Dziewczyna znikąd? Nie do końca. Kim jest Nadia Podoroska?

Dziewczyna znikąd? Nie do końca. Kim jest Nadia Podoroska?

To ona stanie naprzeciw Igi Świątek w półfinale French Open. Przed tym turniejem tenisowy świat raczej nie zwracał na nią większej uwagi. Teraz z miejsca stała się gwiazdą, a w superlatywach wypowiada się o niej między innymi jej wielka rodaczka, Gabriela Sabatini. Nadia Podoroska w dwa tygodnie przeszła więc drogę od anonimowej tenisistki do nadziei Argentyny. To jednak nie tak, że wzięła się znikąd. Od dawna było wiadomo, że ma talent. Problem polegał na tym, że z różnych powodów nie mogła go odpowiednio zaprezentować.

*****

Urodziła się 10 lutego 1997 roku w Rosario, mieście, które dekadę później miało zacząć być kojarzone z Leo Messim. Data jej przyjścia na świat jest tu dość istotna – miało ono miejsce ledwie kilka miesięcy po tym jak Sabatini, największa argentyńska tenisistka w historii, ogłosiła zakończenie kariery. Dlatego mała Nadia chciała iść w ślady swoich rodaków, a nie rodaczek, bo tych na najwyższym poziomie po prostu brakowało. Wzorem dla niej był za to między innymi Guillermo Cañas.

Jeśli intryguje was jej imię i nazwisko, to szybko dodamy, że ma ukraińskie korzenie. Dorastała w rodzinie klasy średniej. Jej ojciec z wykształcenia był zegarmistrzem, ale z czasem zmienił profesję i został farmaceutą, dokładnie tak jak jej matka. Tenisem oboje się raczej nie interesowali i to Nadia jest pierwszą osobą z rodziny, która wyszła na kort. Choć jej ojciec miewał rakietę w dłoni, a rodzina była sportowa – brat grał w piłkę ręczną.

Tata grywał w padla i squasha, miał też stół ping-pongowy, ale nie grał w tenisa. Jako dziecko oglądałam Guillermo [wspomniany Cañas – przyp. red.]. Choć byli lepsi zawodnicy, to po prostu lubiłam śledzić jego mecze. Potem powiedzieli mi o Gabrieli Sabatini, ale nie miałam okazji jej oglądać. Kiedy byłam dziewczynką, grały Paola Suarez i Gisela Dulko, ale rzadko pojawiały się w telewizji. Kobiety widziałam w niej potem, kiedy pojawiły się siostry Williams – wspominała Nadia.

Ona sama w wieku kilku lat rozpoczęła współpracę z trenerami, ale jako dziesięciolatka musiała przerwać treningi przez problemy rodzinne. Kiedy wróciła na kort, Carlos Rampello, jej trener, zdecydował się poświęcić jej pełnię uwagi. Po pięciu latach Nadia zdecydowała, że chce zaangażować się w tenis na całego i zrezygnowała wówczas ze szkoły. Całą swą energię i uwagę kierowała właśnie na kort.

– To wtedy zaczęłam traktować tenis poważnie. Ta decyzja sporo mnie kosztowała, ale równocześnie pozwoliła  mi na to patrzyć bardziej jak na zawód – wspominała.

*****

Bywało bardzo różnie, głównie z powodów finansowych. Wiadomo, w tenisie na początku głównie się dokłada. Nadia jakoś zbierała kolejne środki, z czasem pojawili się też sponsorzy. Tych przyciągnęły dobre wyniki młodej Argentynki. Ta bowiem już w 2011 roku, wciąż jako czternastolatka, po raz pierwszy wystąpiła w seniorskim turnieju rangi ITF, a na kilka miesięcy przed piętnastymi urodzinami zadebiutowała w rankingu WTA, jako trzecia najmłodsza Argentynka w historii. Szybciej od niej osiągnęły to tylko Gabriela Sabatini i Gisela Dulko.

Pod koniec 2013 roku – w kolejnej imprezie ITF – osiągnęła finał, który później wygrała. Choć było to zwycięstwo nieco gorzkie – jej rywalka, Cecilia Costa, musiała skreczować w trzecim secie. Nie zmieniało to jednak faktu, że niespełna siedemnastoletnia Podoroska rozwijała się naprawdę harmonijnie, krok po kroku zmierzając do coraz wyższych lokat.

– Rola nadziei argentyńskiego tenisa? Nie czuję tej presji. Może kiedy byłam dziewczynką tak to odczuwałam, ale potem nauczyłam się tym cieszyć. To szansa dla mnie, a ważna rzecz dla argentyńskiego tenisa. Posiadanie juniorki, która się rozwija i która może być motywacją dla dwunasto- czy trzynastoletnich zawodniczek jest świetne. Na razie nic nie osiągnęłam, ale myślę, że jestem na właściwej ścieżce. Nie myślę o presji albo o tym, co stanie się, jeśli w którymś momencie to wszystko pójdzie w złą stronę. Skupiam się na mojej grze, chcę się poprawić. Jeśli to zrobię, wyniki przyjdą – mówiła.

A przynajmniej tak miało być.

*****

Podoroska wkrótce grała więcej turniejów, bo była już w miarę rozpoznawalną tenisistką. Z tego powodu jej sytuacja finansowa powoli zaczęła ulegać poprawie. Ranking też – w pewnym momencie przebiła już granicę TOP 200, śmiało mogła zerkać w kierunku pierwszej setki. Zadebiutowała też w turnieju wielkoszlemowym, gdy w US Open 2016 przeszła przez kwalifikacje. Tyle tylko, że stało się to, o czym nie myślała – wszystko poszło w złą stronę. W 2017 roku zaczęły ją nękać kontuzje.

– Miałam ich zbyt wiele. Spadłam w rankingu. Przez osiem miesięcy byłam z dala od touru przez problemy z nadgarstkiem. Potem nie miałam pieniędzy, żeby grać w turniejach. To był dla mnie bardzo trudny moment, zmieniłam też trenerów. Nie wiedziałam, co powinnam zrobić – wspominała. Cała ta sytuacja odbiła się też na jej sferze mentalnej. Gdy już wróciła do gry, nadal cierpiała z powodu urazów.

Zresztą trudno by było inaczej, skoro istniało faktyczne ryzyko, że może już nigdy nie wrócić na kort, a nawet jeśli, to nie w pełni zdrowa. Swoją sytuację konsultowała z wieloma lekarzami, opinie były różne. W międzyczasie oprócz nadgarstka pojawiły się też problemy z biodrem i plecami. Nad wszystkim trzeba było pracować od nowa, droga, którą kroczyła wcześniej nagle skończyła się przepaścią. Nadia do niej wpadła i poważnie się uszkodziła. Ale widziała, że są schody, po których da się wyjść.

Mozolnie więc zaczęła się na nie wdrapywać. Na stałe przeniosła się do Alicante w Hiszpanii (wcześniej przez kilka miesięcy zdarzyło jej się trenować między innymi w Walencji) i tam zaczęła pracować z nadzieją, że wróci na dobre tory. Trzeba przyznać, że się udało.

*****

– Lubię życie tenisistki. Przyzwyczaiłam się do podróży. Od kiedy byłam mała, marzyłam o byciu numerem 1 na świecie. Nie sądzę, bym miała odrzucić to marzenie, bo to narzucanie sobie limitów, które nie ma sensu. Jeśli tylko faktycznie pracuje się nad wszystkim i pragnie się osiągnięcia tego celu, wszystko może być osiągnięte – mówiła w 2015 roku.

I o ile w 2017 mogła w to zwątpić, o tyle kolejne dwa lata na powrót przywracały jej marzenia. A rok 2020 okazał się tym, który pokazał Argentynce, że wciąż stać ją na naprawdę solidne granie. Owszem, to wciąż były tylko turnieje rangi ITF, ale Podoroska notowała w nich świetne wyniki. Na starcie sezonu wygrała dwa takie z rzędu, we wrześniu dorzuciła kolejny. Łącznie na koncie ma ich już czternaście.

W całym trwającym sezonie zanotowała ledwie sześć porażek. Zwycięstw? Ponad czterdzieści. Z miejsca poza TOP 300 w rankingu WTA, które przez moment zajmowała w zeszłym sezonie, nagle wskoczyła na najwyższą w karierze, 130. pozycję na świecie (po French Open będzie, oczywiście, dużo wyżej). Już po przerwie spowodowanej pandemią z bardzo dobrej strony pokazała się w Pradze, w imprezie rangi 125k (poziom pomiędzy ITF, a WTA Tour), dochodząc tam do półfinału. Kwarantanna i brak turniejów w żaden sposób jej nie zatrzymał. A ona sama twierdzi, że wręcz przeciwnie – pomógł.

– Czuję się bardziej pewna swojej gry. W czasie kwarantanny sporo nad nią pracowałam i bardzo ją poprawiłam. To proces. Razem ze sztabem wykonaliśmy świetną pracę podczas przerwy. Trenowałam mocno forehand, backhand i serwis. Najbardziej poprawiłam jednak mentalność. Teraz odnalazłam dobrą grę, bo przestałam jej na siłę szukać. Kiedy byłam młodsza, robiłam to tak usilnie, że często sama się tym krzywdziłam. Teraz nie oczekuję wyników, a jedynie chcę się poprawiać – mówiła.

A że się poprawiła, najlepiej pokazuje bilans jej spotkań od powrotu po przerwie spowodowanej pandemią. Wynosi on 22-3. Osiem z nich wygrała już na Roland Garros.

*****

W Paryżu zarobiła już niemal dwukrotnie więcej pieniędzy niż dotychczas przez całą zawodową karierę. Jest pierwszą kwalifikantką w historii, której udało się dojść na Roland Garros do półfinału. Wśród mężczyzn podobnej sztuki dokonał jedynie Filip Dewulf w… 1997 roku. Tym samym, w którym urodziła się Nadia. W całej historii tenisowej ery Open tylko dwie kobiety z kwalifikacji doszły aż do 1/2 turnieju tej rangi – Christine Dorey (w Australian Open 1978) i Alexandra Stevenson (na Wimbledonie 1999).

Osiągnięcie Nadii jest więc fenomenalne. Tym bardziej biorąc pod uwagę, że po drodze pokonała naprawdę niezłe zawodniczki, w tym – już w ćwierćfinale – Elinę Switolinę, jedną z głównych faworytek do zwycięstwa w całym turnieju. Zrobiła to zresztą w znakomitym stylu. To ona kontrolowała spotkanie, przez niemal cały czas miała inicjatywę i regularnie wybijała wszelkie atuty z rąk rywalki, która na papierze była zdecydowaną faworytką tego starcia.

Nagle cała Argentyna dowiedziała się o jej istnieniu i zaczęła jej kibicować. Dla tamtejszych fanów to zresztą turniej szczególny – w półfinale zameldował się też bowiem Diego Schwartzman. Dwoje półfinalistów to już coś.

– Wiem, że wiele osób w Argentynie ogląda moje mecze, śledzi je. Chcę im niesamowicie podziękować. Argentyna przeżywa trudny czas z powodu pandemii, to honor dać im trochę radości. […] Czuję ich wsparcie. To naprawdę ważne mieć zawodników z ojczyzny w takich turniejach. Mam nadzieję, że tenis będzie się u nas rozwijać, a młodzież dostanie swoje szanse – mówiła Nadia.

Po wygranym ćwierćfinale prosiła za to, by jej nie szczypać. Bo jeśli to sen, to nie chce się obudzić. Dodawała też, że ma w planach obejrzenie meczu Igi Świątek z Martiną Trevisan. Chciała się odpowiednio przygotować na półfinał.

*****

Oczywiście, jeśli chodzi o jej grę, to przygotowana jest wprost wyśmienicie. Podoroska to – jak na Argentynkę przystało – specjalistka od mączki. Zdecydowaną większość swoich sukcesów na poziomie ITF święciła właśnie na tej nawierzchni, umie wykorzystywać jej atuty. Do tego – co na kortach ziemnych niesamowicie istotne – świetnie porusza się w okolicach linii końcowej. Do zmagań jest znakomicie przygotowana. Na konferencjach prasowych powtarza, że nie czuje żadnego zmęczenia, choć rozegrała w Paryżu już osiem spotkań.

– Bardzo pracowita, sumienna, solidna dziewczyna. Często mieszająca uderzenia, do tego mocna mentalnie. Na pewno prędkość jej uderzeń nie jest taka jak u Igi, z którą też miałem okazję sparować, ale jeśli chodzi o podejście do tenisa również dba o szczegóły i robi wszystko jak trzeba. Obie dopinają absolutnie wszystkie detale, obie są niezwykle profesjonalne. Obu im kibicuję – mówił Mikołaj Lorens, polski junior, “Przeglądowi Sportowemu”. Podoroską zna doskonale, bo mają… wspólnego trenera.

Najgroźniejszą bronią w repertuarze Argentynki jest oburęczny backhand – bardzo szybki, płaski, który sprawiał kłopoty każdej z jej dotychczasowych rywalek. Zupełnie inaczej odgrywa za to z forehandu, gdzie dokłada naprawdę sporo rotacji. To często zaskakuje tenisistki po drugiej stronie siatki, które na początku spotkań mają problemy z przystosowaniem się do gry Argentynki.

Bardzo dobrze wyglądają też jej statystyki serwisowe, a zagraniem specjalnym w repertuarze jest skrót, którym posługuje się wprost znakomicie, a który przy panujących w Paryżu warunkach okazuje się jeszcze skuteczniejszy niż zazwyczaj – widać to zresztą po tym, że nawet Novak Djokovic korzysta z niego niesamowicie często. Po prostu piłki odbijają się nierzadko niżej, trudniej do nich dobiec.

Podoroska lubi przejmować inicjatywę w swoich meczach. Lubi to też jednak Iga Świątek. Tak naprawdę więc całe spotkanie może rozstrzygnąć się właśnie na tym poziomie – która zrobi to skuteczniej. Do tego będzie to, o czym obie bardzo lubią rozmawiać i podkreślać wagę odpowiedniego przygotowania – kwestia mentalna. Generalnie jednak najważniejsze jest to, by Iga nie dała się Argentynce rozpędzić. Jeśli to Świątek będzie dyktować na korcie warunki, powinno być dobrze.

Nadia Podoroska i tak ma już za sobą fantastyczny turniej. Rozpoczęła go od… zwycięstwa nad Magdą Fręch w I rundzie kwalifikacji. A skoro pierwszy mecz zagrała z Polką, to piękną klamrą byłoby, gdyby swoje ostatnie spotkanie w tym turnieju zagrała z inną tenisistką z naszego kraju, prawda?

SEBASTIAN WARZECHA

Fot. Newspix


Subskrybuj
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
Pokaż wszystkie komentarze

Aktualności

Kalendarz imprez