Dobry początek Hurkacza w Wiedniu. Djokovic na horyzoncie?

Dobry początek Hurkacza w Wiedniu. Djokovic na horyzoncie?

Krótka przerwa w występach dobrze zadziałała na Huberta Hurkacza, który rozpoczął turniej ATP w Wiedniu od pewnej wygranej. Postawa Polaka mogła się podobać. W pierwszym secie dyktował warunki na korcie, a w drugim – już widocznie grając na pół gwizdka – dopełnił dzieła zniszczenia, pokonując Attilę Balázsa 6:3, 7:5. Jeśli poradzi sobie i w drugiej rundzie, na jego drodze prawdopodobnie stanie Novak Djokovic.

Polski tenisista wrócił na korty po jedenastu dniach przerwy. Poprzedni mecz stoczył w Kolonii z Roberto Bautistą-Agutem, po czym miał wziąć udział w kolejnym turnieju, odbywającym się w tym samym mieście. Zatrucie żołądkowe zmusiło go jednak do wycofania się z rywalizacji. Za kolejny cel obrał tym samym zawody w Wiedniu.

W pierwszej rundzie trafił na Attilę Balázsa. Starszego o dziewięć lat i niższego o ponad dziesięć centymetrów (na korcie ta różnica w warunkach fizycznych naprawdę rzucała się w oczy) Węgra, który znajduje się na 88. miejscu w światowym rankingu. To był zdecydowanie mecz, jaki zdrowy i znajdujący się w optymalnej pozycji Polak musiał wygrać. I chyba sam Hubert zdawał sobie z tego sprawę.

Na kort wyszedł jak po swoje. Było widać, że czuje się pewnie – grał bardzo ofensywnie, chętnie podchodził do siatki, nie bawiąc się w dłuższe wymiany. I choć serwis nie siedział mu dziś kapitalnie – w pierwszym secie posłał tylko 2 asy – to Węgier nie miał za bardzo na niego odpowiedzi. Przewagi dyspozycji nie dało się nie zauważyć, a co również cieszyło – Polak był oazą spokoju. Nie podpalał się tak i nie denerwował po nieudanych zagraniach, jak w meczu z Bautistą-Agutem.

Do drugiego rozdania podszedł jednak zbyt… rozluźniony? Trochę tak jakby mecz był już wygrany. Nieco brakowało mu koncentracji, oddawał pole do gry rywalowi, który nie omieszkał z tego korzystać. Przełamał Hurkacza przy stanie 4:3 i powoli zaczęło się wydawać, że ten pojedynek wcale nie musi skończyć się na dwóch setach.

Na szczęście polski tenisista w kluczowym momencie wrzucił wyższy bieg. Zdołał ukraść serwis Węgra przy stanie 5:5, a na dodatek ten doznał niewielkiego urazu. Po przegranej wymianie poczuł ból w nodze, po czym zrobił kilka kroków wyraźnie kulejąc. Po chwili Hubert rozwiał wszelkie wątpliwości, wygrywając swoje podanie do zera. W całym meczu triumfował 6:3, 7:5.

Liczymy na Nole!

W drugiej rundzie na drodze Polaka stanie zwycięzca pary Dusan Lajovic/Lorenzo Sonego (pierwotnie miał to być Diego Schwartzman, ale Argentyńczyk wycofał się z rywalizacji). Mówimy zatem o dwóch zawodnikach z pierwszej pięćdziesiątki rankingu, którzy są jednak zdecydowanie w zasięgu tenisisty z Wrocławia. Natomiast jeśli Hubertowi udałoby się awansować do ćwierćfinału – tam zapewne czekałby na niego Novak Djokovic, który w tym roku jeńców nie bierze. I to jest zdecydowanie mecz, który oglądalibyśmy z zapartym tchem.

Przypomnijmy, że z siedemnastokrotnym triumfatorem turniejów wielkoszlemowych polski tenisista mierzył się już dwa razy – podczas zeszłorocznych Roland Garros i Wimbledonu. Na trawiastych kortach pokazał kawał tenisa, urywając jednego seta zawodnikowi, który potem zgarnął pełną pulę, pokonując Rogera Federera w finale. W Wiedniu zawodnicy graliby już oczywiście o znacznie mniejszą stawkę, ale to wciąż starcie, które chce się zobaczyć. Mecze z kimś takim jak Serb po prostu uczą, nawet kiedy kończą się niepowodzeniem.

Fot. Newspix.pl


Subskrybuj
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
Pokaż wszystkie komentarze

Aktualności

Kalendarz imprez