Ergowiosła 2020: ergometr prawdę ci powie

Ergowiosła 2020: ergometr prawdę ci powie

Gwoździem programu Enea Mistrzostw Polski na ergometrze wioślarskim 2020 były oczywiście finały seniorek i seniorów. Absolutną dominatorką po raz szósty z rzędu okazała się Anna Wierzbowska. Wśród mężczyzn walka trwała do ostatnich metrów, a wygrał Mirosław Ziętarski. Niespodzianką Ergowioseł 2020 jest Jaclyn Hałko Stelmaszyk (na zdjęciu), która zwyciężyła w wyścigu kobiet w wadze lekkiej.

Można się zastanawiać czy wioślarstwo halowe to efektowny sport. Rząd dwudziestu ergometrów, co kwadrans zajmują je kolejne serie zawodników. Wyścigi odbywają się we wszelkich możliwych kategoriach, od najmłodszych zawodników, przez parasportowców, po absolutną elitę światową, a na amatorach kończąc. Jeśli ktoś chce zobaczyć krew, pot i łzy, to zobaczy wszystko bez tego pierwszego czynnika, bo wioślarstwo to z założenia rywalizacja bezkrwawa, bezkontaktowa. Szlachetny, biały sport. W świecie anglosaskim to jedna z najbardziej prestiżowych dyscyplin, związana ze środowiskiem akademickim, etykietą, kulturą, konwenansami. Przykładem jednych z najstarszych zawodów w historii sportu jest legendarny już wyścig Oxford – Cambridge, regaty uniwersyteckich ósemek na Tamizie, które historia datuje się na połowę XIX wieku. A to tylko przykład, słynny po prawdzie, ale tego typu wydarzeń można by wyliczyć znacznie więcej. Po skrajnie wyczerpujących finiszach nie brakuje obrazków zawodników spadających z ergometrów, niby rażonych gromem, po totalnym zużyciu wszelkich zasobów energetycznych organizmu. Przy pomocy ratowników medycznych i wolontariuszy doprowadzani byli do “stanu używalności” długo jeszcze dochodząc do siebie. Nawet ci, którzy o własnych siłach schodzili z maszyn, nie od razu byli w stanie rozmawiać i jeszcze przez kilka dobrych minut łapczywie nabierali powietrza w płuca, spoceni, z obolałymi, zbitymi od zakwaszenia mięśniami. Wielki podziw za umiejętność walki do końca. Co istotne, na jednej linii stają zawodnicy z krótkich i długich wioseł.

– Ergowiosła odbywają się po raz 29. Za rok będziemy obchodzić piękny jubileusz 30-lecia. Niesamowite, że jestem z tą imprezą od jej początków – wspomina mistrz olimpijski, czterokrotny mistrz świata Adam Korol, który obecnie pełni funkcję wiceprezesa ds. sportu Polskiego Związku Towarzystw Wioślarskich. – Kiedyś brakowało takiej oprawy jak dziś. Nie było telewizorów, na których widać było sytuację na torze. Jedyne co widzieliśmy to ekranik z tempem przed sobą i rywali obok. Nikt nie wiedział, czy jest pierwszy czy drugi. Płynęło się samemu ze sobą i dopiero po zakończeniu poznawaliśmy miejsce i czasy konkurentów. Ja nigdy nie byłem jakimś wybitnym specjalistą od ergometrów i traktowałem je z obowiązku, znacznie lepiej się czułem już na wodzie. Jednak wciąż to stały element przygotowań do sezonu, budowania wydolności i siły. Mieliśmy powiedzenie: “ergometr prawdę ci powie”. Choć treningi trwające godzinę, dwie to bardzo żmudna praca, a książki w tym czasie nie poczytasz, choć zawodnicy umilają sobie ten czas choćby słuchając muzyki. Moja życiówka to 5:55, ale najważniejsze by przełożyć tę pracę na wiosłowanie na wodzie – opowiada “Dominator” sprzed lat. To on wraz z prezesem Ryszardem Stadniukiem wręczali nagrody w najbardziej prestiżowych kategoriach.

Wielką halę sportową WKK we Wrocławiu przedzielono trybunami. W jednej części odbywają się wyścigi, w drugiej zaś stawiono kilkadziesiąt ergometrów służących do rozgrzewki. Niektórzy zawodnicy dodatkowo truchtają pomiędzy rzędami wiosłujących, rozciągają się. Wielu zasłania uszy słuchawkami izolując się muzyką od zgiełku i emocji. Tutaj panuje skupienie, choć z drugiej części sali dochodzi harmider procedur startowych, dopingujących kibiców i komentatorów relacjonujących przebieg wydarzeń na wirtualnych torach. Dodatkowo po każdej serii odbywają się ceremonie medalowe. Po wręczeniu medali odgrywany jest Mazurek Dąbrowskiego. – To ważne. Mimo że osobom postronnym wydaje się, że słyszą hymn co chwilę, on grany jest przede wszystkim dla tych zawodników i trenerów, którzy stają na podium. To ich chwila – tłumaczy Adam Korol. Rozgrzani zawodnicy ustawiają się i w kolejności, wedle deklarowanych przez trenerów czasów, podchodzą do swoich “narzędzi tortur”, bo te sześć-siedem minut jakie potrzebne jest do pokonania dystansu dwóch kilometrów to istna tortura. Może i przyjemnie jest przez pierwszych dwieście-trzysta metrów. Potem jednak adrenalina we krwi ustępuje kwasowi mlekowemu, pojawia się ból. O oddech coraz trudniej, a licznik ukazujący zmniejszającą się odległość do mety wcale nie ułatwia życia i za wszelką cenę jakby spowalniał. Każdy metr kosztuje coraz więcej. Zawodnicy mają różną strategię. Jedni narzucają wysokie tempo licząc, że w końcówce zdołają odeprzeć atak mocno finiszujących rywali. Inni rozpędzają się trakcie. Dla innych liczy się po prostu określone tempo. Cena za ten wysiłek jest ogromna.

Dla kadrowiczów to dość specyficzny start. Nie szykują się pod niego specjalnie, mimo że to mistrzostwa Polski. Zjechali z wysokich gór, z ciężkiego treningu, z dużych objętości i permanentnego zmęczenia. Nie ma mowy o świeżości. To przede wszystkim sprawdzian obecnego stanu wytrenowania. Ważne informacje dla trenerów prowadzących poszczególne osady. Jednak wyniki nie przekładają się na zbyt wiele, bo wioślarstwo to taki sport, że nie zawsze 1+1=2. Lada dzień część kadry wraca już na wodę w naszej portugalskiej bazie nad Lago de Azul i niemal wszystkim świecą się oczy na myśl o powrocie do łodzi. To taki paradoks, bo po sezonie wszyscy cieszą się, że pobiegają w górach na nartach; dostaną wówczas inny bodziec. Jednak po dwóch-trzech tygodniach zimy, każdy już wraca głową na wodę. Po miesiącu na wodzie pojawi się nieco inne zmęczenie i tęsknota za biegówkami. Takie to cykle, niczym pory roku.

– Ergowiosła są jednym z etapów treningu i budowania formy na igrzyska w Tokio

– zapewnia Adam Korol.

Ciekawe rozstrzygnięcia miały miejsce w rywalizacji seniorek wagi lekkiej. Tu w ubiegłym roku doszło do kilku przetasowań. Poprzedniej zimy wypadkowi uległa Weronika Deresz. Najpierw zmasakrowała sobie kolano, a potem w komplikacjach omal nie straciła najpierw nogi, a potem życia po zatorach żylnym i płucnym. Opisaliśmy jej historię w poniższym, poruszającym filmiku…

SPONSOREM POLSKIEGO KOMITETU OLIMPIJSKIEGO JEST PKN ORLEN.

Jakimś cudem Weronice udało się wrócić do zdrowia i sportu. Startowała już w sierpniowych mistrzostwach świata podejmując próbę wywalczenia kwalifikacji do Tokio 2020. Wiosłowała w parze z Katarzyną Wełną. Wiosną natomiasat Wełna próbowała swoich sił z Joanną Dorociak – dotychczasową partnerką Weroniki Deresz. Dorociak i Wełna w październiku wystąpiły z kadry deklarując przygotowania do igrzysk, a wcześniej do regat kwalifikacyjnych w maju w Lucernie, na własną rękę. Stworzyła się patowa sytuacja, która dzięki szeregowi szczęśliwych okoliczności znalazła rozwiązanie. Okazało się bowiem, że pół Kanadyjka, pół Polka Jaclyn Hałko Stelmaszyk wyraziła wolę powrotu do reprezentowania biało-czerwonych barw. Formalności trwały od października i na początku stycznia zostały dopełnione. Oficjalnie podopieczne trenera Przemysława Abrahamczyka będą walczyć o prawo startu w igrzyskach, a potem (oby!) o medal. Hałko uzyskała wynik 7:04.5. – Nie spodziewałam się tak szybkiej jazdy. Cieszyłabym się nawet z wyniku 7:07, a dziś poprawiłam życiówkę o trzy i pół sekundy! Jestem bardzo szczęśliwa – mówiła Jaclyn tuż po zakończeniu wyścigu. – Ostatnie 400 metrów to istne szaleństwo! Odrobiłam dystans, bo atakowałam z piątego miejsca, ale udało się zająć trzecie miejsce. Ciężko zniosłam zgrupowanie w górach i mam nadzieję, że zdrowie dopiero przyjdzie. Najważniejsze, że za tydzień wracamy na wodę! – skomentowała Weronika Deresz.

Jaclyn i Weronika znają się od lat. W 2012 roku zdobyły mistrzostwo świata w czwórce podwójnej wagi lekkiej (pospołu z Magdaleną Kemnitz i Agnieszką Renc). Z Jaclyn to w ogóle ciekawa historia. Jest wnuczką Lecha Antoniego Hałki ps. Cyganiewicz – powstańca warszawskiego, żołnierza armii Andersa. Po powstaniu ’44 starszego strzelca więziono w stalagach Fallingbostel, Altengrabow i Mühlberg. Skąd w końcu uciekł. W lipcu ’45 dołączył do II Korpusu gen. Władysława Andersa we Włoszech,z którą wyjechał do Anglii. Zdemobilizowany w 1948 roku ukończył studia architektoniczne. Pięć lat później wyemigrował do Kanady. Jego wnuczka z dumą wspomina dziadka, a w sobotę z dumą wysłuchała Mazurka Dąbrowskiego stojąc na najwyższym stopniu podium i odbierając gratulacje od Adama Korola, prezesa Stadniuka i wielu życzliwych jej zawodników i kibiców. Na drugim stopniu podium stanęła Klaudia Pankratiew (LOTTO Bydgostia), która o 0.4 sekundy wyprzedziła Deresz. Radości nie krył trener Abrahamczyk, bo wyniki na ergometrach nagrodziły ciężką pracę w Livigno i zgrupowaniu jesiennym w Portugalii. Szczególnie, że Jaclyn poprawila o 3,5 sekundy rekord życiowy, a Weronika uzyskała o dwie sekundy lepszy wynik niż przed rokiem, uzyskany jeszcze przed kontuzją. – Cieszę się, że tak dobrze pokazała się Klaudia. Fajnie, że w wadze lekkiej na horyzoncie mamy tak mocną zawodniczkę – skomplementowała rywalkę Weronika Deresz. Co warto odnotować po roku braku zrzeszenia wystartowała ona w nowych barwach klubowych – KS Posnania. Faktycznie w tej konkurencji wystartowało tylko dziesięć wioślarek. Na starcie nie stanęła Joanna Dorociak. Katarzyna Wełna nie zmieściła się na podium przegrawszy trzecie miejsce o ponad trzy sekundy. W wyścigu mężczyzn wagi lekkiej zwyciężył reprezentant Gopła Kruszwica Jerzy Kowalski przed kolegą z klubu Arturem Mikołajczewskim. Brąz wywalczył Dawid Wachowicz (LOTTO Bydgostia).

Anna Wierzbowska
Marta Wieliczko
Katarzyna Zillmann

Wyścig seniorek odbył się pod dyktando Anny Wierzbowskiej, która dwa tygodnie temu wywalczyła srebro mistrzostw Europy. Tutaj nie miała konkurencji wygrywając z Martą Wieliczko (z kadrowej czwórki podwójnej) o sześć sekund. – To był naprawdę trudny wyścig, bo jesteśmy po ciężkim zgrupowaniu i czujemy je wszystkie w nogach. My naprawdę nie przygotowujemy się do tego startu i traktujemy go z marszu. To już mój szósty tytuł, nigdy tutaj nie przegrałam. Cieszę się, że mogę w ten sposób reprezentować swój klub Lotto Bydgostia. Oby tak na wodzie teraz. Do pewnego stopnia umiem ten ergometr “oszukać” i wiem jak sobie z nim poradzić lepiej niż inni. Jednak nie lubię tej maszyny strasznie. Jeszcze krótkie treningi spoko, ale jak mam jechać na przykład godzinę to mnie targa… – zwierzyła się Anna Wierzbowska, której kibicowała siostra Maria. Niestety tylko kibicowała ze względu na kontuzję kości piszczelowej. Na starcie zabrakło również Agnieszki Kobus-Zawojskiej, która z kolei nabawiła się kontuzji kręgosłupa. Na trzecie miejsce po fantastycznym finiszu, dosłownie na ostatnich metrach wskoczyła Katarzyna Zillmann – szlakowa naszej eksportowej czwórki. – Lubię taki styl, lubię mocne finisze i mieć pod nogą jeszcze na te ostatnie kilkaset metrów. Jestem bardzo zadowolona, choć przyznaję, że startujemy tutaj z marszu i nie lubię tych zawodów. Już na kilka dni przed mam popsuty humor. Cieszę się, że z głowy dobrze to pojechałam. Trener jest zadowolony, a to najważniejsze – podsumowała Kasia Zillmann.

W ostatnim wyścigu elity wystartowali mężczyźni. Chłopy na schwał, nierzadko dwumetrowcy z imponującą muskulaturą. Złoty medal zdobył Mirosław Ziętarski: – Troszkę zaryzykowałem, bo od początku poszedłem bardzo mocno i się opłaciło. Michał Szpakowski i Wiktor Chabel to bardzo mocni zawodnicy, chcieli mnie podejść, ja odparłem ich ataki. Taktyka się sprawdziła, ale wiadomo, że bez przygotowania i dobrej formy by to nie wyszło. Dwukrotnie zerknąłem na ekran, na te przesuwające się łódeczki. Słuchałem też komentatora i dodało mi to skrzydeł kiedy powiedział, że się do mnie chłopaki zbliżają. To na pewno wpłynęło na mój wynik – powiedział Ziętarski. Tytułu sprzed roku bronił Michał Szpakowski, który szlakuje mistrzom świata w czwórce na długich wiosłach. Tym razem skończyło się na brązowym medalu: – Nie spodziewałem się takich wyników tym okresie. Obstawiałem co prawda, że aby zwyciężyć trzeba będzie popłynąć poniżej 5:50, ale nie aż tyle. Mirek Ziętarski i Wiktor Chabel uzyskali szokujące mnie wyniki. Wyszło jak wyszło. Musiałem zaatakować szybciej, za co zapłaciłem na ostatnich dwustu metrach. 

Zawodnicy po krótkim odpoczynku ruszają na kolejne zgrupowania. Część do wspinanej już bazy nad Lago de Azul w Portugalii, a część jeszcze do Livigno. Miłym wydarzeniem było przekazanie przez prezesa Ryszarda Stadniuka statuetki dla Drużyny Roku 2020 dla mistrzów świata, czwórce bez sternika. Michał Szpakowski, Marcin Brzeziński, Wiktor Chabel i Mikołaj Burda otrzymali Nagrodę im. Piotra Nurowskiego przyznaną przez Kapitułę Polskiego Komitetu Olimpijskiego. Nagrodę wręczono podczas Noworocznego Spotkania Rodziny Olimpijskiej, lecz nasi reprezentanci nie mogli jej odebrać osobiście.

Tekst i zdjęcie główne
DARIUSZ URBANOWICZ

Ergowiosła 2020 (dystans: 2000 m)

Kobiety (waga lekka)
1. Jaclyn Halko (Niezrzeszona) 7:04.5
2. Klaudia Pankratiew (LOTTO Bydgostia) 7:10.0
3. Weronika Deresz (Posnania RBW Poznań) 7:10.4

Mężczyźni (waga lekka)
1. Jerzy Kowalski (Gopło Kruszwica) 6:11.2
2. Artur Mikołajczewski (Gopło Kruszwica) 6:14.5
3. Dawid Wachowicz (LOTTO Bydgostia) 6:22.1

Kobiety
1. Anna Wierzbowska (LOTTO Bydgostia) 6:42.6
2. Marta Wieliczko (Wisła Grudziądz) 6:48.4
3. Katarzyna Zillmann (AZS UMK Toruń) 6:51.1

Mężczyźni
1. Mirosław Ziętarski (AZS UMK Toruń) 5:45.1
2. Wiktor Chabel (Posnania RBW Poznań) 5:45.7
3. Michał Szpakowski (Zawisza Bydgoszcz) 5:48.6

PEŁNE WYNIKI ENEA MP NA ERGOMETRZE WIOŚLARSKIM


Subskrybuj
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
Pokaż wszystkie komentarze

Aktualności

Kalendarz imprez