Demony w końcu dopadły Simone Biles. Czy je pokona?

Demony w końcu dopadły Simone Biles. Czy je pokona?

W 2020 roku Simone Biles pojawiła się na głośnej okładce “Vogue”, jako dziewczyna, która pokonała przemoc, panującą w amerykańskim środowisku gimnastyki, oraz stres, który wiązał się z przełożeniem igrzysk. Media rozpisywały się również na temat jej wielkości czysto sportowej. Tego, że odleciała swojej konkurencji. I to już lata temu.

Impreza w Tokio miała być dla niej spacerkiem. Miała potwierdzić jej wielkość. Może nawet posłużyć za idealne zwieńczenie kariery. Czy też sprawić, że zostanie najbardziej utytułowaną sportsmenką w historii igrzysk olimpijskich. Wszystko wydawało się tak proste i oczywiste. Dopóki nagle nie stało się potwornie skomplikowane.

Simone Biles wycofała się w trakcie zawodów w wieloboju drużynowym, po tym, jak słabo wypadła w skoku, niemal upadając na kolana. Pojawiały się informacje, że jej decyzja była spowodowana kontuzją. Niedługo później trener amerykańskich gimnastyczek zdradził, że to kwestia zdrowia psychicznego.

Amerykanki zdobyły srebro, przegrywając z kadrą Rosyjskiego Komitetu Olimpijskiego, ale w Stanach mało kogo to obchodziło. Liczyło się jedno. Odpowiedź na pytanie, co dzieje się z – być może – ich największą gwiazdą w Tokio.

Okazało się, że to wcale nie jednorazowy wypadek. Bo Biles zabraknie również w wieloboju indywidualnym. Konkurencji, w której nie doznała porażki od 2013 roku. Co to wszystko oznacza?

To nie może być ona

Na zbroi Amerykanki pojawiły się pęknięcia jeszcze na kilka tygodni przed igrzyskami. Podczas amerykańskich kwalifikacji nie była bezbłędna jak zazwyczaj. Nie wylądowała idealnie po odbiciu się ze stołu gimnastycznego. Miała problemy w czasie ćwiczeń na poręczach asymetrycznych. Upadła też po serii akrobacji na równoważni. I zalała się łzami.

To była niezwykle krucha Simone Biles. Choć do zawodów podchodziła jako druga najstarsza zawodniczką, w wieku 24 lat uchodziła wśród koleżanek za starszą siostrę, sama najbardziej ze wszystkich potrzebowała spokoju, wsparcia, a może przede wszystkim odpoczynku. Z drugiej strony i tak po raz kolejny okazała się najlepsza. To ona, nie Sunisa Lee, triumfowała w krajowych zawodach. Choć odwrotny scenariusz nie był odległy.

Wielu myślało, że coś podobnego na igrzyskach w Tokio nie będzie miało miejsca. Myślała tak nawet jej utalentowana koleżanka z kadry. – Wiem, że to się już prawdopodobnie więcej nie powtórzy – mówiła Lee. Osiemnastolatka nie miała złudzeń. Dopóki Simone Biles nie przegra sama ze sobą, nie wygra z nią nikt.

Ale niestety – czterokrotna mistrzyni olimpijska i dziewiętnastokrotna mistrzyni świata wreszcie trafiła na godnego przeciwnika. Który poniekąd siedzi w jej głowie.

Walcząca czwórka

Simone Biles pozowała do zdjęć ze srebrem. Pojawiła się na podium, wzięła udział w szybkiej sesji zdjęciowej z koleżankami z kadry. Uśmiechała się równie szeroko jak po zdobywaniu krążków na poprzednich igrzyskach.

Do nich podchodziła z kompletnie innym nastawieniem. Kiedy dziennikarze zadawali jej pytania odnośnie do imprezy w Rio de Janeiro, odpowiadała, używając słów “o ile wystartuję w Rio”. Była skromna, wręcz przesadnie. Bo przecież mało kto miał wątpliwości co do jej talentu. Kiedy już w czasie imprezy zdobywała cztery złote medale, zachwycało się nad nią całe olimpijskie środowisko.

Pięć lat temu Amerykanka była inną osobą. I choć nie jest to żadne odkrycie, warto to podkreślić. Nie rozpętała się jeszcze wówczas burza, która sparaliżowała amerykańską gimnastykę. Opinia publiczna nie wiedziała o czynach przestępcy seksualnego Larry’ego Nassara oraz tym, że wśród jego przynajmniej 265 ofiar znalazła się też Simone. A także nie doszło jeszcze do samobójstwa byłego trenera kadry USA, Johna Geddarta, który odebrał sobie życie, po tym, jak oskarżono go m.in. o handel ludźmi i molestowanie.

Oczywiście – to najgorsze, co miało miejsce. Między igrzyskami w Rio a Tokio Amerykanka zdobywała medale mistrzostw świata 2019 (mając poważne problemy z nerkami), biła rekordy, wykonywała elementy, które nazywano jej imieniem, bo nie powtórzył ich nikt wcześniej ani później. Na dodatek ustabilizowała się jej sytuacja życiowa. Skończyła studia, a także znalazła partnera, futbolistę Jonathana Owensa, z którym jest już ponad półtora roku. W medialnym przekazie Biles figurowała jako osoba, która przełamywała bariery oraz życiowe kłody, jakie rzucano jej pod nogi.

Nic dziwnego, że pasjonowaliśmy się jej nadchodzącym występem na igrzyskach w Tokio. Może jednak problem leżał w tym, że nie obchodziły one samej gimnastyczki?

To jest twoje życie, Simone

Pierwsze akrobacje Amerykanka wykonywała już jako kilkuletnie dziecko. I oczywiście, nie było w tym absolutnie nic dziwnego. Bo w  świecie gimnastycznym na tym to właśnie polega. Trenerzy biorą małą dziewczynkę i trzymają kciuki, żeby za szybko nie rosła. A najlepiej, żeby nie rosła prawie w ogóle, w końcu często im niższa zawodniczka, tym trudniejsze elementy może wykonywać. Wysoka za to być absolutnie nie może. Nie może mieć też wolnego czasu, bo na hali powinna pojawiać się codziennie na wiele godzin. O życiu prywatnym natomiast wypada jej zapomnieć.

Środowisko, w którym wychowała się Biles, najchętniej wysyłałoby na igrzyska 13-latki, gdyby nie nowe ograniczenia dotyczące wieku (jadąc na igrzyska trzeba mieć rocznikowo 15 lat). Człowiek, któremu to środowisko zaufało, skrzywdził jąo raz dziesiątki jej koleżanek. Pandemia sprawiła, że, w sporcie, w którym każdy rok ma znaczenie, ona musiała poczekać na swój występ olimpijski kolejne dwanaście miesięcy. I zamiast bycia 23-letnią babcią (jak sama się nazwała), jest 24-letnią. W Tokio otaczają ją koleżanki urodzone już w XXI wieku, kiedy jej rówieśniczki w większości dawno zakończyły kariery gimnastyczne i przeszły do kolejnego etapu swojego życia.

Nikt nie miał większego prawa się wypalić niż ona. To fakt. Być może właśnie tak przedstawia się sytuacja – Biles wystartowała te kilkanaście razy za dużo. I straciła miłość do sportu, a szczególnie tego, któremu oddała tak wiele.

Cały czas nie wiemy, czy jeszcze zobaczymy ją na igrzyskach w Tokio. Ma srebro z wieloboju drużynowego, choć koleżankom starała się pomóc tylko w jednej części zawodów. Na pewno nie obroni złota w wieloboju indywidualnym, bo – jak wspominaliśmy – wycofała się z niego. Zostały jej trzy konkurencje indywidualne – skok, ćwiczenia na równoważni i poręcze asymetryczne. W następnym dniach przekonamy się, jaka będzie jej decyzja. Wiemy tyle, że dziś w nocy pojawił się mały promyk nadziei.

Oto co Biles napisała na Twitterze:

Jeśli Amerykanka zrozumiała, że jest więcej niż osiągnięciami w gimnastykami, to być może da sobie szansę. Zmierzy się z demonami, które zaatakowały ją przedwczoraj. Na pewno wsparcie, jakie pojawiło się wokół niej, jest olbrzymie. My też ją wspieramy. Szczególnie że igrzyska z Simone Biles w akcji są po prostu lepsze.

OBSZERNĄ SYLWETKĘ AMERYKAŃSKIEJ GIMNASTYCZKI PRZECZYTACIE W MAGAZYNIE “ORŁY”

Fot. Newspix.pl


Subskrybuj
Powiadom o
guest
2 komentarzy
Najstarsze
Najnowsze Najlepiej oceniane
Inline Feedbacks
Pokaż wszystkie komentarze
Oskar
Oskar
1 miesiąc temu

Skoro brać udział w IO mogą jedynie sportowcy w wieku 15+ to jak wytłumaczysz obecność na podium dwóch trzynastolatek w skateboardzie?

Aktualności

Kalendarz imprez