Dobra mina do złej gry. Koronawirus opóźni igrzyska w Tokio?

Dobra mina do złej gry. Koronawirus opóźni igrzyska w Tokio?

Zagrożenie koronawirusem przestało być lokalnym problemem gdzieś daleko w Chinach i rozlewa się na cały świat. Kolejne kraje – jak Włochy, Hiszpania i Iran – nie radzą sobie z postępującą epidemią. Świat sportu coraz boleśniej odczuwa konsekwencje związane z nowym zagrożeniem, ale kluczowe decyzje wciąż nie zapadły. Coraz bardziej prawdopodobny wydaje się scenariusz, że igrzyska olimpijskie w Tokio nie odbędą się w planowanym terminie, choć Międzynarodowy Komitet Olimpijski wysyła inne komunikaty.

Sytuacja rozwija się właściwie z dnia na dzień. Najlepiej pokazał to przykład włoskiego sportu. Jeszcze w niedzielę wieczorem Juventus przy pustych trybunach wygrał 2:0 w Turynie z Interem po jedynym w swoim rodzaju dystopijnym widowisku. Już wtedy było właściwie przesądzone, że dalsze rozgrywki zostaną zawieszone. Następnego dnia rzeczywiście tak się stało. Z godziny na godzinę wszystkie dyscypliny sportowe we Włoszech stanęły na przynajmniej miesiąc, a wiele wskazuje na to, że na tym się nie skończy.

W takich warunkach ciężko cokolwiek przewidzieć w perspektywie dłuższej niż kilkudniowa. Włosi najpierw próbowali grać przy pustych trybunach, ale w końcu i to stało się zbyt ryzykowne. Otwarte pozostaje pytanie, co stanie się z rozgrywkami w innych krajach, a w dalszej kolejności także z mistrzostwami Europy, które w czerwcu miały przecież zostać zainaugurowane w Rzymie.

Jeśli epidemia sparaliżuje rozgrywki na poziomie klubowym, to bardzo możliwe, że najważniejszy piłkarski turniej roku zostanie przeniesiony na późniejszy termin. Już pojawiają się apele, by przełożyć go na lato 2021 roku. To jednak tylko wierzchołek góry lodowej, bo jeszcze bardziej skomplikowana wydaje się sytuacja igrzysk. Wciąż pozostało przecież do rozegrania wiele turniejów kwalifikacyjnych, które w obecnych realiach coraz częściej są przekładane.

W komitecie organizacyjnym igrzysk nie ma jednomyślności. Haruyuki Takahashi – członek komitetu – w poniedziałek zdradził w rozmowie z “Wall Street Journal”, że pod uwagę brane są różne możliwości. – Nie sądzę, by igrzyska mogły zostać odwołane. W grę wchodzi ich opóźnienie. Międzynarodowy Komitet Olimpijski miałby ogromne problemy, gdyby doszło do odwołania imprezy. Same tylko prawa telewizyjne w Stanach Zjednoczonych wiążą się z ogromnymi pieniędzmi – skomentował działacz.

Sprawy związane z finansami i gospodarką w ogóle wysuwają się na pierwszy plan w temacie rozważań o wpływie koronawirusa na igrzyska. Jeszcze przed epidemią w Japonii pojawiły się poważne problemy na tym tle. Ostatni kwartał 2019 roku był najgorszym od ponad pięciu lat, a produkt krajowy brutto (PKB) zmniejszył się o 6,3% – dużo więcej niż przewidywali eksperci.

Dziesiątki miliardów dolarów w błoto?

Oczywiście igrzyska w czasach niekorzystnej koniunktury odbyły się już ostatnio – w 2015 i 2016 roku brazylijski PKB zmniejszył się o 3,5%. Gospodarcza recesja z lat 2008-09 mocno podcięła skrzydła Brytyjczykom, ale paradoksalnie mogła też pomóc w bardziej racjonalnym zarządzaniu środkami. Potencjalne odwołanie igrzysk to jednak scenariusz pod wieloma względami tragiczny, ale pojawiają się pierwsze szacunki mówiące o wpływie takiej decyzji na gospodarkę.

Według agencji SMBC Nikko Securities Inc, zawody są w stanie wykreować popyt o łącznej wartości ponad 6 miliardów dolarów. Za to odwołanie igrzysk mogłoby uszczuplić japońską gospodarkę o jakieś 74 miliardy dolarów. Analizowany był także bardziej optymistyczny scenariusz, w którym epidemia zostaje wygaszona po miesiącu i ostatecznie udaje się przeprowadzić zawody zgodnie z planem. Straty pojawią się i tak, ale powinny być dużo mniejsze.

Z nowymi realiami ciągle za bardzo nie potrafi pogodzić się MKOl. 5 marca prezydent organizacji w specjalnym liście do zawodniczek i zawodników przyznał, że rozumie ich obawy, ale starał się uspokoić sytuację. – Mogę was zapewnić, że nasza organizacja robi wszystko, by doprowadzić do pełnych sukcesów igrzysk, które rozpoczną się 24 lipca. Wciąż trwają konsultacje i jeśli tylko pojawią się nowe informacje, to niezwłocznie je ogłosimy – zdradził Thomas Bach.

W piśmie nie było mowy o przełożeniu igrzysk lub ich odwołaniu. Pojawił się za to apel, by kontynuować przygotowania z “pełną mocą” i zrozumieniem dla dynamicznie rozwijającej się sytuacji, która paraliżuje rozgrywanie kolejnych turniejów kwalifikacyjnych. Wiadomo również, że ostateczne scenariusze nie były tematem rozmów podczas dwudniowego spotkania komitetu wykonawczego, do którego doszło na początku marca w Lozannie.

Rozmowy toczą się między innymi ze Światową Organizacją Zdrowia (WHO), ale także z przedstawicielami chińskiego rządu, który potrafił ugasić pierwsze ognisko koronawirusa. Dokonano jednak tego bezprecedensowymi środkami, zamykając ludzi w domach na wiele dni.

– To była społeczna bomba atomowa 

– ocenił profesor Nicholas A. Christakis z Uniwersytetu Yale.

Dwugłos w obozie władzy?

Odwołanie lub przełożenie igrzysk to także opcja, której wyjątkowo nie chcą gospodarze. – Z punktu widzenia sportowców, którzy są głównymi aktorami igrzysk w Tokio i przygotowywali się do nich cztery lat, odwołanie zawodów to coś nie do pomyślenia” – tłumaczyła w środę podczas spotkania z parlamentarzystami minister ds. olimpijskich Seiko Hashimoto.

Najwięcej do powiedzenia w tej sprawie będzie miał jednak MKOl. Logiczne wydaje się wyznaczenie jakiejś granicznej daty, po przekroczeniu której nie będzie szans na załatwienie wszystkich spraw organizacyjnych. Problemy piętrzą się na wielu frontach, dotykając nawet… olimpijskiego kanału. Pracownicy zaangażowani w jego tworzenie dostali już polecenie pracy zdalnej. Biuro Olympic Broadcasting Services (OBS) znajduje się bowiem w Madrycie, który powoli staje się kolejnym ogniskiem koronawirusa. W Hiszpanii stwierdzono łącznie ponad 1600 przypadków.

W ostatnich godzinach pojawiło się wyjaśnienie, skąd biorą się sprzeczne opinie w samej Japonii. Yoshiro Mori – szef komitetu organizacyjnego igrzysk w Tokio – publicznie sprostował wypowiedź jednego ze swoich podwładnych. Jego zdaniem Haruyuki Takahashi wyraził “prywatną opinię w hipotetycznej sprawie”.

– Nie rozważa się przełożenia lub odwołania igrzysk

– tak jak potwierdził niedawno przewodniczący MKOl Thomas Bach. Przygotowania są kontynuowane zgodnie z planem” – dodał Mori.

Ile w tym faktów, a ile robienia dobrej miny do złej gry? Bardzo możliwe, że wszystkie stonowane komunikaty mają służyć ograniczaniu paniki. Sportowcy kompletnie nie wiedzą, czego się spodziewać. Wojciech Nowicki i Joanna Fiodorow zostali zawróceni z lotniska, gdy mieli wylatywać na zgrupowanie do RPA. Polscy bokserzy z kolei udali się na Wyspy Brytyjskie, gdzie planowany jest turniej kwalifikacyjny. Ma odbyć się w Londynie w dniach 12-23 marca, ale w chwili obecnej nie można wykluczyć żadnego scenariusza.

Sportowców w ważnym sezonie czeka spory chaos, stres i dodatkowe wyzwania – ocenił w mediach społecznościowych Marek Plawgo. W wielu przypadkach zawodnicy i zawodniczki jeszcze nie wiedzą, do czego się w ogóle przygotowują. Międzynarodowa Federacja Wioślarska (FISA) odwołała wszystkie imprezy, które w ciągu dwóch miesięcy miały odbyć się we Włoszech, co praktycznie paraliżuje kalendarz startowy, a polscy wioślarze mają zostać “zamknięci” w Centralnym Ośrodku Sportu w Wałczu.

Do skutku nie dojdą między innymi Puchary Świata w Sabaudii i Varese, Europejskie Regaty Olimpijskie w Varese (27-29 kwietnia) i Europejskie Regaty Kwalifikacyjne do Igrzysk Olimpijskich w Gavirate (8-10 maja). Wiadomo jednak, że opcja przeniesienia zawodów jest obecnie dyskutowana z przedstawicielami MKOl. Ten przykład w jakimś stopniu pokazuje skalę zamieszania, która z dnia na dzień będzie się pogłębiać, bo przecież koronawirus paraliżuje życie sportowców już właściwie pod każdą szerokością geograficzną, a podstaw do optymizmu zdecydowanie nie widać.

KACPER BARTOSIAK

 

Fot. Newspix.pl


Subskrybuj
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
Pokaż wszystkie komentarze

Aktualności

Kalendarz imprez