Doping? Egipt nie jest Rosją i nie chowa głowy w piasek

Doping? Egipt nie jest Rosją i nie chowa głowy w piasek

Powiedzmy sobie szczerze – “doping” i “podnoszenie ciężarów” to nie najbardziej egzotyczna kombinacja, jaką zna świat sportu. Jeśli w jakiejś dyscyplinie stosunkowo często wybiera się drogę na skróty, to właśnie w tej, w której trzeba dźwigać setki kilogramów i doprowadzać organizm na granicę fizycznych możliwości. Niedawno sportem wstrząsnął kolejny dopingowy skandal. Tym razem wybuchł w Egipcie i rozniósł się na tyle szerokim echem, że sprawą w końcu zajął się tamtejszy rząd.

W ostatnich latach niechlubnymi rekordzistami wydawali się ciężarowcy ze Wschodu. Sami tylko Rosjanie i Kazachowie mieli na koncie po kilkanaście wpadek podczas najważniejszych zawodów. Długo komentowano zwłaszcza przypadek Ilji Iljina, który podczas igrzysk w 2008 i 2012 roku sięgał po złoto. Na pozbawieniu go najcenniejszych laurów po latach zyskał między innymi Szymon Kołecki, który nie miał jednak pretensji do największego rywala.

– To mój dobry kolega, nie mam do niego żalu. W Kazachstanie tak po prostu było. Już dzieci trafiały w ręce systemu. Oni dopingu nie uważają tam za coś złego. Potem nawet się dziwią, czemu ktoś im krzywdę robi i medale odbiera… – komentował dwukrotny medalista olimpijski, a dziś obiecujący zawodnik MMA w rozmowie z Weszło.

Nie powinniśmy jednak oglądać się na innych – zwłaszcza po tym, co wydarzyło się na igrzyskach w Rio de Janeiro 2016 wokół braci Zielińskich. Doping w podnoszeniu ciężarów statystycznie najczęściej występuje jednak w krajach byłego Związku Radzieckiego, ale egipski problem trudno było zamieść pod dywan, bo nowe przepisy właściwie to uniemożliwiają.

Wszystko rozpoczęło się w grudniu 2016 roku. Międzynarodowa Federacja Podnoszenia Ciężarów (IWF) wysłała grupę testerów na obóz treningowy w Fayoum, gdzie do najważniejszych młodzieżowych imprez sezonu przygotowywali się najlepiej prosperujący reprezentanci Egiptu. Na niedozwolonym wspomaganiu przyłapano wtedy aż siedem osób – w tym także dwie czternastolatki.

Sprawa od razu zrobiła się poważna. W myśl najnowszych regulacji wystarczą bowiem trzy dopingowe wpadki przedstawicieli danego kraju w jednym roku kalendarzowym, by federacja (a w konsekwencji także reprezentanci) została zawieszona aż na dwa lata. Ostateczna decyzja zapadła dopiero we wrześniu 2019 roku, a wydał ją specjalnie powołany przez IWF niezależny panel dyscyplinarny.

Przesyłka z Azerbejdżanu

Mahmoud Mahgoub – najważniejszy człowiek w egipskich ciężarach ostatnich lat – próbował przekonywać, że cała sprawa ma podłoże spiskowe, a dyscyplina pozostaje czysta. Nie udało mu się dotrzeć nie tylko do przedstawicieli międzynarodowych organizacji, ale stopniowo zaczął tracić posłuch także w kraju. Na gorąco popierali go wszyscy najważniejsi reprezentanci; z multimedalistą mistrzostw świata Mohamedem Ihabem na czele.

– To, co się stało, to jakaś pułapka. Na pewno nie odzwierciedla to polityki krajowej federacji wobec młodych zawodników

– tłumaczył jeszcze w 2018 roku brązowy medalista igrzysk w Rio. Mahgoud dodawał, że w kolejnych latach 150 testów przeprowadzonych przez krajową agencję dało wynik negatywny, ale nie miało to już większego znaczenia. Niezależny panel został powołany przez IWF w kwietniu 2018 roku i miał zająć się wyjaśnieniem każdej dopingowej afery, która wyszła na światło dzienne od 2015 roku.

Ciekawych wątków pojawiło się jednak więcej. W połowie 2018 roku egipskie media rozpisywały się o tajemniczym pakunku, który wzbudził kontrowersje na lotnisku w Kairze. “Paczka” wróciła z reprezentantami ze zgrupowania w Azerbejdżanie, który swoją drogą też zdążył podpaść ludziom walczącym z dopingiem w ciężarach. Okazało się, że pakunek zawierał suplementy, które wzbudziły zainteresowanie przedstawicieli Międzynarodowej Agencji Antydopingowej (WADA).

Według samych Egipcjan sprowadzanie tego typu środków z kraju dotkniętego dopingowymi sankcjami w ogóle nie jest dziwne – o ile oczywiście ureguluje się cło, co podobno miało miejsce. Pętla zaczęła się jednak zaciskać, a ogłoszona we wrześniu 2019 roku karencja oznaczała wykluczenie najlepszych reprezentantów kraju także z igrzysk olimpijskich w Tokio 2020.

Promykiem nadziei wydawała się apelacja do Trybunału Arbitrażowego ds. Sportu w Lozannie. Prezes Mahgoub zapowiedział podjęcie takich kroków i na dobrą sprawę miał pewne argumenty. Przede wszystkim do myślenia daje kwestia czasu – dlaczego wyjaśnianie sprawy tak się opóźniło i trwało aż tak długo? Przedstawiciele IWF przekonują, że wszystko należało potraktować delikatnie przede wszystkim ze względu na wiek najmłodszych dopingowiczów.

Tych wątków Trybunał w Lozannie jednak nie poruszy. Egipski Komitet Olimpijski (EOC) wmieszał się bowiem w te wszystkie działania i w 2019 roku bezprecedensową decyzją po prostu zawiesił krajową federację podnoszenia ciężarów. Dotąd wydawało się, że obie organizacje działają ręka w rękę, takie wrażenie mogły przynajmniej sprawiać słowa Mahgouba. Komitet odciął się od jego ostatnich działań i powołał niezależny pięcioosobowy panel pod przewodnictwem ministra sportu Ashrafa Sobhiego.

Wpadka goni wpadkę

Oczywiście nie doszło do tego bez przyczyny. W sierpniu 2019 roku reprezentanci Egiptu zdążyli jeszcze wziąć udział w igrzyskach afrykańskich w Rabacie. Zgodnie z przewidywaniami zdominowali rywalizację, zdobywając w sumie ponad 50 medali w ciężarach. Sęk w tym, że kolejna piątka reprezentantów znów została przyłapana na dopingu – i to podczas imprezy, która była ważnym elementem kwalifikacji do Tokio.

W tym gronie znalazła się między innymi Sara Ahmed. To wybitnie utalentowana 22-latka, która zdążyła wywalczyć medal igrzysk już w Rio. Tam przeszła do historii nie tylko jako nastolatka, ale też pierwsza przedstawicielka świata arabskiego na podium w ciężarach. Z miejsca stała się narodową bohaterką, więc nad jej wpadką szczególnie ciężko było przejść do porządku dziennego.

Egipski Komitet Olimpijski od razu zdecydował, że po czymś takim kraj musi zrezygnować z roli gospodarza młodzieżowych mistrzostw świata 2020. Organizację imprezy wziął na siebie Turkmenistan, ale w całym zamieszaniu będą także ofiary. Rozgoryczenia nie ukrywał zwłaszcza wspomniany już Mohamed Ihab, który liczył na medal w ostatnim olimpijskim występie.

W świetle tego, co się wydarzyło, nie widzę powodu, by kontynuować karierę. Nie ma w tym wszystkim mojej winy. Jeśli jakimś cudem kara zostanie zniesiona, wrócę z dnia na dzień, ale na razie zamierzam się skoncentrować na dokończeniu studiów. Potem chcę rozpocząć karierę w roli szkoleniowca – zdradził 30-latek.

Niedługo może jednak wrócić w jeszcze innej funkcji. Pod koniec grudnia świat poznał bowiem pierwsze szczegóły związane z dopingowym programem prowadzonym od lat w egipskich ciężarach. Skruszeni zawodnicy obarczyli winą głównie Mohameda Moussę oraz Mohameda Hosniego – odpowiednio dyrektora technicznego i głównego trenera kadry. Obaj trafili już do tymczasowego aresztu, a niektóre z zarzutów są bardzo poważne i dotyczą nawet… podrabiania podpisów swoich podopiecznych. Na razie nie postawiono żadnych zarzutów szefowi federacji Mahmoudowi Mahgoubowi. Sytuacja może się jednak zmienić, bo wciąż jest objęty wewnętrznym postępowaniem.

Media ujawniają coraz więcej szczegółów dotyczących całego procederu, a niektóre zeznania są wstrząsające. Shaimaa Khalaf – czwarta zawodniczka igrzysk w Rio – przyznała, że temat dopingu otwarcie poruszano w codziennych rozmowach z trenerami i działaczami. Niedozwolone substancje, między innymi sterydy anaboliczne, mieli podawać i regulować głównie specjaliści do spraw żywienia.

Egipskie śledztwo wciąż trwa, ale pewne rzeczy już wydają się pewne. Brak występu w Tokio to coś, nad czym wszyscy zdążyli przejść do porządku dziennego. Gra toczy się o dużo większą stawkę. Dla kraju podnoszenie ciężarów to więcej niż sport. Żadna inna dyscyplina olimpijska nie przyniosła tylu medali.

W dłuższej perspektywie trzeba będzie odzyskać zaufanie na arenie międzynarodowej. I tu minister sportu liczy na pomoc Mohammeda Ihaba, który zdążył zmienić śpiewkę i po kolejnej serii wpadek zaczął mówić już o uświadamianiu najmłodszych zawodników. To właśnie najwybitniejszy sztangista ostatnich lat może zostać tym, który pomoże odbudować dyscyplinę gdy opadnie kurz.

Wciąż widać sporo niewiadomych. Skoro egipski doping był procederem zorganizowanym na szeroką skalę przy aprobacie wysoko postawionych działaczy, to jaką można mieć pewność, że ten sam kraj zdoła w stu procentach wyjaśnić tak złożoną sprawę bez zamiatania pewnych kwestii pod dywan? Najważniejsza wydaje się jednak chęć. W przeciwieństwie do Rosjan, Egipcjanie zrozumieli, że jeśli cały świat mówi, że jesteś chory, to po prostu warto dać się przebadać.

KACPER BARTOSIAK 

 

Fot. Newspix.pl


Subskrybuj
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
Pokaż wszystkie komentarze

Aktualności

Kalendarz imprez