Daniił Miedwiediew. Ośmiornica, która zdobywa tytuły na korcie

Daniił Miedwiediew. Ośmiornica, która zdobywa tytuły na korcie

Daniiła Miedwiediewa nie sposób ignorować. Przede wszystkim dlatego, że jest znakomitym tenisistą, aktualnie jednym z najlepszych na świecie. Wyróżnia go jednak znacznie więcej rzeczy: jego charakter i kolejne afery na korcie, niespotykany styl gry czy nawet… pasja do PlayStation. Kiedyś stwierdził, że przez konsolę potrafił nawet zawalić turnieje. Z czasem się jednak ogarnął. I dziś zdaje się być jednym z głównych kandydatów do zwycięstw w turniejach wielkoszlemowych. Na razie jednak zadowolił się inną wielką imprezą – ATP Finals.

Zakończony wczoraj turniej wygrał w wielkim stylu. Nie tylko nie przegrał ani jednego spotkania, ale na drodze do tytułu pokonał trzech najwyżej rozstawionych zawodników – Novaka Djokovicia (numer 1), Rafę Nadala (2) i Dominica Thiema (3). Ostatni raz czegoś takiego dokonał David Nalbandian w 2007 roku. Wcześniej zrobili to jeszcze tylko Djoković (również w 2007) i Boris Becker (1994). Daniił musiał odrabiać stratę seta w półfinale i finale, ale nawet to mu nie przeszkodziło. Był po prostu nie do zatrzymania.

Dla Rosjanina to dziewiąty tytuł rangi ATP. Był już też w finale turnieju wielkoszlemowego. Przez długi czas jednak nie wierzył, że może zajść tak wysoko. Bywało, że bliżej był nawet rezygnacji z tenisa. Zacznijmy więc tam, gdzie Daniił o mało nie odpuścił – w jego juniorskich latach.

Od basenu do Francji

Miał kilka lat. Szedł na basen razem z rodzicami, którzy niemal w ogóle nie byli usportowieni. Gdy doszli na pływalnię, zobaczyli ogłoszenie, że trwa nabór na grupowe zajęcia w tenisa. Daniił Miedwiediew postanowił spróbować, zachęcany przez ojca. Tak to się zaczęło. Choć nie od razu młody Rosjanin zdecydował, że chce uprawiać właśnie ten sport. Wręcz przeciwnie. Przez jakiś czas próbował kilku dyscyplin.

Mama zabierała mnie na wszelkie zajęcia: sportowe, artystyczne i jakiekolwiek inne. Kiedy zobaczyliśmy ten plakat, poszedłem tam i spróbowałem. Nie przyjmowano każdego dziecka, ale – choć nawet nie pamiętam jak – mi się udało. Tenis mi się spodobał – wspominał Daniił. Oprócz tenisa długo uprawiał też jednak wspomniane pływanie i szachy. Zresztą te ostatnie do dziś lubi i zdarza mu się grać ze znajomymi. Choć, jak sam twierdzi, coraz rzadziej, bo stał się zbyt niecierpliwy dla tego sportu. Woli obejrzeć szachowe wideo, które trwa kilkanaście minut, niż grać przez ponad godzinę.

Co dziwi, nie uprawiał piłki nożnej. Dziwi, bo jest jej wielkim fanem. Uwielbia Bayern Monachium, a wśród ulubionych zawodników wymienia Davida Alabę i – co za zaskoczenie! – Roberta Lewandowskiego. FIFA (jako nastolatek był w niej ponoć tak dobry, że grał na poziomie najlepszych rosyjskich e-sportowców) i wszelkiego rodzaju fantasy to też jego konik. Na tyle duży, że podobno zdarzyło mu się… zerkać na telefon w przerwach własnych meczów, by nie przegapić newsów o konkretnych drużynach.

Wróćmy jednak do tenisa. Długo łączył go z edukacją. Głównie przez matkę. – Moja mama i tata stale w tej kwestii walczyli. Mama chciała, żebym więcej się uczył. Dlatego chodziłem do szkoły aż do osiemnastych urodzin. W Rosji większość profesjonalnych sportowców kończy tego typu edukację w wieku 12 lat. Możliwe, że to dlatego przez jakiś czas nie grałem na poziomie moich znajomych, ale niczego nie żałuję – wspominał.

Uczył się zresztą w szkole, gdzie nacisk kładziono między innymi na fizykę i matematykę, a tenis stał się częścią jego programu nauczania. Swoje ostatnie dwa lata ukończył w trybie przyśpieszonym – w rok. Potem poszedł na uniwersytet, studiował ekonomię, ale zrezygnował dla tenisa, bo nie był już w stanie dłużej tego łączyć. Ostatecznie – na innej uczelni, odpowiedniku naszego AWF-u – uzyskał dyplom trenera.

Edukacja sprawiała jednak, że trudno było mu kontynuować karierę tenisisty. – Było sporo ciężkich chwil. Nie mieliśmy wystarczająco pieniędzy. Zdarzało się, że przegrałem mecz i myślałem tylko o tym, że w przypadku zwycięstwa miałbym sto dolarów więcej. Najtrudniejszy był moment, gdy przeniosłem się z juniorów do profesjonalistów. Pośród juniorów byłem 13. na świecie, ale szybko zrozumiałem, jak trudno będzie dostać się nawet do TOP 300 rankingu ATP. Trzeba było oszczędzać tak dużo pieniędzy, jak tylko się dało, próbując wygrać pięć lub sześć turniejów w najkrótszym możliwym czasie. W tamtym okresie się zagubiłem, nie wiedziałem, jak to wszystko zrobię – mówił.

Jego rodzice stwierdzili w pewnym momencie, że dla kariery Daniiła dobrze będzie, jeśli wyjedzie z ojczyzny. Radzili im to też byli rosyjscy tenisiści, a Jewgienij Kafielnikow, niegdyś lider rankingu ATP, mówił potem, że Miedwiediew podjął bardzo dobrą decyzję, bo bez wyjazdu by się tak nie rozwinął. Gdzie trafił? Do jednej z francuskich akademii. Gdy zaczynał, nie znał nawet języka. Dziś – choć rezyduje w Monako – Francję nazywa drugim domem.

Sam wyjazd jednak nie sprawił, że nagle stał się znakomitym tenisistą. Jak więc do tego doszło?

Przełom

Tak naprawdę najistotniejsze były tu dwie rzeczy. Po pierwsze, Daniił zorientował się, że musi zmienić własne podejście, jeśli chce znaleźć się na szczycie. Bo zauważył, że sam potrafi sobie zepsuć turniej. Ot, zdarzało mu się choćby zasiedzieć do nocy grając w gry, mimo że następnego dnia miał treningi. – Późno kładłem się spać, nie zwracałem uwagi na szczegóły. Myślałem, że to nie ma znaczenia dla moich wyników. Po rozmowie z trenerem postanowiłem coś zmienić. Poświęciłem część rzeczy, które oznaczały dobrą zabawę – choćby wyjścia ze znajomymi do baru i powrót o drugiej w nocy na dwa dni przed meczem – na rzecz tenisa – mówił.

Paradoks polega na tym, że nawet przy tym złym podejściu doszedł aż do pierwszej setki. Ale nie mógł przebić się wyżej. Dlatego właśnie postanowił coś zmienić. Dużo większą wagę zaczął przywiązywać do przygotowania. Kiedyś bywało, że wystarczyło pół godziny meczu i łapały go skurcze. Teraz jest w stanie biegać po korcie przez cztery godziny i nadal czuje się znakomicie. Maratońskie mecze stały się wręcz jego specjalnością. Wszystko przez lepsze treningi i prowadzenie się w życiu poza kortem. Daniił, jak sam przyznawał, nauczył się też sam siebie motywować.

Druga rzecz – osoba trenera. Sam Miedwiediew mówił, że prowadzenie go nie należy do najłatwiejszych zadań, ale Gilles Cervara – wybrany zresztą najlepszym trenerem 2019 roku w męskim tenisie – potrafi to robić. – Ufamy sobie nawzajem. Gilles doskonale wie, co powinienem poprawić na korcie. Jego pytajcie o szczegóły, ja mogę tylko powiedzieć, że najważniejsze są kondycja i zdrowie – mówił Rosjanin.

Z Cervarą poznali się już w momencie, gdy Daniił trafił do Francji. Gilles pomagał ówczesnemu głównego trenerowi Miedwiediewa. – W 2015 roku jego trener nie mógł pojechać z nim na turniej do Marsylii. Zdecydowano, że to ja tam pojadę. Dobrze nam się razem pracowało, zwracałem uwagę na jego osobowość, starałem się być delikatny i zagrał dobry turniej. Rok później, w trakcie sezonu na trawie, znów ruszyliśmy razem na kilka imprez, potem na kilka kolejnych. Po sezonie się pożegnaliśmy, ale czuliśmy, że wykonaliśmy dobrą pracę – wspominał Francuz.

Wkrótce został pełnoprawnym trenerem Daniiła. Poprosił go o to sam Rosjanin. Cervara już wtedy miał jasną wizję tego, co można poprawić w tenisie Miedwiediewa. Obaj szybko wzięli się do pracy. Daniił był zresztą akurat na fali – dopiero co sensacyjnie pokonał Stana Wawrinkę na Wimbledonie. Ale do takiej gry, jaką prezentuje dzisiaj, wciąż było mu daleko. Wkrótce obok Rosjanina zbudowano cały team. Dziś składa się on z trenera do przygotowania fizycznego, Erica Hernandeza, psycholożki Franciski Dauzet oraz Yanna Le Meura, naukowca, analizującego dane o grze Miedwiediewa.

Każdy z nich przyczynił się do rozwoju jego kariery. Ale Cervara najbardziej. – Mogę powiedzieć, że oprócz bycia moim trenerem, jest też dla mnie przyjacielem. Spędzamy razem mnóstwo czasu. Bywa, że pojawiają się konflikty, ale szybko je rozwiązujemy. Pamiętam, że początek naszej współpracy był skomplikowany. On mówił po francusku, a ja sam nic o tym języku nie wiedziałem. Teraz już go umiem i rozumiem wszystko – mówił Daniił.

To wszystko dało pierwsze znakomite efekty w 2018 roku. To wtedy Rosjanin wreszcie sięgnął po debiutanckie trofeum i zaczął wspinać się w rankingu. Swój pierwszy turniej wygrał w Sydney, w finale pokonał Alexa de Minaura. Mecz trwał ponad dwie godziny. – To niesamowite. Jestem bardzo szczęśliwy. Przeszedłem przez kwalifikacje, po drodze było mnóstwo zawirowań. Chciałem wystąpić w Auckland, bo moja dziewczyna miała wizę do Nowej Zelandii, ale nikt nie wycofał się z tego turnieju. Więc wystąpiłem tu… i wygrałem – mówił.

Wkrótce do zwycięstw się przyzwyczaił. W 2018 roku wygrał jeszcze dwa inne turnieje – w Winston-Salem i Tokio – a rok zakończył jako 16. tenisista świata. A to i tak był tylko przedsmak tego, co czekało na niego w kolejnym sezonie. W styczniu zaliczył wówczas finał w Brisbane, w lutym wygrał w Sofii, a kwietniu znów dotarł do finału – tym razem w Barcelonie. Potem przez kilka miesięcy nie mógł odnaleźć najlepszej formy (na Roland Garros nigdy sobie nie radził), aż wreszcie wrócił na korty twarde. I wystrzelił z genialną formą.

Doszedł do czterech finałów w nieco ponad miesiąc. Wygrał tylko jeden z nich – w Cincinnati – ale dzięki tak znakomitym występom z miejsca wskoczył do najlepszej dziesiątki rankingu. Na US Open zaliczył pierwszy mecz o tytuł w turnieju wielkoszlemowym. Łamał kolejne bariery, a jeszcze miał coś do powiedzenia. W Petersburgu wywalczył bowiem tytuł, a potem dorzucił kolejny turniej rangi ATP 1000 i triumfował w Szanghaju. W dwa miesiące dopisał sobie do rankingu dobrze ponad cztery tysiące punktów. Wygrał w tym czasie trzy turnieje, a w trzech innych doszedł do finału. Na 31 meczów triumfował w 28! Sascha Zverev stwierdził wówczas, że w tamtym momencie Miedwiediew był „najlepszym tenisistą na świecie”.

– Niewielu tenisistów byłoby w stanie zrobić to, czego dokonałem w ciągu tych trzech miesięcy – mówił Daniił. – To było coś fantastycznego, z czego jestem dumny. Bez wątpienia był to efekt ciężkiej pracy, jaką wykonałem. Poświęciłem swoje życie tenisowi. Mój sukces przyszedł nagle, ale byłem pewien, że w końcu się to stanie. Dużo dała mi praca z psycholożką. Pomogło mi to w kontrolowaniu siebie. Stałem się bardziej pewny siebie i tego, co robię.

W podobnym tonie wypowiadał się jego trener, który powtarzał, że nie jest zaskoczony sukcesami swojego podopiecznego. Trzeba jednak przyznać, że Daniił zdołał wtedy osiągnąć coś bardzo ważnego – pokonał swój własny charakter. I sprawił, że stał się bardziej rozpoznawalny nie przez wybryki na korcie, a za sprawą kolejnych sukcesów.

Kasa dla sędziego

Daniił w trakcie swej kariery zasłynął na korcie z naprawdę wielu rzeczy. Jego gra stanowiła tylko część z nich. Momentami bardzo niewielką. – W życiu jestem dużo bardziej cierpliwy. Co by ktoś mi nie powiedział, nie sprawi, że będę zły. Możecie mnie obrażać albo komplementować, zawsze będę podchodził do tego na luzie. Na korcie jest inaczej. Nie wiem, skąd to się bierze, ale od kiedy byłem młody, chęć wygrywania przejmowała ster. Inni gracze często tego nie rozumieją, więc nie będą moimi przyjaciółmi. Nie potrafią oddzielić „tenisowego” życia od normalnego – mówił.

I faktycznie, często zdarzało się, że najpierw na korcie coś zrobił, a potem musiał za to przepraszać. Jeszcze w 2017 roku miał dwie spore wpadki wizerunkowe. W Challengerze w Savannah skierował rasistowskie uwagi w stronę ciemnoskórej sędzi spotkania oraz Donalda Younga. Zdyskwalifikowano go wtedy na jakiś czas. Nie za długi, bo tuż po meczu już żałował tego, co powiedział. Osobiście przepraszał i rywala, i sędzię. Zostało mu wybaczone.

Na Wimbledonie za to – w następnym meczu po pokonaniu Wawrinki – prowadził już 2:0 z Rubenem Bemelmansem. Mecz jednak ostatecznie przegrał. I wtedy nie wytrzymał. Przez całe spotkanie kierował sporo uwag w stronę arbitra, a po jego zakończeniu, gdy się pakował, wyjął z torby portfel i zaczął… rzucać monety pod nogi sędziego. – Byłem po prostu sfrustrowany. Nie przemyślałem tego. Nie sugerowałem, że został przekupiony. To byłoby bardzo głupie. Po prostu pakowałem swoje rzeczy, zobaczyłem portfel i w porywie chwili zrobiłem głupią rzecz. Nawet nie pamiętam, jakie to były monety – tłumaczył się. Organizatorzy nie puścili mu jednak tego płazem i wlepili sporą grzywnę. Nie wiemy, niestety, czy policzyli mu jako część spłaty rzucone wtedy monety.

Często też ścierał się z rywalami. Kiedyś powiedział, że gdyby ktoś miał go zagrać w filmie, to musiałby to być Quentin Tarantino, bo wyglądają podobnie. Ale wydaje się, że Tarantino byłby też idealny do wyreżyserowania filmu o nim. Bo Daniił ma charakter, który idealnie wpasowuje się w to, co Quentin zwykle tworzy na ekranie.

Stefanos Tsitsipas przyznał kiedyś, że Miedwiediew to „jedyny rywal, który naprawdę wkurzył go w trakcie meczu”. Grek usłyszał też z ust Rosjanina niezłą poradę, gdy podawali sobie ręce po spotkaniu: „lepiej się, kurwa, zamknij”. Został też nazwany „małym dzieciakiem, który nie wie, jak walczyć”. Obaj jednak ostatecznie przeszli nad tym do porządku dziennego, choć chyba do dziś nie ustalili, czyją winą było całe to spięcie.

Po tegorocznym ATP Cup z Daniiłem nic wspólnego nie chciał mieć za to Diego Schwartzman. W trakcie ich spotkania Rosjanin – zdaniem rywala – wielokrotnie prowokował i jego, i jego boks. Kilkukrotnie uderzył też rakietą w krzesełko sędziego. – Mieliśmy świetne relacje. Wspólnie trenowaliśmy i rozmawialiśmy. Nie sądziłem, że zetrzemy się w meczu reprezentacyjnym. On jednak machał rękami, krzyczał do mojego boksu i był dla mnie niegrzeczny. Powiedziałem mu, że jest idiotą, a on zaczął uderzać rakietą w krzesełko sędziego. To nie była odpowiednia reakcja. […] Już się z nim nie komunikuję. Zachowanie na korcie jest konsekwencją tego, co myślimy. W trakcie meczu jesteśmy tacy sami jak w życiu – mówił Diego. I to jasno pokazywało to, o czym wcześniej mówił Daniił – nie wszyscy myśleli w taki sposób, jak on.

Najgłośniej było chyba jednak o Miedwiediewie, gdy na US Open starł się… z publicznością. W trakcie meczu z Feliciano Lopezem był wybuczany, gdy źle odniósł się do chłopca od podawania piłek, pokazał środkowy palec sędziemu (z którym wcześniej się pokłócił) i fanom. Tych ostatnich regularnie też prowokował na inne sposoby. Po meczu, który wygrał, powiedział, że to właśnie kibice – buczeniem – dodali mu sił.

– Nie żałuję niczego, co zrobiłem. Fakt, że wojowanie z publicznością nie jest dobre, ale nie obrażam się na to, że niektórzy kibice mnie wyzywali. Przynajmniej zobaczyli, jaki jestem. Nie wydaje mi się, żebym był złym chłopcem i nie lubię, jak się tak o mnie mówi. Jeżeli jednak w ciągu najbliższych pięciu lat będą mnie tak nazywać, to nie będę w stanie już tego zmienić. Marat Safin powiedział o mnie: “On jest złym chłopcem? Weźcie pod uwagę jego mentalność. To dobry facet” – mówił, gdy zarzucano mu, że nie przystaje do tenisa.

Miedwiediew wtedy jednak ostatecznie przeprosił. Po ćwierćfinale, w którym pokonał Stana Wawrinkę. Fanom powiedział, że stara się jedynie być sobą. Wspierała go w tym nawet Naomi Osaka. – Każdego dnia ma coś innego do powiedzenia. Wygrywa, a potem mówi publice, że to oni dają mu energię. Piękny sarkazm – mówiła Japonka, która z kolei słynie z tego, że jest… cicha i nieśmiała. Niezły kontrast, co? Rosjanina wspierał też, co jednak nie dziwi, inny kontrowersyjny zawodnik – Nick Kyrgios.

Daniił jednak coraz rzadziej poddaje się takim wybrykom. Jewgienij Kafielnikow jakiś czas temu mówił, że jego młodszy kolega po fachu wydoroślał. Żałuje tego pewnie John McEnroe, któremu niesamowicie podobały się kolejne pokazy charakteru Rosjanina. Sam Miedwiediew podkreśla, że zawsze był z siebie niezadowolony, gdy mu się przydarzały. Dlatego z nimi walczył. Udało się z pomocą psycholożki oraz… żony. – Po ślubie gra mi się lepiej, dzięki żonie zyskuję sporo pewności siebie. To ona jest dla mnie głównym wsparciem i pokazuje, jak zmagać się z życiem – mówił.

Żona nie mogła zrobić jednak innej rzeczy: pokazać Daniiłowi, jak powinno się grać i to mimo tego, że sama ponoć parała się tenisem. Zresztą nie udało się nikomu. I dlatego dziś na korcie Miedwiediew wciąż wygląda pokracznie. Ale to właśnie ten pokraczny styl przynosi mu sukcesy.

Ośmiornica

Daniił w teorii wszystko robi nie tak. Jego forehand jest kompletnie niecodzienny. Backhand uderza w sposób, w jaki doprowadziłby wielu trenerów do apopleksji, a pozostałe zagrania… no, powiedzmy, że też nie jest dobrze. Jedynie serwis się tu wyróżnia, bo zagrywa go poprawnie. W dodatku jest mocny (standardowo nieco poniżej 210 kilometrów na godzinę), a Rosjanin potrafi umieszczać go w korcie bardzo precyzyjnie. Choć bywa, że ma problemy z regularnością.

Wielką zaletą jego gry jest mobilność. Jak na gościa, który mierzy 198 centymetrów, porusza się po korcie niesamowicie sprawnie i szybko. To ważne, bo preferuje grę z kontrataku. Często więc najpierw musi się nieco po korcie wybiegać, by zdobyć punkt. Zresztą robi to chętnie – rywali stara się wciągać w długie wymiany, w których zaskakuje ich ciągłymi zmianami rytmu. Wielu podkreśla, że gra bardzo mądrze i on sam lubi mówić, że właśnie to chce prezentować na korcie. Mądrą grę. Dobrze scharakteryzował go kiedyś Kei Nishikori.

Jest bardzo rozsądny w tym, jak gra. Nie ma żadnej dużej broni, ale bardzo dobrze dostrzega to, jak grają inni i stara się wykorzystać ich styl gry przeciwko nim – mówił Japończyk. Samemu Daniiłowi zdarzyło się to porównać do szachów. Widzi tenis nieco jak grę strategiczną, w której trzeba wykorzystać słabości rywala. Czasem można to zrobić drobiazgami. Kiedyś na przykład zamęczył Novaka Djokovicia tylko tym, że zmienił w trakcie meczu sposób zagrywania drugiego serwisu.

Gra się przeciw niemu niesamowicie trudno. Niczego nie wyrzuca – stwierdził kiedyś Dominic Thiem. I to też się zgadza. Daniił, jeśli jest w formie, popełnia niewiele niewymuszonych błędów. Jeśli chce się wygrać z nim punkt, trzeba się namęczyć. To sprawia, że mecze przeciwko niemu często się wydłużają, a że on jest doskonale przygotowany fizycznie, to może liczyć, że to rywal jako pierwszy nie wytrzyma. Tak jak to było z Dominikiem Thiemem – też przecież świetnym atletą – w meczu o tytuł ATP Finals.

Kiedyś graczy ATP poproszono o określenie Daniiła jednym słowem. Padały propozycje takie jak „szalony”, „przyjacielski” czy „cierpliwy”. Najlepiej chyba jednak scharakteryzowali go Denis Shapovalov, Sascha Zverev i – zwłaszcza – Karen Chaczanow. Powiedzieli odpowiednio: „niecodzienny”, „pająk” i „ośmiornica”. Faktycznie jednak Daniił momentami przypomina właśnie te dwa stworzenia. Jest chudy, wysoki i zdaje się mieć osiem rąk czy macek, którymi sięga wszystkich piłek, w jakie jego stronę wysyłają rywale.

Kiedyś Miedwiediew stwierdził, że najlepiej czuje się w grze przeciwko rywalom, którzy są technicznie lepsi od niego. Sęk w tym, że… to właściwie każdy. Przynajmniej jakby patrzeć na elegancję gry. Rosjanina ochrzczono nawet „anty-Federerem”, bo Szwajcar często wymieniany jest właśnie jako przykład idealnej techniki. Daniił za to gra brzydko, ale równocześnie potrafi odgrywać piłki w nieprawdopodobny sposób. Trenerzy w pewnym momencie nie tyle się poddali, co dostrzegli, że nie ma potrzeby zmieniać czegoś, co funkcjonuje tak dobrze. Owszem, może i jest przez to bardziej ograniczony. Ale taka gra przynosi efekty. Nawet jeśli wygląda, jak parodia tenisa.

– Kiedy widzę siebie na zdjęciach, pytam: „Co ja tu robię?”. Ale tak właśnie gram i, taką mam nadzieję, część ludzi to lubi. Może to bardziej amatorska technika, nazwijmy to tak – mówił Miedwiediew w wideo nagranym dla ATP. – To mój styl. Opiera się na konsekwencji i nie popełnianiu błędów. Skąd biorę siły? Myślę, że to bardziej kwestia mentalna niż fizyczna. Wypracowuje się to wszystko na treningach. Często ćwiczę w ten sposób, że chłopaki ganiają mnie po całym korcie, a ja próbuję znaleźć sposób na wygranie punktu. Czasem wystarczy, że po prostu nie popełnię błędu – dodawał.

A błędów, jak już ustaliliśmy, popełnia naprawdę mało. Zwykle nie schodzi poniżej pewnego poziomu. Jest konsekwentny w tym co robi, a równocześnie niemal zawsze potrafi czymś zaskoczyć rywala. Świetnie analizuje sytuację na korcie, potrafi dostosować się do warunków. Andre Agassi mówił, że „tenisowe IQ Daniiła jest niesamowicie wysokie”. I o ile można nie zgadzać się z firmą Lacoste, która – przy okazji przedłużenia umowy z Rosjaninem – rozprawiała o „elegancji jego gry”, o tyle tej opinii Agassiego wypada jedynie przytaknąć.

Zresztą, to właśnie między innymi to tenisowe IQ doprowadziło Daniiła tam, gdzie teraz jest.

Mistrz

Na koncie ma już dziewięć tytułów rangi ATP. Do tego jeden finał wielkoszlemowy. A to w erze Wielkiej Trójki już naprawdę niezłe liczby, gdy na karku ma się ledwie 24 lata. Szczególnie, że trzy z tych tytułów to te rangi 1000, a jeden – ATP Finals. Daniił coraz częściej wygrywa największe turnieje i kwestią czasu zdaje się moment, w którym wywalczy też wielkoszlemowe trofeum. Najpewniej na US Open, bo do tej pory to tam czuł się najlepiej.

Co ważne – Miedwiediew znakomicie spisał się w swoim drugim roku w czołówce. Wielu podkreśla, że to właśnie prawdziwy sprawdzian. Ten pierwszy sezon jest łatwiejszy, wtedy grasz na fantazji, wdrapujesz się na szczyty. Drugi – gdy trzeba się tam utrzymać – jest już faktycznym wyzwaniem. Owszem, w teorii Daniił miał nieco łatwiej przez zamrożenie rankingu (choć z drugiej strony był to naprawdę dziwny i trudny tenisowy rok), ale nawet gdyby nie to, to w dalszym ciągu zajmowałby miejsce wśród najlepszych tenisistów świata. Po prostu grał na swoim poziomie.

W kolejnym roku czekają więc na niego nowe wyzwania. Dominic Thiem na US Open pokazał drogę innym tenisistom z Next Gen. Jako pierwszy zawodnik urodzony w latach 90. wygrał singlowy turniej wielkoszlemowy. Gdyby wskazać faworytów do tego, by pójść w jego ślady, Daniił powinien być na pierwszym miejscu. To w końcu gość, który dopiero co ograł wszystkich mistrzów wielkoszlemowych z tego sezonu w jednym tylko turnieju.

Rok 2021 może być jego. Włącznie z igrzyskami w Tokio. Te bowiem mają zostać rozegrane na twardych kortach, a to na nich Miedwiediew czuje się najlepiej. Pytanie, czy nie zabraknie mu motywacji. Wiemy już przecież, że rosyjscy sportowcy, owszem, będą mogli tam pojechać, o ile będą uznani za „czystych”, ale nie wystąpią pod własną flagą.

Taka decyzja to dla mnie, jako rosyjskiego gracza, rozczarowanie. Nie mam nic wspólnego z dopingiem, a będę musiał grać bez flagi. To dla mnie nieco dziwne. Nie wiem, czy to była prawidłowa decyzja, bo nie znam jej szczegółów. Jednak wiem, że jako tenisiście jest mi o tym trochę trudno rozmawiać, bo mieszkam w Monako i jestem testowany średnio 20-30 razy w roku. Nie wiem, jak zareagować na tę decyzję – mówił tuż po decyzji o wykluczeniu Rosji z igrzysk.

Dodawał jednak, że na igrzyska bardzo chce pojechać. Choćby po to, by poczuć tę atmosferę. Można więc spodziewać się, że się tam zjawi. I jeśli tylko utrzyma formę z ostatnich dwóch sezonów, to będzie poważnym kandydatem do złota.

SEBASTIAN WARZECHA

Fot. Newspix


Subskrybuj
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
Pokaż wszystkie komentarze

Aktualności

Kalendarz imprez