Emocje w pierwszym meczu, koncert w drugim. Polacy w ćwierćfinale kwalifikacji olimpijskich!

Emocje w pierwszym meczu, koncert w drugim. Polacy w ćwierćfinale kwalifikacji olimpijskich!

Pod koniec meczu z Brazylią mieliśmy palpitacje serca. Ale Polacy wyszarpali zwycięstwo dosłownie w ostatnich sekundach. Przed drugim spotkaniem okazało się, że losy awansu są wyłącznie w naszych rękach. I Biało-Czerwony zespół wywiązał się z zadania wyśmienicie. Polacy zdemolowali bezradnych Turków i zagrają w ćwierćfinale turnieju w Austrii!

Chociaż nasi zawodnicy – podobnie jak w środę – grali dwa spotkania, to w przeciwieństwie do tamtych meczów, dziś można było wskazać mecz o stawkę oraz mecz do odhaczenia. Brazylia zajmowała drugie miejsce w grupie. Wczoraj rozgromiła Turcję aż 21:6 oraz wygrała z Czechami 21-14. W kontekście tego, że my rozegraliśmy nieco bardziej wyrównane spotkanie z naszymi południowymi są sąsiadami, decydującego starcia należało upatrywać właśnie o godzinie 18:15.

Natomiast Turcy są w tej grupie typowym chłopcem do bicia. A przynajmniej byli, bo dziś sensacyjnie wygrali z Czechami. Jak wspomnieliśmy, Brazylijczycy zafundowali im tęgie lanie, a i Mongolia za bardzo się z nimi nie zmęczyła. Ekipa Piotra Renkiela miała więc obowiązek wygrać drugie spotkanie.

Decydujący pierwszy mecz

Brazylijczycy rozpoczęli z animuszem. Dominowali fizycznie i przepychali się w naszej trumnie. Biało-czerwoni grali statycznie i na początku bardzo niedokładnie. Kilka piłek zagrywanych było zupełnie do nikogo. Później, kiedy nasza gra zaczęła być bardziej kombinacyjna, zdobyliśmy kilka punktów. Ale Brazylijczycy cały czas utrzymywali stabilną przewagę.

W dodatku kosz 3×3 pod jednym względem jest podobny do wersji tradycyjnej: że w jednym i drugim przypadku bez obrony ani rusz. I choć Polacy grali w defensywie bardzo słabo, to na nasze szczęście Brazylijczycy nie potrafili wykorzystać wielu okazji.

I wtedy przebudził się Michael Hicks. Amerykanin z polskim paszportem na półtorej minuty przed końcem wyrównał stan meczu na 10:10 ładnym rzutem za dwa punkty. Mecz, który Brazylijczycy wygrywali przez zdecydowaną większość czasu, zaczął im się wymykać spod kontroli. W efekcie rzucali piłki z nieprzygotowanych pozycji. A te zbierał Przemysław Zamojski, który w końcówce zrobił kapitalną robotę, dając nam jednopunktowe prowadzenie na dwadzieścia sekund przed końcem meczu. Rywale kolejny raz wyrównali, ale zaraz po wznowieniu indywidualną akcją, na sześć sekund przed ostatnią syreną, ponownie popisał się Hicks. 13:12 i wojna nerwów dla nas!

Rywale zagrali dla Polski

Zaraz po meczu z Brazylią los awansu nie leżał do końca w rękach Polaków. Gdyby Canarinhos wygrali z Mongolią odpowiednią liczbą punktów, to właśnie te dwie drużyny cieszyłyby się z awansu do ćwierćfinału turnieju.

Czyniąc te założenia, chyba nikt nie spodziewał się że Czesi, którzy sensacyjnie przegrali ze słabymi Turkami, równie sensacyjnie ograją faworyzowanych Mongołów 21:16. W tym momencie już wszystko zależało od Polaków. Wygrana z Turcją dawała nam awans. Od wyniku meczu Brazylia-Mongolia wówczas zależało tylko, z którego miejsca w grupie wyjdziemy.

I brązowi medaliści mistrzostw świata nie pozostawili niczego przypadkowi. Mecz był bardziej otwarty z obu stron, stąd przyjemniejszy w odbiorze od bardzo fizycznego starcia z Brazylią. Ale to nie była gra w kosza – to był koncert! Naszym wchodziło wszystko. Zamojski, który z Brazylijczykami dopiero w końcówce meczu popisywał się wejściami pod kosz, w drugim spotkaniu od razu nacierał. Jedynym sposobem Turków na powstrzymanie naszych zawodników były faule. A te kończyły się rzutami osobistymi, które Polacy wykorzystywali.

Plus te rzuty za dwa, będące odpowiednikami trójek w „normalnej” koszykówce. Proszę państwa, ręce same składały się do oklasków! Polacy wykorzystali aż siedem takich piłek. Hicks, który w poprzednim meczu miał dobrą końcówkę ale całościowo grał dość przeciętnie, teraz rzucił tak cztery razy. Zegar wskazywał trzy minuty i trzynaście sekund, a już było po zawodach. Rzut osobisty po kolejnym faulu rywali, 21:10 dla nas i to Polska melduje się na następnej fazie.

W ostatnim meczu naszej grupy Brazylia pokonała Mongolię. To oznacza, że w ćwierćfinale reprezentacja Polski zmierzy się ze Słowenią. Słoweńcy byli stawiani w gronie faworytów turnieju, ale bynajmniej nie skazujemy naszych zawodników na porażkę. Po pierwsze, to nie jest turniej naszych najbliższych rywali, którzy do ostatniego meczu drżeli o wyjście z grupy. Po drugie, kiedy Polacy wchodzą w swoją grę to udowadniają, że brązowy medal mistrzostw świata nie jest żadnym przypadkiem. Jeżeli wygrają w ćwierćfinale, zaledwie jeden mecz może dzielić ich od awansu na igrzyska olimpijskie w Tokio.

Polska – Brazylia 13:12

Polska – Turcja 21:10

Fot. Newspix


Subskrybuj
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
Pokaż wszystkie komentarze

Aktualności

Kalendarz imprez