Gdy sztanga waży za dużo… Dlaczego Fidżi straciło największy talent od lat?

Gdy sztanga waży za dużo… Dlaczego Fidżi straciło największy talent od lat?

Eileen Cikamatana ma dopiero 20 lat, a mimo to na papierze zdaje się mieć wszystko, by marzyć o olimpijskim medalu już w Tokio 2020. Choć konsekwentnie zbiera wyróżnienia na kolejnych międzynarodowych imprezach, na najbliższych igrzyskach na pewno jej nie zobaczymy. Wszystko przez polityczną wojnę z krajową federacją na Fidżi, która wywróciła do góry nogami porządek wśród tamtejszych ciężarowców.

W kwietniu 2018 roku była jeszcze bohaterką całego kraju, na który składa się ponad 300 wysp i 500 wysepek pochodzenia wulkanicznego. Na tym obszarze mieszka około 880 tysięcy osób. Największe sportowe emocje budzi oczywiście rugby, ale w ostatnich latach coraz większy boom pojawił się także na koszykówkę. Oprócz tego popularne pozostają zapasy i sporty wodne, a podnoszenie ciężarów pozostaje w tym krajobrazie jednak dyscypliną niszową.

Mimo to ten sport przeżywa w ostatnich latach swoisty renesans zainteresowania. Wszystko za sprawą coraz lepszych wyników podczas prestiżowych dla regionu imprez. Zaczęło się w 2011 roku, kiedy to złoty medal Igrzysk Pacyfiku wywalczyła Maria Liku. W kolejnych miesiącach jeszcze więcej sukcesów odniosła Apolonia Vaivai, która dwukrotnie (2014, 2018) stawała na podium także podczas Igrzysk Wspólnoty Narodów.

Druga z tych imprez to coś na kształt “małych” igrzysk. Historia tych rozgrywek rozpoczęła się w 1930 roku. Startują przedstawiciele 71 państw zrzeszonych we Wspólnocie Narodów, a choć w programie przeważają lekkoatletyczne dyscypliny znane z programu olimpijskiego, kanon jest o wiele bardziej płynny i składa się między innymi także z tak egzotycznych sportów jak netball i bowls.

W długiej historii imprezy polityka często odgrywała znaczącą rolę. W 1978 roku igrzyska zostały zbojkotowane przez Nigerię, która oprotestowała w ten sposób relacje Nowej Zelandii ze Związkiem Południowej Afryki, w którym wciąż dominował apartheid. Osiem lat później globalna polityka przyczyniła się do tego, że 32 afrykańskie kraje nie przysłały swoich reprezentantów w związku z polityką prowadzoną przez premier Wielkiej Brytanii, Margaret Thatcher.

Te przykłady pokazują, że polityka zawsze pojawiała się jako mniej lub bardziej odległe tło dla sportowych wydarzeń. Mimo wszystko skala zjawisk zaobserwowanych ostatnio na Fidżi daje sporo do myślenia, bo tym razem w roli głównej znalazł się konflikt całkowicie wewnętrzny. O samej Eileen Cikamatanie po raz pierwszy zrobił się głośno w 2016 roku po medalu wywalczonym na młodzieżowych mistrzostwach świata. Po roku 18-letnia wówczas zawodniczka została sportsmenką roku na Fidżi i jej znakomicie zapowiadająca się kariera zdawała się dopiero rozkręcać. .

Z nieba do piekła

W 2018 roku zdarzyło się wszystko to co najlepsze i najgorsze. Najpierw Cikamatana zapisała się w historii złotym medalem podczas Igrzysk Wspólnoty Narodów. To było pierwsze złoto przedstawiciela Fidżi od 16 lat, więc – co zrozumiałe – odbiło się szerokim echem. – Miałam tylko jedno na myśli podchodząc do tych zawodów. Liczyła się tylko wygrana, o żadnych rekordach nawet nie marzyłam. Jestem bardzo podekscytowana – cieszyła się nastolatka.

Już kilka miesięcy później była już traktowana właściwie jako persona non grata, a cała sytuacja była efektem kuriozalnej wojny domowej. Otóż krajowa federacja wymyśliła, że stworzy dla zawodników i zawodniczek bazę na wyspie Suva. Nad kadrowiczami opiekę miał sprawować nowy trener – Irańczyk Hossein Tavakoli. Pojawił się jednak pewien zasadniczy problem. Cikamatana miała już urządzone życie na liczącej zaledwie niecałe 4,5 tysiąca mieszkańców wysepce Levuka, która jest oddalona o ponad 60 kilometrów od największej wyspy Fidżi. Miała też sprawdzonego trenera, z którym zdążyła już osiągnąć szereg sukcesów. Temat zmian nie był jednak propozycją, a właściwie nakazem.

Konflikt długo toczył się zamkniętymi drzwiami. Z PR-owego punktu widzenia wydawał się właściwie nie do wygrania dla federacji, która jednak w tym wszystkim mocno się przeliczyła. Kiedy pojawiła się nadzieja na polubowne rozwiązanie sprawy, Cikamatana dostała ultimatum. Miała podpisać oświadczenie, w którym bierze na siebie całą winę, wyraża skruchę i obiecuje poprawę.

Dopiero po serii takich posunięć federacja była gotowa na udzielenie zawodniczce warunkowej zgody na kontynuowanie treningów z dotychczasowym trenerem w wybranym wcześniej miejscu. To miało być rozwiązanie doraźne. W dłuższej perspektywie najlepsza sztangistka Fidżi ostatnich lat i tak musiała pewne sprawy przewartościować. Usłyszała wprost, że jeśli nie nawiąże współpracy z nowym trenerem, nie będzie brana pod uwagę przy ustalaniu składu na najważniejsze zawody.

– Większość państw kieruje się w działaniu podobnymi wytycznymi. Podnoszenie ciężarów – jak każda inna dyscyplina na poziomie międzynarodowym – jest sportem drużynowym. Wszyscy zawodnicy i drużyny powinni podlegać kontroli federacji i głównego trenera kadry – tłumaczył Atma Maharaj, prezes związku.

Australijski azyl

W teorii działacze mieli mocne karty. Cikamatana mogła kontynuować bunt, ale oznaczałoby to dla niej brak występu podczas mistrzostw świata i igrzysk olimpijskich. Jeszcze w listopadzie 2018 roku Maharaj próbował otworzyć jej furtkę i oferował możliwość powrotu. To jednak wiązałoby się z przyznaniem się do błędu, a zawodniczka konsekwentnie deklaruje, że do pewnych rzeczy próbowano ją po prostu zmusić.

Już wtedy była zresztą zdecydowana, by obrać inną drogę. Jej długoletnim trenerem jest Paul Coffa i to właśnie po części dla niego Cikamatana zdecydowała się pójść na tę wojnę. Bratem szkoleniowca jest Sam Coffa, który jest przy okazji także… prezesem australijskiej federacji podnoszenia ciężarów. Z połączeniem tych kropek poradziłby sobie nawet przedszkolak, więc szybko stało się jasne, że na skłóconą z działaczami w ojczyźnie utalentowaną zawodniczkę czeka bezpieczna przystań.

Już w maju 2019 roku Cikatamana wystartowała w Australii w regionalnych zawodach. Wygrała je z łatwością miażdżąc nie tylko rywalki, ale też juniorskie i seniorskie rekordy. – Zajmuję się tym sportem ponad 60 lat, ale czegoś takiego jeszcze nie widziałem. Nie chodziło nawet o to, ile kilogramów podrzucała, ale o styl, w jakim to robiła. Widać było, że mimo tych rekordów ma w sobie jeszcze ogromne rezerwy. Gdyby mogła polecieć na igrzyska do Tokio, byłaby tam kandydatką do medalu – zachwycał się Sam Coffa.

Przy okazji dotknął też sedna problemu. Zawodniczka w międzyczasie została bowiem oficjalnie nową obywatelką Australii, ale ze względu na międzynarodowe przepisy nie będzie miała szans na wywalczenie kwalifikacji pod nową flagą. W listopadzie błysnęła formą podczas zawodów Grand Prix organizowanych przez Międzynarodową Federację Podnoszenia Ciężarów (IWF). To był jej pierwszy start w zawodach tej rangi od 19 miesięcy, kiedy to triumfowała w Igrzyskach Wspólnoty Narodów jeszcze w barwach Fidżi.

Jeśli przegapię igrzyska olimpijskie w Tokio, niedługo będą następne, a potem kolejne – to nie koniec świata. Moim następnym wielkim celem są Igrzyska Wspólnoty Narodów w Birmingham w 2022 roku. Dwa lata później polecę na igrzyska do Paryża, ale moim celem nie będzie już sam udział, a zwycięstwo – tłumaczyła pogodzona z losem Cikamatana.

Koniec końców w tym absurdalnym konflikcie są jednak sami przegrani. Fidżi straciło jeden z największych talentów, jaki kiedykowleik przewinął się tam przez całą dyscyplinę. Nieprzejednana zawodniczka do końca nie chciała się podporządkować, więc straciła występ na igrzyskach i mistrzostwach świata, który mógł przynieść jej nawet medale.

Czy ktoś w tej sprawie poniósł jakieś konsekwencje? Oczywiście, że… nie. Dramat zawodniczki na Fidżi nie miał większego znaczenia. Owszem, przez jakiś czas walczono o nią w mediach, ale nikt za bardzo nie próbował wywozić na taczkach przewodniczącego federacji. Atma Maharaj we wrześniu bez problemów wygrał kolejną kadencję, choć nie miał się za bardzo czym pochwalić.

A Cikamatana? Odcina się od przeszłości i nie chce rozmawiać o konflikcie z ojczystą federacją. Choć mieszka teraz w Australii, często wraca na rodzinną wysepkę, gdzie mieszkają jej rodzice i siostra. – Przyjęliśmy ją z otwartymi ramionami. Mogła pójść w każdym kierunku – choćby do Nowej Zelandii. Wierzymy, że już w najbliższej przyszłości będzie dla nas zdobywać medale – podsumowuje Sam Coffa, prezes australijskiej federacji, która w końcowym rozrachunku najwięcej na tym konflikcie ugrała.

KACPER BARTOSIAK


Subskrybuj
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
Pokaż wszystkie komentarze

Aktualności

Kalendarz imprez