Dzień maratonów. Rekord świata w połówce, mistrzostwa Polski i świetny poziom w Walencji

Dzień maratonów. Rekord świata w połówce, mistrzostwa Polski i świetny poziom w Walencji

Tak się złożyło, że w tym samym dniu miłośnicy lekkiej atletyki mogli emocjonować się aż trzema biegami na długich dystansach. W Olesnie najlepsi biegacze i biegaczki z Polski rywalizowali o tytuły mistrzowskie w kraju, w Walencji światowa czołówka maratonu walczyła o zwycięstwo we własnym gronie, a na o połowę krótszym dystansie padł nowy rekord świata. 

Historyczny bieg 

Kibiwott Kandie. Od dziś tak nazywa się nowy rekordzista świata w półmaratonie. Nikogo nie powinno to jednak dziwić. I nie chodzi nam tylko o to, że Kandie jest Kenijczykiem, a wiadomo jak tamtejsi biegacze sobie radzą. Po prostu od jakiegoś czasu znajdował się w gronie najlepszych zawodników na tym dystansie. W Gdyni, na niedawnych mistrzostwach świata, wybiegał srebro. Wyprzedził go wówczas tylko Jacob Kiplimo.

Dziś obaj zamienili się miejscami. Kiplimo (57.37) przybiegł ledwie pięć sekund za swoim rodakiem. Podium uzupełnił Rhonex Kipruto (57.49), a za nim na metę wbiegł Alexander Mutiso (57.59). Liczbą dnia jest jednak 57.32 – 57 minut i 32 sekundy. Dokładnie tyle wynosi nowy rekord świata. Wspominamy jednak o całej czwórce biegaczy, bo tak naprawdę każdy z tych gości przeszedł dziś do historii.

To był bowiem absolutnie najszybszy bieg w historii. Nie tylko ze względu na rekord. Do dziś nigdy w historii nie przebiegnięto półmaratonu w czasie szybszym niż 58 minut. Rekord świata wynosił dokładnie 58.01. W Walencji warunki okazały się idealne dla biegaczy, a trasa bardzo szybka. I to sprawiło, że dotychczas liderujący w historycznych tabelach Geoffrey Kamworor Kipsang spadł aż na piąte miejsce.

Swoją drogą jego rekord utrzymał się przez niespełna 15 miesięcy. Nie bądźcie więc zdziwieni, jeśli w przyszłym roku ktoś pobije wynik Kandiego.

Świetny poziom

Już po półmaratonie kolejni biegacze (i biegaczki) wyruszyli na trasę pełnego biegu maratońskiego. Zresztą fantastycznie obsadzonego, najlepiej w całej historii cyklu World Marathon Majors. Dziewięciu zawodników na starcie miało życiówki poniżej 2.05, a ponad 40(!) poniżej 2.10. To mniej więcej tak, jakby w jednej lidze piłkarskiej grały tylko ekipy, które gościły albo w finale, albo w półfinale Ligi Mistrzów.

Zabrakło, niestety, dwóch zawodników, na których start bardzo liczyliśmy. Yared Shegumo, reprezentujący Polskę, nie stawił się na starcie, a Krystian Zalewski, dla którego miał to być debiut na tym dystansie, poinformował dwa dni temu, że otrzymał pozytywny wynik testu na koronawirusa i pobiec po prostu nie może.

– Pozostało wykonać test na COVID – formalność skoro: trening zrealizowałeś bez zawirowań zdrowotnych, nie masz żadnych objawów (gorączki, duszności, problemów z oddychaniem, złego samopoczucia,itp.), uważałeś na siebie na każdym kroku. Jedziesz na pobranie, pan pobiera próbkę, odbierasz wynik dzień przed wylotem, którego dla Ciebie nie będzie. Wynik testu: POZYTYWNY. Tylko na tyle starcza mi dziś sił. Potrzebuję zebrać myśli, ochłonąć, wówczas postaram się powiedzieć coś więcej. Dbajcie o siebie w tych trudnych czasach – pisał Polak na Facebooku.

W tej sytuacji jedynym naszym reprezentantem na trasie był Arkadiusz Gardzielewski. Ale on biegu nawet nie ukończył. Pozostało więc na emocjonować się tylko tym, co działo się z przodu. A tam walka trwała dosłownie do ostatnich metrów. I to walka na najwyższym poziomie. Ostatecznie zwycięstwo zgarnął Kenijczyk Evans Chebet, który o cztery sekundy wyprzedził Lawrence’a Cherono, swojego rodaka. Czołowa dziesiątka składała się zresztą tylko z Kenijczyków i Etiopczyków.

Czas zwycięzcy? Równiutkie 2.03. Nowy rekord trasy.

– Jestem szczęśliwy, bo pobiegłem swoją życiówkę. Znam tę trasę bardzo dobrze. To moje pierwsze zwycięstwo w jednym z najważniejszych maratonów i to osiągnięte z rekordem trasy. Mam nadzieję, że to pomoże mi w wyjeździe na igrzyska – mówił triumfator. O igrzyska faktycznie może się martwić. Rywalizacja w Kenii jest naprawdę ostra i nawet tak doskonały biegacz jak on może do Tokio nie pojechać.

Tymczasem u kobiet triumfowała – co chyba nikogo nie zdziwi – jego rodaczka, Peres Jepchirchir. Niedawno fantastycznie zaprezentowała się też kibicom w Gdyni, gdy ustanowiła nowy półmaratoński rekord świata kobiet w biegu mieszanym. Teraz, siedem tygodni po tamtym wyniku, wygrała w Walencji. Jej czas – 2.17:16 – to też nowy rekord trasy. – To nieprawdopodobne – powiedziała po prostu na mecie.

Bez kwalifikacji 

Tymczasem w Olesnie spotkali się Polacy, by rozstrzygnąć między sobą kwestię mistrzostwa kraju. Poziom jednak znacznie odbiegał od tego, co mogliśmy zobaczyć w Walencji. Choć to – biorąc pod uwagę wszelkie okoliczności – raczej nie powinno przesadnie dziwić. Czasy zwycięzców? 02.12:58 w wykonaniu Kamila Jastrzębskiego u mężczyzn i 02.30:47 Aleksandry Lisowskiej wśród kobiet.

Niestety, choć organizatorzy starali się zrobić wszystko, by umożliwić walkę o kwalifikacje olimpijskie – zlikwidowali choćby trudny podbieg, który pierwotnie miał znaleźć się na trasie – i Jastrzębski, i Lisowska nie osiągnęli minimum potrzebnego do wyjazdu do Tokio. To wynosi 2.11:30 u mężczyzn i 2.29:30 u kobiet.

Nadzieję na przyszłość trzeba więc upatrywać w fakcie, że oboje nie byli od minimów daleko. I w lepszych warunkach oraz na sprzyjającej trasie, pewnie będą mogli powalczyć. Tego się trzymajmy.

Fot. Newspix


Subskrybuj
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
Pokaż wszystkie komentarze

Aktualności

Kalendarz imprez