Czy polscy kolarze szosowi wywalczą medal w Tokio?

Czy polscy kolarze szosowi wywalczą medal w Tokio?

Igrzyska olimpijskie w Tokio zdążyły zasłynąć z bardzo wymagających minimów kwalifikacyjnych. Ale niektóre sporty będą zmagać się z wysokim poziomem trudności, który organizatorzy zaserwują zawodnikom już na samej imprezie. Jedną z takich dyscyplin jest kolarstwo szosowe. O charakterystyce trasy, o tym jaki typ zawodników będzie faworyzowała, potencjalnych kandydatach do medali, oraz szansie na sukces naszych kolarzy zapytaliśmy ekspertów – Czesława Langa, Piotra Wadeckiego oraz Adama Probosza.

Łatwo nie będzie

Na początek przyjrzyjmy się samej trasie kolarskiej ze startu wspólnego mężczyzn. Liczy ona 234 kilometry. Jest nieco krótsza od tej, którą kolarze musieli przejechać na igrzyskach olimpijskich w Rio de Janeiro – brazylijska szosa miała 237,5 kilometra długości. Ale bynajmniej nie oznacza to, że ta japońska jest łatwiejsza. Przewyższenie wynosi na niej aż 4865 metrów i zawiera dwa szczególnie trudne podjazdy – Fuji Sanroku oraz Mikuni. Pierwszy z nich wyróżnia się długością, licząc ponad czternaście kilometrów. Z kolei drugi posiada nachylenia miejscami dochodzące do dwudziestu procent. Dodatkowo Japonia to górzysty kraj. Zawodnicy łącznie aż pięciokrotnie wzniosą się na wysokość przekraczającą tysiąc metrów nad poziom morza. Spora różnica w porównaniu do wyścigu w Rio de Janeiro, w którym maksymalna wysokość ledwie przekraczała pięćset metrów.

Profil trasy wyścigu ze startu wspólnego mężczyzn na igrzyskach w Tokio. Źródło: Oficjalna strona igrzysk w Tokio

– Trudna trasa, patrząc nawet na ilość przewyższeń. Dystans również zrobi swoje. Wyścigi powyżej dwustu kilometrów mają taką specyfikę, że dopiero po drugiej setce widać, kto jest naprawdę dobry – mówi Czesław Lang, legenda polskiego kolarstwa szosowego i srebrny medalista olimpijski z Moskwy.

Obecny selekcjoner naszej kadry kolarzy szosowych – Piotr Wadecki – miał możliwość sprawdzenia trasy olimpijskiej osobiście, pokonując ją dwukrotnie. Według jego wniosków, kluczowym etapem wyścigu będzie podjazd pod górę Fudżi.

– Pierwszy odcinek nie jest bardzo trudny. Jest trochę techniczny, bo trasa prowadzi wąskimi drogami i przez siedemdziesiąt kilometrów idzie lekko w górę. Ale to nie jest wymagający podjazd. Natomiast selekcja zawodników powinna nastąpić na podjeździe do góry Fudżi, który nastąpi w połowie dystansu wyścigu. Tam uformuje się niewielka grupa kolarzy, którzy rozegrają walkę o medale pomiędzy sobą – analizuje Wadecki.

Ponadto nasz olimpijczyk z Sydney mógł na własnej skórze przekonać się o jeszcze jednej niedogodności czyhającej na kolarzy. Jest nią specyficzna pogoda, która w połączeniu z wysokościami na trasie – rekordowo kolarze znajdą się 1451 metrów nad poziomem morza – będzie stanowić naprawdę trudną kombinację dla organizmów zawodników.

– Warunki atmosferyczne, które będą panowały w tym czasie w Japonii, będą równie wymagające jak sama trasa. Kolarzom będzie towarzyszyć wysoka temperatura oraz bardzo duża wilgotność powietrza. To będzie ekstremalnie ciężki wyścig. Nie ma możliwości, żeby któryś z zawodników przyjechał przygotowany na siedemdziesiąt procent możliwości. Trzeba być gotowym na dwieście procent, żeby na takiej trasie myśleć o nawiązaniu jakiejkolwiek walki z najlepszymi – dodaje Wadecki.

Jaki typ zawodnika ma szansę osiągnąć sukces?

Na to pytanie odpowiedział nam Adam Probosz – ekspert kolarstwa, od wielu lat komentujący ten sport na antenie Eurosportu.

– Przewyższenie – wynoszące prawie pięć tysięcy metrów – to jest coś, co sprawia że już dawno na igrzyskach nie mieliśmy takiej trasy. Na pewno faworyzuje zawodników, którzy potrafią świetnie jeździć po górach. Chociaż słyszałem opinie po przeprowadzonych rekonesansach, że trasa nie jest aż tak ciężka, jak to wygląda na profilu. Nie zmienia to faktu, że posiada naprawdę trudne podjazdy. Dla mnie – zdecydowanie dla górali – mówi Probosz, po czym dodaje – Start mogą odpuścić sprinterzy, bo nie będą mieli jak się wykazać. Myślę, że oni będą zupełnie bez szans. To trasa przede wszystkim dla kolarzy takich jak Tadej Pogacar czy Primoz Roglic, którzy walczą w wielkich tourach. Mocni będą również Kolumbijczycy, na przykład Egan Bernal i Nairo Quintana, bo to będzie wyścig dla zawodników tego typu. Jednak nawet tacy zawodnicy jak Julian Alaphilippe czy Wout Van Aert w obecnej formie będą mieli problem.

Ale właśnie – czy wyłącznie zawodnicy słynący z jazdy po wzniesieniach będą liczyć się w walce o medale? Tu zdania są podzielone. Lang i Wadecki mimo wszystko upatrują szans wśród bardziej uniwersalnych kolarzy. Oczywiście – bez dobrego przygotowania do podjazdów ani rusz, ale również zawodnicy specjalizujący się w w jednodniowych wyścigach klasycznych powinni włączyć się do rywalizacji o najwyższe miejsca.

– To musi być typ kolarza, który dobrze jeździ po górach. Ale widzę też szanse dla klasykowców, takich jak Julian Alaphilippe czy Michał Kwiatkowski. Myślę, że oni przetrzymają góry i na finiszu mogą rozegrać walkę o medale. Zawsze wygląda to inaczej, kiedy jest kolarz, który potrafi w ciągu jednego dnia dać z siebie wszystko, nie rozkładając wysiłku na ileś tygodni ścigania – komentuje Lang.

A konkretnie, który z zawodników powinien poradzić sobie na trasie wyścigu olimpijskiego? Do wyżej wspomnianych dodalibyśmy Mathieu van der Poela. Holender – podobnie jak Van Aert – łączy kolarstwo szosowe z przełajowym, co w przypadku takiej trasy stanowi dodatkowy atut. Groźny będzie również Szwajcar Marc Hirschi, który w poprzednim sezonie o zaledwie kilka centymetrów wygrał brązowy medal mistrzostw świata po walce z naszym Michałem Kwiatkowskim. A skoro już jesteśmy przy Polakach, to zadajmy sobie pytanie…

Czy Kwiatkowski i Majka mają szansę na medal, i dlaczego tak wiele będzie zależeć od trzeciego zawodnika?

Sporo obiecujemy sobie po występach naszej dwójki czołowych kolarzy. Michał Kwiatkowski to nasz mistrz świata w wyścigu ze startu wspólnego z 2014 roku. Z kolei Rafał Majka zdobył brązowy medal na igrzyskach w Rio de Janeiro. Według trenera Wadeckiego, styl jazdy obu zawodników dobrze pasuje do japońskiej trasy.

– Tę trasę pojedzie kolarz uniwersalny, który dobrze jeździ wyścigi klasyczne, ale też dobrze podjeżdża. Zarówno Rafał Majka jak i Kwiatkowski potrafią tak jeździć. Majka walczył na wyścigach jednodniowych takich jak Il Lombardia, które są zawodami rozgrywanymi w górskim terenie. Kwiatkowski wygrywał w Clasica de San Sebastian czy Mediolan-San Remo. Wyścigi długie, klasyczne, podobne specyfiką do startu olimpijskiego.

Czesław Lang: – Michał pokazuje, że potrafi się wspaniale przygotować. W ubiegłym roku pojechał bardzo dobre mistrzostwa świata, w których zajął czwarte miejsce. Do podium zabrakło mu trochę taktyki, za wcześnie zaatakował. Ale na trudnej trasie był fizycznie świetnie przygotowany. Natomiast Rafał Majka to medalista olimpijski. Obaj są zawodnikami, którzy potrafią jeździć na jednodniowych wyścigach. Wszystko zależy od formy. Ten sezon jest trochę zwariowany, zawodnik nie może zrealizować wszystkiego, co wcześniej sobie zaplanował. Niektóre wyścigi są odwoływane. Bardzo dużo będzie zależeć od tego, jakie zawody wybiorą nasi kolarze, żeby się przygotować.

Patrząc na profil trasy, większe szanse ma Rafał Majka. Co do Michała Kwiatkowskiego, musi być w bardzo dobrej dyspozycji. Widzieliśmy taką sytuację dwa lata temu podczas wyścigu Paryż-Nicea, że na decydujących podjazdach Kolumbijczycy mu odjeżdżali. Ale jeżeli potwierdzi się opinia, że kolarze jeżdżący dobrze w klasykach również poradzą sobie na tej trasie, to oczywiście Michała należy zaliczyć do tego grona – tłumaczy z kolei Adam Probosz.

Rafał Majka podczas startu w Giro d’Italia 2019. Fot. Newspix

Okej, zatem mamy dwóch zawodników, którzy mogą włączyć się do walki o medale. Rzecz w tym, że ich wynik może zależeć od… naszego trzeciego reprezentanta – zgodnie z rankingiem Międzynarodowej Unii Kolarskiej, tylu zawodników będziemy mogli posłać na igrzyska. Jednak jeszcze nie wiemy, kto uzupełni polską drużynę. Piszemy o drużynie, bo pomimo że medal idzie na konto jednego nazwiska, często wynika on z umiejętnej pracy całego zespołu. W przypadku igrzysk taki zespół stanowią głównie reprezentanci danego kraju, którzy wzajemnie się wspierają. I tutaj Piotr Wadecki musi dopasować kogoś, kto w pierwszej części trasy po prostu odciąży pozostałą dwójkę.

– Kluczem będzie trzeci zawodnik, który wykona dużą pracę do sto pięćdziesiątego–sto sześćdziesiątego kilometra. Który zrobi wszystko, żeby wspomniana dwójka przejechała w możliwie jak największym komforcie – i z jak najmniejszą utratą sił – do podjazdu na górę Fudżi. Na tę chwilę zagadką jest, kto zostanie tym trzecim kolarzem –  wyjaśnia nam sam zainteresowany.

Jednak Adam Probosz ma swój typ co do tego, kto może się sprawdzić w roli trzeciego zawodnika: – Powinien być to kolarz, który pojedzie również w jeździe indywidualnej na czas. Mówi się o Maćku Bodnarze. Na pewno przydałby się zawodnik, który w pierwszej części wyścigu potrafiłby podjechać podjazdy i – mówiąc kolokwialnie – przeciągnąć przez nie swojego lidera. Już pierwszy podjazd, Doushi Road, jest trudnym początkiem wyścigu. Nasi kolarze będą potrzebowali kogoś, kto na trasie będzie potrafił po prostu im pomóc. Nie tylko narzuci tempo, ale też – na przykład w razie defektu – dowiezie ich do głównej grupy, da komfort psychiczny w drugiej części wyścigu. Do tego potrzeba bardzo wszechstronnego kolarza. Maciej Bodnar na pewno jest tego typu zawodnikiem, natomiast nie wiem jak poradzi sobie na górkach.

Czy Tour de France pomoże Polakom wywalczyć medale?

Szans medalowych dla Polaków upatrujemy również w dwóch innych czynnikach. Pierwszym są przepisy wyścigu olimpijskiego. Podczas startu wspólnego na igrzyskach najsilniejsze reprezentacje mogą wystawić maksymalnie pięciu reprezentantów, kiedy na mistrzostwach świata ta liczba wynosi ośmiu kolarzy. Oczywiście, dalej lepiej jest mieć pięciu zawodników niż trzech, jak w naszym przypadku. Jednak takie ograniczenie powoduje, że żadna z dominujących nacji i tak nie będzie w stanie samodzielnie kontrolować przebiegu wyścigu od początku do końca. To powinno spowodować, że od podjazdu pod górę Fudżi zawodnicy z czołówki zaczną jechać na własny rachunek.

Drugim czynnikiem jest terminarz. Wiadomo, obecnie znajdujemy się w czasach pandemii. Kalendarz kolarski jest wyjątkowo napięty. Dość powiedzieć, że od zakończenia Tour de France do olimpijskiego wyścigu  ze startu wspólnego będzie dzielić nas tylko sześć dni. Pomimo tego, wielu zawodników z czołówki już zapowiedziało udział w najsłynniejszym wyścigu kolarskim na świecie. Trudno wyobrazić sobie, by po wymagających zawodach etapowych organizmy kolarzy doszły do siebie w tak krótkim czasie. Zakładając, że uda się pogodzić oba starty – przeszkodzić mogą oczywiście kwestie związane pandemią, takie jak odbycie kwarantanny. Zatem część zawodników z czołówki może odpuścić starty we Francji. Natomiast inni potraktują je jako ostatni etap przygotowania lub… postawią na dobry wynik właśnie podczas Wielkiej Pętli. Wszak to przecież sowicie opłacana i bardzo prestiżowa impreza. A ten ostatni wariant oznaczałby mniejszą konkurencję dla naszych rodaków w Tokio.

Choć tak naprawdę najważniejsze, by oni byli w formie. Bo jeśli będą, to każdy z nich może powalczyć o medal.

SZYMON SZCZEPANIK

Fot. Newspix


Subskrybuj
Powiadom o
guest
5 komentarzy
Najstarsze
Najnowsze Najlepiej oceniane
Inline Feedbacks
Pokaż wszystkie komentarze
Greg
Greg
3 miesięcy temu

I Michal i Rafal jada na TDF i będą wypruwac sobie żyły dla Bernala/Pogacara na każdym etapie, szanse w Tokio zatem minimalne na cokolwiek

Ostatnio edytowany 3 miesięcy temu przez Greg
Giampaolo
Giampaolo
3 miesięcy temu
Odpowiedz  Greg

Niekoniecznie. Wielu zawodnikom taki okrutny górski trening, taka forma rozgrzewki wychodzi na dobre i jest warta zmęczenia. Spójrz na wyniki wyścigu o Mistrzostwo Świata 2020 w Imoli. Też tydzień po Tour de France i co? Całe podium zajęli zawodnicy którzy aktywnie przejechali Tour. Alaphilippe aż do przesady zabierał się w ucieczki na Tourze i w ten sposób rozgrzał się do Mistrzostw i zdobył złoto. Ośmiu uczestników Tour de France w pierwszej dziesiątce tego wyścigu w Imoli. Sam Michał pokazywał w przeszłości, że poprzez wykonanie ciemnej roboty dla Froome’a i Thomasa jest w stanie zrobić formę na wyścigi po Tourze. W… Czytaj więcej »

Giampaolo
Giampaolo
3 miesięcy temu

Generalnie jak od lat czytam przewidywania eksperckie Pana Probosza, to mam wrażenie, że intuicja częściej go zawodzi niż nie. Podobnie jak Panowie Lang i Wadecki skłaniam się ku temu, że wygra jakiś specjalista od górzystych jednodniówek typu Alaphilippe, Hirschi, a może nawet Wout van Aert (ale podobno Belgowie raczej postawią na już prawie zdrowego Evenepoel’a), gdyż od ostatniego podjazdu dla typowych górali do mety będzie wiodło aż 30 km. Z tej też przyczyny mam nadzieję, że naszym liderem na ten wyścig będzie Kwiatek. W Rio też miał wygrać typowy góral, naszym liderem był typowy góral. A kto wygrał? Typowy klasykowiec… Czytaj więcej »

Grzegorz
Grzegorz
3 miesięcy temu

Przecież MVDP nie startuje w RIO na szosie

Fan Kazimierza D.
Fan Kazimierza D.
3 miesięcy temu

Raczej bez szans na dobry wynik na Olimpiadzie.
Po prostu obaj nasi mistrzowie to dziś wyrobnicy pracujący na innych.
Czas płynie a nie ma ich następców.
Jak to się dzieje że maleńka Słowenia leje nas w sportach zespołowych, sportach zimowych a w kolarstwie to potęga. Czy Słoweńcy to nadludzie w porównaniu do Polaków?
Po prostu nie ma u nich WF w szkołach na polską modłę.

Aktualności

Kalendarz imprez