Dwa mecze, jedno zwycięstwo. Polscy koszykarze 3×3 zaczęli olimpijskie kwalifikacje

Dwa mecze, jedno zwycięstwo. Polscy koszykarze 3×3 zaczęli olimpijskie kwalifikacje

Koszykówka 3×3 zanotuje na igrzyskach w Tokio swój olimpijski debiut. My liczymy, że będziemy mogli się tam cieszyć również występami naszych zawodników. To przecież aktualni brązowi medaliści mistrzostw świata, którzy zapowiadają, że chcą nie tylko dostać się na igrzyska, ale też powalczyć na nich o medale, nawet złote. Fazę grupową turnieju kwalifikacyjnego rozpoczęli jednak z mieszanym szczęściem – pokonali Czechów, ale przegrali z najmocniejszą w grupie Mongolią. 

Trzy miejsca

Turniej kwalifikacyjny odbywa się w austriackim Grazie. I dla polskiej koszykówki 3×3 to być może najważniejsza do tej pory impreza. Już brązowy medal mistrzostw świata pokazał nam, że w naszej reprezentacji tkwi wielki potencjał, ale występ na igrzyskach – i walka o medale – byłaby czymś jeszcze wspanialszym. Tym bardziej, że to przecież olimpijski debiut tej konkurencji, tym samym tworzy się historia. Zawsze świetnie jest wziąć w czymś takim udział. A gdyby udało się osiągnąć jeszcze coś więcej, byłoby wprost wspaniale.

By jednak polecieć do Tokio, najpierw trzeba się tam dostać. Trener Piotr Renkiel do Austrii wziął pięciu zawodników. Michaela Hicksa, lidera i najlepszego strzelca naszej kadry, Pawła Pawłowskiego, Przemysława Zamojskiego, Karola Gruszeckiego i Szymona Rducha. Gruszecki w Grazie ma szansę na reprezentacyjny debiut (w tej odmianie, w klasycznym baskecie, podobnie jak Zamojski, wielokrotnie grał w kadrze), ale pierwsze dwa mecze spędził na trybunach. Rduch gra w koszykówkę 3×3 zawodowo, aktualnie w ekipie Jeddah w Arabii Saudyjskiej. Zamojski, Pawłowski i Hicks byli za to w składzie, gdy Polska zdobywała brąz MŚ. Był tam też wówczas Marcin Sroka, ale na tym turnieju go zabrakło.

Jak dostać się do Tokio? Po pierwsze trzeba wyjść z grupy. W niej Polacy rozegrają łącznie cztery mecze. Te z najsilniejszymi rywalami mają już za sobą, zostały im dwa, które czekają na nich w piątek. Jeśli zajmą miejsce w czołowej dwójce swojej grupy, awansują do ćwierćfinału. I tam już czeka na nich klasyczna faza pucharowa, w której trafić mogą na Słowenię, Francję, Katar, Filipiny lub Dominikanę. W ćwierćfinale wygrać trzeba obowiązkowo. Na potknięcie można pozwolić sobie w 1/2 turnieju, bowiem do Tokio polecą trzy najlepsze ekipy kwalifikacji. A więc i mecz o trzecie miejsce wyłoni, nazwijmy to tak, szczęśliwego przegranego.

W Tokio, swoją drogą, pewne gry są już cztery ekipy: gospodarze oraz Chiny, Rosja i Serbia, czyli najwyżej sklasyfikowane reprezentacje w rankingu FIBA z 1 listopada 2019 roku. Łącznie na igrzyskach wystąpi osiem zespołów. Jeśli umiecie kojarzyć fakty, pewnie w tym momencie podliczyliście już, że po dodaniu trzech drużyn z turnieju w Grazie wciąż zostanie jedno miejsce – o to powalczyć będzie można na “zapasowym” turnieju w Debreczynie.

Liczymy jednak, że Polacy nie będą musieli tam jechać.

Czesi ograni, Mongolia lepsza

Od dawna mówiło się, że dziś może okazać się kluczowym dniem dla biało-czerwonych. W grupie o dwa premiowane awansem miejsca – według typowań – walczyć mieliśmy my, Czesi i reprezentanci Mongolii. Tak się złożyło, że Polacy od razu, na sam start turnieju, zagrali z obiema tymi ekipami. Na pierwszy ogień poszli Czesi. I z nimi udało się wygrać, 17:15. Koszykówka 3×3 ma to do siebie, że gra się 10 minut (nie licząc przerw) lub do 21 punktów. W tym przypadku jednak Polacy wykorzystali pełen limit czasowy.

Kluczowy był, jak to zwykle ma miejsce, Michael Hicks. “Money in the Bank”, bo taki przydomek nosi, rzucił dziewięć punktów (rzuty spod kosza liczy się za 1 punkt, te zza linii za 2), wyprowadzając Polaków na prowadzenie po ich małym zastoju na początku spotkania. Choć trzeba przyznać, że jeden z najważniejszych rzutów w meczu należał do Zamojskiego, któremu świetnie dograł Pawłowski. Przemek trafił zza linii, zdobył dwa punkty i Polacy, którzy kilka chwil wcześniej przegrywali 10:11, wyszli na trzypunktowe prowadzenie. Czesi co prawda nawiązali jeszcze walkę, ale po celnym rzucie Hicksa z półdystansu, poprawionym trafionym osobistym, mogli co najwyżej wyrównać stan meczu. Nie udało im się, bo świetnie piłkę odzyskał Rduch i w ten sposób doczekaliśmy już końca meczu.

Początek był więc dobry, ale schody dopiero się zaczynały. Nasi reprezentanci mieli nieco ponad godzinę na złapanie oddechu, a potem czekało ich starcie z Mongolią, której gracze zaczynali w ten sposób turniej. Byli więc całkowicie wypoczęci. O Polakach nie dało się tego powiedzieć i wydaje się, że to zadecydowało w końcówce spotkania. Przez dłuższy czas bowiem to nasi zawodnicy przeważali i prowadzili w meczu. Mieli już nawet cztery punkty przewagi, ale rywale straty zdołali odrobić. Swoją drogą, zanim ktoś zarzuci naszej kadrze, że przegrywa z tak egzotycznym, jak na koszykarskie standardy, krajem, dodajmy, że akurat odmiana basketu 3×3 jest tam niesamowicie popularna.

W dodatku gracze reprezentacji Mongolii regularnie występują też w jednym klubie, biorącym również udział w międzynarodowych turniejach. Są zgrani, doświadczeni i potrafią utrzymać nerwy na wodzy. Widać to było w końcówce. Gdy wyszli na prowadzenie 20:16, wykorzystując zmęczenie Polaków, ci mogli już tylko liczyć na punkt. Każdy celny rzut ich rywali oznaczał bowiem, że wygrają całe spotkanie. Michael Hicks trafił co prawda dwa wolne, ale trzeba było jeszcze powstrzymać Mongołów przy ich akcji. Tego zrobić się nie udało – znakomitym rzutem zza łuku popisał się Tsenguunbayar Gotov, zresztą drugim takim z rzędu. To było trafienie decydujące.

Co dalej?

Polacy w fazie grupowej zmierzą się jeszcze z Brazylią i Turcją. Oba te mecze czekają na nich w piątek i, nie ma co ukrywać, jeśli chcą awansować do ćwierćfinału, potrzebują dwóch zwycięstw. Jak już jednak podkreślaliśmy – najtrudniejszych rywali Polacy dostali na początek. Całkiem możliwe, że porażka z Mongolią o niczym tu nie zadecyduje, a kluczowe dla losów awansu okaże się zwycięstwo odniesione nad Czechami w pierwszym spotkaniu.
Fot. Newspix

Subskrybuj
Powiadom o
guest
1 Komentarz
Najstarsze
Najnowsze Najlepiej oceniane
Inline Feedbacks
Pokaż wszystkie komentarze
Dresiwko
Dresiwko
1 rok temu

„Grazu”, nie „Grazie”.

Aktualności

Kalendarz imprez