Czy Tokio będzie gotowe na igrzyska w upale?

Czy Tokio będzie gotowe na igrzyska w upale?

Aż 57 ofiar śmiertelnych, blisko 18 tysięcy osób przyjętych do szpitali oraz temperatury zbliżające się codziennie do 40 stopni Celsjusza – to nie raport sprzed wrót piekła, ale podsumowanie przełomu lipca i sierpnia 2019 roku w Japonii. Niespełna rok przed igrzyskami olimpijskimi pojawia się coraz więcej obaw, jak z wysokimi temperaturami będą sobie radzić organizatorzy i sportowcy. Podstaw do optymizmu niestety nie widać.

Między 29 lipca a 4 sierpnia w samym tylko Tokio do szpitali trafiło blisko 2 tysiące osób, a połowa z tego grona to ludzie w wieku powyżej 65 lat. W całym kraju mówiło się otwarcie o morderczej fali gorąca, która zbierała coraz większe żniwa.

– Mamy do czynienia z naturalną katastrofą, która realnie zagraża życiu setek tysięcy ludzi

– przyznał bez ogródek rzecznik japońskiej agencji meteorologicznej. Zagrożeni byli nie tylko najstarsi i najmłodsi, a widok wychodzących ze stacji metra osób z wilgotnymi ręcznikami na głowie od dawna jest zjawiskiem występującym na porządku dziennym.

Przynajmniej kilka zgonów związanych z ostatnią falą upałów może dawać sporo do myślenia także w kontekście igrzysk. Yohei Yamaguchi pracował w parku rozgrywki Hirakata. Do jego obowiązków należało między innymi tańczenie w 16-kilogramowym kostiumie pluszowej maskotki. W niedzielę 28 lipca Yamaguchi wyszedł robić to co zawsze, ale w ukropie był w stanie ruszać się tylko 20 minut. W pewnym momencie 28-letni mężczyzna nagle stracił przytomność i już jej nie odzyskał. Co najgorsze… wcale nie było wtedy jakoś bardzo gorąco – temperatura powietrza dobijała dopiero do 30 stopni Celsjusza. Japońskie upały mają jednak swoją specyfikę, ale o tym za chwilę.

Kolejne dni przyniosły wyższe temperatury i co za tym idzie kolejne ofiary. Wśród nich znalazł się 50-letni mężczyzna, który na początku sierpnia zasłabł i nie odzyskał przytomności po tym, jak wymieniał kable niedaleko Tokyo Big Sight. Galeria jest odnawiana specjalnie z myślą o igrzyskach – za rok podczas turnieju będzie służyć jako centrum prasowe. Więcej szczegółów nie podano do publicznej wiadomości, jednak nie trzeba być geniuszem, by połączyć kropki w sensowną całość.

Organizatorzy najważniejszej sportowej imprezy czterolecia od dawna powinni uwzględniać w swoich planach pogodę, ale niewiele faktów zdaje się to potwierdzać. Ostatnia fala upałów jest wprawdzie przedstawiana jako część wielowątkowego procesu globalnego ocieplenia, ale przy tak dużym wydarzeniu organizowanym w letnim terminie należało zdawać sobie sprawę z tego, jaka może być wtedy pogoda. Nie sposób oprzeć się wrażeniu, że sprawa długo była bagatelizowana i wręcz zamiatana pod dywan.

Stadion bez klimatyzacji

Zaczęło się w sumie od drobnostek. W sierpniu 2015 roku japoński rząd ogłosił ostateczny plan przebudowy Nowego Stadionu Narodowego. Wiadomo, że w nowej odsłonie pomieści 68 tysięcy widzów. Składanego dachu – który zapowiadano na początku – jednak nie będzie. Bezpośrednio zadaszone będą tylko trybuny, ale ciężko uznać to za jakieś nowoczesne rozwiązanie.

Do tego wszystkiego dojdzie sportowe muzeum, które ma znajdować się na terenie stadionu, ale uwzględnienie w tych planach klimatyzacji ostatecznie zostało porzucone. Dlaczego? Przy budowli bez składanego dachu krytykowano to rozwiązanie jako niepraktyczne i zwyczajnie mało skuteczne. Nie da się ukryć – jest w tym pewna logika, ale w kwestii radzenia sobie z upałem absotutnie to nie pomoże.

W Saitamie wyszli z innego założenia – tamtejszy stadion będzie gościł podczas olimpijskiego turnieju piłkarzy. W gorące dni lipca i sierpnia przeprowadzono tam w specjalnych namiotach szereg testów klimatyzacji z użyciem pary… wytworzonej ze śniegu. Podczas gdy za oknem temperatura dochodziła do 40 stopni Celsjusza, wyrzucana na wysokość około 2,5 metra para pozwalała obniżyć temperaturę o około 10 stopni.

Według japońskich mediów, cały system opiera się na wodzie powstającej z naturalnego śniegu w Minamiuonumie – partnerskim mieście Saitamy. Obiecujące wyniki testów to dopiero początek, bo z urządzenia można skorzystać tylko w określonych warunkach i na pewno nie na otwartej przestrzeni. Mimo wszystko gospodarze bez żadnych skrupułów chwalą się sukcesem, który chociaż na chwilę pozwala zapomnieć o tym, co dzieje się za oknami.

– Pokonanie upału śniegiem będzie od nas idealnym prezentem dla przyjezdnych – zgodnym z filozofią omotenashi –

przyznał w “The Japan News” jeden z członków rady miejskiej w Saitamie. Ten słynny japoński duch gościnności skupia się na zapewnianiu gościom jedynych w swoim rodzaju pozytywnych wrażeń. Trudno jednoznacznie opisać, co to za zjawisko – nawet Japońska Narodowa Organizacja Turystyki przekonuje, że omotenashito coś, czego trzeba doświadczyć na własnej skórze. W dużym uproszczeniu chodzi nie tylko o spełnianie oczekiwań przyjezdnych, ale wręcz o ich wyprzedzanie.

Tego przewidywania sytuacji Japończycy na pewno nie pokazali podchodząc do tematu pogody i klimatu. Stając do walki o igrzyska, późniejsi organizatorzy wręcz kipieli pewnością siebie. Okres od 24 lipca do 9 sierpnia próbowali przedstawić jako… idealne okno pogodowe. – Z wieloma dniami łagodnej i słonecznej pogody, ten okres dostarczy sportowcom idealną możliwość do występowania na miarę swoich możliwości – pisano wówczas w oficjalnych dokumentach przesłanych do Międzynarodowego Komitetu Olimpijskiego (MKOl).

Od tamtej pory minęło kilka lat, w trakcie których ten zmyślny blef został dość brutalnie zweryfikowany. Taki moment przyszedł na przykład w lipcu 2018 roku, kiedy w Tokio zanotowano najgorętszy dzień w historii pomiarów temperatury w tym mieście. Dzień wcześniej wysłano w miasto karetki pogotowia aż 3125 razy – najwięcej pojedynczego dnia odkąd w 1936 roku zaczęto w ogóle świadczyć profesjonalne usługi medyczne.

Uratują nas roboty?

Problemem w Japonii jest nie tylko wysoka temperatura, ale także wysoki wskaźnik wilgotności powietrza. W gorące dni dochodzi do poziomu 80-90 procent – to sprawia, że odczuwalna temperatura jest dużo wyższa, a to japońskie 30 stopni Celsjusza jest o wiele bardziej dotkliwe niż taka sama temperatura pod inną szerokością geograficzną. W takich warunkach najczęstsze dolegliwości zdrowotne są związane z udarem cieplnym i odwodnieniem.

Gospodarze liczą, że pomocne w walce z pogodą będą… roboty. Oczywiście ciężkie kostiumy maskotek – Miraitowy i Someity – ktoś będzie musiał nosić, ale maszyny mogą się okazać przydatne w innych okolicznościach. Mają pomagać kibicom między innymi w poruszaniu się po japońskich miastach i podczas podróży komunikacją publiczną. Będą także czuwać nad bezpieczeństwem w środkach transportu oraz… zdrowiem.

Zaawansowane testy odbyły się w grudniu 2018 roku na zatłoczonym dworcu Seibu-Shinjuku, z którego dziennie korzystają ponad trzy miliony użytkowników. Roboty są na przykład w stanie monitorować nietypowe ludzkie zachowania – gdy dostrzegą upadek, wyślą powiadomienie pracownikowi obsługi, który znajduje się najbliżej całej sytuacji i będzie mógł najszybciej zareagować.

W całej sytuacji związanej z igrzyskami w Tokio trudno uciec od historii. Można przecież zapytać, jakim cudem igrzyska z 1964 roku zorganizowane przecież w tym samym mieście nie zapisały się w historii jako te zdominowane przez upały. Czyżby globalnego ocieplenia wtedy nie było? Niezależnie od opinii na temat tego zagadnienia, trzeba zwrócić uwagę na to, że tamten turniej nie był jednak do końca “letni”. Igrzyska rozpoczęły się… 10 października. Trwały dwa tygodnie i zakończyły się sukcesem organizatorów – także pogodowym.

Dlaczego jednak zawody rozpoczęły się tak późno? Otóż właśnie dlatego, że obawiano się gorących temperatur, wysokiej wilgotności powietrza oraz wrześniowego sezonu tajfunów. Cztery lata wcześniej igrzyska w Rzymie rozpoczęły się pod koniec sierpnia, a i tak pogoda była wówczas poważnym problemem. Zdecydowano się więc na pragmatyczne podejście, którego tym razem boleśnie zabrakło.

Walcząc o igrzyska Japończycy w kilku miejscach minęli się z prawdą, ale jeszcze większym problemem wydaje się to, że absolutnie nikt tego zweryfikował. W 2013 roku przedstawiciele Międzynarodowego Komitetu Olimpijskiego w oficjalnej ewaluacji kandydatury potwierdzali, że “daty rozpoczęcia i zakończenia igrzysk zostały wybrane ze względów klimatycznych, dodatkowo łącząc się z okresem wakacyjnym, co powinno maksymalizować obecność widzów podczas zawodów oraz obniżyć korki”.

Do takich wniosków nie doprowadziły żadne pogłębione badania klimatu. Po prostu przyjęto za pewnik, że jeśli gospodarze tak mówią, zapewne tak będzie. Mając ten fakt z tyłu głowy trzeba też pamiętać o tym, że kulisy przyznania organizacji imprezy wzbudziły pewne kontrowersje. W 2016 roku na konto syna Lamine Diacka – skompromitowanego prezesa IAAF – trafiły dwa miliony dolarów, które miały mieć związek z kandydaturą Tokio.

Na samym początku w projektach pojawiał się też główny stadion z pełną klimatyzacją, z której ostatecznie po cichu zrezygnowano. Zamiast tego dominuje prowizorka – maratończycy mają ruszyć na trasę już o 6 rano, by zdążyć przed największymi upałami. Oprócz tego będą rozdawane darmowe napoje, ale zainteresowanie mieszkańców takimi rozwiązaniami już przerasta oczekiwania miejscowych służb. Co będzie, gdy do Tokio zlecą się tłumy kibiców, dziennikarzy i sportowców?

Strach się bać…

 

KACPER BARTOSIAK

 

fot. wikipedia


Aktualności

Kalendarz imprez