Czy Paryż jest gotowy na igrzyska?

Czy Paryż jest gotowy na igrzyska?

Niecałe trzy lata – tyle czasu pozostało do następnych igrzysk olimpijskich, które tym razem zagoszczą w Paryżu. Biorąc pod uwagę, że stolica Francji została wybrana na gospodarza w 2017 roku, do końca przygotowań powinno być już bliżej, niż dalej. Czy rzeczywiście tak jest? Jakie wyzwania wciąż stoją przed organizatorami i czy ograniczają się wyłącznie do kwestii budowy aren sportowych? Wreszcie, czy Paryż jest gotowy na zorganizowanie igrzysk olimpijskich? Postaramy się odpowiedzieć na poniższe pytania.

Igrzyska jak impreza w domu – każdy chce być, nikt nie chce zrobić

Zacznijmy 2017 roku i wyborów, które odbyły się podczas 131. sesji Międzynarodowego Komitetu Olimpijskiego, zorganizowanej w Limie. Kontrkandydatami Francuzów były takie miasta, jak Los Angeles, Budapeszt, Rzym i Hamburg. Lecz dalsze losy kandydatur uświadamiają zmieniające się podejście do zorganizowania igrzysk olimpijskich. Mijają lata, w których każde miasto – a właściwie kraj, gdyż organizacja takiego wydarzenia to de facto przedsięwzięcie państwowe – łaknie zostać gospodarzem za wszelką cenę. Zresztą z powojennej historii igrzysk wiemy, że większość miast-organizatorów musiała dokładać do imprezy. Z tego też względu Rzym wycofał kandydaturę wysuniętą przez Włoski Komitet Olimpijski. Władze samego miasta – ku niezadowoleniu rządu i WKOl – argumentowały swoją decyzję tym, że stolicy Włoch po prostu nie stać na taką rozrywkę.

Ważnym elementem jest również poparcie przedsięwzięcia przez lokalne społeczeństwo. I tak odpadła kandydatura Budapesztu, w którym wśród mieszkańców miasta zorganizowano petycję za przeprowadzeniem referendum przeciwko organizacji zawodów. Ale to drugie nie było potrzebne. Sama petycja zebrała ponad 260 tysięcy podpisów – prawie dwa razy więcej, niż było to wymagane. Stąd władze zaniechały pomysłu przeprowadzenia igrzysk. Wcześniej z tego samego powodu zrezygnował Hamburg, w którym 51,6 % mieszkańców zdecydowało, że nie chce igrzysk.

Pozostały zatem kandydatury Los Angeles oraz Paryża. Lecz pomiędzy tymi miastami nie doszło do walki na noże. Bo obecnie igrzyska można porównać do domówki – każdy chce w nich wziąć udział, ale nie każdy chce je organizować. Wobec takiego obrotu spraw oba miasta dogadały się zarówno ze sobą, jak i MKOl. Paryżowi przyznano igrzyska 2024, co dla Francuzów było o tyle istotne, że wypadają równo sto lat po tym kiedy miasto ostatni raz było gospodarzem olimpijskich zmagań. Los Angeles zostało zaś jedynym kandydatem do przeprowadzenia turnieju w 2028 roku. Samemu Komitetowi taki obrót spraw był na rękę – załatwiono gospodarzy od razu na dwie imprezy. A jak widzicie, ostatnimi czasy do organizacji igrzysk bynajmniej nie ustawiała się kolejka chętnych.

Jaki jest pomysł Paryża na igrzyska?

Złośliwi mogliby powiedzieć, że stolica Francji ma stosunkowo prosty plan na organizację imprezy olimpijskiej. Zawiera się on w zwrocie „wyjść na plus”. Zarówno pod względem kosztów poniesionych na same igrzyska, jak i późniejszej adaptacji budynków. Zapomnijcie o 2008 roku oraz igrzyskach w Pekinie, w które Chińczycy włożyli 44 miliardy dolarów. Ba, Paryż pod względem kosztów nawet nie zbliży się do Londynu (14,6 mld), Rio de Janeiro (13 mld) czy Tokio (ponad 15 mld). Przewidywane koszty łączne obliczono na 7,25 miliarda zielonych. Zgodnie z założeniami, to mają być pierwsze igrzyska, których budżet przeznaczony na budowę lub remont obiektów – 3,35 miliarda dolarów – będzie mniejszy niż docelowe fundusze przeznaczone na igrzyska.

O podejściu władz do budżetu igrzysk wiele mówi fakt, że odrzuciły one propozycję remontu Stade de France za kwotę 450 milionów euro. Propozycja wyszła od spółki Vinci, która obecnie posiada koncesję na użytkowanie obiektu. Obecny plan renowacji zakłada wpompowanie w główny stadion zaledwie pięćdziesięciu milionów. Gdy mowa o imprezie rangi igrzysk, taka kwota wydaje się naprawdę niewielka.

Oczywiście, budżet może zostać przekroczony. Ale tu powstaje pytanie, jak to możliwe, że Francuzi zorganizują igrzyska za tak relatywnie niewielkie pieniądze? Wszystko przez koncept jak największej kompatybilności imprezy z całym miastem. Zrezygnowano z  pomysłu parku olimpijskiego, który zwykle na igrzyskach pełni rolę miejsca będącego centrum wydarzeń. Teraz rywalizacja ma zostać bardziej rozłożona w obrębie całego miasta, a arenami wielu zmagań staną się miejsca kultowe nie tyle w świecie sportu, co w świadomości społecznej w ogóle. To wizytówki turystyczne Paryża, bez zobaczenia których pobyt w stolicy Francji się nie liczy.

Mapa z oznaczonymi lokacjami, które zostaną wykorzystane podczas igrzysk. Źródło: ©Solideo https://projets.ouvrages-olympiques.fr/en/map-of-olympic-venues-and-infrastructures/

I tak na Polach Marsowych odbędzie się turniej siatkówki plażowej. Z kolei gdybyście za trzy lata w sierpniu znaleźli się w okolicach Wersalu, będziecie mogli obejrzeć tam zawody w jeździectwie, czy też pięcioboju nowoczesnym. W ramach dygresji – nie martwcie się wtedy, że oglądanie drugiej z tych konkurencji zajmie wam cały dzień. Ma zostać znacznie przyspieszona i rozegrać się w… zaledwie dziewięćdziesiąt minut!

Oczywiście, to tylko wierzchołek góry lodowej przemian i wypuszczenia sportów dosłownie do miasta. Najbardziej kontrowersyjny z nich – breakdance – odbędzie się na Place de la Concorde. Szermierze będą walczyć w Grand Palais – hali wystawowej, wybudowanej w 1900 roku z okazji wystawy Expo. A skoro już przy wystawach jesteśmy, to takie sporty jak siatkówka, koszykówka czy tenis stołowy odbędą się na terenie obecnego centrum konferencyjnego Paris Expo Porte. Łucznicy będą strzelać na terenach Pałacu Inwalidów – kompleksu budynków, który został wzniesiony  jeszcze przez Ludwika XVI. Nawet ceremonia otwarcia igrzysk będzie przełomowa. Nie odbędzie się ona na stadionie, jak to zwykle ma miejsce, tylko nad Sekwaną. Kibice będą zgromadzeni na brzegach rzeki oraz przycumowanych barkach.

Lecz stolicy Francji pod względem urbanistycznym przyświeca jeden cel, który można określić jako nadrzędny…

Odmienić oblicze Sekwana-Saint-Denis

Najważniejsze obiekty, takie jak centrum nadawczo-informacyjne, wioska olimpijska czy pływalnia znajdować się będą w północno-wschodniej części miasta. To tam mieści się arena głównych zmagań olimpijskich – doskonale znany każdemu kibicowi piłki nożnej Stade de France. Jednak poza wybraniem się w okolicę stadionu na dobry meczyk raczej nie polecalibyśmy urządzać sobie tam całodniowego zwiedzania…

Departament ten uchodzi za jeden z najbiedniejszych nie tylko w okolicach Paryża, ale wręcz w całym kraju. Strukturę społeczną tworzą w nim głównie imigranci oraz ich potomkowie. Trzydzieści procent mieszkańców pochodzi z Afryki, a mowa tu wyłącznie o osobach bez francuskiego obywatelstwa. Warunki mieszkaniowe są dramatyczne, tak jak zresztą i poziom bezrobocia. Sektor publiczny jest skrajnie nieudolny. Każdy funkcjonariusz czy urzędnik po prostu się stamtąd przenosi. Mowa tu nie tylko o służbach mundurowych, ale też nauczycielach. To problem rozległy do tego stopnia, że władze starają się zachęcić pracowników państwowych do pozostania na miejscu wypłacając premię w wysokości dziesięciu tysięcy euro pod warunkiem, że ci nie opuszczą dzielnicy przez pięć lat.

Kwitnie za to szara strefa, lecz ta otrzymała dotkliwy cios w ubiegłym roku, podczas szczytu pandemii. Kiedy ulice opustoszały, upadł lokalny handel, będący jedynym źródłem utrzymania wielu mieszkańców. Problem był tak wielki, że dzielnicy groziły zamieszki na tle głodowym – 28 procent jej mieszkańców żyje poniżej granicy ubóstwa.

Protesty na tamtym obszarze odbywają  się zresztą dość regularnie. Największe miały miejsce w 2005 roku, kiedy po śmierci dwóch nastoletnich chłopców uciekających przed kontrolą policyjną imigranci wyszli na ulice. Protesty, które miały zwrócić uwagę na tragiczną sytuację imigrantów, ich biedę, fatalne warunki mieszkaniowe i ogólny brak perspektyw, przerodziły się w zamieszki. Te zaś rozległy się na biedne dzielnice w całym kraju, a ich symbolem stały się płonące samochody. Zniszczono prawie dziewięć tysięcy aut, a całość strat oszacowano na dwieście milionów euro. Od tego momentu Paryż panicznie obawia się powtórki z 2005 roku.

Niestety, świetnie w Saint-Denis ma się przestępczość, na czele z handlem narkotykami. Popularny jest w szczególności crack – silnie uzależniający rodzaj kokainy najgorszego sortu. Uzależnienie od narkotyku stało się celem egzystencji całej masy bezdomnych, koczujących na obrzeżach miasta. Za jedną z ich głównych siedzib powszechnie uznawało się przejście podziemne pod paryską obwodnicą, które łączyło znajdującą się w departamencie gminę Pantin ze stolicą. Problem był tak wielki, że kilka dni temu tunel zdecydowano się zamurować. Za tą decyzją poszedł fatalny w skutkach przekaz. Mur jest traktowany jako namacalny dowód na to, że bogaty Paryż odgradza się od problemów podmiejskiej biedoty, pozostawiając ją na pastwę losu.

Zamurowane przejście podziemne, które do tej pory łączyło gminę Pantin ze stolicą.

Zatem Paryż zdecydował się polepszyć warunki bytowe mieszkańców swej najgorszej dzielnicy poprzez jej przebudowanie. Rzecz jasna, igrzyska nie rozwiążą wszystkich problemów, lecz może poprawią warunki choć niewielkiej części społeczeństwa departamentu Sekwana-Saint-Denis. Budowa wioski olimpijskiej ma zapewnić miejscowym pracę, a w dalszej perspektywie lepsze warunki bytowe. Bo mądrze zaprojektowana wioska olimpijska to z architekturalnego punktu widzenia nic więcej jak osiedle mieszkaniowe.

Basen olimpijski będzie równie ważnym elementem rozbudowy okolicy. To miejsce mające pozytywnie zaktywizować młodych ludzi, którzy żyjąc w tak niebezpiecznej dzielnicy często popadają w tarapaty. Jednak choć idea jest szczytna, to dobór lokalizacji pływalni treningowej w Aubervilliers pozostawia wiele do życzenia wśród samych mieszkańców. Znajdują się tam ogródki działkowe. W departamencie o tak złej sławie ogródki – które również są miejscem publicznym – pełnią ważną funkcję społeczną. Można tam odpocząć wśród zieleni, oderwać się od szarej rzeczywistości. Z tego względu w dzielnicy doszło do protestów przeciwko organizacji igrzysk.

Lecz zdecydowana większość francuskiego społeczeństwa – dokładnie 84 procent – popiera projekt Paryż 2024. Trudno się temu dziwić, departament Sekwana-Saint-Denis ma okazję wykorzystać swoją szansę. Tak, jak wykorzystał ją wschodni Londyn, w którym kilkanaście lat temu straszyły stare hale i odpady przemysłowe, wlewające się do Tamizy. Dziś to modna dzielnica z której mieszkańcy mogą być dumni.

Paryż albo coś posiada, albo zbuduje tymczasowo

Kiedy spojrzymy na listę obiektów, które Paryż planuje wykorzystać podczas igrzysk olimpijskich, powtarzają się tam dwa słowa. Budynek lub miejsce w którym będzie rozegrana dana konkurencja już istnieje, albo… zostanie wybudowany jako obiekt tymczasowy. Trudno wręcz nie odnieść wrażenia, że kiedy igrzyska się skończą, to w stolicy Francji nie pozostanie po nich ani śladu. Oczywiście, poza opisaną powyżej renowacją departamentu Sekwana-Saint-Denis. I tak tymczasowe będą obiekty do strzelectwa, wspinaczki sportowej czy też wszystkich tych dyscyplin, które zostaną rozegrane w zabytkowych miejscach. Zupełnie się temu nie dziwimy. Trudno, by Francuzi przed przykładowym Wersalem na stałe pozostawili tor do jeździectwa.

Zatem – parafrazując klasyka – czy jedyne, co Paryż musi zrobić by zorganizować igrzyska, to wydrukować bilety? Oczywiście, że nie. Nawet tymczasowe areny zawodów trzeba przecież wybudować lub dostosować obecnie istniejące budynki do przeprowadzenia danych sportów. Niektóre z istniejących obiektów doczekają się remontów. Lecz mało które miasto-gospodarz na trzy lata przed organizacją igrzysk znajdowało się w tak dobrej pozycji pod względem infrastruktury.

Na zakończenie mała ciekawostka. Igrzyska w Paryżu prawdopodobnie będą tymi, które ustanowią rekord pod względem odległości dzielącej jedną arenę zmagań od drugiej. Do tej pory to miano dzierżą igrzyska w Melbourne w 1956 roku. Wtedy zawody w jeździectwie nie zostały zorganizowane w Australii, lecz w Sztokholmie. Wszystko przez australijskie prawo, które nakładało półroczną kwarantannę na zwierzęta sprowadzane do tego kraju. Melbourne od Sztokholmu dzieli aż 15600 kilometrów.

I tu na scenę wkracza surfing – dyscyplina, która debiutowała na tegorocznych igrzyskach. Francja, choć sama posiada pokaźną linię brzegową, postanowiła zorganizować te zawody na terytorium zależnym. A dokładnie w Polinezji Francuskiej, położonej na samym środku Oceanu Spokojnego. Odległość od Paryża do archipelagu wysp wynosi w linii prostej… aż 15700 kilometrów!

SZYMON SZCZEPANIK

Fot. Newspix


Subskrybuj
Powiadom o
guest
1 Komentarz
Najstarsze
Najnowsze Najlepiej oceniane
Inline Feedbacks
Pokaż wszystkie komentarze
jakub
jakub
14 dni temu

bedzie sie dzialo gdy islamskie gangi pojda na lowy

Aktualności

Kalendarz imprez