Dwa medale w ostatni dzień. Wspaniały koniec mistrzostw świata

Dwa medale w ostatni dzień. Wspaniały koniec mistrzostw świata

Przed mistrzostwami świata w lekkiej atletyce założenie było takie, że zdobędziemy cztery medale. Nasza reprezentacja stwierdziła jednak, że założenia są po to, by je przekraczać. Co prawda złoto mamy tylko jedno, ale na podium staliśmy aż sześciokrotnie. Biorąc pod uwagę, że to rywalizacja z całym światem – wynik wspaniały. Dziś swoje dorzucili do niego Marcin Lewandowski i nasze Aniołki Matusińskiego. W cudownym stylu.

O Lewym wiedzieliśmy tyle, że… możemy spodziewać się wszystkiego. Już w poprzednich dwóch biegach widać było, że przyjechał do Kataru w znakomitej formie. W wywiadach imponował pewnością siebie, powtarzał, że żadnego rywala się nie boi, za to oni powinni bać się jego. Półfinał rozegrał świetnie, wygrywając swój bieg i na spokojnie awansując do walki o medal. Pierwszy w karierze z mistrzostw świata na otwartym stadionie. Bo jego plan zakładał, że na podium stanie.

Problem w tym, że Lewy miał mieć jedną słabość – obawialiśmy się szybkiego biegu. Bo Lewandowski raczej sprawdza się w tych przypadkach, gdy biegnie się wolno, a wszystko rozstrzyga się na finiszu. W całej stawce jest jednym z najszybszych, jeśli nie najszybszym zawodnikiem. Gorzej z wytrzymałością. A dziś w szaleńczym tempie wszystko rozpoczęli dwaj Kenijczycy. Jeden odpadł, ale Timothy Cheruiyot biegł swoim rytmem. Rywale musieli zareagować i, nie bójmy się użyć tego słowa, zapieprzać.

Cheruiyot wszystkim uciekł, bo tak musiało się stać. Był wielkim faworytem, zdobył złoto. Wszystko zgodnie z planem. A Lewandowski? Spokojnie, metodycznie przesuwał się do przodu przy każdej okazji. Na ostatnim wirażu wyszedł na trzecią pozycję, na prostej odpierał ataki między innymi Jakoba Ingebrigtsena, fenomenalnego młodego Norwega. Starał się powalczyć o srebro, nie udało się, ale od razu napiszemy: to niczego nie zmienia. Cholera, ten gość zdobył brązowy medal na dystansie, na którym rządzą Afrykańczycy. I to nie zasługa jakiegoś łutu szczęścia, potknięcia rywala czy dyskwalifikacji. To ciężka praca, wyrzeczenia, znakomite przygotowania na najważniejszą imprezę. Na tyle dobre, że nie tylko zgarnął upragniony medal, ale – po raz drugi w sezonie – pobił rekord Polski (3:31.46!). Nam pozostało jedynie bić brawo.

– Niesamowite szczęście. W końcu to sobie wywalczyłem. Szósty finał światowej imprezy mistrzowskiej i wreszcie wyjeżdżam z upragnionym medalem. Dziś, mimo że wciąż się uczę tego biegania na 1500 metrów, było rewelacyjnie. Mądrze zacząłem, przesuwałem się, atakowałem w odpowiednim momencie, nie nadrabiałem zbyt wiele metrów na łukach. Pięknie wykonałem ten bieg, perfekcyjnie wręcz. Udało się zdobyć medal i to z rekordem Polski, przed którym zresztą przestrzegałem w wywiadach – mówił Lewy po biegu na antenie TVP.

Ten medal był jednak – biorąc pod uwagę rozważania sprzed mistrzostw – niespodzianką. Krążka oczekiwaliśmy za to po sztafecie 4×400, naszych Aniołkach Matusińskiego. Choć były nerwy. Wiadomo było, że poza zasięgiem jest ekipa USA. Amerykanki po prostu biegają w innej lidze. Nie było sensu marzyć o złocie, musiałyby zgubić pałeczkę, żeby zdobył je ktokolwiek inny. Ale w srebro naszej sztafety gorąco wierzyliśmy, bo znaliśmy możliwości naszych zawodniczek.

Tyle tylko, że tak naprawdę Polki… nie pobiegły na miarę tych możliwości. Znacząco je za to przekroczyły. Każda z nich pobiegła rewelacyjnie. Iga Baumgart-Witan rozpoczęła w znakomitym stylu, wyprowadzając nas od razu na drugie miejsce. Wspaniale pociągnęła to Patrycja Wyciszkiewicz (49,7 na zmianie, absolutny kosmos!), potem dobre tempo utrzymała Małgosia Hołub-Kowalik. A na końcu kto? Oczywiście, Justyna Święty-Ersetic. Tradycyjnie dopuściła goniącą ją Jamajkę do siebie, a nawet wpuściła na moment na drugą lokatę, ale potem przyśpieszyła i zostawiła rywalkę za plecami. To był moment, w którym do mety Justyna miała jeszcze kilkadziesiąt metrów. Ale już wiedzieliśmy, że tego nie wypuści – nasze mistrzynie Europy zostały wicemistrzyniami świata.

To jednak nie był koniec. Bo do przekazania została jeszcze jedna wiadomość. Podobnie jak Lewandowski, tak i nasze biegaczki pobiły rekord Polski, 3:21.46! Czyli o 2,6 sekundy! Polki cieszyły się już wcześniej, ale po tym, jak zobaczyły swój czas, nastąpiła istna eksplozja radości. Taka jak u nas, gdy Justyna Święty-Ersetic przekraczała linię mety. Ich wynik jest niesamowity, ich bieganie jest niesamowite, one same są niesamowite. Niesamowity jest też Aleksander Matusiński,  oraz trenerzy klubowi, który również gratulujemy. I prosimy o powtórkę na igrzyskach w Tokio.

Niestety, ale to już koniec lekkoatletycznych mistrzostw świata. Niestety, bo chcielibyśmy widzieć naszych zawodników z kolejnymi medalami. Ale jeśli już finiszować – to właśnie tak, jak zrobił to dzisiaj Marcin Lewandowski i tak, jak zrobiły to zawodniczki Grupy Sportowej ORLEN: Iga Baumgarnt-Witan, Patrycja Wyciszkiewicz, Małgorzata Hołub-Kowalik i Justyna Święty-Ersetic. Trzeba pamiętać i przypominać, że w sobotnich eliminacjach naszą sztafetę wspomogła Anna Kiełbasińska, którą na pierwszej zmianie w finale zastąpiła Iga. Bo lepszego końca mistrzostw chyba nie mogliśmy sobie wymarzyć. Przypomnijmy, że wcześniej złoto zdobył Paweł Fajdek w rzucie młotem, srebro Joanna Fiodorow w tej samej konkurencji. Brązowe medale wywalczyli Piotr Lisek (tyczka) i Wojciech Nowicki (młot). W klasyfikacji medalowej Polska zajęła 11. miejsce, a w punktowej ósme.

Za dwa lata mistrzostwa świata zostaną rozegrane w amerykańskim Eugene. Oczywiście pojawiają się pytania, o to, jak przekładają się starty i sukcesy Polaków w Dosze na przyszłoroczne igrzyska Tokio 2020… Dziś to wróżenie z fusów, ale wygląda to optymistycznie, bo widać i czuć moc polskiej reprezentacji.

SEBASTIAN WARZECHA
DARCZO

 

Polscy medaliści na na Mistrzostwach Świata Doha 2019:

ZŁOTO
Paweł Fajdek (młot)

SREBRO
Joanna Fiodorow (młot),
4×400 m (kobiety): (Iga Baumgart-Witan, Patrycja Wyciszkiewicz, Małgorzata Hołub-Kowalik, Justyna Święty-Ersetic oraz Anna Kiełbasińska – bieg eliminacyjny)

BRĄZ
Piotr Lisek (tyczka),
Wojciech Nowicki (młot),
Marcin Lewandowski (1500 m)

Polscy zawodnicy bardzo dobrze wypadli w wirtualnej rywalizacji Europa – reszta świata. Najlepszymi przedstawicielami Starego Kontynentu w klasyfikacji końcowej byli Justyna Święty-Ersetic, Marcin Lewandowski, Joanna Fiodorow, Konrad Bukowiecki, oczywiście Paweł Fajdek oraz bieg rozstawny 4×400 m z Aniołkami Matusińskiego.

Medale Polaków na mistrzostwach świata (od 2009 roku)

2009 Berlin 9 (2 złote, 4 srebrne, 3 brązowe)
2011 Daegu 2 (1, 0, 1)
2013 Moskwa 3 (2, 1, 0)
2015 Pekin 8 (3, 1, 4)
2017 Londyn 8 (2, 2, 4)
2019 Doha 6 (1, 2, 3)

Fot. Newspix 


Aktualności

Kalendarz imprez