Fyrstenberg: Hubert może wygrywać z każdym zawodnikiem

Fyrstenberg: Hubert może wygrywać z każdym zawodnikiem

– Widać, że rozwija u siebie agresywną grę. Coraz częściej rusza do przodu, atakuje z forhendu i zamyka siatkę. [..] Hubert wygrał z Federerem, wygrał też z numerem dwa na świecie. To pokazuje, że może już wygrywać z każdym zawodnikiem– mówił na antenie Weszło FM Mariusz Fyrstenberg. Ze znakomitym polskim deblistą rozmawialiśmy oczywiście o ostatnich sukcesach Huberta Hurkacza, a także tym, co Polak może jeszcze osiągnąć w Wimbledonie. Zahaczyliśmy również o tematach tenisa ziemnego na igrzyskach w Tokio.

Spodziewałeś się przed startem Wimbledonu tak kosmicznego występu? Przypomnijmy, że w dwóch pierwszych turniejach wielkoszlemowych w tym roku Hubert odpadał w 1. rundzie!

Nie będę ściemniał, nie spodziewałem się zupełnie. Przede wszystkim w ciągu sześciu turniejów przed Wimbledonem Hurkacz wygrał tylko jeden mecz, w Monte Carlo. Oczywiście mączka nie jest jego ulubioną nawierzchnią, ale miał swoje po prostu swoje problemy. Gorzej się czuł na korcie, może pojawiła się jakaś kontuzja.

To wszystko nie napawało optymizmem przed Wimbledonem. Ale proszę – pierwszy mecz, potem kolejny i kolejny, łapał pewność siebie. Wczorajszy sukces był absolutnie kosmiczny. Więc jest to dla mnie miłe zaskoczenie, na pewno.

Hubert przejdzie do historii jako drugi zawodnik, który pokonał Szwajcara 6:0 w secie. Wcześniej udało się to tylko Rafie Nadalowi. Został też pierwszym tenisistą od 2002 roku, który wygrał z Rogerem do zera w Wimbledonie. To są liczby, które piekielnie imponują.

Tak, Hubert pobił kilka rekordów. Wchodzisz do mekki tenisa, na kort centralny podczas Wimbledonu, aby zagrać z Federerem, ośmiokrotnym mistrzem tego turnieju – w tej sytuacji trudno jest powalczyć, pokusić się o zwycięstwo. A Hubert zwyciężył 3:0. I to nie był przypadek. Dało się zauważyć, że kontrolował ten mecz.

Im dłużej trwały akcje, tym pewniej czuł się Hubert. Wydawało mi się, że właśnie Federer będzie podchodził do siatki, grał agresywnie. A stało się zupełnie inaczej – Polak obierał taką taktykę.

Gdybyś miał ten mecz rozebrać na czynniki pierwsze – co zdecydowało, że Hurkacz go wygrał, i to tak łatwo?

Nie ukrywajmy, że pesel Federera mu na korcie nie pomaga. Widać, że nie ma już tej szybkości. Z ważnych rzeczy, jeśli chodzi o Huberta – w decydujących momentach grał naprawdę dobrze. Poza tym jednym podwójnym błędem tenisowym. Zamiast cofać się, czekać na błędy rywala, być bardziej spiętym, on po prostu wszystko trafiał.

I to jest coś, co pokazuje, że Hubert może jeszcze iść w górę. Ma dopiero 24 lata. A jeżeli spojrzymy na jego grę, zobaczymy, że to jest bardzo dojrzały zawodnik. Widać, że rozwija u siebie agresywną grę. Coraz częściej rusza do przodu, atakuje z forhendu i zamyka siatkę.

W meczu z Miedwiedwiewem był podobno siedemdziesiąt razy na siatce, co jest astronomiczną liczbą. Jak sobie przypomnę: kiedy grali Sampras, Ivanisevic czy Becker, a korty były bardzo szybkie, to wtedy właśnie wykręcano podobne rekordy w tym elemencie. A tu proszę – wychodzi Hubert i stara się, i idzie do przodu.

Bardziej cenisz jego zwycięstwo nad Miedwiediewem, światową dwójką, czy jednak Federerem?

Nad Federerem. Nie tylko pod względem marketingowym, choć wiadomo, wszyscy o tym mówią. Jednak Szwajcar w Wimbledonie z meczu na mecz grał coraz lepiej. Wczoraj zarówno on, jak i “Hubi” zaczęli mecz nieco drętwo. Ale nasz zawodnik się po pewnym czasie otrząsnął. I to jako pierwszy. Uważam, że to dość zaskakujące.

Zatem wygrał z Federerem, wygrał z numerem dwa na świecie. To pokazuje, że może wygrywać z każdym zawodnikiem.

Michał Zawada, który odpowiada za kontakty z mediami Hurkacza, powiedział mi, że Hubert z nim rozmawiał i oznajmił, że jeszcze ma do rozegrania dwa mecze. To pokazuje, jaką ma świadomość, jaki jest jego cel w tym turnieju.

Pamiętajmy, że do dojście do finału będzie olbrzymim sukcesem, ale przegranie go jednak trochę boli.

Do gabloty z pucharami sobie nie włożysz pobytu w finale. Tylko do CV możesz wpisać.

Dokładnie tak. Numer dwa w turnieju to zupełnie inna perspektywa niż numer jeden. Hubert będzie parł do przodu. Jego przeciwnik w półfinale – Matteo Berrettini – jest w takiej samej pozycji co on. Odniósł życiowy sukces, jest w świetnej formie, jest mocny mentalnie. To będzie dopiero niesamowite widowisko.

Chciałbym porozmawiać o tym meczu. Jak ktoś się nie interesuje specjalnie tenisem, to może już widzieć Polaka w finale. A przecież Berrettini był w przeszłości w półfinale turnieju wielkoszlemowego, a teraz ewidentnie jest w formie.

Może to zabrzmi dziwnie, ale uważam, że to będzie o wiele cięższy mecz niż z Federerem. W przypadku starcia ze Szwajcarem wszyscy spodziewali się porażki Huberta, a wyszło kompletnie inaczej. W piątek powinniśmy naprawdę zobaczyć walkę. Berrettini ma świetny serwis, chyba najszybszy w tym turnieju. Do tego imponuje slajsem z bekhendu, czyli jednym z najważniejszych uderzeń, jeśli chodzi o grę na trawie. Ludzie go nie doceniają, ale to on ustawia grę. Berrettini zresztą patrzy z tej strony – gram z Hurkaczem, to jest dobre losowanie. Hubert ma zresztą tak samo. Berrettini? Jedziemy.

Co jest największym atutem Huberta, w kontekście tego spotkania?

Chyba też serwis. Dotychczas bardzo rzadko dochodziło w jego meczach do breakpointów dla przeciwnika. W trakcie trwania wymiany Hubert też świetnie przejmuje inicjatywę. W półfinale będzie próbował grać agresywnie. Uważam, że im dłużej będą trwały wymiany, tym lepiej dla niego.

Drugi raz mamy Polaka w półfinale Wimbledonu. Wcześniej udało się to Jerzemu Janowiczowi. W 1/2 przegrał jednak z faworytem gospodarzy Andy’m Murrayem. Uważasz, że Hubert będzie miał większe szanse niż Janowicz osiem lat temu?

To inni przeciwnicy. Oceniłbym szanse Huberta 50/50. Początek spotkania będzie wyglądał tak, że zawodnicy będą się “rozpoznawać”, czekać na błędy. Ale potem, kto pierwszy złapie rytm? To może być decydujące.

A co widzisz do poprawy w grze Huberta?

Przede wszystkim – jest bardzo wysokim zawodnikiem. To zawsze będzie wpływało na jego poruszanie się. Inna sprawa, że Hubert się już w tym elemencie bardzo poprawił. Ale tak, tu nadal musi nad sobą pracować. Co jeszcze? Myślę, że powinien grać jeszcze agresywniej. Ma taką siłę przebicia z beckhendu i forhendu, że czasami się aż prosi, aby szybciej poszedł do siatki. Ale generalnie z trenerem Craigiem Boyntonem robią rewelacyjną robotę.

Michał Zawada powiedział, że jak rozmawiał z Hubertem parę lat temu o celach na przyszłość, to usłyszał: “panie Michale, ja chcę być numerem jeden na światowej liście i wygrać wszystkie turnieje wielkoszlemowego”. Naprawdę nie chcę już tego balonika mocniej pompować, ale tobie się to wydaje możliwe? Czy to zbyt wysoko postawiona poprzeczka?

Na pewno jest to możliwe, z kilku względów. Po pierwsze, widać, że Hubert może wygrać z każdym na świecie. Po drugie, za dwa czy trzy lata Nadala, Federera i Djokovica może już nie być w Tourze. A oni przecież blokują chyba trzecie pokolenie tenisistów. W ostatnich fazach turniejów zawsze jest jeden z tej trójki. Ich już zatem w przyszłości nie będzie, a to na pewno dla Hurkacza na plus. Idąc dalej: jest młody, ma 24 lata, które w tenisie nie są już tym samym co kiedyś.

Szczytowa forma dla tenisisty obecnie pojawia się w okolicach 28., 29. roku życia. To wszystko się przesuwa. Nie widzę zatem powodu, przez który Hubert miałby nie iść w górę. Zresztą ja go znam, i może to zabrzmi banalnie, ale jest niesamowitym profesjonalistą.

Michał mówił, że to poziom Roberta Lewandowskiego, absolutny “top” w tym elemencie.

Dokładnie. Zresztą choćby Łukasz Kubot jest podobny. Od najmłodszych lat inwestował w siebie, układał wszystko pod sport. Tak jak Hubert.

Wspomniałeś Kubota. Swego czasu Hubert podawał piłki na jego meczach. Miał go za idola. A niedługo panowie zagrają razem w deblu, podczas turnieju olimpijskiego. To jest fajna historia, prawda?

Jasne. Tak to się w sporcie układa. Na pewno znajdą się jakieś fotografie, na których Łukasz schodzi z kortu, a Hubert go prosi o zdjęcie.

A jakie są atuty tej pary w grze podwójnej? Jednak na co dzień ze sobą nie występują.

Na pewno powinni ze sobą zagrać przed igrzyskami, i zapewne to zrobią. Bo jednak muszą się razem przetrzeć. Choć na dobrą sprawę grali już w deblu podczas ATP Cup w zeszłym roku. Ale to cały czas mało. Uważam, że mówimy o parze, która absolutnie może wygrać z każdym, ale jednak muszą się “rozgryźć”. Kubot całe życie grał z zawodnikami, którzy mają deblowy styl, tak jak Marcelo Melo. Hubert z kolei najlepsze wyniki robił z zawodnikami, którzy grają bardzo singlowo, jak jego najlepszy kumpel Félix Auger-Aliassime.

Mieli zatem w przeszłości zupełnie innych partnerów. I tu pojawia się zagrożenie. Chodzi o to, żeby sobie porozmawiali, ustalili, jak będą zachowywać się w danych sytuacjach. Nie jest to takie proste. Mam dlatego nadzieję, że będą mieli jeszcze okazję, przed Tokio, się gdzieś sprawdzić.

Turniej w Tokio będzie rozgrywany na kortach twardych. A Hubert Hurkacz wszystkie turnieje w karierze wygrywał właśnie na tej nawierzchni. To jest dla nas optymistyczna informacja.

Oj, na pewno. Hubert uwielbia korty twarde, dużo na nich trenuje w Stanach. I jak powiedziałeś – kojarzą się nam one z jego najlepszymi wynikami. Łukasz zresztą również nie przepada za kortami ziemnymi, i lepiej sprawdza się na innych.

Przypomnijmy, że w Tokio zobaczymy 64 singlistów. Szósty mecz zatem będzie finałem. Byłoby cudownie, gdyby udało mu się zakręcić koło medalu, szczególnie pamiętając nieudane występy Agnieszki Radwańskiej na olimpijskiej scenie.

Igrzyska jednak dostarczają bagaż dodatkowej presji. A pamiętajmy, że balonik już teraz jest pompowany. Półfinał Wimbledonu może niektórym kojarzyć się z brązowym medalem, sprawiać, że tego medalu będą od niego oczekiwać w Tokio. Na szczęście zarówno Hubert, jak i Iga Świątek dobrze radzą sobie z presją, z odbieraniem opinii na mediach społecznościowych, z tym, że się o nich mówi. Myślę więc, że będą gotowi. Pamiętajmy też, że oprócz Igi czy Huberta pojawi się szerokie grono faworytów.

Prawdopodobieństwo wciąż zatem nie jest po naszej stronie. Dlatego sugerowałbym większy spokój.

Na pewno tak, choć sukcesy Huberta rozbudzają naszą wyobraźnię. Przypomnę jego słowa z 2020 roku, po tym, jak dowiedział się, że igrzysk nie będzie: “kurczę, szkoda, że się nie odbędą, bardzo chciałem podczas nich zagrać, ale w 2021 roku będę jeszcze lepszym tenisistą”. To pokazuje, jak on podchodzi do tenisa.

To, co powiedział, się sprawdziło. Jest w innej pozycji niż był rok temu. Na pewno zyskał pełno pewności siebie. Jestem bardzo ciekawy, jak mu pójdzie, jestem ciekawy losowania. Niby nie jest najważniejsze, ale sporo od niego zależy. W pierwszej rundzie zawsze jest lepiej mieć nieco gorszego przeciwnika.

A jak patrzysz na szansę Igi? W kontekście singla, ale też gry w mikście z Łukaszem Kubotem?

Myślę, że to dobra decyzja, że się zdecydowała na grę mieszaną, ale zrezygnowała z debla. Jednak granie na trzech frontach to byłoby dla niej za dużo. Iga jest mocnym punktem w naszej drużynie olimpijskiej. Twarde korty jej odpowiadają. Szczególnie że ten w Tokio będzie dość wolny. Piłka się odbija wysoko, zwalnia po uderzeniu. Myślę zatem, że Polka będzie jedną z faworytek do medalu w singlu. Wiadomo, że jest parę innych zawodniczek z podobnymi szansami. Ale jak znam Igę, to czuję, że będzie bardzo dobrze przygotowana, fizycznie i psychicznie. Nie mogę doczekać się turnieju olimpijskiego.

ROZMAWIAŁ KAMIL GAPIŃSKI

Fot. Newspix.pl


Subskrybuj
Powiadom o
guest
1 Komentarz
Najstarsze
Najnowsze Najlepiej oceniane
Inline Feedbacks
Pokaż wszystkie komentarze
Kuku
Kuku
23 dni temu

Był już podobny dobrze się zapowiadający… JanekJanuszowicz

Aktualności

Kalendarz imprez