Finał Diamentowej Ligi stał na dosłownie wysokim poziomie

Finał Diamentowej Ligi stał na dosłownie wysokim poziomie

Spoglądając na obsadę finału Diamentowej Ligi można było spodziewać się emocji i świetnych wyników. Na stadionie zaprezentowało się w końcu aż siedemnaścioro mistrzów i mistrzyń olimpijskich. Nie mówiąc już o masie innych utytułowanych sportowców. Nie pytaliśmy zatem czy zobaczymy show, lecz kto z nich da największy popis. I chociaż nie zobaczyliśmy żadnego rekordu świata, to świetnych rezultatów nie brakowało, a zawody w Zurychu stały na bardzo wysokim poziomie. Niestety, zarówno Natalia Kaczmarek jak i Maria Andrejczyk nie były głównymi bohaterkami rozgrywanego w Szwajcarii finału.

Skakali daleko i wysoko

Mocny akces do miana show wieczoru zgłosiła Yulimar Rojas w trójskoku. Wenezuelka już w pierwszej próbie skoczyła 15.27, ustanawiając rekord zawodów. Mało tego, w ostatniej próbie poprawiła swój wynik. Idealnie trafiła w belkę i poszybowała aż 15.48! Do rekordu świata który ustanowiła w Tokio zabrakło jej dziewiętnastu centymetrów, ale to i tak świetny rezultat.

Panie dały popis również w skoku o tyczce. A konkretnie uczyniła to Anżelika Sidorowa. Wicemistrzyni olimpijska pokonała poprzeczkę zawieszoną na wysokości aż 5.01. Chociaż dokonała tego w trzeciej próbie, to jednak z naprawdę sporym zapasem. Taki rezultat uczynił z Rosjanki drugą kobietę w historii, która na stadionie skoczyła powyżej pięć metrów. Wyżej w historii skakała tylko jej legendarna rodaczka – Jelena Isinbajewa. Aż szkoda, że po tak fenomenalnym skoku Sidorowa nie zdecydowała się na zaatakowanie rekordu świata. Przecież miała już zapewnione zwycięstwo.

Takiego dylematu nie miał Armand Duplantis, Dziś reszta stawki – nomen omen – wysoko zawiesiła poprzeczkę dla genialnego Szweda. Sam Kendricks i Timur Morgunow odpadli z konkursu dopiero na wysokości 5.98, a i sam Mondo pokonał ją dopiero za drugim podejściem. Ale przeskoczył ją również jako jedyny, po czym… w pierwszej próbie rozprawił się z 6.06. Następnie zobaczyliśmy klasykę gatunku – poprzeczka powędrowała na 6.19 a Duplantis – kończący całe zawody – chciał poprawić rekord świata. I choć tym razem się nie udało, to jesteśmy pewni, że w kolejnych sezonach Szwed jeszcze go wyśrubuje. Bo dziś ponownie był tego bardzo blisko.

Biegi pań godne finałów

W biegu na 1500 metrów Sifan Hassan chciała zrewanżować się Faith Kipyegon za porażkę na igrzyskach. Obie zawodniczki nie były zainteresowane tempem nadanym przez pacemakerkę – a było ono zbliżone do rekordu świata – i postanowiły rozegrać ten bieg na miejsca, nie rekordy. Tym razem to Holenderka biegła za Kenijką, tak jakby wyciągnęła wnioski i starała się nie zmęczyć nadawaniem tempa biegu. Ale na nic to się nie zdało. Kipyegon na finiszu odparła jej atak i podobnie jak w Tokio to ona cieszyła się z wygranej.

Z kolei w biegu na 1500 metrów panów fantastyczną walkę o zwycięstwo stoczyli Timothy Cheruiyot i Jakob Ingebrigtsen. Faworytem był Norweg, ale dziś długi, mocny finisz był atutem kenijskich biegaczy. I tak Cheruiyot przybrał taktykę swojej rodaczki, która na tym samym dystansie triumfowała chwilę wcześniej. Zdecydował się na prowadzenie przez całe ostatnie kółko i udanie zrewanżował się Ingebrigtsenowi za porażkę w stolicy Japonii.

Słówko należy się również Elaine Thompson-Herah, która pobiegła 100 metrów w czasie 10.65. Oczywiście ustanowiła rekord zawodów, ale reakcja na wybiegany czas najbardziej świadczy o klasie jamajskiej biegaczki. Ot trochę się ucieszyła, ale to wszystko. A przecież to szósty najlepszy wynik sezonu. Lecz ona potraktowała go niczym kolejny dzień w biurze.

Pod nieobecność Sydney McLaughlin oraz Dalilah Muhammad finał biegu na 400 metrów przez płotki wygrała Femke Bol. Nikogo to nie powinno dziwić, fenomenalna Holenderka triumfowała w szóstych zawodach z tego cyklu w obecnym sezonie. W biegu na 400 metrów przez płotki mężczyzn niespodzianki również nie było. Na wielkim luzie wygrał go Karsten Warholm, choć bez rewelacyjnego – oczywiście, jak na Norwega – czasu, 47.35.

Ciekawie było też w biegu na 400 metrów, gdzie fenomenalną walkę o zwycięstwo stoczyli Kirani James i Michael Cherry. Obaj niemalże równo wpadli na metę. Dosłownie wpadli, gdyż zarówno Grenadyjczyk jak i Amerykanin zakończyli bieg efektownymi padami. Ostatecznie z czasem 44.41 o jedną setną sekundy szybszy okazał się drugi z nich.

Jak poradziły sobie Polki?

Myting rozpoczął się od startu Natalii Kaczmarek w biegu na 400 metrów. Polka przystępowała do zawodów w życiowej formie – niespełna tydzień temu poprawiła swoją życiówkę. Niestety, Natalia zupełnie nie liczyła się stawce. Bieg podzielił się na dwie grupy. O zwycięstwo walczyły Marileidy Paulino (wicemistrzyni olimpijska z Tokio), Quanera Hayes, Stephenie Ann McPherson i Sada Williams. Ostatecznie z czasem 49.88 zwyciężyła Amerykanka Hayes przed Paulino i Williams. Czas Kaczmarek – równe 51 sekund – dał jej szóste miejsce.

To rezultat o trzy dziesiąte gorszy od jej najlepszego czasu w karierze. Lekki niedosyt jest, lecz na chwilę obecną rywalki zza oceanu są po prostu poza zasięgiem Polki. Ale to i tak był świetny sezon w wykonaniu Natalii. Wszak została mistrzynią olimpijską w sztafecie mieszanej oraz wicemistrzynią w żeńskiej.

Szwajcarskich zawodów nie będzie dobrze wspominać Maria Andrejczyk. Zawodniczka Grupy Sportowej ORLEN spaliła swoje dwa pierwsze rzuty. Co prawda trzecią próbę zaliczyła, jednak oszczep poleciał zaledwie na odległość 52.30 m, zatem wciąż znajdowała się daleko za rywalkami. Nasza wicemistrzyni olimpijska już tradycyjnie zmagała się z bólem barku. Nie będąc w pełni zdrowia, zdecydowała się zrezygnować z kolejnych rzutów.

W ramach formalności dodajmy, że finał w Zurychu z wynikiem 65.26 zwyciężyła Christin Hussong – zawodniczka, która w Tokio zupełnie rozczarowała, choć miała tam walczyć o złoty medal. Cóż, wygrany finał Diamentowej Ligi pewnie nie smakuje tak samo, jak medal olimpijski, ale czek w wysokości trzydziestu tysięcy dolarów być może chociaż trochę osłodzi jej ten sezon.

Fot. Newspix


Subskrybuj
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
Pokaż wszystkie komentarze

Aktualności

Kalendarz imprez