Głowacki wreszcie się doczekał. Zobaczymy to na DAZN?

Głowacki wreszcie się doczekał. Zobaczymy to na DAZN?

Od pamiętnej grabieży w Rydze minął grubo ponad rok. Krzysztof Głowacki (31-2, 19 KO) odwoływał się ile mógł, ale wynik walki z Mairisem Briedisem (27-1, 19 KO) nie został unieważniony. Udało się za to wygrać pozaringową walkę o mistrzowski pas, który był w stawce tamtego pojedynku. Polak powalczy o to trofeum już 12 grudnia na wielkiej gali w Londynie, a jego rywalem będzie Lawrence Okolie (14-0, 11 KO). Wszystko wskazuje na to, że polscy kibice obejrzą ten pojedynek za dodatkową opłatą… i bez polskiego komentarza.

Po pandemicznym zastoju boks wraca na coraz wyższe obroty. Ostatni weekend obrodził ciekawymi galami, a nokauty Naoyi Inoue (20-0, 17 KO) i Gervonty Davisa (24-0, 23 KO) w mistrzowskich walkach podbiły Internet. Amerykanin w San Antonio mógł liczyć na wsparcie dziewięciu tysięcy widzów, którzy w maseczkach zostali wpuszczeni na stadion. Jednym z najbardziej zaangażowanych emocjonalnie w to widowisko był Floyd Mayweather (50-0, 27 KO), który od lat stara się nawigować karierą młodszego rodaka.

Bokserskie plany na kolejne tygodnie też są ambitne. W listopadzie na Wyspach Brytyjskich kibice powinni zobaczyć bombardowanie wagi ciężkiej. Dillian Whyte (27-2, 19 KO) już 21 listopada chciał pokazać, że porażka przez nokaut z Aleksandrem Powietkinem (36-2-1, 25 KO) była tylko wypadkiem przy pracy. Rosjanin złapał jednak COVID, ale są szanse, że Brytyjczyk zmierzy się w tym terminie z innym rywalem. Tydzień później w bezpośredniej rywalizacji zmierzą się przedstawiciele nowej fali – Daniel Dubois (15-0, 14 KO) i Joe Joyce (11-0, 11 KO).

To jednak przedsmak tego, co czeka kibiców w grudniu. Wtedy na scenie pojawią się dwaj zawodnicy, którzy dzielą między sobą komplet mistrzowskich pasów. Obaj zresztą chcą się ze sobą zmierzyć na wiosnę. Najpierw 5 grudnia Tyson Fury (30-0-1, 21 KO) wyjdzie bronić tytułu federacji WBC prawdopodobnie w starciu z Agitem Kabayelem (20-0, 13 KO). Tydzień później w ringu zamelduje się Anthony Joshua (23-1, 21 KO), który będzie ryzykował pasy organizacji WBA, WBO i IBF w walce z Kubratem Pulewem (28-1, 14 KO).

Szukając nowej przystani

Druga z tych gal będzie prawdopodobnie największym wydarzeniem bokserskim zorganizowanym w czasach pandemii. Anglicy niedawno ogłosili lockdown, ale nie dotyczy on wydarzeń sportowych. Koronawirus miał spory wpływ na świat boksu. Batalię z chorobą stoczył sam Eddie Hearn – promotor Joshuy. – Ojciec śmieje się, że on przekazał mi rodzinne imperium, a ode mnie w zamian dostał koronawirusa – opowiadał Brytyjczyk, od którego zaraził się 72-letni Barry Hearn.

Obaj panowie wyszli z tej walki zwycięsko i wrócili do rozdawania kart w światowym boksie. W sierpniu wystartowali z serią gal w ogrodzie rodzinnej posiadłości. Wyglądało to całkiem imponująco, a emocji nie brakowało – najlepiej świadczy o tym dramatyczny nokaut Powietkina, który sam był już na skraju porażki przed czasem. Jesień i zima 2020 roku mają przynieść kontynuację ofensywy Matchroom. Tym razem “bazą” grupy ma zostać Wembley Arena – kameralna hala znajdująca się obok słynnego stadionu.

To właśnie tam rywalizowali w ostatni weekend Dereck Chisora (32-10, 23 KO) i Ołeksandr Usyk (18-0, 13 KO). Mały ring miał pomóc faworytowi gospodarzy, ale ukraiński wirtuoz szermierki na pięści po nerwowym początku zaczął go umiejętnie rozbrajać i pewnie wygrał na punkty. W tej walce nie brakowało niczego poza wsparciem kibiców, którzy wielokrotnie udowadniali, że swoim dopingiem potrafią natchnąć miejscowych ulubieńców do rzeczy wielkich.

W tych nietypowych okolicznościach będzie musiał się odnaleźć w grudniu także Krzysztof Głowacki. Być może w jakimś sensie będzie to przyjemna odmiana. W końcu kibice w Rydze zgotowali takie piekło, że sędzia Robert Byrd nie był w stanie usłyszeć gongu kończącego drugą rundę. Polak został w tej walce znokautowany tak naprawdę więcej niż jeden raz, więc przed kolejnym występem nad jego głową wisi sporo znaków zapytania.

Nikt nie zaprzeczał, że “Główka” został w Rydze niesprawiedliwie potraktowany. Mimo to werdykt walki z Briedisem nie został unieważniony, ale udało się przynajmniej wpłynąć na federację WBO. Łotysz miał dać natychmiastowy rewanż, jednak nie mógł tego zrobić ze względu na udział w turnieju World Boxing Super Series (WBSS). Dlatego ostatecznie stracił pas, o który Głowacki powalczy teraz z kolejnym najwyżej notowanym pretendentem.

Dla Polaka będzie to kolejny zamach na mistrzowski tron. Po raz pierwszy wywalczył pas WBO latem 2015 roku, pokonując Marco Hucka (38-2-1) – długoletniego czempiona. Rok później nowy mistrz musiał dać szansę obowiązkowemu pretendentowi. Wtedy jeszcze nikt do końca nie wiedział, jak znakomitym zawodnikiem jest Ołeksandr Usyk (9-0), który w Gdańsku wygrał do jednej bramki.

„Główka” odbudował pozycję w bokserskim światku. Jesienią 2018 roku znów sięgnął po pas WBO, pokonując tym razem Maksima Własowa (42-2). To był ćwierćfinał drugiej edycji WBSS, będący jednocześnie wstępem do walki z Briedisem. Tym razem Polak znów spotka na drodze trudnego przeciwnika. Głowacki to numer trzy rankingu „The Ring” w kategorii junior ciężkiej, Brytyjczyk jest sklasyfikowany trzy pozycje niżej.

Z McDonald’s do Rio

Okolie to w ogóle zawodnik pod wieloma względami nietypowy – nie tylko ze względu na specyficzny styl boksowania. Jeszcze latem 2012 roku pracował w McDonald’s, zarabiając 8 funtów na godzinę. O boksie nie myślał na poważnie, ale już wkrótce miało się to zmienić. Igrzyska olimpijskie w Londynie wykreowały nową gwiazdę brytyjskiego sportu – Anthony Joshua sięgnął wtedy po złoto w najcięższej kategorii.

Skoro on dał radę dojść na szczyt, to dlaczego mnie miałoby się to udać? Wtedy znałem boks od roku, ale traktowałem go jako sposób na poprawę swojej kondycji. Joshua sprawił, że postanowiłem zająć się tym na poważnie – opowiadał po latach Okolie. W 2012 roku miał niecałe 20 lat, ale jego życie wywróciło się do góry nogami. Cztery lata później udało mu się dokonać niemożliwego – sam poleciał na igrzyska.

W Rio w pierwszej walce spotkał się z Igorem Jakubowskim. Wygrał dwie pierwsze rundy, ale w trzeciej dominował już Polak. Werdykt był bezwzględny dla naszego reprezentanta – awansował Okolie. – Przed walką na igrzyskach olimpijskich miałem 10 minut na rozgrzewkę. Wskoczyłem, zrobiłem dwie rundy walki z cieniem i wyjazd do ringu. No poważnie – Sobota Bokserska w Lesznie!wspominał nam przed rokiem Jakubowski.

Pogromca Polaka nie ugrał na igrzyskach nic specjalnego. Już w kolejnej rundzie na jego drodze stanął Erislandy Savon. Znakomity Kubańczyk miał zbyt wiele tricków w rękawie i pewnie zwyciężył, a do domu wracał potem z brązowym medalem. Mimo to Okolie przy całej surowości wyróżniał się warunkami i fizycznym potencjałem.

Wyjazd na igrzyska był zaszczytem. Spotkanie znakomitych sportowców z różnych stron świata mocno mnie zainspirowało. Co cztery lata tylko dziesięciu brytyjskich pięściarzy może polecieć na igrzyska, a przepustek nie rozdają za darmo – trzeba je wywalczyć. Jestem dumny, że z tak niewielkim doświadczeniem udało mi się spełnić to marzenie – wspominał pięściarz.

Podążając za Joshuą

W styczniu 2017 roku był już zawodowcem. Związał się z grupą Matchroom – tą samą, która od lat dba o interesy Joshuy. Ze swoim idolem ma zresztą więcej wspólnego – to przede wszystkim nigeryjskie korzenie. Okolie to także urodzony atleta, choć nie zawsze tak było. Jako nastolatek miał kompleksy – uważał, że jest za gruby. Tak rozpoczęła się jego przygoda z boksem, który na początku miał być przede wszystkim sposobem na pozbycie się nadwagi.

Niespełna cztery lata później Okolie może być zawodowym mistrzem świata. Trzeba przyznać, że jego kariera została rozpisana niezwykle starannie. Stopniowo pokonywał kolejne kroki, ale nie obyło się bez bolesnych zderzeń z realiami. Lawrence miał boksować na hitowej gali, podczas której Joshua zmierzył się z Władimirem Kliczką (64-5, 53 KO). Walki poprzedzające pojedynek wieczoru się przeciągnęły i dla żółtodzioba zwyczajnie zabrakło czasu – jego występ został odwołany.

Okolie jednak nigdy się na nikogo nie obrażał. Nawet na kibiców, którzy zarzucali mu regularne przynudzanie i małą zawartość “boksu w boksie”. Apogeum przyszło we wrześniu 2018 roku. Podczas walki z Mattym Askinem (23-3-1) stracił aż trzy punkty za różne przewinienia – głównie klinczowanie. Pojedynek wygrał minimalnie na punkty, ale większość sędziów zdążyłaby go pewnie zdyskwalifikować. Kiedy całą karierę walczy się w domu, to pewne rzeczy uchodzą płazem.

Mimo to w karierze 27-latka nie brakowało niczego. Odprawiał niepokonanych rodaków (Isaaca Chamberlaina i Luke’a Watkinsa), sięgając po najważniejsze tytuły krajowe. Na arenie międzynarodowej zdobył kilka pasów kontynentalnych, a w ostatnim występie pokonał przed czasem Yvesa Ngabu (20-0), zdobywając pas mistrza Europy. W tej ostatniej walce pokazał już mądry i nadspodziewanie dojrzały boks.

Lawrence jest szczupły, ale bije bardzo mocno, głównie prawą ręką. Potrafi uderzyć też w zwarciu, co jest nietypowe dla jego wzrostu. Świetnie pracuje na nogach i “wiąże” rywala. W jego przypadku obrona też jest nieprzyjemna – nabija ciosy na łokcie – analizował niedawno w TVP Sport Fiodor Łapin, trener Głowackiego. Po stronie Okoliego będzie przewaga ponad 10 centymetrów wzrostu oraz blisko 20 centymetrów zasięgu ramion.

Co z tą Polską?

Walka zapowiada się wyjątkowo ciekawie, ale wszystko wskazuje na to, że w Polsce trzeba będzie za jej oglądanie dodatkowo zapłacić. 1 grudnia podbój kolejnych rynków chce rozpocząć platforma streamingowa DAZN. Na razie nie otworzy oddziałów w blisko 200 krajach, a jedynie udostępni tam część swojej sportowej oferty. W Polsce za 7,99 zł miesięcznie odbiorcy będą mieć na początku dostęp właśnie do boksu na żywo. Grudniowa gala z udziałem Joshuy – a więc także z walką Okolie kontra Głowacki – ma być pierwszą poważną atrakcją.

Na początku nie będzie mowy o żadnej polskiej redakcji. Za chwilę na terenie Polski walkę o mistrzowski pas Polaka będziemy oglądać z brytyjskim komentarzem. Nie można tego wykluczyć. Nie mam informacji, by wejście na polski rynek DAZN miało się od razu wiązać z budowaniem całego biznesu – zdradził w poniedziałkowym magazynie “W Ringu” Mateusz Borek.

W Katowicach od lat istnieje biuro DAZN, ale to część firmy specjalizująca się w rozwiązaniach technologicznych. Można odnieść wrażenie, że do prawdziwego podboju polskiego rynku potrzeba naprawdę atrakcyjnych praw. W Polsce można tak postrzegać Ligę Mistrzów lub Ekstraklasę. Bez tak mocnego oparcia trudno sobie wyobrazić nawet próbę zdobycia nowego rynku.

Widać to choćby po tym, co działo się we Włoszech. DAZN pojawił się tam latem 2018 roku, od razu zachęcając odbiorców pakietem meczów włoskiej Serie A. Z czasem poszerzono i rozbudowano ofertę, a z usług platformy korzysta tam obecnie już ponad milion odbiorców. Pomysł z wejściem na 200 nowych rynków z czymś na kształt “wersji demo” nie jest nowy – miał zostać wcielony w życie już w marcu. Wtedy plany pokrzyżowała pandemia.

W ostatnich miesiącach sporo działo się także za kulisami. Z władzami DAZN poróżnił się Saul “Canelo” Alvarez (53-1-2, 39 KO) – jeden z najlepszych bokserów bez podziału na kategorie wagowe. Pięściarz chciał zarabiać tyle, ile gwarantował mu kontrakt. W odpowiedzi słyszał, że pandemia mocno zmieniła realia i musi liczyć się z niższymi stawkami. Sprawa ciągnie się od kilku miesięcy i finał znajdzie prawdopodobnie w sądzie. Szans na porozumienie na razie nie widać.

Wielu specjalistów postrzega najnowszą ekspansję DAZN jako desperacką próbę ratowania platformy. Nie da się ukryć – przed długie miesiące sport na żywo właściwie nie istniał, więc ludzie przestali płacić za dostęp do czegoś, co nie spełniało swojej roli. Teraz trwają próby odbudowania dawnej pozycji i ponownego złapania wiatru w żagle. Trudno jednak uwierzyć, że skromny bokserski katalog pozwoli firmie podbić Polskę – trzeba będzie chyba zaoferować coś więcej.

KACPER BARTOSIAK

Fot. Newspix


Subskrybuj
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
Pokaż wszystkie komentarze

Aktualności

Kalendarz imprez