Czy w biegu na 100 metrów kobiet nastąpi zmiana warty?

Czy w biegu na 100 metrów kobiet nastąpi zmiana warty?

Jest młoda, energiczna i nie gryzie się w język. Dziennikarze ją za to lubią, jednak bez wzajemności. Pomimo młodego wieku – ma zaledwie dwadzieścia jeden lat – życie zdążyło ją już boleśnie doświadczyć. Ale wyrosła na jedną z faworytek do zdobycia złotego medalu w Tokio w biegu na sto metrów, a jej ambicje sięgają jeszcze dalej. Sha’Carri Richardson chce stać się kobiecą wersją Usaina Bolta i głosem swojego pokolenia.

Porzucona

Dzieciństwo Sha’Carri nie było usłane różami. Amerykanka urodzona w Dallas nie zna swojego ojca. Została również porzucona przez matkę, a jej wychowaniem zajęła się ciocia, Shayaria. Kiedy obie były w domu babci Sha’Carri, dziewczynka zobaczyła pokaźną kolekcję medali, które ciocia zdobywała w czasach szkoły właśnie w konkurencjach biegowych. Choć przybrana matka nigdy nie zrobiła kariery, to w ten sposób stanowiła największą inspirację dla swojej podopiecznej.

Lekkoatletyka pomagała młodej dziewczynie również w kwestiach psychologicznych. Podczas okresu dojrzewania w umyśle młodej osoby buzują różne emocje. W dodatku środowisko szkolne potrafi być wtedy bezlitosne, zwłaszcza dla sieroty. Młoda Sha’Carri ciężko znosiła ten czas. Popadła w depresję, która omal nie zakończyła się tragicznie – chciała popełnić samobójstwo.

I tu sport okazał się pomocnym narzędziem terapeutycznym. Tak, zdajemy sobie sprawę że hasło „idź pobiegać” w przypadku walki z depresją jest utożsamiane z radami, których nie powinno się dawać w trakcie tej choroby. Lecz kiedy Amerykanka znajdowała się na bieżni, jej problemy naprawdę odchodziły w dal. Liczył się tylko bieg – dobrze wykonane zadanie podnosiło jej własną samoocenę. Dodajmy, że sama wciąż jest świadoma zagrożeń, jakie czają się w jej głowie. Dalej regularnie pracuje z terapeutą. Pytana o to, co robiłaby w życiu, gdyby nie biegała, odpowiada, że zajęłaby się psychologią sportu.

– Chciałabym, żeby kibice wiedzieli, że my również przechodzimy przez trudne rzeczy. Jesteśmy ludźmi, tak jak oni. Tylko zdarza nam się biegać szybciej i być trochę silniejszym. Ale ostatecznie wszyscy chcemy być wysłuchani i zrozumiani – mówiła w wywiadzie dla oficjalnej strony Amerykańskiego Komitetu Olimpijskiego.

Ekstrawertyczka

Sport dodał jej pewności siebie oraz stanowił dobrą okazję do wyrażenia samej siebie. Nie tylko poprzez bieg, ale całą otoczkę. Młoda Amerykanka potrafi ubarwić swój wizerunek. Jej charakterystycznym elementem są ogromne tipsy, które wyglądają niczym szpony, oraz kolorowe włosy i tatuaże. Co ciekawe, włosy symbolizują jej… nastrój. Na przykład czerwień daje jej poczucie dominacji, natomiast czerń uspokaja. Z kolei w blond włosach występuje, kiedy jest w rodzinnych stronach albo po prostu chce się gdzieś poczuć jak w domu.

Spośród tatuaży największe znaczenie ma dla niej wizerunek smoka, znajdujący się na lewym ramieniu. Sama zainteresowana mówi, że smoki zwykle źle się kojarzą, jako stworzenia niebezpieczne i siejące zagładę. Ale Sha’Carri utożsamia je z autorytetem, siłą i szacunkiem, którego cały czas się domaga.

Dwa lata temu ustanowiła rekord świata w biegu na 100 metrów w kategorii U-20, pokonując ten dystans w czasie 10.75. Zdecydowała się wtedy porzucić studia – a co za tym idzie, występy w lidze NCAA, która zwykle jest naturalnym etapem rozwoju amerykańskich lekkoatletów. Sha’Carri wolała jednak podpisać kontrakt sponsorski z Nike i przenieść się na Florydę, by trenować pod okiem Dennisa Mitchella. Natomiast w tym sezonie poprawiła swój wynik o trzy setne sekundy. To już czyni ją szóstą najszybszą kobietą w historii tej konkurencji wśród kobiet.

Mimo wszystko – według siebie – wciąż musi udowadniać niedowiarkom swoją klasę.

– Kiedy biegam, zawsze ktoś stara się coś znaleźć na moje wyniki. Mówią, że „jestem szybka jak na Amerykankę” albo „jestem szybka, bo jestem młoda”. Czuję, że na mój sukces zawsze istnieje wymówka – powiedziała brytyjskim dziennikarzom tydzień temu, przed swoim startem w Gateshead.

Pewność siebie czy bezczelność?

I tu przechodzimy do szeregu wypowiedzi Amerykanki, która chce być kimś więcej niż tylko wybitną biegaczką. Otwarcie mówi o tym, że za swoimi wynikami sportowymi i stylem pragnie nieść przekaz do wszystkich kobiet, iż mogą być dokładnie tym, kim być chcą. W przeciwieństwie do wielu poprzednich pokoleń pań, one nie muszą być bojaźliwe i nieśmiałe. Richardson aktywnie wspiera również ruch Black Lives Matter.

Jest pewna siebie i nie boi się unikać rozmów na trudne tematy – takie jak wspomniana depresja. Ale odpowiada również na pytania dotyczące jej trenera, bo Dennis Mitchel to postać kontrowersyjna. Były amerykański sprinter pod koniec lat dziewięćdziesiątych został przyłapany na dopingu. Ponadto jego najsłynniejszy podopieczny – Justin Gatlin – także ma dwie wpadki dopingowe za uszami. Za drugą,  w 2006 roku, pozbawiono go rekordu świata i zawieszono na cztery lata.

Richardson podkreśla, że ufa swojemu trenerowi, którego całą pracę i doświadczenie media sprowadzają do afery dopingowej Gatlina. Zawodnika oczywiście zdyskwalifikowanego, ale który biega ponownie od 2010 roku. Zdobył w tym czasie dwa razy mistrzostwo świata oraz srebrny medal w Rio, ustępując jedynie Usainowi Boltowi.

To samo powtórzyła Brytyjczykom, a kiedy ci zapytali ją o największą rywalkę do olimpijskiego triumfu – Shelly-Ann Fraser-Pryce – Sha’Carri odrzekła, że to wywiad o niej, nie o utytułowanej Jamajce i zapytała czy dziennikarze mają do niej samej jakieś pytania. Ciągnięta za język wprawdzie powiedziała, że bardzo szanuje Fraser-Pryce. Ale ta sytuacja pokazuje, że pomimo młodego wieku nie gryzie się w język. Kiedy 19 maja tego roku po raz pierwszy startowała poza USA – a było to w czeskiej Ostrawie – napisała na Twitterze, że jest tam pierwszy i ostatni raz, a także że nie jest pod żadnym wrażeniem. Tu można sobie dopowiedzieć, czy chodziło o rywalki czy może jednak o samo miejsce zawodów. Tak czy siak, przez najbliższe lata dziennikarze nie powinni się z nią nudzić.

Zmiana warty?

To wszystko miało miejsce przed wspomnianymi już zawodami z cyklu Diamentowej Ligi w Gateshead. Były one pierwszym bezpośrednim pojedynkiem w tym sezonie pomiędzy Richardson a Fraser-Pryce. Obie panie łączą warunki fizyczne – są niskie, jednak bardzo atletycznie zbudowane. Oraz – to piszemy pół żartem, pół serio – zamiłowanie do ciekawych kolorów fryzur. Jednak sportowo dzieli je wszystko inne, a w szczególności doświadczenie.

Richardson pragnie zostać żeńską wersją Usaina Bolta. Rzecz w tym, że taka – przynajmniej na bieżni – już istnieje. I jest to właśnie Shelly-Ann. Trzydziestoczteroletnia Jamajka jest porównywana do najlepszego sprintera w historii nie tylko ze względu na narodowość. To absolutna legenda kobiecej setki, która zdominowała ten dystans w latach 2008-2015. Wprawdzie z przerwą w ramach zawieszenia za doping, ale to nie tak, jak mogłoby się wydawać. W 2010 roku w jej organizmie wykryto oksykodon – lek, który w ogóle nie zwiększa osiągów sportowca, lecz jest traktowany jako narkotyk. Sama zawodniczka tłumaczyła, że brała go by uśmierzyć ból zęba, lecz nie zdeklarowała jego używania. Dostała za to sześć miesięcy kary.

Nawet pomimo wymuszonej przerwy, jej wyniki w tym okresie są oszałamiające. Siedmiokrotne mistrzostwo świata – po trzy razy indywidualnie i w sztafecie, plus raz na dystansie dwustu metrów. Mistrzostwo olimpijskie w Pekinie, które obroniła cztery lata później. Do tego cały worek medali (głównie złotych) i zwycięstw w wielu innych, prestiżowych imprezach. W 2013 roku została wyróżniona przez IAAF tytułem lekkoatlety roku, bez podziału na płeć.

Aż przyszły igrzyska w Rio, a na nich rozczarowanie. Fraser-Pryce musiała uznać wyższość swojej rodaczki Elaine Thompson-Herah oraz Amerykanki Tori Bowie. Niedługo później zrobiła sobie przerwę w startach, ale „zaledwie” brązowy medal nie był tego głównym czynnikiem. Jedna z najwybitniejszych sprinterek w historii chciała założyć rodzinę i urodzić dziecko.

Jakież było zaskoczenie środowiska, kiedy powróciła na bieżnię w maju 2018 roku, zaledwie dziewięć miesięcy po porodzie. Rakietowa Mamusia – jak zaczęły nazywać ją media – bardzo szybko wracała do dawnej, mistrzowskiej dyspozycji. A nie brakuje głosów, że obecnie przeżywa jeden z najlepszych okresów w trakcie całej kariery. Na mistrzostwach świata w 2019 roku dołożyła kolejne dwa złote krążki. Bieg indywidualny na 100 metrów wygrała z czasem 10.71 – to dwunasty najlepszy wynik w historii.

Shelly-Ann Fraser-Pryce wraz z synem Zyonem, po zdobyciu mistrzostwa świata w Dosze. Fot. Newspix

Gdzie dwie się biją, tam trzecia korzysta. Tylko która?

Jak zatem wyglądał pojedynek młodej, zdolnej biegaczki z weteranką? Richardson zajęła w nim drugie miejsce za… Diną Asher-Smith, natomiast Fraser-Pryce zameldowała się na mecie czwarta. Tu dochodzimy do konkluzji, że kandydatek do olimpijskiego złota jest więcej, niż miejsc na podium.

Chociażby wspomniana Asher-Smith – choć bardziej może liczyć się w biegu na 200 metrów – daje radę również na setkę. Z pewnością przed niespełna dwoma tygodniami odniosła prestiżowe zwycięstwo. Jednak ma ono znaczenie głównie w aspekcie psychologicznym, bo sam bieg rozgrywał się w bardzo niesprzyjających warunkach. Na stadionie padał deszcz, w dodatku mocno wiało z przodu. Odczyt wskazał wartość -3,1 metra na sekundę. Oczywiście można powiedzieć, że warunki były równe dla wszystkich, jednak Brytyjka jest przyzwyczajona do takiego biegania. W przeciwieństwie do pochodzącej z Teksasu a trenującej na Florydzie Richardson, oraz Jamajki Fraser-Pryce. Samo tempo biegu było więcej niż spacerowe – Asher-Smith zwyciężyła w czasie 11.35.

W optymalnych warunkach, rywalki potrafią biegać znacznie szybciej. W przypadku Shelly-Ann kibice zastanawiali się, jak przełożone igrzyska wpłyną na jej formę, wszak nie jest już młoda. Zawody w Anglii – jej pierwsze w tym sezonie – mogły napawać niepokojem. Ale zaledwie cztery dni temu, podczas kolejnego mityngu Diamentowej Ligi rozgrywanego w Dosze, która bardzo dobrze jej się kojarzy, wygrała setkę w czasie 10.84. Wysłała niedowiarkom bardzo czytelny sygnał, aby ci nie martwili się o nią na zapas. Rakietowa Mamusia, która definitywnie planuje zakończyć karierę po mistrzostwach świata w 2022 roku, dalej jest w niesamowitej formie.

Sha’Carri Richardson będzie próbowała zdobyć pierwszy złoty medal w biegu na 100 metrów kobiet dla USA od czasów igrzysk w Atlancie. Ale bardzo prawdopodobne jest, że tytuł mistrzyni olimpijskiej po raz czwarty zostanie na Jamajce i to u tej samej zawodniczki. Olimpijską schedę po Fraser-Pryce na krótko przed jej urlopem macierzyńskim przejęła Elaine Thompson-Herah.

Dwie Jamajki, jako jedyne z całej stawki obecnie biegających sprinterek, mogą pochwalić się lepszym rekordem życiowym od młodej Amerykanki. W obu przypadkach wynosi on 10.70. Choć mistrzostwa świata sprzed dwóch lat zakończyły się dla Thompson-Herah niepowodzeniem – zajęła czwarte miejsce – to obecnie panująca mistrzyni olimpijska w tym sezonie powróciła do formy. Aktualnie posiada czwarty najlepszy czas sezonu – 10.78 – wyprzedzając tym samym swoją rodaczkę na światowych listach. Autorką trzech najszybszych biegów jest Sha’Carri Richardson.

Na co stać Ewę Swobodę?

Oczywiście, to nie wszystkie biegaczki, mające chrapkę co najmniej na podium. Jest też Marie-Josee Ta Lou, Iworyjka która regularnie gości na czołowych lokatach wielkich imprez. Drugą młodość przeżywa Blessing Okagbare, która ponownie biega poniżej jedenastu sekund. Jest cały zastęp Amerykanek i Jamajek, których rywalizacją będziemy się emocjonować głównie podczas biegu sztafetowego, ale niektóre z nich będą miały okazję pokazać się również w indywidualnych występach. Ale my zastanówmy się nad tym, jakie miejsce jest w realnym zasięgu Ewy Swobody.

Zawodniczka Grupy Sportowej ORLEN uzyskała już kwalifikację na japońskie igrzyska. Więc w zasadzie tylko kontuzja lub pozytywny wynik testu na koronawirusa – w obu przypadkach odpukać w niemalowane – może uniemożliwić jej start. W dodatku, pomimo dopiero dwudziestu trzech wiosen na karku, już startowała na turnieju olimpijskim. W Rio de Janeiro doszła do biegu półfinałowego, w którym zajęła siódme miejsce. Zatem ma doświadczenie, wie, z czym się je tę imprezę, ale wciąż jest dostatecznie młoda by dalej robić progres w swoich wynikach.

A ten będzie konieczny do poprawy rezultatu z Rio. Nie zakładamy oczywiście, że każda z rywalek pobiegnie życiówkę, ale taki rezultat będzie musiała osiągnąć Polka. Porównajmy jej rekord życiowy – 11.07 – do wyników biegów finałowych i półfinałowych na ostatnich trzech igrzyskach.

Z takim czasem Swoboda nie dostałaby się zarówno do finału w Rio jak i Londynie, choć w obu przypadkach zabrakłoby jej do tego bardzo niewiele – trzynastu oraz sześciu setnych sekundy. W finałach tych igrzysk jej PB plasuje są na odpowiednio siódmym i ósmym miejscu. Inaczej wygląda to w przypadku Pekinu, gdzie rekord życiowy pozwoliłby jej na spokojny awans do finału, a w nim samym na zajęcie piątego miejsca. Jako kibice, taki wynik bralibyśmy w ciemno.

Patrząc na kwestię wyniku Swobody zupełnie bez pompowania balonu oczekiwań, półfinał biegu na sto metrów kobiet jest jak najbardziej realny. Finał jest możliwy, ale tylko w przypadku życiowej formy naszej zawodniczki. Nie mówimy od razu o pobiciu wiekowego rekordu Polski – 10.93 z 27 czerwca 1986 roku – należącego do jej imienniczki, Ewy Kasprzyk. Jednak zejście poniżej bariery jedenastu sekund będzie raczej wymagane, by dostać się do głównego biegu. Gdyby Swoboda w nim pobiegła, to przy tak fenomenalnych rywalkach każde miejsce powyżej siódmego będzie sporym sukcesem.

SZYMON SZCZEPANIK

Fot. Newspix


Subskrybuj
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
Pokaż wszystkie komentarze

Aktualności

Kalendarz imprez