Dlaczego nie skaczemy coraz mocniej, wyżej, lepiej?

Dlaczego nie skaczemy coraz mocniej, wyżej, lepiej?

– Nie sądzę, by nawet wysokość 2,5 m była nieosiągalna. Nie zasnę, dopóki nie poprawię aktualnego rekordu świata – mówił w 2014 roku Bohdan Bondarenko. Słowa ukraińskiego lekkoatlety nie zamieniły się w czyny. Nie zdołał nawet poprawić swojej ówczesnej życiówki, podobnie jak Mutazz Isa Barszim, którego najlepsza próba we wrześniu będzie obchodzić szóste urodziny. Skąd brak zapowiadanego progresu w światowym skoku wzwyż?

Sezon 2014 był wspaniałym czasem dla tej konkurencji. Podczas zawodów w Nowym Jorku zarówno Barszim, jak i Bondarenko pokonali poprzeczkę zawieszoną na 2,42. O zwycięstwie zadecydowała liczba strąceń, triumfował Ukrainiec. Nigdy wcześniej, ani później nie doszło do sytuacji, w której skok powyżej 2,40 metra nie dałby wygranej.

Już wtedy rekordowi Javiera Sotomayora powoli wyrastała broda. Legendarny Kubańczyk swój najlepszy wynik uzyskał w… 1993 roku. Nikt inny nie zdołał skoczyć 2,45, czy nawet 2,44. Drugi najlepszy rezultat w historii należy do Barszima, wynosi 2,43 i również padł w 2014 roku, kilka miesięcy po pamiętnej rywalizacji z Bondarenko.

Zarówno jeden, jak i drugi wierzyli, że tylko niebo jest limitem. – Oczywiście będę musiał iść krok po kroku, mentalnie przygotowywać siebie do atakowania takich wysokości – mówił pytany o bicie rekordu świata Barszim.

Co więc poszło nie tak?

Soto

Po raz pierwszy rekord świata pobił jako niespełna 21-latek. Był rok 1988 – podczas wrześniowych zawodów w Salamance Javier Sotomayor najpierw skoczył 2,40, a potem 2,43, bijąc o centymetr osiągnięcie trzykrotnego medalisty igrzysk Patrika Sjöberga oraz Carlo Thränhardta.

Pięć lat później ustanowił rekord, który stoi do dzisiaj. Był fenomenem. Najwięcej razy w historii – aż dziewiętnastokrotnie – pokonywał granicę 2,40. Stał się mistrzem olimpijskim, dwa razy na jego szyi zawisł też złoty medal mistrzostw świata. Ustanowił bariery, które jak się okazało, przetrwały lata.

Z drugiej strony – aż dwukrotnie wpadł na dopingu. Najpierw w 1999 roku, kiedy w jego organizmie wykryto… kokainę. I już w XXI wieku, kiedy stosował nandrolon. – Na stosowaniu środków, powiedzmy to rozgrywkowych, przyłapano go w momencie, kiedy sportu nie traktował już zbyt poważnie. Natomiast w momencie szczytu jego formy o doping bym go nie podejrzewał. Tacy zawodnicy, jak on, Irena Szewińska, czy Usain Bolt już od dziecka wykazywali wprost nadludzkie predyspozycje do uprawiania sportu – mówi nam Maciej Petruczenko, wieloletni dziennikarz Przeglądu Sportowego, po czym dodaje: – Nie jest łatwo poprawić tak wyśrubowany rekord takiego geniusza skocznościowego.

Podobno poprzeczka mogła zostać zawieszona przez Kubańczyka jeszcze wyżej: – Pamiętam próbę Sotomayora z sezonu halowego w 1989 roku, kiedy skoczył 2,37. Przewyższenie miał jednak ogromne. Oglądaliśmy ten skok potem w wozie transmisyjnym i było widać, że czysto weszłoby mu wtedy 2,47, czy nawet 2,48 – wspomina w rozmowie z nami Artur Partyka, rekordzista Polski i dwukrotny medalista olimpijski w skoku wzwyż.

Świat lekkiej atletyki miał do czynienia z absolutnym geniuszem. To nie ulega wątpliwości. Mimo rozwoju w metodach treningowych oraz większej świadomości, jeśli chodzi o sfery odżywiania się i prowadzenia w życiu prywatnym, nikt nie zdołał mu dorównać.

Sport nie znosi jednak próżni. Większość rekordów lekkoatletycznych, które nie zostały pobite do dzisiaj, są w pewien sposób podejrzane. Mało kto w końcu wierzy w niewinność Marity Koch, Florence Griffith-Joyner, czy Randy’ego Barnesa. Jeśli ustalimy więc, że Sotomayor nie znajduje się w gronie podejrzanych – bo na dopingu wpadł dopiero w końcówce kariery, a skok wzwyż należy do jednej z bardziej naturalnych konkurencji, to rodzi się pytanie: czy Kubańczyk faktycznie dotarł do niemal limitu ludzkich możliwości?

Dzieciaki z ambicjami

Mutazz Isa Barszim, Bohdan Bondarenko, ale też Derek Drouin, który ma równie bogatą gablotę z medalami – tak przedstawia się najlepsza trójka skoczków wzwyż minionej dekady. Czy możemy mówić o nich, że należą do niespełnionego, tudzież nie najlepszego pokolenia? Nigdy w życiu. – 2,40 to granica, którą ci najlepsi skoczkowie w ostatnich latach byli w stanie osiągać – z punktu widzenia historii to kapitalne wyniki – mówi nam Tomasz Spodenkiewicz, statystyk lekkoatletyczny prowadzący konto Athletics News na Twitterze.

Biorąc pod uwagę wyniki z pierwszej dekady XXI wieku, czy też końcówki lat 90, tym chłopakom naprawdę trudno coś zarzucić. Szczególnie kilka lat temu, poziom skoku wzwyż prezentował się naprawdę okazale. I mogło być jeszcze lepiej, ale przyszły problemy zdrowotne.

Spodenkiewicz: – Na pewno ostatnio obserwowaliśmy bardzo zdolne pokolenie. W jednym roku padło kilka wyników ponad 2,40. Skok wzwyż jest też jednak konkurencją kontuzjogenną. Może się wydawać zawodnikowi, że skoro zrobił progres o wiele centymetrów, to z czasem będzie coraz łatwiej i lepiej. Ale często okazuje się, że ograniczeniem jest zdrowie. Choćby historia polskiego skoku wzwyż jest pełna talentów, którym zabrakło szczęścia w tej kwestii.

Bondarenko w ciągu ostatnich lat wypadł właśnie z tego powodu ze światowej czołówki. Ostatni medal wielkiej imprezy zdobył na igrzyskach w Rio (brąz), w ubiegłym roku jego najlepszy wynik to 2,31. Z mistrzostwa świata w Dausze musiał się wycofać z powodu urazu, którego doznał po pierwszym skoku eliminacyjnym. Niedługo skończy też 31 lat, więc o odbudowę dawnej formy może być ciężko. – On technicznie skakał bardzo źle. I to mogło być przyczyną tych kontuzji – dodaje Partyka.

Artur Partyka: Mój rekord czeka na pogromcę

Ciekawe spojrzenie, jeśli chodzi o Bondarenko miał redaktor Petruczenko: – Ukraina to naród wyjątkowo sposobny do sportu, ale to też współcześnie jeden z krajów, które biją rekordy jeśli chodzi o liczbę osób startujących na dopingu – i to tych na najwyższym poziomie. I właśnie co do Bondarenko: widać nawet dla laika, że to nie jest facet, którego noga niesie, jak żadnego innego. Choć nie można mu niczego zarzucać. Natomiast Sotomayor to jednak miał. Barszim też ma wprost zwierzęcą zdolność, jeśli chodzi o skoczność.

W przypadku Barszima naprawdę zabrakło niewiele. Kiedy w 2014 roku skakał 2,42, było widać że jego przewyższenie pozwoliłoby pobić rekord świata. Kilka razy próbował. Ale choć brakowało niewiele – nie skończyło się powodzeniem. – Właściwie gdyby nie kontuzja Mutazza dwa lata temu, to podejrzewam że on już by wynik Sotomayora atakował w zeszłym roku. A do tego fakt, że ten sezon będzie przejściowy, może oszczędzić zawodników i pomóc im się zregenerować. Nie przekreślajmy go, również pod kątem rekordu świata. Wbrew pozorom, czas pracuje na jego korzyść – mówi Partyka.

Z tym, że w Katarczyku wciąż drzemią olbrzymie możliwości, zgadza się również Spodenkiewicz: – Mutazz bardzo mało startował w zeszłym roku, ale kiedy przyszły mistrzostwa świata, to zrobił te 2,37 i wygrał. Pytanie, czy gdyby miał rywala, który też skoczyłby 2,37, to byłby w stanie podnieść poprzeczkę o dwa centymetry i ją pokonać? Niewykluczone.

Mimo tych pochwał można przypuszczać, że Barszim szczyt swoich czysto fizycznych możliwości ma już za sobą. Ten sportowcy osiągają w wieku dwudziestu-kilku lat. Mówimy też o skoku wzwyż, który od zawsze premiował młodość. Katarczyk tego okresu nie przespał, wręcz przeciwnie, pod względem triumfów w wielkich imprezach, brakuje mu tylko złota igrzysk olimpijskich – do zdobycia którego będzie faworytem w Tokio.

Fizyczność jest jednak tylko jedną ze składowych sukcesu w sporcie. Jasne, Barszim w Tokio 2021 będzie miał już 30 lat, ale po jego stronie będzie też przecież stało doświadczenie. A doświadczenie generuje spokój oraz pewność siebie, które w przypadku zadania, jakim jest atak na niespotykaną wcześniej wysokość, mogą okazać się bezcenne. Tak więc: nie oczekujmy cudów, ale nie skreślajmy go.

Partyka: – Oprócz tej bariery fizycznej, istnieje też bariera psychiczna. Jeśli stawiamy sobie bardzo wysoko poprzeczkę i atakujemy wynik na rekord świata, to już się w głowie koduje: nikt tego nie skoczył, ja mogę być pierwszy! I to może powodować nastawienie, które nas trochę zdemobilizuje. Z drugiej strony, ze strony możliwości fizyczne, dwa i pół metra to bardzo wysoko. Nic dziwnego, że jeszcze nie pada… jeśli nie uda się Barszimowi, to wydaje mi się, że będziemy musieli poczekać na kolejną generację.

Lekka nigdy nie zwalnia

Porównywanie skoku o tyczce ze skokiem wzwyż? Nie trzeba bystrego umysłu i celnego oka do zauważenia, że mówimy o dwóch kompletnie innych konkurencjach. Porównywać ich nie zamierzamy, ale warto wspomnieć postać Armanda Duplantisa. Szwedzki lekkoatleta pobił niedawno rekord świata ze stadionu Sergieja Bubki, który został ustawiony dokładnie w tym samym roku, z którego pochodzi wyczyn Sotomayora, czyli 1993!

Oczywiście Bubkę – choć tylko w hali – zdążył prześcignąć też Renaud Lavillenie, ale przyjrzyjmy się tej sytuacji: mamy giganta, który zyskał miano najlepszego w swoim fachu w historii. Mijały lata i nikt nie był w stanie mu w pełni dorównać, aż przyszedł gość, którego możliwości sięgają jeszcze wyżej. Czyli Duplantis. Może skok wzwyż wciąż czeka na kogoś takiego? Może wynik Sotomayora, czy nawet 2,50 są  absolutnie osiągalne? – Na fenomena jak Duplantis skok o tyczce musiał trochę poczekać, bo przecież Bubka skończył karierę w 2000 roku. Barszim też kimś takim poniekąd jest. Ale przyjście kolejnego zawodnika tego poziomu to pewnie kwestia z ośmiu, dziesięciu lat – twierdzi Partyka.

Stanisław Szczyrba. Trener z charakteru, trener z sukcesami

Przyjrzyjmy się jeszcze obecnemu młodemu pokoleniu. Czy znajdziemy w nim kogoś, kto wykazuje się wielkim potencjałem?

Ciekawym zawodnikiem wydaję się być Kubańczyk Luis Zayas, mistrz świata juniorów z 2016 roku. – Strasznie mi się podobał na niektórych mityngach halowych. Rocznik 1997, więc nie jest jakoś strasznie młody, ale widziałem u niego trochę magii – z niczego, przy błędach technicznych, potrafił wystrzelić. Coś jak Sotomayor oraz młody Barszim. Istnieją zawodnicy o tej naturalnej skoczności i Zayas to ma – zauważa Spodenkiewicz. Warto też wspomnieć o Danile Łysienko, który ma 22 lata i już skoczył 2,40, ale to też kolejny zamieszany w przekręty rosyjski sportowiec. W 2018 roku uniknął trzech kontroli antydopingowych, za co został zawieszony przez Athletics Integrity Unit i choćby w Tokio go raczej nie zobaczymy…

Zayasa natomiast musimy traktować w kategorii co najwyżej nieoszlifowanego diamentu, nie kogoś kto w seniorskim skakaniu już swoje udowodnił. A od utytułowanego juniora do kozaka na wielkich arenach daleka droga. Rekordów świata juniorów pada w lekkiej atletyce sporo, ale wiele największych talentów po prostu przepada. Albo nakłada się na nich za dużą presję, albo gubi się gdzieś głowa, czy brakuje zdrowia. U Duplantisa zagrało wszystko. Miał dobre wzorce, obciążenia treningowe zostały do niego idealnie dobrane, a na dodatek ma jeszcze spore rezerwy i w kolejnych latach powinien nas niezmiennie zachwycać.

Słowem zahaczmy jeszcze o piękniejszą stronę skoku wzwyż. Bo tam o optymizm zdecydowanie łatwiej, niż u panów, co zauważa Tomasz Spodenkiewicz: – Patrząc na tabele, poziom u kobiet może faktycznie wyglądać lepiej. Ja widzę bardzo duże możliwości u skoczków wzwyż, ale nie ma co się oszukiwać, że pewien szczyt mają za sobą. O żadnej z pań za to nie można tego powiedzieć. W każdych zawodach, przy odpowiednich warunkach i dyspozycji najlepsze zawodniczki mogą pobić życiówkę. Są na pewno na fali wznoszącej.

Do tego obecna czołówka w skoku wzwyż kobiet jest bardzo młoda. Nie mówimy tylko o fantastycznej Jarosławie Mahuczich z rocznika 2001, która w Dausze skoczyła 2,04 m, przegrywając złoto ze względu na większą liczbę strąceń. Zaledwie 22 lat ma bowiem Vashti Cunningham, rok starsza jest Julija Łewczenko. Obie to medalistki mistrzostw globu. Nawet Maria Lasickiene w tym roku skończy 27 lat, a ze względu na to, że z przyczyn od niej niezależnych nie startowała w Rio, nie powinno brakować jej motywacji.

Męski skok wzwyż takim urodzajem talentu pochwalić się nie może. I choć Barszima stać jeszcze na wiele, to do nowej epoki w tej konkurencji zabierze nas pewnie jedno z następnych pokoleń. Rekord Javiera Sotomayora? Bondarenko się przeliczył, mówimy o kosmosie! A kogo stać na lot w kosmos? Być może właśnie dżentelmena, którego nazwiska jeszcze nie poznaliśmy.

KACPER MARCINIAK

SPONSOREM POLSKIEJ LEKKIEJ ATLETYKI JEST PKN ORLEN

 

 

Fot. Newspix.pl

 


Subskrybuj
Powiadom o
guest
2 komentarzy
Najstarsze
Najnowsze Najlepiej oceniane
Inline Feedbacks
Pokaż wszystkie komentarze
Jarek
Jarek
1 rok temu

Fajnie by bylo podawac w artykule lub na jego koncu jaki jest aktualnie rekord swiata w skoku wzwyz.
Ja go znam bo mnie to interesuje, ale zwyklemu czytelnikowi moze brakowac tej informacji.
Poza tym fajna analiza, oby wiecej tekstow o Lekkiej…

ZYX
ZYX
1 rok temu
Odpowiedz  Jarek

se zobacz w Wikipedii

Aktualności

Kalendarz imprez