Czy Polscy torowcy pojadą na ME? Pszczolarski: jaki rok, takie mistrzostwa

Czy Polscy torowcy pojadą na ME? Pszczolarski: jaki rok, takie mistrzostwa

Mistrzostwa Europy bez polskich torowców? Niewykluczone. Po krajowym czempionacie okazało się, że spora grupa zawodników miała pozytywny wynik badań na obecność koronawirusa. Kontrola POLADA wykazała w dodatku, że jeden z kolarzy został przyłapany na stosowaniu EPO. Rozmawiamy z dwukrotnym mistrzem Europy w wyścigu punktowym, Wojciechem Pszczolarskim z Grupy Sportowej ORLEN, który ma jechać do Płowdiwu i wziąć udział… w mistrzostwach świata w e-kolarstwie.

DARIUSZ URBANOWICZ: Twoje wyniki mistrzostw Polski były nieszczególne… Dlaczego nie walczyłeś o medale, albo dlaczego ta walka nie przyniosła medali?

WOJCIECH PSZCZOLARSKI: Dlaczego? Bo po prostu trenowałem. Nie nastawiałem się na te mistrzostwa Polski, to miał być tylko dobry trening. Jak to mówią? “Nawet najgorsze zawody są najlepszym treningiem”. Tak właśnie do tych zawodów podszedłem, by ruszyć mocniej nogą w kontekście nadchodzących mistrzostw Europy. Nie miałem żadnej presji wyniku. Nawet nie pojechałem madisona, aby nie ryzykować niepotrzebną kraksą. Na krajowych zawodach, niestety w odróżnieniu od zawodów międzynarodowych, jest bardzo zróżnicowany poziom i umiejętności techniczne. Podjęliśmy decyzję z trenerem aby nie ryzykować i spokojnie realizować plan przygotowań.

I potrenowałeś jak należy?  

Na samych mistrzostwach naprawdę tak. Później, już po mistrzostwach Polski, sprawy się skomplikowały. Ciągle trenuję porządnie, jednak zostaliśmy odesłani do domów i nie możemy trenować na torze. Aczkolwiek zobaczymy, co z tego będzie. I nie chodzi tu tylko o moją formę, ale w ogóle o możliwość wyjazdu naszych zawodników na mistrzostwa Europy.

Na światło dzienne wychodzą informacje, że część zawodników i uczestników mistrzostw Polski zaraziło się koronawirusem. Tobie się upiekło, czy jesteś chory?

Ja jestem… nieokreślony. Wielu zawodników miało pozytywne testy, część miała nieokreślone. Mamy więc testy do powtórki. Czuję się jednak dobrze, nie mam obowiązku kwarantanny. Unikam wychodzenia, spotkań w grupach. Trenuję sam, a większość czasu spędzam w domu. Czekam na powtórny test, który określi, czy będę mógł pojechać do Płowdiwu, czy zostanę w domu. Trenuję nadal mocno, nie mam zaleceń aby odpuszczać. Bardzo dużo testów okazało się pozytywnych. Z jakichś względów koronawirus rozwinął się podczas tych mistrzostw. Ktoś musiał być zarażony i rozniósł chorobę. Teraz tylko pozostaje życzyć powrotu do zdrowia wszystkim „pozytywnym” i czekać na rozwój sytuacji.

Rozmowy można wysłuchać w formie podcastu. Sponsorem audycji jest PKN ORLEN

Mistrzostwa Europy planowane są w okresie 11-15 listopada w bułgarskim Płowdiwie. Co mogą oznaczać te zakażenia? Wyrok dla reprezentacji Polski? Niemcy ogłosili już, że nie wystartują, podejrzewam, że więcej krajów się wycofa.

Decyzja na dziś jest taka, że do wyjazdu ma dojść. W składzie… niemal na pewno mocno okrojonym. Kto pojedzie i w jakich konkurencjach wystartujemy, okaże się po kolejnych badaniach. Przepisy UCI mówią, że na 72 godziny przed wjazdem na teren kraju-organizatora zawodów musimy zrobić test na koronawirusa i on musi dać wynik negatywny, abyśmy w ogóle mogli przyjechać. Tylko zdrowi pojadą. Zobaczymy, jak się sytuacja rozwinie. Według mnie skład zostanie mocno okrojony. Zabraknie kilku faworytów i pretendentów do medali. Nie chcę tu rzucać nazwisk, nie czuję się uprawniony, ale kadra na pewno będzie osłabiona. Faktycznie Niemcy ogłosili, że nie jadą. Już wcześniej wycofali się Holendrzy. Brytyjczycy mają pojawić się w trzyosobowym składzie mężczyzn i są to trzej młodzi zawodnicy ze średnich dystansów. Aczkolwiek słyszałem nieoficjalnie, że w ogóle nie przyjadą. Belgowie i Duńczycy również się wycofali. Jaki rok, takie mistrzostwa Europy, ale tytuł jest tytuł. Ktoś musi tytuły i medale rozdać, ktoś je musi zdobyć. Okaże się, czy Polacy będą mogli o nie powalczyć.

Co w takim razie bardziej cię zajmuje: torowe mistrzostwa Europy czy oficjalne, szykowane przez UCI, mistrzostwa świata w e-kolarstwie? Znalazłeś się bowiem w reprezentacji Polski na te zawody na trenażerach.

Te akurat mistrzostwa odbędą się równo za miesiąc. Ja po prostu trenuję. Nie wiem, jak będą wyglądały mistrzostwa Europy w moim wykonaniu. Nie dość, że ten rok nie obfitował w starty, to jeszcze miałem kontuzję, która mnie wykluczyła z kilku, które pozostały w kalendarzu. Złamałem obojczyk podczas zawodów w Czechach. Podchodzę do obu startów z luźną głową. Mistrzostwa świata z Zwifcie będą dwa i pół tygodnia po torowych ME. Sezon przeciągnę delikatnie dłużej, zobaczymy, co z tego wyjdzie. Z jednej strony te mistrzostwa świata traktuję jako zabawę, z drugiej są pierwsze – historyczne. Otwiera się nowy rozdział w kolarstwie. Zwift znajduje rzeszę fanatyków. Wielu kolarzy, w tym i ja, bardziej intensywne treningi wykonuje właśnie na tej platformie, szczególnie, że pogoda coraz mniej sprzyja. Nawet chwilę po naszej rozmowie siadam na trenażer i wystartuję w etapówce z reprezentacją Polski. Nie rozdzielam tych przygotowań, jedne i drugie prowadzą i tak w jedną stronę – przyszłorocznych igrzysk w Tokio.

Można się domyślać, że rozwój tej formuły e-kolarstwa spotęgowała tegoroczna sytuacja pandemiczna, kolejne lockdowny.

Zgodzę się, że to pandemia wywołała ten boom na ściganie na trenażerach, ale te mistrzostwa świata anonsowano już podczas ubiegłorocznych szosowych mistrzostw świata w Yorkshire. Wtedy odbyła się oficjalna prezentacja. Zwift to idealna alternatywa na zimową jazdę, kiedy po pracy jest już ciemno i nie ma jak trenować. Mnóstwo ludzi się w ten sposób przygotowuje, ściga, łącznie z zawodnikami z zawodowego peletonu. Znakomitą większość stanowią amatorzy, oni robią główną frekwencję. Pandemia faktycznie podkręciła jej popularność. Można łatwo zauważyć tendencję rosnącą, jeśli chodzi o liczbę uczestników. Niezależnie, o której nie zaczynałem kręcić, czy była to ósma rano, środek dnia, czy godzina 19:00, liczba obecnych nie schodziła poniżej 20 tysięcy, a momentami przekraczała trzydzieści tysięcy osób! Nawet latem kręciło w domach stale pięć-sześć tysięcy ludzi, mimo że przecież mogli wychodzić z domów. A znów się zaczynają ograniczenia, lockdowny, pogoda się psuje, więc ta liczba rośnie.

Kierunek Tokio #80

Na czym te mistrzostwa mają polegać?

Odbędzie się jeden wyścig – 9 grudnia – w wirtualnym świecie „Watopia”. Co ciekawe, jak się ściąga te treningi na aplikację kolarską Strava, to trasy są zlokalizowane na jakichś niezamieszkałych wyspach na Pacyfiku. To jakaś wulkaniczna fikcyjna wyspa. Nazwa „Watopia” wywodzi się, wiadomo, od watów i utopii. Trasa nazywa się Watopie Figure 8 Reverse, czyli ósemka z dwoma podjazdami plus jeszcze na metę będziemy dodatkowo podjeżdżać tzw. kom – na początku stromy, potem nieco popuszczający. Zapowiada się fajna rywalizacja do samej mety. Tej rundy jeszcze nie przejechałem w takiej formie jak na mistrzostwa. Mamy oficjalne treningi wyznaczone przez UCI. Na pewno jeszcze się zmierzę z tą trasą, aby wiedzieć, w którym momencie trzeba uważać. Sam jestem ciekaw jak to wszystko będzie wyglądać, bo na pewno pojawią się mocne nazwiska z szosy, z worldtourowych ekip.

Pojawia się Międzynarodowa Unia Kolarska, zatem reprezentację musiał wyłonić Polski Związek Kolarski. Startuje dziewięcioro zawodników zarówno znanych z szosy i toru, ale i typowych e-sportowców.

Zwift jest taką aplikacją, że nie da się pojechać drużynowo. Nie da się nikogo rozprowadzić.

Czyli każdy de facto jedzie indywidualną jazdę na czas i moc?

Dlatego to daje każdemu szansę. Mamy w kadrze dwóch typowo zwiftowych zawodników: Andrzeja Poczkopkę i Michała Kamińskiego. Ubiegłej zimy startowałem w jakimś polskim tourze, gdzie mieliśmy etap z podjazdem na Alp d’Zwift, czyli odzwierciedlenie francuskiego Alp d’Huez. Etap ten wygrał Andrzej z dużą przewagą. Ja byłem bodaj siedemnasty i straciłem z piętnaście minut. Nawet w Eurosporcie mogliśmy obejrzeć rywalizację w e-Tour de France czy Wyścig dookoła Flandrii, gdzie jeździli zawodnicy z World Touru. Mogliśmy zobaczyć choćby jak Rohan Dennis jeździ na trenażerze, jak potrafi kręcić w tej aplikacji i jeśli on wystartuje, to z pewnością będzie głównym faworytem do zwycięstwa. Pewne jest też to, że typowo zwiftowi zawodnicy nie będą stanowili tła, tylko włączą się do rywalizacji i będą silną konkurencją dla zawodowców.

Wiele wyścigów faktycznie się odbyło szczególnie wiosną, choćby e-Tour de Pologne. Nasuwa mi się pytanie, czy nie pojawią się oszuści, którzy będą jakoś próbowali specjalnie zmienić tak ustawienia, by przekłamać wyniki?

Temat jak oszukać i jak działa doping w tej dziedzinie, pojawia się zawsze. W Zwifcie działa taka organizacja – ZADA. W realu działa WADA, a tam ZADA, która pilnuje czy zawodnicy kręcą swoje waty. UCI jest uczulona na takie oszustwa. Każdy zawodnik zgłoszony do mistrzostw przez krajową federację wypełniał specjalne ankiety i podawaliśmy w nich wszelkie możliwe dane. Każdy też otrzyma trenażer, przy którym nie można nic grzebać, próbować konfigurować, bo po podłączeniu do sieci od razu pojawi się informacja, że ktoś z zewnątrz próbował tam ingerować. Dodatkowo dzień przed startem musimy nagrać i dostarczyć filmik z mierzenia i ważenia, aby była podana prawidłowa waga i wzrost. Poza tym wszyscy muszą mieć licencję PZKol, mimo że Andrzej czy Michał nie jeżdżą w elicie, tylko ścigają się w mniejszych imprezach typu maratony MTB. Dlaczego? Ponieważ wtedy POLADA, czyli Polska Agencja Antydopingowa będzie mogła ich skontrolować. Ja miałem kontrolę w czasie ostatnich mistrzostw Polski, dodatkowo dzisiaj o 7:30 rano zastukała do mnie kontrola do domu. Wszyscy musimy deklarować miejsce pobytu w systemie Adams.

Z tego co mówisz, sprawia to wrażenie, że o oszustwo będzie naprawdę trudno.

No tak, bo ten temat wraca i choćby podczas e-Tour de Pologne pojawiały się kontrowersje o oszustwa. Mówiło się, że ktoś jedzie na góralu i wygrywa, ale tutaj akurat nie ma znaczenia jaki rower podepniesz do Zwifta – czy MTB, czy szosówkę. Swoje trzeba kręcić, ale można próbować kombinować z ustawieniami trenażera. Na przykład wpisać niższą wagę.

A na jakim dystansie pojedziecie?

50 km, czyli pewnie około godziny wysiłku. Coś porównywalnego do madisona, czy może bardziej do wyścigu punktowego, bo nie będzie tych odpoczynków, które chyba bardziej przeszkadzają w madisonie, niż faktycznie dają odpocząć. Czyli „moje” waty, ale z górkami. To taka trochę dłuższa czasówka.

A jakie ty waty jesteś w stanie wykręcić podczas takiego wysiłku na Zwifcie?

Podczas e-Tour de Pologne kręciłem około 330 watów przez godzinę. Zależy od wyścigu, ale tam akurat były podobne dystanse. Wyścigów na Zwifcie jest od groma, co chwilę, co kwadrans. Każdy może spróbować. Za chwilę mam stanąć na starcie na Polach Elizejskich. Przez pierwsze dwie minuty idzie się w tak zwanego trupa, a potem trzeba to tempo utrzymać, względnie przyśpieszać, a potem zafiniszować.

Muszę cię zapytać o tę sytuację z zawodnikiem z kadry torowej przyłapanym na stosowaniu EPO.

Słyszałem o tym przypadku. Na razie to informacja kuluarowa, więc nie znam żadnych szczegółów i wolałbym tego nie komentować. Takie sprawy jednak powodują zniesmaczenie i rzucają złe światło na kolarstwo i sport w ogóle.

Rozmawiał
DARIUSZ URBANOWICZ

Reprezentacja Polski na MŚ w e-kolarstwie

Elita Kobiet: Magdalena Czusz (ZTPL Cycling Club), Aurela Nerlo (CCC Liv Team), Sonia Cięciel (Active Jet/ZTPL Cycling Club).

Elita Męźczyzn: Paweł Bernas (Mazowsze Serce Polski), Michał Kamiński (Canyon Esports Development Team/ZTPL Cycling Club), Andrzej Poczopko (CryoSpace Olsztyn/ZTPL Cycling Club), Wojciech Pszczolarski (Wibatech Merx Wrocław), Adam Stachowiak (Voster ATS Team), Patryk Stosz (Voster ATS Team).


Subskrybuj
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
Pokaż wszystkie komentarze

Aktualności

Kalendarz imprez