Czy polskie wiosła przejdą w Tokio do historii?

Czy polskie wiosła przejdą w Tokio do historii?

Osiemnaście – tyle medali do tej pory wywalczyły nasze osady podczas igrzysk olimpijskich. Wioślarstwo jest szóstą dyscypliną sportu pod względem obfitości, jeżeli chodzi o polskie zdobycze medalowe na igrzyskach. Nasze wiosła już przebywają w Japonii, a my postanowiliśmy sprawdzić jakie są ich pierwsze wrażenia po przylocie oraz odpowiedzieć na pytanie czy oraz ile medali uda nam się tam wywalczyć.

Jak jest w Japonii? Restrykcyjnie

Nasi wioślarze są jedną z pierwszych ekip, która zameldowała się w Japonii. Jest to zrozumiałe. Wioślarstwo to sport w którym wydolność organizmu ma ogromne znaczenie, zatem obecnie przebywają na obozie aklimatyzacyjnym w Tome. Ponadto, regaty zaczynają się już w dniu otwarcia igrzysk. O tym jak wyglądała podróż oraz pierwsze godziny w Kraju Kwitnącej Wiśni, opowiedział nam Dominik Czaja, członek osady czwórki podwójnej mężczyzn:

– Podróż była naprawdę długa. Lecieliśmy dziesięć i pół godziny samolotem, to był lot bezpośredni. Zostaliśmy przetrzymani na lotnisku – byliśmy tam około siedem godzin. Mieliśmy robione testy, musieliśmy okazać akredytacje, paszporty. Najbardziej frustrujący był pobyt na lotnisku. Było dużo czekania i ogólnej nerwówki. Jesteś na miejscu, ale nie mogą cię wypuścić. Nawet do toalety nie można było pójść samemu – trzeba było poprosić o asystę kogoś z obsługi.

Ograniczenia związane z pandemią są bardzo restrykcyjne. Kiedy zawodnicy podróżowali do oddalonego o 440 kilometrów obozu, grupa została podzielona na dwa autokary. Na postój mogli zatrzymywać się wyłącznie w wyznaczonych do tego stacjach benzynowych, w których zresztą również poruszali się w wydzielonych pachołkami strefach. O wejściu do sklepu nie było nawet mowy. Testy zawodników, sztabu oraz obsługi hotelu odbywają się każdego dnia. Oczywiście, sportowcy mają zainstalowane aplikacje, które wzbudzają najwięcej kontrowersji – jedna z nich to po prostu urządzenie śledzące.

Dominik Czaja: – W jednej trzeba zdawać dzienne sprawozdanie ogólnego samopoczucia. Druga jest śledząca. Obostrzenia są duże. Nie możemy bezpodstawnie opuszczać hotelu. Możemy jeździć na tor, który jest oddalony o sześć minut podróży samochodem. Jesteśmy podzieleni w dwóch hotelach, z czego w drugim jemy. Musimy tam przejeżdżać sto metrów samochodem, żeby się luźno nie przemieszczać.

O specyficznej atmosferze japońskich igrzysk opowiada nam Adam Korol – mistrz olimpijski z czwórki podwójnej z Pekinu, a obecnie Członek Zarządu PZTW: – Jest bardzo dużo restrykcji, które będą obowiązywały zawodników. Przez to igrzyska tracą swoją magię. Na przykład zabronione są rozmowy z obsługą. A my zawsze rozmawialiśmy czy to z kierowcami którzy nas wozili czy też z wolontariuszami. Więc te igrzyska będą trochę smutne dla zawodników – oczywiście poza tymi, którzy zdobędą medale.

Ograniczenia, ale również życzliwość

Co natomiast warto podkreślić – pomimo, że media obiegły liczne zdjęcia protestów przeciwko organizacji igrzysk, nasz zespół w Tome jest ciepło przyjęty. Kadra została osobiście powitana przez burmistrza miasta, a przystań będąca bazą treningową Polaków przyozdobiono naszymi barwami narodowymi oraz japońskimi napisami zagrzewającymi do walki.

Zostaliśmy przyjęci bardzo serdecznie. Jest w porządku – do pomocy zawsze mamy trzech ludzi, na razie trudno na cokolwiek narzekać. Wszystko jest dostosowane do naszych potrzeb, organizatorzy udostępniają nam potrzebne rzeczy. Jeżeli ktoś narzeka, to może na mały rozmiar pokoju, ale na pewno nie na całość pobytu – mówi Aleksander Wojciechowski, trener osad czwórki podwójnej i dwójki podwójnej.

Więc bynajmniej nie jest tak, że sportowcy spotykają się z niechęcią zwykłych Japończyków. Przeciwnie – choć nie mają z kibicami bezpośredniego kontaktu, to ci często przychodzą na tor startowy z flagami Polski. To bardzo miłe zaskoczenie, że Japończycy nie są tak jednogłośnie negatywnie nastawieni do igrzysk, jak to przedstawiano w przekazach medialnych. Mało tego, mieszkańcy Tome sami szukają kontaktu z naszymi zawodnikami.

Czaja: – Czuć sympatię miejscowych. Cieszą się, kiedy używamy podstawowych zwrotów w ich języku. Są bardzo pozytywni. Część grupy miała spotkanie z dziećmi z tutejszej szkoły – oczywiście wszystko online. Dzieci same chciały się spotkać ze sportowcami. Fajnie, że udało się takie coś zorganizować.

Wątpliwości

Zatem atmosfera – choć odbiegająca od normalnych igrzysk – nie jest zła. Ale przecież pojechali tam w konkretnym celu – zdobycia jednego lub nawet kilku medali. Pytanie, czy mają na to szanse? Zanim przedstawimy argumenty za tym, że w Tokio może być pięknie, zasiejmy nieco wątpliwości. Powiedzmy o aspektach, których nie należy ignorować w oczekiwaniu na występ naszych osad.

Po pierwsze, wioślarstwo jest sportem w którym sukces ma wyjątkowo krótką datę trwałości. Rzadko kiedy zdarza się, aby dana osada dominowała w regatach przez dłuższy okres – na przykład trzy-cztery lata. Ta sztuka udaje się tylko nielicznym załogom – takim jak nasza słynna czwórka podwójna w składzie Michał Jeliński, Marek Kolbowicz, Adam Korol, Konrad Wasielewski. Panowie wywalczyli złoty medal w Pekinie, a do tego są czterokrotnymi mistrzami świata – to ewenement na skalę światową. Jednak oni wiosłowali niemalże dziesięć lat temu. Jak stan polskich wioseł prezentuje się obecnie?

Podczas mistrzostw świata w 2019 roku, które odbyły się w austriackim Ottensheim, Polacy zdobyli aż cztery medale – w tym jeden złoty, który wywalczyła czwórka bez sternika mężczyzn. Byliśmy w naprawdę dobrej formie i tylko wyczekiwaliśmy tego, co nasi rodacy mogą zaprezentować w Tokio.

A później przyszła pandemia, która sparaliżowała wszystkie wydarzenia sportowe – z japońskimi igrzyskami na czele. Odwołano zawody z cyklu Pucharu Świata, nie odbyły się też mistrzostwa globu. Co prawda w obecnym roku trzy regaty Pucharu Świata doszły do skutku, mistrzostwa Europy również, jednak kilka załóg rezygnowało ze startów. Te które się na nie decydowały, często zmagały się z wirusem nie startując w optymalnych składach – z takim problemem mierzyła się nasza czwórka podwójna kobiet, w której każda z zawodniczek przechodziła chorobę i to w zupełnie innym terminie.

W kontekście niepełnego sezonu Adam Korol nasze szanse medalowe na nadchodzących igrzyskach komentuje w ten sposób:– W obecnym sezonie wszystkie Puchary Świata – jak to z reguły ma miejsce w wioślarstwie – rozgrywały się w Europie. Startowały w nich zaledwie dwa kraje spoza Europy, z którymi rywalizujemy o medale – Chiny i Stany Zjednoczone. Australia i Nowa Zelandia nie przyjechały w ogóle. Z perspektywy tego roku trudno ocenić kto jest najlepiej przygotowany do igrzysk. Zatem mówienie o szansach medalowych w tym momencie jest bardzo trudne. Rok to w sporcie dużo czasu. A od ostatnich mistrzostw świata, w których wypadliśmy bardzo dobrze, minęły dwa lata. Tamte zawody trzeba zachować w pamięci, ale również należy spoglądać w przyszłość i skupić się na tym, co będzie się działo teraz.

Innymi słowy, na dziś wciąż jest dużo pytań, na które ostateczną odpowiedź poznamy już pod koniec lipca, kiedy odbędą się regaty olimpijskie. Lecz perturbacje związane z przygotowaniami, wyniki niektórych osad osiągane w tegorocznym Pucharze Świata czy też mistrzostwach Europy oraz brak kilku silnych rywali na zawodach – to wszystko nieco studzi nasze medalowe zapędy.

Nadzieje

Jednak nie możemy nie zauważyć, że niektóre z powyższych niewiadomych nie muszą działać na niekorzyść Polaków. Do Kraju Kwitnącej Wiśni wysyłamy sześć osad, a każda z nich – bez wyjątku – ma na swoim koncie sukcesy na arenie międzynarodowej. Ostatnie przygotowania przebiegały bez zarzutów, a podkreślmy jeszcze raz – utrzymanie formy w takim sporcie jak wioślarstwo przez dłuższy czas jest bardzo trudnym zadaniem. Dobra dyspozycja musi przyjść na koniec lipca.

Poza tym, przyglądając się nieco bliżej występom naszych osad podczas tegorocznych mistrzostw Europy, możemy usprawiedliwić niektóre słabsze występy. Czwórka podwójna kobiet pływała bez Agnieszki Kobus-Zawojskiej, którą zastąpiła Katarzyna Boruch. Z całym szacunkiem dla zmienniczki, ale nie tak łatwo jest od razu wejść na taki poziom zgrania z resztą drużyny, by różnica była nieodczuwalna. Dziewczyny skończyły zawody na siódmej pozycji.

Ale już w czerwcu, podczas próby generalnej przed igrzyskami, jaką była trzecia runda Pucharu Świata w Sabaudii, aż cztery nasze osady znalazły się na podium. Trzecie miejsce wywalczyła wspomniana wyżej czwórka podwójna kobiet oraz ich koleżanki z czwórki bez sterniczki, a także czwórka bez sternika mężczyzn. Natomiast dwójka podwójna w składzie Mateusz Biskup i Mirosław Ziętarski wygrała zawody. Zatem na pięć osad, które wystartowały we Włoszech i które wyślemy do Tokio, cztery stanęły na pudle. A i piąta z ekip – czwórka podwójna mężczyzn – ukończyła finałowy bieg na czwartej pozycji. Przeanalizujmy więc szanse medalowe każdej z naszych osad, począwszy od najmniejszej do największej.

Wioślarska kadra reprezentacji Polski podczas ślubowania olimpijskiego. Fot. Newspix

Dwójka podwójna wagi lekkiej mężczyzn – Jerzy Kowalski, Artur Mikołajczewski

Para na pewno doświadczona – mają odpowiednio 33 oraz 31 lat. Obaj z sukcesami na swoim koncie. Kowalski to mistrz świata w czwórce podwójnej wagi lekkiej z Płowdiw z 2012 roku. Mikołajczewski z kolei w starcie indywidualnym wygrywał uniwersjadę w 2015 roku. Tylko właśnie – to było lata temu. O ile wynikami naszych osad sprzed dwóch lat możemy się podpierać w medalowej dyskusji, o tyle mistrzostwo świata sprzed dziewięciu lat to prehistoria. W dodatku zdrowie w tym sezonie nie oszczędzało Kowalskiego – stąd osada nie wystartowała razem w Sabaudii.

Ale poszukajmy pozytywów. Mikołajczewski podczas tegorocznych mistrzostw Europy wywalczył brązowy medal w jedynce wagi lekkiej. Kowalski to z kolei brązowy medalista Starego Kontynentu w mistrzostwach na ergometrze. W dodatku na ubiegłorocznych zawodach w Poznaniu obaj zajęli czwarte miejsce. Dobry wynik, jednak czy na tyle, by zdobyć medal na igrzyskach? Naszym zdaniem – do podium może zabraknąć.

Ocena szans medalowych – niewielkie

 

Czwórka bez sterniczki – Monika Chabel, Joanna Dittmann, Olga Michałkiewicz, Maria Wierzbowska

Podczas poprzedniego turnieju w Rio de Janeiro Monika Chabel – dawniej Ciaciuch – zdobyła brązowy medal, ale z czwórką podwójną. Po imprezie postanowiła jednak zmienić osadę i przenieść się na długie wiosła. Zaczęła pływać z Joanną Dittmann, Marią Wierzbowską oraz jej starszą siostrą – Anną. Panie zdołały odnieść pierwszy sukces – zdobyły wicemistrzostwo Europy. Niestety, w tym samym roku Anna miała okropny wypadek – podczas treningu rowerowego w Zakopanem została potrącona przez busa,  w wyniku którego doznała ciężkiego złamania nogi. Wioślarka nigdy już nie powróciła do dawnej dyspozycji – w poprzednim roku zdecydowała się na zakończenie kariery.

Za starszą z sióstr Wierzbowskich do składu wskoczyła Olga Michałkiewicz i… stanęła na wysokości zadania! Dziewczyny w tym samym roku zdobyły wicemistrzostwo świata w Sarasocie. I to pomimo, że doświadczona Chabel podkreśla, że zgranie osady na mistrzowski poziom zajmuje dwa lata. W takich okolicznościach srebro musiało smakować niczym złoto. Ich dalsze zmagania to pasmo miejsc na podiach – do 2020 roku, kiedy coś ewidentnie się zacięło.

Zaczęło się od mistrzostw Europy  w Poznaniu, przed którymi – smutna ironia losu – wypadek rowerowy miała Joanna Dittmann. Nie był aż tak groźny, jak w przypadku Wierzbowskiej, ale wyeliminował ją z jedynych międzynarodowych zawodów w pandemicznym sezonie. W efekcie osada zajęła dopiero siódme miejsce. Start na następnych mistrzostwach to dopiero dziewiąta pozycja. Stąd trzecia lokata w Sabaudii cieszy, ale pamiętajmy, że te zawody opuściło kilka mocnych osad, na czele z Irlandkami oraz Australijkami. Dziewczyny mają szanse powalczyć o laury na igrzyskach, o ile w końcu odnajdą formę sprzed dwóch lat. A ta jak na razie przychodzi bardzo powoli.

Ocena szans medalowych – średnie

 

Dwójka podwójna mężczyzn – Mateusz Biskup, Mirosław Ziętarski

Forma – to słowo-klucz w przypadku naszej dwójki podwójnej. W tegorocznym Pucharze Świata poradzili sobie naprawdę nieźle. W Zagrzebiu zajęli drugie miejsce, natomiast w Sabaudii zwyciężyli. Obaj panowie mają również cos do udowodnienia – w Rio de Janeiro wiosłowali w czwórce podwójnej, która zajęła czwarte miejsce. Do medalu zabrakło im mniej niż półtorej sekundy.

Po przeniesieniu się do dwójki obaj panowie są w czubie swojej konkurencji – w 2019 roku zajęli trzecie miejsce na mistrzostwach świata. Dodatkowo Ziętarski wywalczył tytuł mistrza Europy, choć tu należy dodać, że płynął wtedy z Fabianem Barańskim. Takie roszady się zdarzają, gdyż obie osady łączy osoba trenera Aleksandra Wojciechowskiego – głównego architekta sukcesów naszych wioseł krótkich.

– Bardzo się cieszę, że trener Wojciechowski zajmuje się zarówno czwórką jak i dwójką podwójną. On zbudował te dwie osady, które mogą poszczycić się medalami mistrzostw świata. O medal igrzysk olimpijskich jeszcze nie dane im było walczyć w tym składzie. Życzę zarówno naszym osadom jak i trenerowi Wojciechowskiemu, by ta misja zakończyła się sukcesem – mówi Adam Korol.

Ocena szans medalowych – duże

 

Czwórka bez sternika mężczyzn – Marcin Brzeziński, Mikołaj Burda, Michał Szpakowski, Mateusz Wilangowski

Nasza czwórka bez sternika to jedyna osada, która do Tokio pojedzie jako aktualnie panujący mistrzowie świata. To zdecydowanie najbardziej doświadczona ekipa wśród polskich wioślarzy. Najmłodszy Mateusz Wilangowski rocznikowo ma trzydzieści lat, natomiast najstarszy Mikołaj Burda aż trzydzieści dziewięć. Jak na wioślarstwo – sport bazujący na wytrzymałości i wydolności organizmu – to długowieczność godna podziwu.

Tak, jak godne podziwu są ich wyniki osiągane w ciągu ostatnich dwóch lat. To jedna z dwóch naszych osad wysłanych do Tokio, która wywalczyła medal podczas ubiegłorocznych mistrzostw Europy w Poznaniu. I choć tegoroczne mistrzostwa Starego Kontynentu nie poszły do końca po ich myśli, to dwie z trzech regat Pucharu Świata skończyli na podium. Oczywiście, pamiętamy o tym że sezon 2021 dalej jest nieco pokiereszowany przez pandemię. Nie wszystkie czołowe osady startują w zawodach, ale same wyniki naszej czwórki wzbudzają uznanie.

Ocena szans medalowych – duże

 

Czwórka podwójna mężczyzn – Fabian Barański, Wiktor Chabel, Dominik Czaja, Szymon Pośnik

Nasza czwórka podwójna mężczyzn to jedna z największych nadziei medalowych polskiego wioślarstwa w Tokio. I sami nie boją się o tym mówić.

Trener Aleksander Wojciechowski: – Po to tu przyjechaliśmy. Jednak kwalifikacje olimpijskie były dwa lata temu. Ten rok jest zupełnie inny. Dochodzą osady, które nie uczestniczyły w regatach międzynarodowych – jak na przykład Australijczycy. Możemy chcieć zdobyć medal, ale nie możemy zagwarantować, że z nim wrócimy. Po prostu robimy swoją robotę i chcemy ją dobrze zakończyć udanym występem na igrzyskach.

Osada stanowi mix rutyny z młodością. Jej najstarszym zawodnikiem jest Wiktor Chabel – jedyny wioślarz, który może pochwalić się doświadczeniem ze startu na igrzyskach olimpijskich, gdzie wraz z Dariuszem Radoszem, Mateuszem Biskupem i Mirosławem Ziętarskim zajął czwarte miejsce. Ale po Rio nastąpiła gruntowna przebudowa składu. Biskup i Ziętarski razem stworzyli osadę dwójki podwójnej – zastąpili ich Czaja oraz Adam Wicenciak, którego z czasem z osady wygryzł Szymon Pośnik. Zatem zmiany, zmiany i jeszcze raz zmiany. W obecnym zestawieniu panowie pływają ze sobą od 2019 roku. To wystarczająco dużo czasu na wyrobienie sobie automatyzmów.

Wiele zmieniło pojawienie się w składzie Fabiana Barańskiego. Młody chłopak – rocznik 1999 – wcześniej osiągał sukcesy w regatach juniorskich, pływając w jedynce oraz dwójce podwójnej. Wykręcał na tyle dobre wyniki, że nie mógł pozostać niezauważony przez trenera Aleksandra Wojciechowskiego. Tego samego, którego osoba łączy obecną czwórkę z naszą legendarną osadą dominatorów. Stąd, patrząc na sukcesy takie jak dwa wygrane Puchary Świata czy wicemistrzostwo świata, skojarzenie ze złotymi medalistami z Pekinu same się nasuwają.

Sam trener Wojciechowski nie jest zwolennikiem tego typu porównań, co bardzo ciekawie tłumaczy: – Kiedy ma się dwójkę dzieci, to nie porównuje się jednego do drugiego bo to może tylko stworzyć złą atmosferę. Tam było czterech innych zawodników, tu jest czterech innych. Po dziesięciu latach nawet nasze społeczeństwo się zmieniło.

– Trudno porównać osiągnięcia obu osad. Nasze wyniki naprawdę ciężko przebić, możemy się pochwalić większą liczbą złotych medali. Chłopaki wciąż wiosłują, więc przed nimi cały czas jest szansa aby nam dorównać, a nawet osiągnąć jeszcze więcej. Jednak technicznie są inni, mają swój styl. Ale myślę, że gdyby nasze osady miały ze sobą rywalizować to pływalibyśmy bardzo podobnie – zauważa Adam Korol.

Ocena szans medalowych – duże

 

Czwórka podwójna kobiet – Agnieszka Kobus-Zawojska, Maria Sajdak, Marta Wieliczko, Katarzyna Zillmann

Czwórka bez sternika kobiet, mężczyzn, czwórka podwójna mężczyzn – chciałoby się powiedzieć, że polskie wioślarstwo czwórkami stoi. I nie ma przekłamania w tym stwierdzeniu. Ale największe nadzieje medalowe wiążemy z naszą żeńską załogą czwórki podwójnej. Dziewczyny mają wszystko żeby osiągnąć sukces.

Doświadczenie w startach olimpijskich? Jest. Maria Sajdak i Agnieszka Kobus-Zawojska były w osadzie, która pięć lat temu w Rio de Janeiro wywalczyła brązowy medal. Zgranie? Bardzo dobre, Katarzyna Zillmann i Marta Wieliczko dołączyły do składu już w 2017 roku. Sukcesy? Ogromne. Z ostatnich trzech mistrzostw świata Polki zawsze wracały z medalem. W 2018 roku zgarnęły nawet dublet, zostając najlepszą osadą na mistrzostwach globu i kontynentu. Wybrano je wtedy najlepszą żeńską osadą świata i co tu dużo mówić – zasłużenie proszę państwa, zasłużenie.

Bynajmniej nie pompujemy tutaj balonu – dziewczyny również podkreślają, że celem jest poprawa wyniku z Rio. Ponadto, wśród faworytek do medali umieścił je portal worldrowing.com – oficjalna strona Międzynarodowej Federacji Wioślarskiej (FISA). Oczywiście, wciąż czeka je trudne zadanie. Nie mylmy też dwóch pojęć – faworyt do podium nie koniecznie jest od razu najpoważniejszym kandydatem do złotego medalu. W tej konkurencji bardzo mocne są Chinki – obecne mistrzynie świata. Ale czy narzekalibyśmy na potencjalne srebro? Nie ma takiej opcji.

Ocena szans medalowych – bardzo duże

 

Naszym zdaniem, w czterech przypadkach możemy realnie myśleć o medalach. A nie skreślalibyśmy też czwórki bez sterniczki, które przy odrobinie szczęścia również mogą włączyć się do walki o podium. Oczywiście, bierzemy poprawkę na to, że nawet najwięksi faworyci mogą zawieść w decydującym momencie. Że chętnych do zdobycia medali jest więcej i niektóre osady będą musiały obejść się smakiem.

Do tej pory najlepszym wynikiem polskiego wioślarstwa był ten z Pekinu gdzie zdobyliśmy dwa krążki – złoty i srebrny. Natomiast pod względem ilości medali, najbardziej obfite były igrzyska w Los Angeles 1932, z których wioślarze przywieźli srebro oraz dwa razy brąz. Zatem odpowiadając na postawione w tytule pytanie – tak, nasze wioślarstwo może przejść w Tokio do historii. I za to trzymamy kciuki.

SZYMON SZCZEPANIK

Fot. Newspix


Subskrybuj
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
Pokaż wszystkie komentarze

Aktualności

Kalendarz imprez