Czerwoni, nie bogaci. Demony w głowach pupilków Fidela

Czerwoni, nie bogaci. Demony w głowach pupilków Fidela

Teofilo Stevenson i Felix Savon dominowali na amatorskich ringach w najcięższych kategoriach przez 30 lat. Choć zapisali się w historii jako trzykrotni złoci medaliści igrzysk olimpijskich, to pod wieloma względami pozostali sportowcami niespełnionymi. Nigdy nie wystąpili na zawodowych ringach, a przez moment mieli na wyciągnięcie ręki gwarantujące ogromne pieniądze pojedynki z Muhammadem Alim i Mikiem Tysonem. Obaj pogubili się bez boksu – Savon znalazł się nawet w centrum pedofilskiego skandalu.

Żaden talent w bokserskiej historii naszego kraju nie świecił tak jasno jak Teofilo Stevenson – tłumaczył w czerwcu 2012 roku Fidel Castro. Kuba na wiele tygodni pogrążyła się w żałobie – dawny mistrz miał zaledwie 60 lat i był postrzegany jako okaz zdrowia. Nie powaliły go największe gwiazdy ringów, ale zrobił to atak serca. Na pogrzebie pojawiły się tłumy, chcące ostatni raz podziękować pięściarzowi, który wiele lat wcześniej wybrał wierność ideałom zamiast ogromnych pieniędzy.

Czymże są miliony dolarów wobec miłości milionów Kubańczyków? – pytał retorycznie jako dwukrotny mistrz olimpijski, odmawiając postawienia pierwszego kroku na ringach zawodowych. Taki scenariusz był niemożliwy do przyjęcia dla władz. Boksu zawodowego zakazał sam Fidel Castro w 1962 roku, uznając go za niemoralny i niebezpieczny dla zdrowia – jak każdy zawodowy sport. Wielcy kubańscy mistrzowie – Jose Napoles i Sugar Ramos – ratowali się ucieczką do Meksyku i tam kontynuowali kariery. Szans na zawodowe boksowanie w ojczyźnie już nie było. Zostawały tylko dwa wyjścia – dochowanie wierności komunistycznym ideałom lub ucieczka na zawsze.

Przez wiele dekad zawodnicy przeważnie wybierali pierwszą z tych opcji. W ojczyźnie nie brakowało im niczego – byli pupilkami władz i bohaterami masowej wyobraźni. W międzyczasie Kubańczycy stali się potęgą na olimpijskich ringach – od 1960 roku zdobyli 67 medali, w tym aż 34 złote. Jeszcze lepiej wygląda ich dorobek podczas mistrzostw świata, które są rozgrywane od 1974 roku. W sumie stawali na podium ponad 130 razy, z czego w większości na najwyższym stopniu.

Relacje Kuby z boksem zawodowym należą jednak do wyjątkowych burzliwych. Do pierwszej oficjalnie sankcjonowanej walki doszło tam w 1909 roku, ale już po dwóch latach takich pojedynków zakazano. Rzekomo prowadziły do konfliktów na tle rasowym. Zakaz nie sprawił jednak, że boks zniknął – po prostu przeniósł się do podziemia. W 1921 roku dyscyplinę ponownie zalegalizowano, tworząc przy okazji poważniejsze struktury i zapewniając państwowy nadzór.

Do łask wrócił też boks olimpijski. Pierwszy medal igrzysk w boksie Kubańczycy przywieźli dopiero w 1968 roku. Potem cały czas rośli w siłę, budując po drodze państwowy system szlifowania pięściarskich talentów. Oczywiście nie wzięło się to znikąd – olbrzymią rolę w budowaniu fundamentów odegrali towarzysze z bratniego Związku Radzieckiego. Na Kubę trafił między innymi trener Andrej Czerwonenko, który pomógł zbudować system selekcji młodych zawodników i pierwszą bokserską szkołę.

Wychowując mistrza

Proces naboru rozpoczynał się już wśród 12-latków. Najzdolniejsi trafiali do specjalnych klas, gdzie stopniowo poznawali kolejne stopnie wtajemniczenia. Od pewnego poziomu obowiązywał już centralny nadzór. Architektem sukcesów obok Czerwonenki był Alcides Sagarra, który został głównym trenerem kadry w 1964 roku. Nie miał wtedy nawet trzydziestu lat, ale doskonale wywiązywał się z powierzonych mu obowiązków. Na emeryturę odszedł dopiero w 2001 roku.

Boks w wersji kubańskiej nie jest do końca sportem indywidualnym. Pięściarze przez lata wspólnych treningów i startów podczas tych samych zawodów wzajemnie szlifują swoje style. Najlepsi błyszczą podczas igrzysk olimpijskich, igrzysk panamerykańskich i mistrzostw świata, zdobywając medale ku chwale reżimu. Dlatego właśnie boks olimpijski zaczął odgrywać na Kubie tak istotną rolę – stał się sposobem na udowodnienie wyższości nad wrogami reżimu. Budując wspólnotę pomagał jednocześnie odciągać uwagę od innych problemów.

Krajowy system właściwie nie miał luk. Pokazuje to przykład Teofilo Stevensona, który pod okiem Czerwonenki i Sagarry stał się pierwszą wielką gwiazdą nowego kubańskiego boksu. W 1972 roku leciał na igrzyska w Monachium jako szerzej nieznany 20-latek, który rok wcześniej podczas igrzysk panamerykańskich wywalczył “tylko” brąz. Szkopuł w tym, że po drodze młody zawodnik stał się po prostu pełnokrwistym wirtuozem szermierki na pięści.

Ludwik Denderys miał niesamowitego pecha – trafił na Stevensona już w pierwszej rundzie. Choć był o 8 lat starszy i zdążył na ringach zobaczyć dużo, to z czymś takim się jeszcze nie zetknął. Po zaledwie 30 sekundach był już liczony, a potem w okolicy jego oka pojawiło się rozcięcie, które doprowadziło do przerwania walki.  

Byłem już rutynowanym zawodnikiem, dobrze wyszkolonym, ale on przewyższał wszystkich o klasę. Od razu złamał mi nos. Od tego samego ciosu miałem też rozwalony łuk brwiowy. Sędziował nam Bułgar, którego znałem, bo często przyjeżdżał do Polski. Dwa razy mnie liczył, w końcu powiedział: “Ludwik, to bez sensu, wystarczy, on będzie mistrzem”. A człowiek się zastanawiał po tych wstrząsach, jak facet może tak mocno bić… – wspominał po latach pojedynek pobity Polak w “Gazecie Wrocławskiej”.

Przepowiednia arbitra stała się faktem – Stevenson sięgnął po pełną pulę. W ćwierćfinale po dramatycznej walce pokonał Duane’a Bobicka, z którym rok wcześniej przegrał w półfinale igrzysk panamerykańskich. Przez półfinał igrzysk przebrnął bez trudu, a złoto wygrał… walkowerem – Rumun Ion Alexe nie wyszedł do ringu z powodu kontuzji. 

W 1974 roku Teofilo wygrał za to złoto pierwszych mistrzostw świata, które rozegrano w Hawanie. Był już gwiazdą i pupilkiem reżimu – od władzy dostał dwa domy i samochód.

Co to jest? Bunkier?

– pytał widząc plany budowy. Nie wierzył, że budynek mieszkalny może być tak duży. Na kolejnych igrzyskach nie znalazł godnego rywala – wszystkie cztery walki wygrał przed czasem. Johna Tate’a – przyszłego mistrza świata zawodowców – znokautował już w pierwszej rundzie.

Ali musiał poczekać

To właśnie po drugim złocie igrzysk pojawił się pomysł, by geniusza ringów amatorskich zestawić z “Największym”. Muhammad Ali był wtedy na etapie poszukiwania wyzwań. Udało mu się zwycięskimi akcentami zwieńczyć mordercze trylogie z Joe Frazierem (32-2) i Kenem Nortonem (37-3) – swoimi jedynymi jak do tej pory pogromcami. Mistrz podróżował tam, gdzie były pieniądze – bronił tytułu między innymi w Niemczech i Portoryko. Był jednak pewien problem – na horyzoncie nie było już widać godnego partnera do tańca dla starzejącej się legendy.

Wtedy sprawy w swoje ręce wziął Don King, który oferował Stevensonowi nawet 5 milionów dolarów za walkę z Alim. Ogromne pieniądze, szybkie samochody, piękne kobiety – do tego wszystkiego brakowało tylko podpisu pod kontraktem. Teofilo jednak nigdy się nawet nie zastanawiał. – Bez dwóch zdań zostałby mistrzem świata w gronie zawodowców gdyby tylko chciał. Ma umiejętności, by rządzić przez długie lata – zachwycał się w 1976 roku George Foreman.

Rzeczywiście – Stevenson już na pierwszy rzut oka wyglądał na pięściarza kompletnego. Sprawiał wrażenie zawodnika nowej generacji. Od Alego był nie tylko 10 lat młodszy, ale wyraźnie wyższy (o 8 cm) i miał zdecydowanie większy zasięg ramion (ok. 15 cm). Pod względem wymiarów przypominał więc bardziej Riddicka Bowe’a i Lennoksa Lewisa – wielkich mistrzów, którzy dopiero mieli się pojawić. Kubańczyk potężnie bił z prawej ręki i umiejętnie kontrolował dystans lewym prostym. Potrafił też przyjąć cios – w długiej karierze tylko raz przegrał przed czasem.

Do walki z Alim nie doszło nie tylko ze względu na finanse. Kubańczycy byli nawet skłonni zaakceptować milion dolarów od Boba Aruma za serię pokazowych pojedynków na dystansie trzech rund. Problem w tym, że tego z kolei nie chciał amerykański mistrz. Wyzywał Stevensona na prawdziwy test na dystansie 15 rund i był przekonany, że na głębokich wodach go zatopi. Kubańczyk nigdy nie poznał smaku rywalizacji w gronie długodystansowców, więc mógł się tego obawiać. Temat nie mógł się zmaterializować z jeszcze jednego powodu – ówczesne embargo zabraniało jakichkolwiek interesów na linii USA – Kuba.

Do spotkania Teofilo z Alim doszło dopiero w 1998 roku – już na Kubie. Obaj wyszli do ringu i przez moment ku uciesze tłumów nawet pozorowali walkę. Ali był już cieniem dawnego mistrza. Widać było, że jest ciężko doświadczony przez Parkinsona, a Stevenson wyglądał przy nim na okaz zdrowia. Kubańskie media podchwyciły temat i uznały, że po Amerykaninie po prostu boleśnie widać trudy boksu zawodowego, a więc “słuszną linię miała nasza partia”. 

Przypadek Teofilo jest jednak o wiele bardziej skomplikowany. Po tym jak odrzucił milionowe oferty w “Sports Illustrated” oceniono, że “woli być czerwony niż bogaty”. On jednak niewiele sobie z tego robił. W 1980 roku zdominował kolejne igrzyska, a w drodze po złoto pokonał kolejnego Polaka. Grzegorz Skrzecz robił, co mógł, ale w trzeciej rundzie pojedynek został przerwany. Pokonany zdradził potem, że był do tego stopnia poobijany, że przez tydzień sikał krwią. A Stevenson? Wygrywając trzecie złoto z rzędu wyrównał rekord Laszlo Pappa, który jako pierwszy sięgnął po wyjątkowy olimpijski hat-trick.

Niedługo potem doszło do sensacji – w 1982 roku w ćwierćfinale mistrzostw świata Stevenson przegrał z Francesco Damianim. To była jego pierwsza porażka podczas międzynarodowego turnieju od 11 lat! Nie oznaczała jednak, że wielki mistrz się kończy. Wręcz przeciwnie – wciąż pozostawał postrachem ringów amatorskich. Polityka sprawiła jednak, że nie powiększył już medalowego dorobku podczas igrzysk.

W 1984 roku Kubańczycy dołączyli do buntu igrzysk zarządzonego przez Związek Radziecki. Teofilo zdobył więc z łatwością złoto zawodów Przyjaźni-84. Ten turniej był w ogóle popisem reprezentantów Kuby, którzy w boksie zgarnęli złoto w 11 z 12 kategorii wagowych. Stevensonowi na pocieszenie została wygrana ze złotym medalistą igrzysk w Los Angeles. Tyrella Biggsa dopadł w lutym 1984 roku – wygrał przed czasem, łamiąc przy okazji przeciwnikowi trzy żebra.

Ostatni wielki zryw kubańskiej legendy miał miejsce w 1986 roku, kiedy to w wielkim stylu wygrał trzecie złoto mistrzostw świata. Wciąż marzył o igrzyskach, ale wobec kolejnego kubańskiego bojkotu zakończył karierę z bilansem 302 zwycięstw, 22 porażek i ośmiu remisów. Zgodnie z kubańską filozofią został trenerem i działaczem – miał przekazywać doświadczenia kolejnym pokoleniom. Rola ambasadora krajowego pięściarstwa miała jednak smutny epilog.

Na kilka miesięcy przed jego śmiercią pięściarza odwiedził Brin-Jonathan Butler. Okazało się, że z dawnego idealisty zostało niewiele. Stevenson odpala papierosa za papierosem, ale na wywiad zgadza się tylko pod warunkiem otrzymania zapłaty. Dziennikarz płaci 100 dolarów i… butelkę wódki. Teofilo specjalnie na występ wkłada koszulkę z wizerunkiem Che Guevary i wciąż powtarza te same formułki co przed laty. Otwarte pozostaje pytanie, na ile w to wszystko wierzył, a na ile do końca grał. Jedno jest pewne – nigdy nie usłyszał słów krytyki ze strony Muhammada Alego, który w kluczowym momencie kariery sam postawił ideały ponad pieniędzmi.

Tyson też zerka na Kubę…

Nie można jednak odmówić Teofilo Stevensonowi wielkiego wpływu na kubańską młodzież. Olimpijskie sukcesy przemawiały do wyobraźni, a za jego sprawą do boksu garnęły się kolejne pokolenia. Inspiracji sukcesami rodaka nigdy nie krył Felix Savon, który przez zachodnie media został wkrótce uznany za kolejnego kubańskiego geniusza najwyższych kategorii. 

Po raz pierwszy usłyszano o nim w 1985 roku. Potężnie zbudowany 18-latek zdominował młodzieżowe mistrzostwa świata w Bukareszcie. W finale pobił równie młodego… Andrzeja Gołotę. Do tego stopnia, że trener Czesław Ptak w drugiej rundzie wolał rzucić ręcznik niż dalej to oglądać, czym doprowadził podopiecznego do furii. W 1988 roku Savon był już najlepszym pięściarzem świata w limicie 91 kilogramów, ale z powodu bojkotu igrzyska przeszły mu koło nosa. Nie przeszkodziło mu to w zapisaniu cennych zwycięstw nad Michaelem Benttem i Rayem Mercerem – późniejszymi mistrza świata federacji WBO wśród zawodowców.

Jeśli to są cenne skalpy to co powiedzieć o tych z 1991 roku? Savon wygrał z Shannonem Briggsem i Davidem Tuą – postrachami wagi ciężkiej lat w kolejnych dwóch dekadach. Obaj słynęli potem z niesamowitej odporności na ciosy, ale Kubańczyk jednego i drugiego skończył przed czasem. W Barcelonie w końcu sięgnął po pierwsze złoto. Podobnie jak Teofilo Stevenson olimpijską przygodę zaczął od wygranej przed czasem z Polakiem – tym razem pobity został Krzysztof Rojek.

Pod względem stylu Savon jednak nieco różnił się od słynnego poprzednika. Często ponosiły go emocje. Bywał krytykowany za to, że za wszelką cenę próbował nokautować rywali zamiast bezpiecznie pilnować prowadzenia na punkty. To wszystko jednak sprawiało, że styl Kubańczyka wydawał się jeszcze bardziej skrojony pod zawodowe ringi. 

W 1996 roku w Atlancie znów budził zachwyt. Z bliska jego postępy oglądał między innymi sam Gołota, który właśnie wypłynął po pierwszej walce z Bowe’em. Kubańczyk znów nie spotkał na swojej drodze godnego przeciwnika. Trzy walki wygrał wysoko na punkty, jedną przed czasem i jedną walkowerem. Mniej więcej w tym okresie pojawił się pomysł jego walki z wychodzącym na wolność Mikiem Tysonem. Na stole znów leżały grube miliony, ale po raz kolejny okazało się, że wierność pewnej filozofii życiowej nie ma ceny.

Nie mam żadnych wątpliwości, że poradziłbym sobie w gronie zawodowców. Trenujemy równie ciężko jak oni – nierzadko przez 8, 10 i 12 rund. Nie chcę jednak wybierać tej drogi. Pieniądze nie są mi potrzebne. Mam wykształcenie i lubię tryb jakim obecnie toczy się moje życie – tłumaczył Savon. W 1999 roku po raz pierwszy nie wrócił do domu ze złotem mistrzostw świata. Stało się tak tylko dlatego, że w Houston na znak protestu zrezygnował z walki w finale po niesprawiedliwym werdykcie w jednej z walk kolegów.

To jedyna “skaza” na jego medalowym rekordzie, który w sumie składa się z 27 złotych medali wielkich imprez i jednego tylko srebra. Puenta przyszła w Atenach, a w finale trzecich igrzysk Savon pokonał Sultana Ibragimowa – kolejnego przyszłego mistrza świata w gronie zawodowców. W sumie zaliczył 342 zwycięstwa przy zaledwie 17 porażkach (niektóre źródła podają bilans 362-21). Każdą z przegranych udało mu się pomścić. W wieku 33 lat dołączył do sztabu trenerskiego i  wciąż był traktowany jak bohater narodowy. Do czasu…

Teofilo Stevenson do końca zachował twarz, a o jego problemach z alkoholem i biedzie, w jakiej żył, nie wiedział prawie nikt. Upadku Savona nie dało się zamieść pod dywan. Jesienią 2018 roku w kubańskich mediach pojawiła się informacja, że pięściarz jest w areszcie. Zarzut? Gwałt na kilkuletnim chłopcu. Wkrótce pojawiły się doniesienia, że podobnych incydentów pięściarz miał na koncie już kilka, ale do tej pory sprawy zamiatano pod dywan.

W areszcie, o dziwo, cieszył się wyjątkowym szacunkiem współwięźniów. Jak wiadomo, skazani za przestępstwa seksualne nie mają lekko, ale Savon potrafił zyskać przychylność, wracając do dawnych opowieści. Ostatnie plotki na temat jego sytuacji pochodzą właśnie z końcówki 2018 roku. Kubańskie media milczą jednak o procesie i ewentualnym wyroku. Temat po prostu rozpłynął się w powietrzu. Co dziś porabia trzykrotny medalista olimpijski? Tego nie wie nikt, ale ze statusu legendy, jaką był, już nic nie zostało. 

KACPER BARTOSIAK 

Fot. Newspix


Aktualności

Kalendarz imprez