Czy Wayde van Niekerk w pogoni za złotem będzie musiał oglądać się za plecy?

Czy Wayde van Niekerk w pogoni za złotem będzie musiał oglądać się za plecy?

Nie oszukujmy się – zastąpienie Usaina Bolta w roli twarzy światowej lekkoatletyki jest misją nie tyle trudną, co wręcz niewykonalną. Jamajczyk był jedynym w swoim rodzaju połączeniem fenomenalnych wyników sportowych, a także naturalnej charyzmy i ekspresji, wyrażanej chociażby przez swoje słynne pozy.

Wayde van Niekerk, który w pewnym momencie był rozważany w roli następcy Bota, również może pochwalić się ogromnymi osiągnięciami na bieżni. Obaj panowie rozprawili się przecież z rekordami świata Michaela Johnsona. Pierwszy z nich w biegu na 200, a drugi na 400 metrów. Jednak patrząc przez pryzmat wytwarzanej przez siebie otoczki, reprezentant Republiki Południowej Afryki nie ma szans nawiązać do sukcesów Jamajczyka na polu medialnym. Nie chcielibyśmy żeby to zabrzmiało jak zarzut w stronę van Niekerka, ale on jest po prostu ułożonym, normalny facetem.

Jednak nawet jeżeli marketingowo buty Bolta okazały się o rozmiar za duże dla biegacza urodzonego w Kraaifontein, bez wątpienia to on będzie jedną z największych gwiazd na tegorocznych igrzyskach olimpijskich w Tokio. Pytanie tylko czy w obliczu ostatnich perypetii zdrowotnych  zamiast spoglądać na elektroniczną tablicę, wyświetlającą napis Wayde van Niekerk – 2016 – WR – 43.03, faworyt do zdobycia złotego medalu nie powinien coraz uważniej spoglądać w kierunku torów, na których będą startowali jego rywale?

Genialna babcia, która wychowała mistrza

Wayde van Niekerk urodził się jako wcześniak. Lekarze snuli przypuszczenia, że po przyjściu na świat nie przeżyje doby. Z perspektywy czasu jego matka, Odessa Swarts, żartowała że syn był bardzo szybki już od urodzenia. Ona sama była biegaczką w latach 80. i 90., jednak nie dane jej było wystartować na igrzyskach. Wszystko przez prowadzoną w kraju politykę apartheidu, głoszącą o wyższości białej rasy i dyskryminującą inne grupy etniczne. Jej pokłosiem było wykluczenie RPA z turniejów olimpijskich. Sama Swarts aktywnie sprzeciwiała się segregacji, uczestnicząc w zawodach dopuszczających udział wszelkich grup etnicznych – godne podziwu poświęcenie własnej kariery w imię idei. Z kolei kuzyn Wayde’a, Cheslin Kolbe, pojechał na igrzyska do Rio de Janeiro jako reprezentant RPA w rugby, gdzie udało mu się zdobyć brązowy medal.

Ale geny i szeroko pojęty talent nie wystarczyłyby do osiągnięcia tak fenomenalnych wyników. Najważniejszą osobą, jaka pojawiła się w sportowym życiu van Niekerka, jest Anna Botha. Niech nie ogranicza was babcina aparycja tej niemalże 80-letniej staruszki. Oczywiście, jest uważana za bardzo ciepłą i wyrozumiałą osobę, która potrafi dotrzeć do sfery mentalnej każdego jej podopiecznego. Ale ta kobieta to przede wszystkim istna skarbnica wiedzy na temat biegów krótkodystansowych, zajmująca się trenerką od 1968 roku. Pod jej skrzydłami trenował między innymi Frank Fredericks, czterokrotny srebrny medalista olimpijski na dystansach 100 i 200 metrów.

Anna „Tannie” Botha. Tannie to w południowoafrykańskim slangu określenie słowa „ciocia”.

To właśnie Botha, jeszcze w czasach kiedy Wayde studiował marketing na University of the Free State, zmieniła jego specjalizację. W pierwszych latach kariery zawodnik z RPA próbował swoich sił na najkrótszych dystansach. I choć osiągał w nich sukcesy, to raz za razem okupywał je powtarzającymi się urazami. Genialna babcia – jak nazywają ją podopieczni – podjęła wtedy szereg trafnych decyzji, które ukształtowały jej zawodnika.

Za jej poradą zrezygnował on z występów w sprincie na 100 metrów, bo szybkościowo nigdy nie był najlepszy. Natomiast przeniesienie van Niekerka na dystans 400 metrów uwypukliło jego najmocniejszą stronę – wytrzymałość. Ten gość się po prostu nie męczy. Kiedy jego rywale opadają z sił, coraz bardziej drobiąc kroki na ostatniej setce, on zaczyna wtedy pędzić, stawiając długie susy. Ale treningi u Bothy nie ograniczają się wyłącznie do aspektów fizycznych. Wręcz przeciwnie, Anna wie, że trenuje ludzi, nie maszyny.

– Kocham każdego sportowca, jakby to było moje własne dziecko. Staram się traktować ich jak istoty ludzkie które posiadają swoje uczucia, emocje, i prowadzić ich nie tylko po torze, ale i w życiu codziennym. Moim głównym celem jest to, by kiedy opuszczają mnie jako trenerkę, odchodzili jako osoby pełne szacunku, wewnętrznej równowagi oraz miłości.

Cóż, mając wokół siebie takie wzorce osobowościowe nie może dziwić fakt, że Wayde van Niekerk na żadnym etapie kariery mentalnie nie odpłynął, a każdy kolejny sezon spędzony u boku Bothy przynosił tylko progres. Pierwszy poważny sygnał, że na bieżni pojawił się nowy kozak, reprezentant RPA wysłał w finale biegu na 400 metrów podczas Mistrzostw Świata w Pekinie w 2015 roku. Zdobył wtedy złoto, a dodatkowo czasem 43,48 s ustanowił nowy rekord Afryki, swój rekord personalny oraz najlepszy wynik sezonu.

Rok później odbywały się igrzyska olimpijskie w Rio de Janeiro.

Rekord

Na najważniejsze zawody lekkoatletyczne czterolecia van Niekerk jechał jako jeden z faworytów do złotego medalu. I cóż, zawody zaczął bardzo w swoim stylu. Pomimo różnic charakterów, Wayde ma jedną wspólną cechę z Usainem Boltem. Obaj panowie nie zwykli przemęczać się w biegach eliminacyjnych. Oczywiście, do finałów dostawali się bez większych problemów, ale dajcie spokój – żyłować wynik w przykładowym półfinale, kiedy oczy całego świata nie są zwrócone na nich? Taka otoczka nie byłaby godna osiągania wielkich rezultatów. Co innego bieg finałowy. A w finale na 400 metrów w Rio de Janeiro historia napisała się na naszych oczach.

Wygrana w czasie 43,03. Ogromna przewaga nad resztą stawki. Pobity słynny rekord Michaela Johnsona. Na Estadio Olimpico Joao Havelange narodziła się wielka gwiazda światowej lekkoatletyki. Przy okazji w 2016 roku powrócił do biegów na 100 metrów, ale zrobił to tylko dla zdobycia “trypletu sprintera”, czyli uzyskania czasów mniejszych niż 10 na setkę, 20 na 200 i 44 sekundy na 400 metrów. Cel oczywiście osiągnął, a w następnym roku na mistrzostwach świata w Londynie tylko potwierdził dominację na swoim koronnym dystansie, dodatkowo dorzucając srebro w biegu na 200 metrów. I kiedy wydawało się, że Wayde van Niekerk ma wszystko, by na lata zdominować przynajmniej dwa dystanse w sprintach, zdarzył się dramat.

Przeklęty mecz rugby

W październiku 2017 roku van Niekerk brał udział w charytatywnym meczu rugby. Oczywiście, nie wypuszczono celebrytów i emerytowanych gwiazd sportu (grał tam między innymi były piłkarz Benny McCarthy), by te ścierały się w walce o piłkę. Grano w bezkontaktową wersję sportu, w której „wślizgiem” jest zdjęcie szarfy przypiętej do spodenek oponenta. Wayde po prostu poślizgnął się na zroszonej murawie. Efekt tej na pozór niegroźnie wyglądającej kontuzji był dramatyczny – zerwane więzadła w kolanie i uszkodzona chrząstka. Już pierwsza diagnoza nie brzmiała optymistyczne – czekało go pół roku rehabilitacji. Jednak z perspektywy czasu możemy się założyć, że taki rozbrat z bieżnią van Niekerk wziąłby w ciemno.

Kontuzja niemiłosiernie się przeciągała. Sezon 2018 został spisany na straty. Kiedy miał wrócić rok później, okazało się że na jego kolanie powstał ogromny siniak, co oznaczało że nie goiło się ono tak dobrze, jak wszyscy przypuszczali. Zaczął biegać dopiero na początku ubiegłego roku, podobno osiągając zadowalające rezultaty. I nawet wtedy pech nie przestał go prześladować. Postanowił w ramach przygotowań udać się na zawody do Włoch, gdzie zaraził się koronawirusem. Sam przeszedł chorobę bez komplikacji, ale całkiem słusznie martwił się o swoją wiekową trenerkę, będącą przecież w grupie ryzyka.

Van Niekerk ma szczęście w nieszczęściu, że igrzyska zostały przełożone. Po pierwsze dlatego, że nie wiadomo do końca, w jakiej formie by na nie pojechał. Po drugie, jego rywale w 2019 roku potrafili przebiegać 400 metrów w czasie poniżej 44 sekund. Więc z jednej strony, rozbrat Wayde’a z bieżnią (przynajmniej poza granicami kraju) trwał blisko trzy lata. Z drugiej, w 2020 roku każdy zawodnik siłą rzeczy musiał znacznie ograniczyć starty. Co nie zmienia faktu, że w tym dziwacznym sezonie van Niekerk osiągnął dopiero 21. rezultat na świecie. A to pozwala powrócić do pytania zadanego w tytule.

Gra o tron

Chętnych do zdetronizowania mistrza olimpijskiego z Rio de Janeiro jest sporo. Oczywiście, ustalmy to na wstępie – o ile pokonanie Van  Niekerka, biorąc pod uwagę jego rozbrat z bieżnią, jest jak najbardziej możliwe, tak pobicie rekordu świata to wyższa szkoła jazdy. W każdym razie – przeanalizujmy, który zawodnicy mają największe szanse na walkę z Wayde’em.

Justin Robinson – najmłodszy bo zaledwie dziewiętnastoletni, z kandydatów do olimpijskiego złota. Jego rekord życiowy – 44,84 s – raczej na nikim w finałowej stawce nie zrobi wrażenia. Wynik z poprzedniego roku? Siedem setnych sekundy wolniejszy. Rzecz w tym, że w pandemicznym roku nikt nie pobiegł szybciej. A to rzuca na ten rezultat zupełnie inne światło. Skoro utarł nosa światowej czołówce, to dlaczego miałby tego nie powtórzyć? Przecież ten chłopak cały czas się rozwija.

Fred Kerley – brązowy medalista mistrzostw świata z 2019 roku, mistrz świata w sztafecie. Startował z van Niekerkiem na mistrzostwach w Londynie cztery lata temu, gdzie zajął siódme miejsce. Ale właśnie, to było cztery lata temu. Dziś Kerley jest w zupełnie innym miejscu, w dodatku w najlepszym wieku dla sprintera – w maju skończy 26 lat.

Michael Cherry – podobna sytuacja, jak w przypadku Kerleya. Jest w dobrym wieku, zdobywał medale mistrzostw świata (choć na razie tylko w sztafecie), a w ostatnich dwóch sezonach jest jednym z najszybszych biegaczy. Jeżeli do Tokio utrzyma formę oraz przeciśnie się przez gęste sito amerykańskich eliminacji – bo tak się składa, że wymieniona do tej pory trójka to sami Jankesi – to może powalczyć nawet o złoto.

Michael Norman – biegacz, który jako drugi w historii – po van Niekerku – uzyskał sprinterski tryplet. W dodatku jest halowym rekordzistą świata na dystansie 400 metrów, dzierżąc ten tytuł od 2018 roku. Posiada też kapitalną życiówkę na stadionie, wynoszącą 43 sekundy i 45 setnych. I gdyby nie kontuzja, która przydarzyła mu się na mistrzostwach świata w Dausze – mówilibyśmy prawdopodobnie o medaliście tej imprezy. Kwestia jest jednak taka, że – jakkolwiek to zabrzmi – Norman jest zbyt uniwersalnym sprinterem. W lipcu ubiegłego roku pobiegł 9,86 na 100 metrów. Na dwusetkę potrafił wykręcić zaś 19,70, więc na obu tych dystansach biega szybciej od van Niekerka. Pytanie, ilu startów podejmie się w Tokio i czy będzie wśród nich również 400 metrów?

Steven Gardiner – kandydat prawie idealny. Doskonałe warunki fizyczne na sprintera, mierzy 193 centymetry wzrostu przy 94 kilogramach wagi. Wiek – 26 lat. Mistrz świata sprzed dwóch lat z katarskiej Doszy. Srebrny medalista z Londynu, gdzie przegrał z – a jakże – Wayde’em van Niekerkiem. Ależ ta rywalizacja miałaby w sobie podtekstów! Steven przez trzy sezony z rzędu łamał granicę 44 sekund w biegu na 400 metrów. Zatem skąd bierze się „prawie” przed słowem „idealny”? Otóż Gardiner od 2020 roku praktycznie w ogóle nie biega 400 metrów, skupiając się na dwukrotnie krótszej odległości. Czy w Tokio zdecyduje się ścigać na obydwóch dystansach? Nie wiadomo, ale jeżeli tak, to w czterech setkach z miejsca stałby się jednym z faworytów do złotego medalu.

Oczywiście, to nie wszyscy kandydaci mający chrapkę na zwycięstwo. Jest też Kirani James, również cały czas szukający formy po kontuzji. Kolumbijczyk Anthony Zambrano będzie zapewne miał coś do udowodnienia po przegranym finale mistrzostw świata. A przecież są jeszcze Jamajczycy, którzy nie odpuszczą biegów na krótkich dystansach. I każdy z tych zawodników zdaje sobie sprawę, że van Niekerk obecnie jest w zasięgu ich możliwości. Czy mistrz olimpijski z Rio de Janeiro będzie w stanie wrócić do dawnej formy i pozbawić ich złudzeń? Przekonamy się o tym za niecałe pół roku w Tokio.

SZYMON SZCZEPANIK 

Fot. Newspix


Subskrybuj
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
Pokaż wszystkie komentarze

Aktualności

Kalendarz imprez