Fibak: Iga Świątek może być następną Sereną Williams

Fibak: Iga Świątek może być następną Sereną Williams

– Po Robercie Lewandowskim to Iga Świątek będzie teraz najbardziej rozpoznawalną twarzą polskiego sportu – mówi Wojciech Fibak. Nasz legendarny tenisista pojawił się na antenie WeszłoFM i opowiedział nam o swoich wrażeniach związanych z meczem półfinałowym oraz całym French Open w wykonaniu Igi Świątek.

WOJCIECH PIELA: Iga Świątek awansowała do wielkoszlemowego finału. Trzeba pana uszczypnąć? Udało się już uwierzyć w to, co się stało?

WOJCIECH FIBAK: Ja tak naprawdę już od kilku lat wierzę w talent Igi. Pamiętam, że spotkałem się z jej rodzicami, siostrą i z nią samą na Roland Garros jakieś dwa-trzy lata temu, gdy grała turniej juniorek. Kilka razy obserwowałem jej mecze. Wiedzieliśmy o jej potencjale, ale teraz to wybuchło, złapała jakąś regularność. I to tak wybuchło właśnie w trakcie tego turnieju, bo jeszcze w Rzymie [[Iga poleciała tam tuż przed French Open – przyp. red.] tej regularności zabrakło i niespodziewanie przegrała z Holenderką Rus.

W Paryżu od pierwszych rund gra nie tylko to, co z czego słynęła już wcześniej – czyli te bomby z forehandu czy backhandu i potężne serwisy – ale też przyjmuje wymiany, gdy trzeba to zrobić. Z Simoną Halep wygrała przecież większość długich wymian. Świątek pokazuje kolejny etap w swoim rozwoju – że to nie tylko siła i czucie, nie tylko serwis, ale również regularność, która jest trudna do osiągnięcia przy ryzykownych zagraniach. A Iga gra blisko linii, precyzyjnie. Mamy w tej chwili bardzo wszechstronną tenisistkę. I kiedy spostrzegłem to w pierwszych rundach, to od razu powiedziałem, że ona jest „Mozartem tenisa”. Potrafi wszystko.

Dla mnie ten finał to nie jest aż taka niespodzianka. Ćwierćfinał i półfinał Iga grała w innej lidze, te dziewczyny wyglądały tak, jakby występowały w turnieju juniorskim, a Iga tak, jakby wygrała już dziesięć turniejów wielkoszlemowych. To była przepaść. Finał pewnie już taki nie będzie. Z drugiej strony z Halep też tak było. Wiemy, że Simona potrafi grać lepiej, ale z Igą wpadła w jakiś kompleks, Świątek tak genialnie rozpoczęła, że Halep nagle się nie poruszała, nie mogła grać swojego tenisa. A Iga zagrała koncert.

Pomaga Idze fakt, że to taki wyjątkowy Roland Garros? Że kort nie jest wypełniony kibicami, jest mniejsza presja? To przecież młoda zawodniczka, która nie ma takiego doświadczenia z tysiącami kibiców na swoich meczach.

Tak, ale to by tyczyło się tylko meczu z Halep. Bo z Genie Bouchard, też uznaną zawodniczką, to było na bocznym korcie, wcześniejsze mecze podobnie. Simonie pewnie brakowało publiki, oklasków i pobudzenia do walki. Natomiast rywalki Igi z ćwierćfinału i półfinału miały w tym jeszcze mniej doświadczenia od niej. Więc pewnie te mecze wyglądałyby podobnie. Naprawdę wszystko przed Igą. To już jest wielki sukces i wielki finał. Od czasu Jadzi Jędrzejowskiej nikt takiego sukcesu w turnieju Roland Garros nie osiągnął.

Faktycznie jednak jest ten turniej okaleczony. Bardzo żałuję, że nie mogę tam być. Pechowo, bo to pierwszy raz od 1974 roku, że mnie na tym turnieju nie ma i akurat Polka osiąga finał. Chciałbym ją dopingować z bliska, być tam. Nawet w czasie tej rozmowy mówiłbym panu co się dzieje w Paryżu, jaka pogoda, jakie nastroje i tak dalej. A tak mamy przekaz telewizyjny, radiowy, ale to nie jest to samo. Żałuję, bo to mój ulubiony turniej, ulubiony kort centralny. Grałem tam ważne mecze, mam masę wspomnień: grałem tam z Ilie Nastase, Yannickiem Noah, do tego mecze deblowe, również trenowanie Ivana Lendla, którego doprowadziłem do tytułu…

Po drugiej stronie ulicy przez dwadzieścia lat miałem dom, mieszkałem tam. I akurat w tym roku, gdy Polka osiąga taki sukces, dostałem list od francuskiej federacji, że jestem częścią historii, ale nie będą mogli przesłać mi akredytacji na turniej ze względu na COVID. Pewnie polscy fani i wielu ludzi związanych z tenisem też by tam mogli być i dopingować Igę z bliska. Tego brakuje.

Poczekamy na Igę w kraju i tu, gdy wróci, trzeba jej będzie podziękować. Bo już ten finał jest wielkim osiągnięciem. Trzeba zwrócić też uwagę, że Iga jest bardzo wytrzymała i chyba nie może żyć bez tenisa, bo cały czas rywalizuje również w deblu. Ależ to byłaby historia, gdyby wygrała oba turnieje – singlowy i deblowy. Ale czy nie za dużo tego?

No ten półfinał też im się jako tako układa. Bo w drugim półfinale gra świetna para Mladenovic/Babos przeciwko dwóm najlepszym deblistkom – Krejcikovej i Siniakovej – to na pewno trudniejsze zestawienie. Opcjonalny finał będzie trudny do wygrania, ale w tenisie kobiet wszystko się może zdarzyć. Oczywiście, gdyby wygrała też i tu, to przebije już wszystko. Bo teraz przebiła Agnieszkę Radwańską, wcześniej przebiła mnie, jeśli wygra turniej to przebije też Jędrzejowską, a do tego jeszcze zacznie przebijać i w deblu!

Gdy Agnieszka Radwańska na to patrzy, to pewnie może jej się łezka w oku zakręcić. Bo wokół Agnieszki na tych najważniejszych turniejach była i Maria Szarapowa, i Ana Ivanović, i siostry Williams, i Angelique Kerber. Jakie tam były nazwiska! Nie można było tak przejść. Iga jednak w ćwierćfinale i półfinale wygrała z tenisistkami, o których nigdy nie słyszałem. A interesuję się tenisem i śledzę go uważnie. To było dla Świątek jak prezent z nieba, choć trzeba też było to wykorzystać. Natomiast wiadomo, że choćby w czwartej rundzie Iga ograła Halep, z którą Agnieszka też często grała.

Wiadomo też, że z Sofią Kenin w finale nie będzie łatwo. To już jedna z najlepszych tenisistek świata. Na pewno nie zagra tak jak Włoszka i Argentynka w ostatnich dwóch spotkaniach, które – gdy Iga naskoczyła na nie z tym swoim kosmicznym tenisem – zupełnie nie istniały na korcie.

Jest jakaś tenisistka, do której da się Igę porównać stylem? Czy też Świątek jest unikatowa i byłaby w stanie powalczyć z każdym, prezentując się tak, jak na tym turnieju?

Nie próbowałem jeszcze Igi do nikogo porównywać. Może właśnie przez to, że mi nikt automatycznie nie przyszedł do głowy? Normalnie porównuję bardzo szybko, zwykle są jakieś przykłady. Jeśli nie z teraz, to z innej generacji. Ale Iga gra tenis… jakiś nawiedzony, kosmiczny. Precyzyjny, a do tego atletyczny. Do tego te subtelne skróty, męski drugi serwis ze sporą rotacją…

Może Kim Clijsters trochę tak grała, że fruwała po korcie, biła te piłki z forehandu i backhandu, ale potrafiła zagrać precyzyjnie. Może ona, faktycznie. Siostry Williams grają inaczej, Szarapowa też  grała inaczej, bo nie kryła kortu tak dobrze. W Idze niezwykłe jest to, że łączy ten atletyzm, finezję i fruwa do tego po korcie, znakomicie go kryjąc.

Gdzie pan widzi sufit Igi Świątek? Bo skoro ona w wieku 19 lat dochodzi do finału wielkoszlemowego, to co się może dziać dalej!

W kobiecym tenisie to wielka niewiadoma. Proszę spojrzeć: Jelena Ostapenko – wygrywa Roland Garros, a potem znika, co najwyżej czasami coś gdzieś wygra, ale ogółem nic wielkiego. Sloane Stephens wygrała US Open, a potem przez pół roku miała problem z wygraniem spotkania. Spójrzmy na Flavię Pennettę, Marion Bartoli czy Na Li – one po swoich sukcesach kończyły za to kariery. To takie przykłady tenisistek, które nie są tak wielkimi i wspaniałymi tenisistkami, jaką była na przykład Agnieszka Radwańska, ale one wygrały turnieje wielkoszlemowe. Agnieszce zawsze to uciekało, miała pecha. I nigdy nie wygrała, choć była większą tenisistką od wcześniej wymienionych.

Uważam, że jeśli Iga wygra Roland Garros, to nie będzie u niej takiej destabilizacji, jaka przytrafiła się innym tenisistkom. Wierzę, że będzie dalej wygrywać i nadal się rozwijać. Oczywiście, porażki w tenisie się zdarzają, gra się przecież cały rok, ale nie chodzi o jeden czy drugi przegrany mecz. Iga jest skazana na sukces wieloletni. Ma cały sztab: trenera, którego bardzo lubi, panią psycholog, spokojnych rodziców i siostrę, którzy wspomagają ją, jak mogą. Ona poza tym gra tak dominujący tenis, że w kwestii dokonań w przyszłości to może być nawet następna Serena Williams, która będzie dominować i wygrywać. Dlatego, że gra mocniej i precyzyjniej od innych, potrafi przeganiać rywalki po korcie. Z tym trzeba się urodzić. Na tym polega talent.

Proszę spojrzeć na Magdę Linette: pracowita dziewczyna, walczy, działa, wspieramy ją. Ona pięknie gra, ale nie potrafi grać aż tak precyzyjnie i dlatego ta pierwsza dziesiątka rankingu jest dla niej raczej zamknięta. Natomiast Iga ją otworzyła, bo miała w ręce i głowie sztukę trafiania. Z tym się urodził Roger Federer, John McEnroe, z tym się urodziła też Agnieszka Radwańska czy Novak Djoković, którego poznałem przecież już jako szesnastolatka.

Swoją drogą ja jestem akurat w Gnieźnie, w tutejszym klubie, pełno tu młodzieży i każda dziewczynka chce już być Igą Świątek. Iga będzie przykładem dla tych wszystkich dzieci – ta jej skromność, to że mówi dobrze o przeciwniczkach, zna też angielski. Będzie świetną ambasadorką polskiego sportu. Po Robercie Lewandowskim będzie najbardziej rozpoznawalną twarzą polskiego sportu. A ja się cieszę, bo to moja ulubiona dyscyplina sportu.

Właśnie, jaki jest wymiar tego sukcesu Igi Świątek? Podejrzewam, że dzwonią do pana koledzy spoza Polski i pytają, skąd ta Iga się wzięła.

Tak, są telefony nie tylko z Francji, Włoch, Anglii, ale też na przykład z Kalifornii. „Who is this Swiatek? What’s the story?”.

A pan odpowiada: „No Swiatek – Świątek!”. Trzeba uczyć wymowy.

Jak mówię „Świątek”, to oni myślą, że seplenię. (śmiech) Ale wracając – to jest niesamowite, naprawdę. Nawet w trakcie tej naszej rozmowy już chyba miałem ze cztery telefony, których nie odebrałem na naszej linii, a jeszcze mam dwie albo trzy komórki. Wszystkie gdzieś wyciszone sobie czekają. Tenis to jednak globalna dyscyplina, a kariera Igi jest już światowa.

Fot. Newspix


Subskrybuj
Powiadom o
guest
1 Komentarz
Najstarsze
Najnowsze Najlepiej oceniane
Inline Feedbacks
Pokaż wszystkie komentarze
Jan
Jan
16 dni temu

buc…. tylko: ja, ja, ja….🤦‍♂️🤦‍♂️🤦‍♂️

Aktualności

Kalendarz imprez