Do igrzysk już tylko pół roku. Kto może przywieźć nam z nich medale?

Do igrzysk już tylko pół roku. Kto może przywieźć nam z nich medale?

Choć trudno w to uwierzyć, już tylko sześć miesięcy dzieli nas od ceremonii otwarcia tokijskiej imprezy. Na ostatnich igrzyskach olimpijskich w Rio de Janeiro 2016, zdobyliśmy jedenaście medali: dwa złote, trzy srebrne i sześć brązowych. W Japonii zapewne każdy będzie oczekiwać poprawienia tego rezultatu. Którzy zawodnicy i które zawodniczki są w stanie nam w tym pomóc? Wybraliśmy naszych dziesięć największych, na tę chwilę, nadziei medalowych.

SPONSOREM POLSKIEGO KOMITETU OLIMPIJSKIEGO JEST PKN ORLEN.

  1. Tomasz Bartnik

Nasz strzelec wyborowy. Bartnik reprezentuje Polskę w konkurencji strzelania z karabinu dowolnego w trzech postawach z 50 metrów. Ostatnie dwa lata to dla niego pasmo sukcesów. W 2019 roku był brązowym medalistą mistrzostw Europy, a drużynowo zgarnął złoto. Jego największe osiągnięcie przyszło jednak jeszcze rok wcześniej. W koreańskim Changwon został mistrzem świata. Polak od dłuższego czasu niezmiennie plasuje się w czołówce kolejnych zawodów. Czy to europejskich, czy też światowych. Czemu więc jest dopiero na dziesiątym miejscu?

Z dwóch powodów. Pierwszym jest to, jak skomplikowana i długo trwająca jest jego konkurencja. – Podstawowym problemem jest czas. Przez około dwie godziny muszę utrzymywać koncentrację na najwyższym możliwym poziomie. To oznacza, że trzeba dużo odpoczywać, żeby w kluczowych momentach nie zgubić tej koncentracji – mówił Bartnik Magazynowi Sportowiec. Łatwo wyobrazić sobie, że wystarczy nieco gorszy dzień, by przez te dwie godziny popełnić błąd, który zadecyduje o braku medalu. A drugi powód? Pomijając wspomniane mistrzostwa Europy, rok 2019 Bartnik miał nieco gorszy. W wielu z największych imprez plasował się kilka lokat poza podium. To jednak wciąż aktualny mistrz świata i pozostaje wierzyć, że w Tokio to pokaże.

  1. Wojciech Nowicki

Nikogo nie zdziwi, jeśli napiszemy, że najwięcej w tym rankingu jest przedstawicieli lekkiej atletyki. Nowicki jest pierwszym z nich. Zapewne jeszcze kilka miesięcy temu dalibyśmy go znacznie wyżej. Bo w rzucie młotem zatrzymać mógł go wówczas jedynie Paweł Fajdek. Do tego Wojtek już medal igrzysk ma, wie jak to smakuje i z jaką presją się wiąże. Dlaczego więc jest tak nisko? Bo zaniepokoiło nas to, co stało się na niedawnych mistrzostwach świata, imprezie docelowej, na którą przygotowywał się cały sezon.

– Faktycznie, można się obawiać o medal. Mistrzostwa pokazały, że Wojtek jest trochę chimeryczny i niektóre rzeczy mogą mu zaszkodzić – mówi Marek Plawgo, były biegacz, dziś między innymi komentator. – Paweł Fajdek idzie jak taki walec, a Nowicki pokazał, że coś może zachwiać jego formą i niekoniecznie „dowozi” wtedy, kiedy trzeba. Jeśli jednak zachowa olimpijski spokój i z zimną krwią będzie robić to, co na treningach, to może się udać. Ale sam zastanawiam się, czy wyżej nie oceniałbym na przykład szans któregoś z kulomiotów.

Z kulomiotami jest ten problem, że żaden z nich nie pchał tak daleko, jak potrafią to robić ich rywale. A Nowickiego w najlepszej formie przerzucić może jedynie, powtórzmy, Paweł Fajdek. Do tego MŚ rozgrywano późno. Możliwe, że to przeszkodziło Wojtkowi w przygotowaniach. Igrzyska będą w „normalnym” terminie. Dodajmy do tego fakt, że nasz młociarz od 2015 roku z każdej imprezy docelowej przywozi do kraju medal. Dlatego Wojtek tu jest. Mamy nadzieję, że w Tokio tej serii nie przerwie.

  1. Męska czwórka bez sternika

To już tradycja, że konkurencje wioślarskie przywożą nam do kraju choć jeden medal igrzysk. Teraz wierzymy w dwa, a co bardziej optymistyczni mogliby pokusić się i o typ zakładający trzy lub cztery krążki. To już jednak kwestia dyskusyjna. Dyskusji nie podlega jednak fakt, że Marcina Brzezińskiego, Mikołaja Burdę, Michała Szpakowskiego i Mateusza Wilangowskiego stać na podium. To jednak o tyle ciekawe, że jeszcze kilkanaście miesięcy temu… tej ekipy w ogóle nie było.

Wszyscy wymienieni pływali wówczas w ósemce. Początkowo odnosili nawet jakieś sukcesy, potem wyniki mocno się popsuły. Postanowiono, że potrzeba zmian. Skład rozmontowano, a trzon ósemki zamieniono w czwórkę. Wiemy, że to zapewne nie jest skład, który razem wiosłować będzie długo, bo Burda ma już 37 lat, a Brzeziński jest tylko o dwa lata młodszy. Ale biorąc pod uwagę wyniki, jakie wykręcali w tym sezonie, możliwe, że zdążą nam jeszcze sprawić wielką radość na igrzyskach. Bo zdarzało im się wygrywać zawody PŚ. Bo na mistrzostwach Europy byli drudzy. Bo na mistrzostwach świata – najważniejszej imprezie – wygrali. A to daje nam powody by wierzyć w medal w Tokio. – Wiek gra na ich korzyść, a styl wiosłowania imponuje. Jeśli nie stracą czucia po powrocie na wodę, po długiej zimie będziemy mogli podtrzymywać optymizm w kontekście regat olimpijskich – powiedział Dariusz Urbanowicz, dziennikarz Kierunku Tokio i komentator wioślarstwa w Eurosporcie.

  1. Piotr Lisek

Nasz tyczkarz zawodnikiem jest znakomitym, oczywiście. I gdyby chodziło tylko o niego, nie mielibyśmy najmniejszych wątpliwości, że medal przywiezie. Przecież to gość, który w zeszłym sezonie tydzień po tygodniu poprawiał rekord Polski, skacząc dwa razy ponad sześć metrów. Do tego z ostatnich trzech mistrzostw świata wracał z medalem. Takie zdobywał też na hali. Jasne, złoto było tylko jedno – halowych mistrzostw Europy z 2017 roku, ale opcjonalny brąz czy srebro igrzysk to i tak wielki sukces. Czemu więc nie umieszczamy Liska w pierwszej trójce, a dopiero na siódmym miejscu?

https://www.youtube.com/watch?v=7ACPUwaFJqY

– Piotrek ma problem nie tyle ze sobą, co z rywalami. Gdyby osiągał takie wyniki dekadę temu, nikt by się nawet nie zastanawiał, czy może zdobyć medal, tylko wszyscy już by sobie na niego ostrzyli zęby. A teraz mamy taki skład na tyczce, że nawet skok na sześć metrów może nie dać medalu. I to nie jest opinia wzięta z kapelusza. Ona ma potwierdzenie w tym, co się dzieje na skoczni. To jest właśnie problem igrzysk, że Lisek może być w życiowej formie, a medalu i tak nie zdobędzie – mówi Plawgo.

Sam Lisek do sprawy podchodzi zapewne spokojnie, jak to on. Zresztą od dawna powtarza, że na igrzyskach trzeba będzie skoczyć sześć metrów, żeby stanąć na podium. Pewnie jeszcze więcej, by poradzić sobie z Armandem Duplantisem czy Samem Kendricksem. Jednak kogo jak kogo, ale Liska na to stać. – Wiadomo, że dla każdego sportowca igrzyska olimpijskie są najważniejszą imprezą. Tak też jest w moim przypadku. Każdy z medali, który się w Tokio trafi, biorę w ciemno. Tam będzie walka do ostatniej kropli potu. Chciałem powiedzieć, że do ostatniej kropli krwi, ale wiadomo, że to skok o tyczce, a nie walka pięściarska – mówił Piotrek Polsatowi Sport. Dodawał też, że zrobi wszystko, by stanąć na podium. Nie wypada nie wierzyć w te słowa.

  1. Sztafeta 4×400 metrów kobiet

Aniołki Matusińskiego. Justyna Święty-Ersetic, Iga Baumgart-Witan, Małgorzata Hołub-Kowalik, Patrycja Wyciszkiewicz-Zawadzka i Anna Kiełbasińska. Choć nazwisk aż dziewięć, to zawodniczek pięć. Jeśli wszystko pójdzie zgodnie z planem, właśnie one będą starały się wybiegać w Tokio medal dla Polski. W finale rzecz jasna nie wszystkie, ale zwykle na przestrzeni dwóch biegów na stadionie pojawia się cała piątka.

– Dziewczyny zdają się być po bezpiecznej stronie. Jeżeli będzie taka forma jak na mistrzostwach świata, obecnie nie ma rywalek, które zrzuciłyby je na czwarte miejsce. Biorąc pod uwagę ich możliwości, mają podobne szanse jak Piotr Lisek. Ale Lisek ma znakomitych rywali, a dla dziewczyn największymi przeciwniczkami będą tak naprawdę one same – ich zdrowie i forma – twierdzi Plawgo. I nie sposób się z tym nie zgodzić.

Bo w tej chwili mamy dwie zawodniczki klasy światowej, należące do (szerokiej, ale jednak) czołówki biegu na 400 metrów. To Iga Baumgart-Witan i Justyna Święty-Ersetic – jedyne biegaczki z Europy w finale indywidualnym tej konkurencji na mistrzostwach świata. Do tego dochodzi Patrycja Wyciszkiewicz-Zawadzka i jej możliwości (pamiętamy, jak w Dausze pobiegła w sztafecie!) i zawsze świetnie biegające dla zespołu Ania Kiełbasińska oraz Małgosia Hołub-Kowalik. Jasne, w złoto trudno wierzyć, bo poza zasięgiem zdaje się być USA (choć na mistrzostwach świata sztafet Polki wygrały i z Amerykankami). Srebro jest już jednak jak najbardziej realne. I śmiemy założyć, że Polki przywiozą je do kraju.

  1. Czwórka podwójna kobiet

To wspomniany drugi medal z wioślarstwa. Na ostatnich mistrzostwach świata podopieczne Jakuba Urbana – w składzie: Agnieszka Kobus-Zawojska, Maria Springwald (dziś już nosząca nazwisko Sajdak), Marta Wieliczko i Katarzyna Zillmann – były drugie. Wyprzedziły je tylko Chinki. Rok wcześniej Polki zostały jednak mistrzyniami świata zdobywając prestiżowy i niepodważalny tytuł Osady Roku. A w 2017 roku też przywiozły do kraju srebro. W Rio zdobyły za to brąz, choć wówczas w osadzie pływały tylko pierwsze dwie. Nie ma jednak wątpliwości co do jednego: ta ekipa jest naszym produktem eksportowym. I to o bardzo wysokiej jakości.

– Gdy się staje na linii startu to zawsze chce się wygrywać. My do Tokio jedziemy po medal, bo w przeciwnym razie po co miałybyśmy trenować? Moim marzeniem jest poprawić wynik z Rio de Janeiro. Jednak będę o tym myśleć dopiero jak dojdę do finału – mówiła Kobus-Zawojska na łamach Magazynu Sportowiec już w 2018 roku. A w kolejnym sezonie Polki tylko potwierdziły medalowe aspiracje i regularnie powtarzały, że ta ich najlepsza forma ma przyjść właśnie w Japonii. Jeśli uda się ją wypracować, to powinniśmy mieć medal.

Z całą więc pewnością warto na nasze wioślarski zwrócić baczną uwagę. Tym bardziej że – co często podkreślają zawodniczki – doskonale pracuje im się z trenerem Urbanem, który okazuje się nie tylko specem od treningu, ale i motywacji. – Lubimy, kiedy zwraca się do nas w ten sposób [energetycznie i wprost]. Nie mydli nam oczu. Czujemy wtedy, że przed zawodami wykonałyśmy dobrą robotę. On doskonale wie, że jesteśmy w stanie wygrać – mówiły wioślarki “Przeglądowi Sportowemu”. A my wiemy, że dziewczyny są w stanie wygrać też w Tokio.

  1. Marta Walczykiewicz

Zawsze srebrna. Walczykiewicz od dawna nie schodzi z podium najważniejszych imprez. Gdy mknie w swoim kajaku na dystansie 200 metrów, możemy być pewni, że będzie z tego jakiś sukces. Tyle tylko, że w rywalizacji indywidualnej brakuje jej złota ze światowej imprezy. Bo na mistrzostwach Europy już takie zdobywała – w 2013 i 2018 roku. Na mistrzostwach świata w swej koronnej konkurencji zgarnęła dotąd aż sześć medali, ale… wszystkie były srebrne. Na igrzyskach w Rio? Oczywiście, była druga.

O złoto w Tokio też będzie trudno. Największym problemem Walczykiewicz jest bowiem to, że trafiła jej się jeszcze lepsza rywalka. Lisa Carrington z Nowej Zelandii już siedmiokrotnie była na tym dystansie mistrzynią świata i zdobywała dwa ostatnie złota olimpijskie. To gwiazda, mistrzyni, wciąż startująca legenda tej konkurencji. Ale nawet legendy można pokonać. Inna sprawa, że wyzwanie stanowić będzie nie tylko wyprzedzenie Carrington.

– Konkurencja do medalu będzie większa niż w Rio. Zrobiła się teraz specjalizacja na sprint, a do rywalizacji wchodzi coraz więcej młodych zawodniczek. Wbrew pozorom dystans sprinterski jest łatwiejszy do startów dla zawodników, którzy dopiero zaczynają poważne ściganie – mówiła portalowi wkaliszu.pl. Biorąc jednak pod uwagę, że konkurencja się zmienia, jedne zawodniczki odchodzą, inne się pojawiają, a Polka od lat jest w komisjach ścisłej czołówce, to możemy być pewni jednego – Walczykiewicz jest faworytką do medalu i w Tokio.

  1. Anita Włodarczyk

Nasza dwukrotna mistrzyni olimpijska dopiero trzecia w takim zestawieniu? Jeszcze rok temu Anitę bez wahania wrzucalibyśmy na sam szczyt tego rankingu. Sęk w tym, że w tym 2019 sporo się wydarzyło. I nie chodzi niestety o to, że Włodarczyk dużo i daleko rzucała. Wręcz przeciwnie – kontuzja i późniejsza operacja, uniemożliwiła jej starty. Ale to wszystko zrobione było właśnie w tym celu, by w Tokio Anita była w jak najlepszej dyspozycji. A nawet jeśli trochę będzie jej do niej brakować – to wiemy, jaką przewagę miała zwykle nad rywalkami. Więc i tak powinno być dobrze.

– Anita będzie w Tokio już na tyle długo po operacji, że jeśli tam wszystko poszło dobrze, to wie, jak zdobyć medal. I nawet w słabszej formie powinna sobie poradzić. O to jestem spokojny. Pytanie, czy ona jest na tyle głodna kolejnego sukcesu, że da radę zaaplikować sobie ten ciężki trening i się go trzymać. Z takim problemem zmagał się kiedyś Tomek Majewski, teraz wydaje się, że Piotrek Małachowski też przechodzi przez tego trudy. Absolutnie nie chcę Anicie zaglądać w PESEL, ale wydaje się, że to może być trudniejszy start niż dotychczasowe. A nawet nie tyle sam start, co przygotowania. Myślę jednak, że przy jej klasie i przewadze nad rywalkami, powinna ten medal dowieźć – mówi Marek Plawgo.

Włodarczyk pierwsze treningi w ramach przygotowań do igrzysk rozpoczęła już w listopadzie. Plan ma rozpisany co do najdrobniejszego szczegółu. W najbliższych miesiącach na przykład aż trzykrotnie pojawi się w Japonii, by zaadaptować się do tamtejszych warunków. Bazę treningową wybrała już w październiku… 2018 roku. Jeśli wszystko pójdzie zgodnie z planem, Anita po raz kolejny może przejść do historii. Ze wszystkich polskich sportowców tylko Robert Korzeniowski zdobył złote medale na trzech kolejnych igrzyskach. Być może w Tokio dołączy do niego Włodarczyk.

  1. Reprezentacja siatkarzy

Wahaliśmy się, gdzie ich umieścić. Pierwotnie byli na samym szczycie rankingu, ale w końcu zlecieli o jedną pozycję. Dlaczego? Winna temu specyfika turnieju olimpijskiego. Bo już wiele razy przekonywaliśmy się, że wszystko może iść dobrze, forma jest okej, ale trafia się na rywali w jeszcze lepszej dyspozycji już w ćwierćfinale i w tym momencie trzeba pożegnać się z marzeniami. Tak było w 2008 roku, gdy 15:17 przegraliśmy w tie-breaku z Włochami. Tak było cztery lata później, kiedy bez problemu ograli nas Rosjanie (choć uczciwie trzeba przyznać, że wówczas forma pozostawiała nieco do życzenia). I wreszcie: tak było w Rio, gdy Amerykanie okazali się po prostu za mocni.

W Tokio najprawdopodobniej też trafimy na rywala z najwyższej możliwej półki już w ćwierćfinale. Trzeba więc podchodzić do tego ostrożnie. Ale w medal i tak nie tylko można, a wręcz powinno się wierzyć. Dlaczego? Bo Polacy mają najlepszą reprezentację od wielu lat, wzmocnioną w dodatku Wilfredo Leonem. A do tego nie zawodzą w najważniejszych momentach. I zanim ktoś wypomni nam “wpadkę” z mistrzostw Europy, podkreślmy: to nie był jeden z tych momentów. Od samego początku sezonu Vital Heynen podkreślał, że skupia się na kwalifikacjach olimpijskich. I przez nie przeszliśmy wzorcowo. Rok wcześniej imprezą docelową były mistrzostwa świata. I co? I wygraliśmy.

Do tego ta szeroka kadra. Nawet jeśli jeden czy dwóch zawodników wypada, zaraz są kolejni, gotowi wskoczyć na ich miejsce. I nawet nie czuć osłabienia. W tym sezonie graliśmy na przykład bez Bartosza Kurka, MVP mistrzostw świata. I czy ktoś to odczuł? Niespecjalnie. Jasne, mieć Bartka w takiej formie jak na tamtej imprezie, zawsze jest super. Ale to dobitnie pokazuje, że nie ma w naszej kadrze ludzi nie do zastąpienia. A to z kolei daje spore nadzieje. Nawet na upragnione złoto.

  1. Paweł Fajdek

Okej, okej, wiemy. O złoto miał już walczyć w Londynie i w Rio de Janeiro, a kończyło się fatalnie. Ale, paradoksalnie, to jeden z powodów, przez który Pawła umieściliśmy samym szczycie tej listy. Nikt nie jest tak zdeterminowany jak on, by zdobyć wreszcie medal. A że w swojej konkurencji, choćby na mistrzostwach świata, jest absolutnym hegemonem, trudno pisać tu o krążku innym niż złoty. – Faktycznie, Paweł Fajdek jest „najgłodniejszym” sukcesu zawodnikiem z całej naszej lekkoatletycznej stawki. Zasługuje na to, by w takim zestawieniu być wysoko. Myślę, że na złoto ma nawet większe szanse niż Anita. Do trzech razy sztuka. To zawsze jest murowany kandydat do medalu. I w Tokio, przy jego doświadczeniu, nie powinno już być problemów – mówi Plawgo.

A sam Fajdek? Przez zdecydowaną większość zeszłego sezonu powtarzał, że o Tokio jeszcze nie myśli, bo przed nim mistrzostwa świata. Kiedy już zdobył złoto w rozmowie po konkursie od razu powiedział jaki jest jego cel. – Czy zamieniłbym cztery złota mistrzostw świata na jedno olimpijskie? Na pewno nie. Trzeba walczyć o każdy medal, nie zamieniać. Do trzech razy sztuka. Mogę śmiało powiedzieć, że olimpijskie podium to mój jedyny cel. Skupiam się na tym, żeby go osiągnąć. Tak ma wyglądać ta historia. Azja zawsze mi służy, nie przegrywam tam zawodów – mówił przed kamerą Eurosportu.

Jasne, z tyłu głowy mamy i będziemy mieć to, co stało się cztery i osiem lat temu. Ale to też już inny Paweł Fajdek. Poważniejszy, bardziej doświadczony, pewny swego i spokojny. Jego jedynym zadaniem jest rzucić na miarę własnych możliwości – najpierw w kwalifikacjach, a potem w finale. Jeśli w tym drugim przypadku odda choć jedną taką próbę, to istnieje spora szansa, że pozostałych pięć będzie mógł nawet spalić, a złota i tak nikt mu nie odbierze.

Jeszcze kilka typów

Już bez rozwlekania, ale warto o nich wspomnieć. Kiedy trzworzyliśmy tę listę, wyszło nam bowiem dobrze ponad 30 szans medalowych. Oczywiście, niektóre są bardzo małe i o nich tu nie wspomnimy. W innych pokładamy jednak spore nadzieje. Bo na przykład swoje możliwości w tym sezonie pokazał na torze Mateusz Rudyk, który rywalizował ze światową elitą i często ją objeżdżał. Jak zdobywać medale olimpijskie wie też jego koleżanka od roweru, choć z zupełnie innych tras, czyli Maja Włoszczowska. Doliczyć jako kandydatów trzeba na pewno naszych biegaczy – Marcina Lewandowskiego i Adama Kszczota, choć wiadomo, że wobec niedawnego zamieszania z trenerem, może być różnie.

Kto jeszcze? Mocnym typem jest Tomasz Kaczor, dla którego medal olimpijski byłby zwieńczeniem niesamowitej historii, o której więcej przeczytać możecie w tym miejscu. Nie wykluczamy też kolejnych medali w wioślarstwie, choćby dwójki Karolina Naja i Anna Puławska. Bardzo mocnymi kandydatkami na medal są nasze szpadzistki w rywalizacji drużynowej czy ktoś spośród naszych żeglarzy, choćby Zofia Klepacka.

Nadzieja na pobicie wyniku z Rio czy Londynu więc jest. I to spora. Choć wiadomo, że często oczekiwania jedno, a rzeczywistość drugie. Choć chcielibyśmy, by tym razem te dwie rzeczy się nie rozminęły.

SEBASTIAN WARZECHA

Fot. Newspix.pl


Subskrybuj
Powiadom o
guest
1 Komentarz
Najstarsze
Najnowsze Najlepiej oceniane
Inline Feedbacks
Pokaż wszystkie komentarze
Tomek Jankowski
Tomek Jankowski
7 miesięcy temu

Fajdek się elegancko sfajda 🙂

Aktualności

Kalendarz imprez