie, która mają prawo wykorzystywać to logo. Tylko największe firmy mają taki przywilej. My też jesteśmy tego częścią. Mam dzieci i wiem, jak ważną sprawą jest edukacja, by móc marzyć i w końcu by stać się kim się chce. Niestety na świecie nie wszędzie jest to możliwe i tu pojawia się Unicef, który pomaga dzieciom w skrajnie trudnej sytuacji, by żyły normalnie. Nasza akcja polega na tym, że jeżdżąc na rowerze, każdy kilometr naszych zawodników to dolar na rzecz Unicef. To wielka sprawa, bo my naprawdę dużo trenujemy. Jestem szczęśliwy, że w jakimś zakresie stałem się częścią tego programu.

Jako mistrz olimpijski masz przywilej ścigania się ze złotymi elementami na stroju – rękawkami, stójką, w złotym kasku, w końcu jeździsz na złotym rowerze. Czy Giant szykuje coś specjalnego na kolejny sezon?

Giant na pewno coś fajnego wymyśli. Jako mistrz świata ścigasz się w tęczowej koszulce. Są określone przepisy jeśli chodzi o mistrza olimpijskiego, bo nie możesz używać znaku kółek olimpijskich, dlatego chcieliśmy zrobić coś dyskretnego i wykorzystać złoty kolor. To również świetna sprawa jeśli chodzi o producenta rowerów, bo tutaj nikt im niczego nie może zabronić. Dlatego firmy często prześcigają się w ciekawych projektach okazjonalnych na rowerach. Jestem bardzo zadowolony, jak mnie uhonorowano, tymi złotymi elementami. W przyszłym sezonie będzie to wyglądało nieco inaczej, więc niewiele mogę powiedzieć. Ale jestem spokojny, bo Giant ma naprawdę dobrych designerów. To będzie coś spektakularnego. Złoty rower był sukcesem, mam nadzieję, że w przyszłym roku zrobimy coś równie dobrego.

Podobno przeznaczyłeś swój złoty kask na aukcję charytatywną na leczenie legendy polskiego kolarstwa Ryszarda Szurkowskiego? Kask zostanie zlicytowany na Balu Mistrzów Sportu.

Jeśli tylko mogę pomóc w takich okolicznościach, to dobrze. Oczywiście słyszałem o wypadku i zdaję sobie sprawę jak ryzykowny jest nasz sport. Za każdym razem kiedy wsiadamy na rower, coś się może zdarzyć… My nie mamy takich ochraniaczy, jak w wielu innych sportach. Jedyne co nas chroni to kask, a na ciele nie mamy nic poza cieniutkim strojem na gołej skórze. Musimy być bardzo ostrożni i wspierać się jako społeczność. Ruch na ulicach nie zmniejsza się, ale my musimy jeździć tak bezpiecznie jak tylko się da.

Posłuchaj rozmowy w formie podcastu na Weszło FM:

Rozmawiał
DARIUSZ URBANOWICZ

Fot. Adam Nurkiewicz/CCC Team


Aktualności

Kalendarz imprez