Diamentowa Liga: Duplantis atakował rekord świata, a Femke Bol minęła się z rekordem Europy

Diamentowa Liga: Duplantis atakował rekord świata, a Femke Bol minęła się z rekordem Europy

Dzisiejszy mityng Diamentowej Ligi bez wątpienia zwiastował emocje. Przede wszystkim – na swojej ziemi startował Armand Duplantis. A to mogło oznaczać, że Szwed, przy aplauzie paru tysięcy kibiców, będzie próbował pobić rekord świata. I faktycznie, w pewnym momencie poprzeczka została ustawiona na wysokości 6.19 m. “Mondo” jednak nie zdołał jej przeskoczyć. Wcześniej z rywalizacji tyczkarzy odpadł Piotr Lisek, a start w stolicy Szwecji zaliczyła też Kamila Lićwinko, która po raz pierwszy w tym sezonie musiała uznać wyższość rywalek.

Trzeba przyznać, że konkurs skoku o tyczce w Sztokholmie był naprawdę mocno obsadzony. Poza Liskiem i Duplantisem oglądaliśmy w akcji też Sama Kendricksa oraz Renaud Lavilliena. Obaj zanotowali 5,92, co pozwoliło im zająć kolejno drugie i trzecie miejsce. To jednak oczywiście nie mogło wystarczyć na Duplantisa, który bez żadnych problemów pokonywał kolejne wysokości – 5.62, 5.82, 5.92, 6.02. Nie zanotował przy tym żadnej “zrzutki”.

A kiedy wiedział już, że zwycięstwa w konkursie nic mu nie odbierze (a także rekordu mityngu), poprosił o mikrofon i zapowiedział przed publicznością na stadionie atak na najlepszy wynik w historii. Faktycznie można było wierzyć, że będziemy świadkami historii. Szwed wyglądał bowiem na świeżego, pewnego siebie, znakomicie radził sobie na niższych wysokościach. Ale, o dziwo, nie był nawet bliski uporania się z 6.19. To jednak nie był ten dzień.

Co do Piotra Liska – pokazał się dzisiaj z niezłej strony. 5.82 to wyrównany najlepszy wynik w sezonie zawodnika Grupy Sportowej ORLEN. Wyżej od niego– poza wspomnianą trójką – skakał jeszcze Filipińczyk John Ernest Obiena (5.87). Oczywiście cały czas czekamy na naprawdę wysoką formę naszego tyczkarza. Solidność się ceni, ale to nie solidność pozwala wygrywać medale, a taka forma, jaką Piotrek pokazywał w 2019 roku.

Lisek nie był jednak jedynym Polakiem, który startował dziś w Sztokholmie. Aneta Lemiesz oraz Patryk Sieradzki wystąpili w roli zająca w biegu na 800 metrów, Andrzej Kuch zajął ósme miejsce w konkursie skoku w dal. Nasze oczy były też zwrócone na Kamilę Lićwinko, która chciała pozostać niepokonaną w tym sezonie. Niestety jej się to nie udało, ale trzeba przyznać, że rywalizacja skoczkiń wzwyż – ze względu na wysoki poziom – naprawdę mogła się podobać.

Zmagania wygrała Jarosława Maczuchich, która wykręciła najlepsze w tym sezonie 2.03. Życiówkę zaliczyła Nicola McDermott (2.01), a wyżej od Polki skakały też Eleanor Patterson oraz Iryna Heraszczenko (obie po 1.96). Zawodniczka Grupy Sportowej ORLEN pokonała 1.93 w pierwszej próbie, ale wyżej już nie skoczyła. Nie zmienia to jednak faktu, że nasza lekkoatletka utrzymuje dobrą dyspozycję, a w rankingu Diamentowej Ligi wciąż zajmuje pierwszą pozycję.

Na koniec wspomnijmy jeszcze o Femke Bol, bo Holenderka znowu zachwyciła. Parę dni temu wygrała bieg na 400 metrów przez płotki w Oslo, bijąc rekord Holandii. Dzisiaj natomiast minęła się… z rekordem Starego Kontynentu. Zanotowała kapitalne 52.37, do wyniku Julii Pieczonkiny (która przez wiele lat była rekordzistką globu) zabrakło jej trzech setnych. Warto dodać, że w historii szybsze od Bol były zaledwie trzy zawodniczki (poza Rosjanką – dwie Amerykanki, czyli Sydney McLaughlin, która pobiegła 51.90 podczas Olympic Trials, oraz Dailah Muhammad).

Nie ma co, na światowy poziom lekkoatletyki w tym sezonie nie możemy narzekać.

Fot. Newspix.pl


Subskrybuj
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
Pokaż wszystkie komentarze

Aktualności

Kalendarz imprez