Czy ustawa Joe Bidena zmieni kobiecy sport?

Czy ustawa Joe Bidena zmieni kobiecy sport?

Dwudziestego stycznia bieżącego roku Joe Biden został zainaugurowany jako 46. prezydent Stanów Zjednoczonych. Pełnienie swojego urzędu rozpoczął od podpisania dokumentu, który w świecie sportu odbił się szerokim echem. Rozporządzenie wykonawcze o zapobieganiu i zwalczaniu dyskryminacji na tle identyfikacji płciowej oraz orientacji seksualnej – bo tak nazywa się owa ustawa – głosi, że to nie płeć biologiczna, a indywidualna tożsamość płciowa decydują o tym, czy ktoś jest kobietą, czy mężczyzną.

Na początku ustalmy jedno – temat osób transpłciowych jest szalenie skomplikowany. Nie czujemy się ekspertami w zakresie określania tego, z jakimi problemami muszą sobie radzić takie osoby. Ale co do jednego jesteśmy pewni – nie mają łatwego życia. Począwszy od braku akceptacji środowiska (w tym nie raz swoich najbliższych), skończywszy na nieraz występujących trudnościach z zaakceptowaniem nawet samych siebie. To zagadnienie daleko wykraczające poza zakres fizjologii człowieka. Łączy ze sobą również aspekty psychologiczne i społeczne.

Biorąc pod uwagę te wszystkie czynniki, każdy z omawianych poniżej przypadków sportowców transpłciowych prowadziłby do innej konkluzji, gdyż każdy jest zbyt indywidualny. Nie zamierzamy oceniać żadnego z nich. Skupimy się wyłącznie na kwestiach bezpośrednio związanych ze sportową rywalizacją.

Płeć biologiczna a tożsamość płciowa w sporcie

W zasadzie o te dwie definicje kobiecości rozstrzyga się cały spór. A raczej, która z nich powinna decydować czy dany sportowiec jest kobietą, czy nie. Płeć biologiczna określana jest na podstawie różnicy w cechach fizycznych pomiędzy kobietą a mężczyzną. Dysproporcje nie ograniczają się tylko do poziomu testosteronu w organizmie. Występują w masie mięśniowej, samej strukturze włókien mięśni, grubości kości, pojemności płuc, nawet w pojemności serca, co wpływa na lepszy przepływ tlenu w ciele mężczyzny.

Natomiast tożsamość płciowa oznacza wewnętrzne samookreślenie siebie, jako osoby danej płci. Jeżeli to samookreślenie nie zgadza się ze stanem fizycznym, wtedy taka osoba określana jest jako transseksualna. Zwolennicy tej teorii twierdzą, że płci nie można określić na podstawie tylko biologicznego czynnika – a właśnie taki względem kobiet został zastosowany przez World Athletics.

Administracja Joe Bidena przychyliła się do postulatów drugiej grupy. Nie oceniamy tego ruchu. Na poniższych przykładach spróbujemy jednak zastanowić się nad konsekwencjami ustawy w kontekście sportowym, gdzie przecież cechy fizyczne mają największe znaczenie.

Caster Semenya walczy na bieżni oraz z regulacjami

Caster Semenya to zdecydowanie najgłośniejszy przypadek zawodowej sportsmenki, wzbudzającej kontrowersje wokół swojej płci. Biegaczka reprezentująca RPA jest interpłciowa, co oznacza że jej organizm posiada cechy zarówno żeńskiej, jak i męskiej płci – na przykład męskie chromosomy XY. Zatem nie jest ona przykładem zawodnika transseksualnego, czyli takiego który zmienił swoją płeć. Natomiast środowiska trans bardzo identyfikują się z jej przypadkiem, gdyż zawodnicy którzy się z nich wywodzą, muszą zmagać się z takimi samymi formami ucisków i regulacji ze strony World Athletics czy MKOl. Dodatkowo reprezentantka RPA stanowi dla nich dobry przykład, że nawet określenie płci biologicznej nie zawsze jest zerojedynkowe. Nakreślmy historię Semenyi w kontekście zmieniającego się regulaminu dopuszczania kobiet do zawodów lekkoatletycznych.

W 2009 roku osiemnastoletnia reprezentantka RPA zadziwiła cały świat, wygrywając bieg na 800 metrów podczas mistrzostw świata w Berlinie. Jednak IAAF (obecnie World Athletics) zażądało przeprowadzenia testów, potwierdzających płeć Semenyi. Sprawa była bardzo kontrowersyjna. Wyników testów nie ujawniano, a względem IAAF pojawiły się zarzuty o brak poszanowania godności zawodniczki i rasizm. Organ sprawujący pieczę nad światową lekkoatletyką wręcz fatalnie rozgrywał tę sprawę pod względem komunikacji medialnej. Świat otrzymywał informacje o upokarzającej formie badań zawodniczki.

Testosteron

Koniec końców, biegaczce po długim oczekiwaniu umożliwiono starty, jednak w 2011 roku wprowadzono w życie nowy przepis. Od teraz ilość testosteronu u zawodniczek posiadających zarówno chromosomy żeńskie (XX) jak i męskie (XY) nie mogła przekraczać 10 nanomoli na litr. Dodajmy, że średnia obecność testosteronu u kobiet wynosiła ok. 3 nmol/l.

Tym sposobem Semenya, pomimo że nadal była jedną z najlepszych biegaczek, stała się uchwytna dla konkurentek. Wywalczyła złoty medal na igrzyskach w Londynie po – o ironio – wpadce dopingowej zawodniczki z Rosji. Ale z roku na rok wyniki reprezentantki RPA słabły. Będąc w najlepszym dla biegacza okresie, miała problem z pokonaniem bariery dwóch minut na swoim koronnym dystansie. Ta sama zawodniczka która, licząc sobie zaledwie 18 lat, wykręcała czasy w okolicach 1:55:00. Aż nagle nastąpił zwrot akcji.

W 2015 roku Trybunał Arbitrażowy do spraw Sportu w Lozannie (CAS), na podstawie przypadku Dutee Chand, uchylił regulacje IAAF uznając, że nie ma wystarczających dowodów na korelację pomiędzy wysokim poziomem testosteronu u kobiet a osiąganymi wynikami sportowymi. Na efekty nie trzeba było długo czekać. Rok później, na igrzyskach w Rio de Janeiro, Caster Semenya wywalczyła złoty medal. W pokonanym polu zostawiła dwie inne biegaczki z Afryki – Francine Niyonsabę oraz Margaret Wambui. Cała trójka posiadała rzadkie schorzenie genetyczne, zwane hiperandrogenizmem. Ich organizmy produkują ogromne ilości testosteronu, co skutkuje między innymi bardzo męskim wyglądem.

Ale CAS zostawił furtkę IAAF – federacja otrzymała dwa lata na zebranie przekonujących dowodów, jakoby poziom testosteronu miał wpływ na wyniki osiągane przez zawodniczki. I takie dowody przedstawiono. Wykazały one, że zwiększony testosteron wpływa na lepsze wyniki na dystansach od 400 do 800 metrów oraz w rzucie młotem i w skoku o tyczce. Wobec tego CAS ponownie zezwolił IAAF na wprowadzenie regulacji. A ta ustaliła, że będą one obowiązywać w biegach od 400 metrów do jednej mili (ok. 1600 metrów), wyłączając z nich rzut młotem oraz skok o tyczce. To było jawne wycelowanie regulaminowej broni w Semenyę, która biegała również 1500 metrów. Reprezentantka RPA ponownie skierowała sprawę do CAS, przez co regulacje zostały zawieszone.

W 2019 roku Trybunał odrzucił pozew zawodniczki, a dodatkowo IAAF obniżył dopuszczalny poziom testosteronu u zawodniczek z 10 do 5 nmol/l. We wrześniu ubiegłego roku CAS odrzucił apelację Semenyi. W takim wypadku, jej oraz innym zawodniczkom pozostały następujące opcje: zakończyć karierę, obniżać poziom testosteronu (farmakologicznie lub poprzez operację) albo spróbować swoich sił na innych dystansach. Semenya, w poczuciu dalszej bezsilności i zaszczucia przez World Athletics, najpierw postanowiła skończyć z biegami, a obecnie próbuje swoich sił na dystansie 200 metrów. Ostatnim aktem tej prawnej batalii będzie rozpatrzenie sprawy przez Europejski Trybunał Praw Człowieka, gdyż w ostatnich dniach kancelaria reprezentująca zawodniczkę zaskarżyła decyzję CAS.

Jednak pojawia się pytanie, czy to ona jest winna takiej sytuacji? Nie chodziło przecież o zawodniczkę, która umyślnie brała hormony. Taka się urodziła. Czy można jawnie dyskryminować osobę, która niczemu nie zawiniła? W dodatku zakazując jej biegać w konkurencji, w której związek pomiędzy wyższym poziomem testosteronu a lepszym wynikiem sportowym nie został udowodniony? Zresztą, kwestionowany jest nawet ustalony limit testosteronu oraz badania przeprowadzone przez organizację.

World Athletics stanęła przed problemem natury moralnej i trudno nie odnieść wrażenia, że wybrano takie rozwiązanie, które zadowala większą liczbę osób, jednak przy okazji spłyca cały temat. Problem z zawodniczkami o naturalnie podwyższonym poziomie testosteronu dotyczył niewielkiego odsetka sportowców. Po drugiej stronie stała rzesza lekkoatletek, które powtarzały, że nie rywalizują z nimi na uczciwych warunkach. A przecież start na równych zasadach stanowi podstawę sportu, zwłaszcza olimpijskiego. Po olimpijskim finale w biegu na 800 metrów w Rio de Janeiro głośno mówiła o tym Joanna Jóźwik, która zajęła w nim piąte miejsce.

Zatem World Athletics stara uporać się z problemem stosując rozwiązanie, które nikogo do końca nie zadowala. Ponadto, w dalszej perspektywie przepisy zapewne będą musiały się zmienić. Jak mówiliśmy, zarówno WA jak i MKOl skupiły się wyłącznie na jednym elemencie, według którego odróżniają biologicznie kobietę od mężczyzny. Jednak obecnie w sporcie pojawiają się kobiety, które wcześniej były mężczyznami.

Czy obniżenie jednego hormonu zaciera różnicę?

Badania udowodniły, że w przypadku sportowców transpłciowych cykl obniżenia poziomu testosteronu do oczekiwanego stanu trwa około dwunastu miesięcy. Zgodnie z tą wytyczną, sportowcy którzy wcześniej byli mężczyznami, muszą – poprzez operację lub terapię hormonalną – odbyć rok karencji od startów w zawodach. Po tym czasie mogą startować jako kobiety. Pytanie brzmi, czy naprawdę obniżenie jednego hormonu załatwia całą sprawę?

Oczywiście, obniżenie testosteronu zatrzyma „męski” rozwój fizyczny danej osoby. Ale na pewno nie cofnie przeprowadzonych już zmian na tyle, by zniwelować przewagę transseksualnej sportsmenki nad osobą, która jest kobietą – nie możemy znaleźć innego określenia – od urodzenia. Płuca i serce transseksualnej kobiety nie zmniejszą swojej objętości. Mięśnie nagle nie zmienią swojej struktury na tyle, by były o 30% słabsze. A tyle wynosi średnia różnica pomiędzy objętością tkanki mięśniowych obu płci. Według badań doktora Tommy’ego Lundberga ze szwedzkiego Instytutu Karolinska – placówki, której komitet przyznaje nagrody Nobla w dziedzinie fizjologii i medycyny – spadek masy mięśniowej u kobiet transseksualnych po roku kuracji hormonowej wynosi 5%.

Badania opublikowane w styczniu tego roku na łamach British Journal of Sports Medicine, przeprowadzone przez dr Timothy’ego Robertsa udowodniły, że po roku kobiety transpłciowe dalej mają przewagę nad rywalkami. W swoim badaniu Roberts porównał wyniki sprawnościowe żołnierzy Sił Powietrznych. Za „próbkę” posłużyło 29 mężczyzn i 46 kobiet po zmianie płci. Oczywiście, to byli żołnierze a nie sportowcy. Jednak aby utrzymać się w Air Force, żołnierz musi przechodzić okresowe testy sprawnościowe i utrzymywać swój organizm w dobrej kondycji, stąd wynik w kontekście sportu jest interesujący.

Ocena sprawności obejmuje liczbę pompek i brzuszków wykonanych w ciągu minuty, oraz czas w jakim żołnierz przebiegnie półtorej mili. Okazało się, że przez pierwsze dwa lata kobiety transpłciowe wykonywały 6% więcej brzuszków oraz 10% więcej pompek od koleżanek, i dopiero po tym okresie wyniki się w miarę zrównywały. Ale nawet po dwóch latach były one o 12% szybsze w biegu na półtorej mili. Dodaje jednak, że na poziomie sportu wyczynowego trzeba przeprowadzić dalsze badania w celu potwierdzenia, czy to trwały efekt.

Nadzieja medalowa z Nowej Zelandii

Przykład, z jakim problemem może zmierzyć się sport, otrzymaliśmy w 2017 roku. Wtedy na scenę podnoszenia ciężarów wkroczyła Laurel Hubbart. Trzydziestodziewięcioletnia Nowozelandka zdeklasowała konkurencję podczas mistrzostw Oceanii, uzyskując wynik 273 kg. Wyprzedziła drugą zawodniczkę z Samoa aż o 23 kilogramy. W tym samym roku wygrała mistrzostwa Wspólnoty Narodów i turniej z cyklu World Masters Games. Zapytacie jak to możliwe, że debiutantka – w dodatku w wieku, w którym powinno się kończyć karierę – nagle pojawia się znikąd i wygrywa wszystko?

Otóż Laurel urodziła się jako Gavin. Od dawien dawna podnosiła ciężary, była nawet dobrze zapowiadającym się juniorem – w 1998 roku ustanowiła rekord kraju w kategorii +105 kg, uzyskując łączny wynik 300 kg w rwaniu i podrzucie. Jednak jako senior nie zrobiła kariery, ani razu nie pojawiła się na mistrzostwach świata. Nie znajdziemy jej również w klasyfikacji medalowej mistrzostw kontynentalnych czy igrzysk Wspólnoty Narodów. Była przeciętnym zawodnikiem. W okolicach 2008 roku zakończyła karierę, a w 2012 przeszła korektę płci. Miała wtedy 34 lata.

Laurel Hubbard

Laurel Hubbard, fot. YouTube

Powróciwszy do podnoszenia ciężarów, wzbudzała masę kontrowersji i pytań, czy taka rywalizacja w ogóle jest uczciwa. Kibice byli podzieleni. Jedni wspierali sportsmenkę, inni patrzyli na jej występy z niesmakiem. Natomiast bardzo zjednoczone było środowisko sztangistek. Kiedy roku swojego debiutu w kobiecych zawodach Hubbard zajęła drugie miejsce na mistrzostwach świata, wszyscy gratulowali zwycięstwa Amerykance Sarze Robles, a trener triumfatorki podkreślał, że nikt nie chciał żeby Hubbard wygrała zawody.

Rok później Nowozelandka doznała kontuzji stawu łokciowego. Uraz był na tyle groźny, że sama zawodniczka mówiła o zakończeniu kariery. Jednak parę miesięcy później powróciła i to z jasno określonym celem – uzyskanie kwalifikacji na Igrzyska Olimpijskie w Tokio. Aby tego dokonać, musi uzbierać odpowiednią liczbę punktów w rankingu Międzynarodowej Federacji Podnoszenia Ciężarów. Jak na razie jest na dobrej drodze do uzyskania kwalifikacji. W lutym ubiegłego roku wygrała zawody z cyklu Pucharu Świata w Rzymie. Być może w Tokio będziemy świadkami pierwszego medalu olimpijskiego, zdobytego przez osobę, która świadomie zmieniła swoją płeć. Pytanie tylko, czy taki medal będzie zdobyty uczciwie?

Zaplecze amerykańskich biegaczek

Wracamy do Stanów Zjednoczonych oraz ustawy Bidena. Bynajmniej nie jest tak, że sportowcy transseksualni pojawili się w amerykańskim sporcie w ostatnim miesiącu, zaraz po ogłoszeniu dokumentu. Problem konkurowania kobiet biologicznych i transpłciowych zaczął pojawiać się na kilka lat przed wprowadzeniem ustawy. A dokładnie w 2016 roku, kiedy to departament prezydenta Baracka Obamy wydał wytyczne, dotyczące traktowania uczniów transseksualnych w szkołach. W telegraficznym skrócie – według nich każdy uczeń mógł określić swoją płeć, niezależnie od tego, czy byłaby ona zgodna ze stanem biologicznym, gdyż to komfort psychiczny i poczucie akceptacji ucznia stało na pierwszym miejscu.

Rzecz w tym, że kilka miesięcy później prezydentem został znacznie bardziej konserwatywny Donald Trump, którego obóz nie patrzył tak przychylnie na zalecenia sprzed pół roku. Ponadto, prawodawstwo USA nie jest tak zcentralizowane jak w krajach europejskich, a to były zaledwie wytyczne. Zatem każdy stan posiadał swoje prawo w zakresie dopuszczania do zawodów kobiet po terapii hormonalnej. I tak, w odpowiednikach naszych rozgrywek międzylicealnych, w 18 stanach prawo pozwalało startować sportsmenkom bez żadnych ograniczeń, a w 10 decydował o tym akt urodzenia. W przypadku innych stanów sportowcy trans musieli poddawać się terapii hormonalnej lub kwestia dopuszczania ich do startów z kobietami była rozstrzygana indywidualnie.

Tak, dobrze to zrozumieliście. Osiemnaście stanów pozwalało startować osobom transseksualnym jako biologiczni mężczyźni. I tu pojawiają się dwie biegaczki ze stanu Connecticut – Andraya Yearwood oraz Terry Miller. Ich historia jest podobna. Yearwood zaczęła biegać w gimnazjum. W okresie dojrzewania rozmawiała z rodzicami na temat swojej tożsamości płciowej. Ujawniła przed nimi, że jest osobą transseksualną, zatem w liceum zaczęła biegać razem z dziewczynami. Z kolei Miller biegała w chłopięcych zawodach do pierwszego roku liceum, a jako uczennica zaczęła starty na drugim roku. Efekty ich coming outu były szokujące na bieżni- w szczególności dla rywalek. W 2019 roku Miller wygrała 13 z 17 biegów na 100 metrów w jakich startowała. W poprzednim roku Andraya wygrała 8 na 9 startów na dystansie 55 metrów – raz zaliczyła falstart. Na poniższym filmie Terry Miller biegnie na środkowym torze, Andraya Yearwood druga od lewej.

W takim wypadku trudno dziwić się protestom rodziców, którzy nie godzili się na dopuszczanie obu zawodniczek do biegów z dziewczynami. Ich startom głośno sprzeciwiała się również Chelsea Mitchell – jedna z nielicznych biegaczek, która była w stanie nawiązać z nimi jakąkolwiek walkę na bieżni. Trudno nie odmówić im argumentów, wszak to wciąż biologicznie byli mężczyźni, konkurujący bez hormonów blokujących ich dojrzewanie. Obowiązek terapii hormonalnej w USA istnieje dopiero w przypadku uczestnictwa w zawodach uniwersyteckich, organizowanych przez NCAA. Jednak czy sama terapia niweluje przewagę fizyczną? NCAA stosuje się do wymogów MKOl, więc maksymalny poziom testosteronu u zawodniczek nie może przekraczać 10 nmol/l. Biorąc pod uwagę, że zawodniczki transpłciowe będą przechodzić takie kuracje już po okresie dojrzewania, trudno na miejscu reszty kobiet nie poczuć niesprawiedliwości obecnego systemu. Jak wielka jest różnica pomiędzy wynikami osiąganymi przez kobiety i mężczyzn, pokazuje przypadek CeCe Telfer.

CeCe w rozgrywkach NCAA reprezentuje Uniwersytet Franklina Pierce’a. Przez pierwsze dwa lata startów w męskich rozgrywkach zajmowała odpowiednio 200. i 390. pozycję w klasyfikacji generalnej lekkoatletów. W 2018 roku Telfer przechodzi kurację hormonalną. Po odbyciu rocznej przerwy wraca, tym razem do rozgrywek kobiet. I deklasuje swoje konkurentki, wygrywając mistrzostwo w biegu na 400 metrów przez płotki. W finale mistrzostw pokonała drugą zawodniczkę o półtorej sekundy, zostając pierwszą transseksualną kobietą, która zdobyła tytuł mistrzyni NCAA. Ale sławę zapewnił jej… tweet Donalda  Trumpa Juniora, syna ówczesnego prezydenta. Młodszy Trump nie krył swojego oburzenia dopuszczeniem CeCe do żeńskich rozgrywek. Napisał, że jej starty to jawna niesprawiedliwość względem wielu młodych kobiet, a samą zawodniczkę nazwał biologicznym mężczyzną.

Wiadomo jak wielka w dzisiejszym świecie jest siła przekazu social mediów. Kiedy o sprawie napisał człowiek, którego konto obserwuje 6,7 milionów ludzi, i który jest synem jednego z najbardziej kontrowersyjnych polityków na świecie, temat musiał wykroczyć daleko poza sport. Z jednej strony CeCe otrzymała mnóstwo wsparcia od środowisk liberalnych i aktywistów LGBT, a młody Trump został oskarżony o głoszenie poglądów transfobicznych. Z drugiej strony, wielu ludzi dostrzegło w startach Telfer rażącą niesprawiedliwość, ujmując się za kobietami które – z biologicznego punktu widzenia – w starciu z tą zawodniczką stoją na z góry straconej pozycji. A jak do sprawy podchodzi sama zainteresowana?

Mówi ona, że po kuracji redukującej testosteron nie posiada żadnej przewagi nad rywalami. Podaje przykłady, że nie wygrywa każdego biegu, więc biologiczne kobiety mogą z nią wygrać. Ponadto tłumaczy, że jako wysoka osoba – mierzy 188 centymetrów – jej ciało stanowi większy opór dla wiatru, a w kobiecym biegu przez płotki przeszkody są ustawione bliżej, przez co mniejsze kobiety mogą je pokonywać lepiej technicznie. Dodatkowo jej trener – Zach Emerson – dodaje że po terapii hormonalnej siła fizyczna Telfer znacznie spadła, co przełożyło się na słabsze wyniki. O ile trudno nam zweryfikować argumenty samej zawodniczki, o tyle możemy porównać jej rezultaty. W amerykańskich sportach na poziomie uniwersyteckim są one bardzo szczegółowo notowane.

Rekordy życiowe CeCe Telfer po, oraz przed zmianą płci. Źródło: https://www.tfrrs.org/

Jak widać, wyniki osiągane przez CeCe Telfer po i przed kuracją hormonalną znacząco się nie różnią, a w kilku przypadkach nawet się poprawiły. Nie oskarżamy Telfer o zmianę płci wyłącznie w celu łatwiejszego konkurowania z kobietami. Za tak poważną decyzją muszą stać kwestie prywatne. Jednak pochodną jej przemiany jest to, że w rywalizacji kobiet może osiągać sukcesy na bieżni oraz walczyć o wyjazd na igrzyska do Tokio. Otwarcie mówi o tym, że jest to jej marzenie. Porównując jej rekordy życiowe z wynikami zawodowych zawodniczek z USA, w 2019 roku w biegu na 400 metrów przez płotki byłaby dwudziestą piątą biegaczką w kraju. Więc szanse nie są wielkie. Ale pamiętajmy, że porównujemy wyniki półamatorki do wyników profesjonalistek. Co będzie w przypadku, gdy zawodowy atleta zdecyduje się na zmianę płci?

Jak nie wiadomo o co chodzi, to chodzi o pieniądze

Ustawa podpisana przez prezydenta Bidena umożliwia takie przejście. Obecny prezydent Stanów Zjednoczonych dał efektownego przytyczka w nos odchodzącemu ze stanowiska Donaldowi Trumpowi, zadowalając środowiska LGBT, które w zdecydowanej większości popierały jego kandydaturę. Ale przy okazji podpadł części swojego własnego elektoratu, który uważa starty transseksualnych kobiet za nieuczciwe. Jednym z najgłośniejszych krytyków ustawy jest Martina Navratilova, wybitna tenisistka, zwyciężczyni 18 turniejów wielkoszlemowych w grze pojedynczej. A prywatnie osoba, która jawnie popierała kandydaturę Bidena i zawsze stała w obronie mniejszości seksualnych. Trudno zatem zarzucić jej nietolerancję, wszak sama  jest osobą homoseksualną. Jednak po swoich komentarzach, mówiących o nieuczciwej rywalizacji kobiet transseksualnych z biologicznymi, została usunięta z Athlete Ally. To organizacja wspierająca sportowców LGBT, która uważa pozbawienie kobiet transseksualnych prawa do rywalizacji w żeńskich odmianach sportu za dyskryminację. Jako powód usunięcia Navratilovej podano, że nie opiera się ona na rzetelnych badaniach naukowych. Bo rzeczywiście, temat jest na tyle świeży, że takie badania cały czas trwają, a ich wyniki mogą być różnie interpretowane.

Do głosów krytykujących ustawę Bidena doszło wśród ruchów społecznych broniących praw kobiet. W strukturach amerykańskiego sportu chodzi o przyszłość wielu młodych zawodniczek. Dobre wyniki sportowe pozwalają na otrzymanie stypendium i dostanie się do lepszego uniwersytetu. Ale w sporcie zawodowym gra toczy się o wielkie pieniądze. Począwszy od gratyfikacji finansowych za dobre miejsca na zawodach, a skończywszy na kontraktach sponsorskich, nie raz opiewających na siedmiocyfrowe sumy.

Na koniec podkreślmy – nie oskarżamy żadnej z bohaterek artykułu, że ich zmiana płci to forma cynizmu, nastawiona na zysk i wyniki sportowe. Jednak czysto teoretycznie, może zdarzyć się sytuacja w której zawodnik nie rokujący wynikami na przykład do kwalifikacji olimpijskiej, po przejściu terapii hormonalnej będzie walczył o medale w kobiecym odpowiedniku danej dyscypliny. Świat sportu widział już różne formy stosowania dopingu. Używki farmakologiczne, sterydy, EPO, transfuzje krwi, w kolarstwie czy szachach nawet doping mechaniczny. Być może ktoś w celu zdobycia sławy i pieniędzy skorzysta z terapii hormonalnej. Zwłaszcza, że da się odwrócić jej skutki. Jak sprawę rozwiąże MKOl? Obecnie zatrzymano się na posiadaniu przez transseksualne zawodniczki poziomu testosteronu poniżej 10 nmol/l. Sytuacja jest rozwojowa, a sam komitet mówi, że na podstawie nowo zebranych badań opracuje nowe warunki dopuszczenia do współzawodnictwa kobiet transseksualnych po 2021 roku i igrzyskach w Tokio.

– Ta praca opiera się na rozszerzonych konsultacjach, które mają na celu rozważenie nie tylko medycznych, naukowych i prawnych perspektyw, ale także praw człowieka, z naciskiem na poglądy i doświadczenia dotkniętych nią sportowców. Ogólnie rzecz biorąc, dotychczasowe dyskusje potwierdziły znaczne napięcie między pojęciami sprawiedliwości i integracji a pragnieniem i potrzebą ochrony sportu kobiecego, z których wszystkie trzeba będzie pogodzić – skomentował sprawę rzecznik MKOl.

SZYMON SZCZEPANIK

Fot. Newspix


Subskrybuj
Powiadom o
guest
9 komentarzy
Najstarsze
Najnowsze Najlepiej oceniane
Inline Feedbacks
Pokaż wszystkie komentarze
Jakub
Jakub
1 miesiąc temu

jebac lewacka polityke tozsamosciowa…… nie dla transow w sporcie

kub
kub
1 miesiąc temu

Niech osoby trans biorą udział w specjalnie organizowanych zawodach dla osób trans, zrobić coś ala kategorie m.in. do 5 nmol/l czy do 10 nmol/l… a czekaj, przecież tego nikt nie będzie chciał oglądać… poza może lewą stroną poprawności politycznej, czyli jednostki.

Brona
Brona
1 miesiąc temu
Odpowiedz  kub

No sugerowanie, że oglądasz lekkoatletyczne zawody uniwersyteckie w Konektiket.

Brona
Brona
1 miesiąc temu

Artykuł stara się być bezstronny i to dobrze, ale jednocześnie jest fatalnie napisany jeżeli chodzi o użytą terminologię, przez co może wprowadzać w błąd osoby które słabo znają temat. Nie mówi się od dawna o “transeksualizmie” tylko o transpłciowości, transseksualne są wyłącznie zabiegi chirurgiczne mające zmienić narządy płciowe. Osoby są transpłciowe. Poza tym osoby transpłciowe nigdy nie były mężczyznami, zamiast “kiedyś były mężczyznami” powinno się pisać “przy urodzeniu przydzielono im płeć męską”. Kolejna rzecz nie ma czegoś takiego jak opozycja biologiczna kobieta vs transpłciowa kobieta, bo człowiek w całości jest istotą biologiczną, a transpłciowosć jest wrodzoną cechą związana z fenomenologicznymi… Czytaj więcej »

True
True
1 miesiąc temu
Odpowiedz  Brona

Chłopie, zabieraj stąd ten ideologiczny bełkot, Panie wielce “obiektywny”… “to nie jest takie proste, że płeć jest binarna i łatwa do określenia” – ręce opadają na te szaleństwa neomarksistów.

Krzysiek
Krzysiek
1 miesiąc temu
Odpowiedz  Brona

A na koniec kibice stwierdzą, że nie chcą oglądać babochłopów na zawodach kobiet, oglądalność spadnie, sponsorzy odejdą (bo zmniejszanie nagród to przecież będzie takżę dyskryminacja). I będzie SZOK, jak to się mogło stać.

Michał
Michał
1 miesiąc temu

Sprawa jest przecież banalnie prosta do rozwiązania by było uczciwie.
Stworzyć trzecią kategorię.
Swoich fanów bedzie miała, niekoniecznie mnie, rynek zweryfikuje. Startowanie biologicznych mężczyzn w zawodach kobiet jest jawną dyskryminacją kobiet.
Tyle, że panie zazwyczaj siedzą cicho ze względu na polityczną poprawność co by nie zostać określone jako homofobki, czy transfobki. Sorry, nie znam się na tyle by precyzyjnie określić tę wyimaginowaną w takim przypadku fobię.

Miki
Miki
1 miesiąc temu

Fajny artykuł. Bardzo merytoryczny, ale na litość boska, przestańmy wreszcie się bać nazywać rzeczy po imieniu. Bo gdyby wyciąć wszystkie: „nie zrozum mnie zle”, „nie chcemy sugerować”, „jeszcze raz podkreślamy” to zostanie pol artykułu. A co do samego problemu. Proponuje stworzyć trzecia grupę zawodników i tyle. Każda osoba o wątpliwej płci biologicznej niech tam trafia. Bo to trochę jak paraolimpiada. Możemy się zastanawiać czy ktoś kto nie ma dwóch nóg jest szybszy czy wolniejszy od kogoś kto ma jedna, ale tam zawodnicy ad priori godzą się z tym. W takiej trzeciej grupie tez powinno tak być

Krzysztoff
Krzysztoff
1 miesiąc temu

Może zlikwidujmy wszelkie kategorie i niech wszyscy uprawiają sport razem. Feministki będą zachwycone

Aktualności

Kalendarz imprez