Emma Raducanu wygrywa US Open! Pierwszy taki triumf w historii

Emma Raducanu wygrywa US Open! Pierwszy taki triumf w historii

W oficjalnym rankingu WTA wciąż jest 150. zawodniczką świata. Żeby w ogóle zagrać w US Open, musiała przechodzić przez kwalifikacje. W Wielkim Szlemie wystąpiła wcześniej tylko raz – na Wimbledonie, gdzie jako utalentowana Brytyjka dostała dziką kartę. W rankingu była na tyle nisko, że inaczej by tam nie zagrała. W ogóle na najwyższym poziomie pierwsze mecze rozegrała w czerwcu tego roku. Wystarczyło kilka miesięcy, a już sięgnęła szczytu. Emma Raducanu wygrała wielkoszlemowe US Open.

Obie są z rocznika 2002. Na korcie nie było jednak w ogóle widać tego, że to wciąż nastolatki i że to pierwszy finał US Open z dwójką tak młodych zawodniczek od 1999 roku, gdy o trofeum grały Martina Hingis i Serena Williams. Mecz bowiem od samego początku stał na niesamowitym poziomie. Obie grały niezwykle dokładnie, szybko i z pełnią wiary w swoje umiejętności. Dobrze po obu stronach funkcjonował serwis, a jeszcze lepiej return, którym obie regularnie się karciły. Taka wyliczanka mogłaby trwać zresztą naprawdę długo. Bo świetnie grały i forehandem, i backhandem. I po linii, i po przekątnej. Nie dało się wręcz wskazać słabej strony którejkolwiek z nich. Na takim poziomie decydują detale, nawet te mikroskopijne. Liczyło się więc to, która zagra minimalnie lepiej od rywalki.

Więc grały jak najlepiej. Tworząc niezapomniane widowisko.

Gdyby w ich miejsce podstawić Ash Barty i Arynę Sabalenkę – numer jeden i dwa światowego rankingu – całkiem prawdopodobne, że ten finał wcale nie zyskałby na jakości. I Emma, i Leylah Fernandez dały z siebie po prostu wszystko i pokazały, jak doskonale potrafią grać. Od pierwszej piłki rywalizacja była niezwykle zacięta. Już drugi gem pokazał, na co obie stać. Fernandez przy własnym serwisie przegrywała już 0:40, wybroniła aż pięć break pointów, ale ostatecznie… gema i tak przegrała. Tyle że stratę szybko odrobiła, choć sama potrzebowała na to aż czterech break pointów. Nic w tym finale nie było oddawane za darmo, każdy punkt trzeba było sobie wywalczyć.

Walczyły więc, pokazując przy tym niesamowity tenis. Obie prezentowały nie tylko świetną formę fizyczną – bo niesamowicie pracowały choćby w defensywie – ale też umiejętność atakowania oraz zmysł taktyczny – w odpowiednim momencie potrafiły przyspieszyć grę, zwolnić, zagrać w niekonwencjonalny, inny sposób, zaskakując rywalkę. Nie pękały też w kluczowych chwilach. Leylah obroniła dwie piłki meczowe przy własnym serwisie, Emma wykorzystała pierwszą przy swoim, a chwilę wcześniej świetnie wybroniła break pointa. Zresztą w pierwszym secie też było ciekawie – Raducanu udało się wykorzystać dopiero czwartą piłkę setową, punkt zdobywając znakomitym returnem.

Emma Raducanu. W trzy miesiące od debiutantki na poziomie WTA do półfinalistki US Open

Emma zamknęła całe spotkanie w dwóch setach. Została pierwszą kwalifikantką, która wygrała turniej wielkoszlemowy. Zrobiła to w dodatku bez straty seta! Ale i Leylah Fernandez ma powody do zadowolenia – po drodze odprawiła kilka zawodniczek ze ścisłej światowej czołówki i już teraz zapisała swoje nazwisko w wielkoszlemowych kronikach. A najlepsze wciąż przed nią, bo skoro już teraz pokazuje dojrzałość potrzebną do wejścia do finału jednej z czterech największych imprez tenisowego świata, to co będzie za kilka lat? A swoją drogą, to tę dojrzałość prezentuje nie tylko na korcie. Wystarczy spojrzeć na to, co mówiła po meczu.

– To niesamowite. Niemal nie wiem, co powiedzieć. Trudno będzie pogodzić się z porażką w tym finale, ale Emma grała niesamowicie, gratulacje dla niej i jej teamu. Publika była wspaniała. Dla mnie to coś specjalnego, być tutaj i słyszeć, jak mnie dopingujecie. Dziękuję wam, dziękuję Nowy Jorku. Mojej rodzinie chcę powiedzieć, że byli ze mną od zawsze, gdy miałam gorsze chwile i teraz, gdy gram świetnie. Dziękuję im za to. Mam nadzieję, że wrócę jeszcze do finału i wtedy wyjdę z niego z tym właściwym trofeum. (śmiech) Wiem, że dzisiejsza data [11 września] kojarzy się z trudnym czasem dla Nowego Jorku. Mam nadzieję, że będę w stanie być tak silna i tak odporna jak to miasto przez ostatnie 20 lat – mówiła po meczu.

Raducanu, czego można się było spodziewać, do wywiadu podchodziła z uśmiechem na ustach. Została w końcu najmłodszą mistrzynią wielkoszlemową od czasu pierwszego triumfu Marii Szarapowej, a w rankingu WTA podskoczyła na 23. miejsce i w Australian Open – swoim trzecim turnieju wielkoszlemowym – będzie już rozstawiona. Do tego przerwała brytyjską suszę w rywalizacji kobiet – ostatnią zawodniczką, która dla Wielkiej Brytanii wygrała imprezę tej rangi była Virginia Wade na Wimbledonie w 1977 roku! Ona zresztą obserwowała to spotkanie z trybun i dopingowała swoją młodszą rodaczkę, co pewnie tylko sprawiało, że dla Emmy była to jeszcze bardziej niezapomniana chwila.

– Po pierwsze, chcę pogratulować Leyli i jej zespołowi – mówiła Emma po meczu. – Grała niesamowity tenis, po drodze pokonała wiele wspaniałych zawodniczek. Mam nadzieję, że zagramy jeszcze wielokrotnie w wielu turniejach, oby w finałach. Dziś grałyśmy na świetnym poziomie. Wiedziałam, że muszę sięgnąć po swoją najlepszą grę, w ostatnich punktach modliłam się, żeby nie popełnić podwójnego błędu. Chcę podziękować mojemu zespołowi za wsparcie, osobom, które są tutaj i tym, które oglądały to z domów. Dziękuję też wszystkim na trybunach, którzy wspierali mnie od pierwszego meczu w kwalifikacjach, aż do finału. Pomogliście mi w wielu trudnych momentach, a dziś dzięki wam zagrałyśmy z Leylą tak znakomite spotkanie. Nasz finał pokazuje, że przyszłość kobiecego tenisa i głębia zawodniczek jest wspaniała. Wiele tenisistek potrafi wygrać każdy turniej.

Podwójnego błędu nie popełniła, bo piłkę meczową wykorzystała asem, udowadniając, jak wielką ma odporność psychiczną. Przez turniej przeszła w takim stylu, jak Iga Świątek na ubiegłorocznym French Open – deklasując pozostałe rywalki. Przed nią – ale i przed Fernandez – wielka przyszłość. A co do wielkiej – to Brytania, która na punkcie Emmy Raducanu oszalała już po Wimbledonie, gdzie ta doszła do czwartej rundy, teraz pewnie wyniesie ją na wszelkie piedestały. Brytyjczycy zresztą mają potrójne powody do zadowolenia – do tej pory każdy finał na US Open (a były właśnie trzy) padał łupem ich zawodników.

Aczkolwiek triumfy w mikście i deblu mężczyzn można było przewidzieć. Tego, że Emma Raducanu wygra w singlu kobiet, nikt przed turniejem by nie wywróżył.

Fot. Newspix


Subskrybuj
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
Pokaż wszystkie komentarze

Aktualności

Kalendarz imprez