Czy Bańka wobec Rosjan nie pęka?

Czy Bańka wobec Rosjan nie pęka?

Z punktu widzenia światowych mediów kwestia państwowego systemu dopingowego w sporcie Rosji pojawiała się w ciągu ostatnich pięciu lat i znikała niczym potwór z Loch Ness. Wytrawni znawcy tematu łapali się po prostu za głowę, dostrzegając skalę olbrzymiej manipulacji, jakiej dopuszczały się nie tylko moskiewskie agendy antydopingowe, lecz także współuczestniczący w potężnych oszustwach agenci służb specjalnych. Rosyjscy oficjele szli jednak do końca w zaparte, twierdząc, że dostrzeganie ich potwora dopingowego przez zagranicę jest tylko złudzeniem.

Poczynając od Igrzysk Olimpijskich w Rio de Janeiro, można już było się zgubić przy próbie zorientowania się – którzy z rosyjskich sportowców mają prawo występowania na arenie międzynarodowej, a którym tego zabroniono. W dodatku trwała przepychanka pomiędzy Międzynarodowym Komitetem Olimpijskim z jednej i Światowa Agencją Antydopingową (WADA) – z drugiej strony. MKOl starał się traktować Rosjan dosyć łagodnie, WADA zaś żądała o wiele ostrzejszego podejścia. 

Bomba wybuchła pod koniec 2014 roku, gdy niemiecki dziennikarz Hajo Seppelt ujawnił na antenie telewizji ARD zeznania rosyjskiej biegaczki Julii Stiepanowej i jej małżonka Witalija, demaskujące system dopingowy naszych wschodnich sąsiadów. W ślad za tym były szef laboratorium antydopingowego w Moskwie Grigorij Rodczenkow postanowił pójść już na całego, zdradzając Amerykanom dopingowe kombinacje Rosjan – chociażby podczas zimowych igrzysk olimpijskich w Soczi. Posypały się międzynarodowe sankcje, które szczególnie dotknęły lekkoatletów, ciężarowców, biegaczy narciarskich i panczenistów Rosji, a także przedstawicieli sportów paraolimpijskich tego państwa. Rosyjskie imperium sportowego zła znalazło się pod pręgierzem światowej opinii publicznej.

Kluczowym zagadnieniem pozostawało to, czy Rosjanie udostępnią do sprawdzenia całą bazę danych laboratorium antydopingowego w Moskwie, co wreszcie nastąpiło kilka miesięcy temu i wydawało się, że wreszcie wyznali oni wszystkie swoje grzechy, więc w styczniu 2019 pozwolono nawet na wznowienie prac tamtejszej agencji (RUSADA) ścigającej koksiarzy. Zaczęło się mówić o generalnym przywróceniu sportowcom rosyjskim prawa do występowania na igrzyskach olimpijskich i w wielu innych imprezach pod flagą narodową. I nagle wszystko się posypało. Okazało się bowiem, że przekazywane oficjelom WADA dane laboratoryjne zostały w ogromnym stopniu zmanipulowane, a dotyczy to ponoć ponad 15 000 próbek!

Z tego powodu działający w imieniu WADA Compliance Review Committee, kontrolujący proces dostosowywania się Rosji do wymaganych norm, zarekomendował generalne odsunięcie reprezentantów tego kraju od igrzysk olimpijskich, mistrzostw świata i Europy na najbliższe cztery lata, przy czym byłaby to banicja dotykająca również oficjeli i wykluczająca starania o przyznanie praw organizatora zawodów tej miary przez najbliższe kilkanaście lat. Tylko wiarygodnie sprawdzeni sportowcy byliby dopuszczani do startu – nadal jednak w statusie neutralnym.

Wygląda więc na to, że w perspektywie letnich  Igrzysk Olimpijskich 2020 w Tokio i zimowych w 2002 r. w Pekinie możliwości regularnego startu Rosjan przedstawiają się marnie. I nie na wiele zda się ratowanie twarzy – chociażby poprzez dymisję szefa krajowej federacji lekkoatletycznej Dymitra Szlachtina, gdy wyszło na jaw, że to bezpośrednio z jego winy został zdyskwalifikowany za unikanie kontroli antydopingowej halowy mistrz świata w skoku wzwyż Danił Łysienko. Nawet broniąca uparcie honoru Rosjan długoletnia arcymistrzyni skoku o tyczce Jelena Isinbajewa w końcu przyznała, że sportowych oficjeli w Moskwie trzeba wreszcie przepędzić na cztery wiatry. 

Mająca identyczne zdanie obecna królowa skoku wzwyż Maria Lasickene mocno jednak skontrowała prezydenta Agencji Antydopingowej USA (USADA) Travisa Tygarta, który stwierdził, że już nie sposób odróżnić, którzy sportowcy Rosji są „czyści”, a którym nie można wierzyć. Maria zwróciła uwagę Tygartowi, że powinien przede wszystkim zająć się koksiarzami amerykańskimi – przypominając wielkie afery dopingowe wokół kolarza Lance’a Armstronga, a także wokół mistrzów sprintu – Justina Gatlina i Christiana Colemana, których potraktowano akurat z wyjątkową pobłażliwością. 

Ale nawet waleczna i nigdy niepodejrzewana o stosowanie dopingu święta Maria musi pogodzić się z kolejnymi sankcjami, nakładanymi na przedstawicieli rosyjskiej lekkoatletyki przez Athletics Integrity Unit, specjalną komórkę światowej federacji LA, noszącej obecnie nazwę World Athletics. Oprócz kilkorga działaczy z Moskwy i wspomnianego Łysienki AIU zawiesiła też jego sławnego trenera Jewgienija Zagorulkę. 

Tymczasem przewodniczący Komitet Olimpijskiego Rosji Stanisław Pozdniakow robi dobrą minę do złej gry, uprzedzając, że w sprawie antyrosyjskich sankcji zostaną złożone odwołania do  Sportowego Trybunału Arbitrażowego w Lozannie, a oczywistych dowodów manipulowania próbkami jego zdaniem nie ma. W opinii Pozdniakowa, jakiekolwiek manipulacje mogą być tylko dziełem Grigorija Rodczenkowa, który przed ucieczką do USA skopiował cała bazę danych moskiewskiego laboratorium. No i na posiedzeniu rosyjskiego komitetu olimpijskiego w dniu 28 listopada przyjęte zostało twarde stanowisko: reprezentanci Rosji we wszystkich dyscyplinach mają wystartować w Tokio i Pekinie pod narodową flagą. Jeśli jednak międzynarodowe gremia się na to nie zgodzą, Rosja nie zbojkotuje igrzysk, tylko zgodzi się, by sportowcy tego kraju nadal startowali jako zawodnicy neutralni. 

Rekomendacje ogłoszone przez Compliance Review Committee rozpatrzy prezydium WADA na posiedzeniu 9 grudnia w Paryżu i – oczywiście – na ich podstawie uchwali nałożenie sugerowanych kar albo te propozycje zmodyfikuje, bo trudno przypuszczać, żeby zostały w całości odrzucone. Co ciekawe, będzie to decyzyjny debiut nowego prezydenta WADA Witolda Bańki, do niedawna naszego ministra sportu i turystyki. Jego anglosaskich poprzedników krytykowano za cackanie się z Rosjanami. Zobaczymy, czy w przeciwieństwie do tamtych ugodowców Polak okaże się twardzielem i będziemy mogli z satysfakcją powiedzieć: Bańka nie pęka!

MACIEJ PETRUCZENKO
(Przegląd Sportowy)


Aktualności

Kalendarz imprez