Ćwierćfinał razy dwa. Świątek i Linette awansowały do 1/4 debla na RG

Ćwierćfinał razy dwa. Świątek i Linette awansowały do 1/4 debla na RG

Iga Świątek już w poprzednim sezonie znakomicie zaprezentowała się w turnieju deblowym na Roland Garros, dochodząc aż do półfinału w parze z Nicole Melichar. Magda Linette za to wielkich osiągnięć deblowych na koncie nigdy nie miała. Teraz obie – choć z różnymi partnerkami – doszły już do ćwierćfinału French Open w grze podwójnej. 

Do ostatniej piłki

Iga w tegorocznym Roland Garros występuje wraz z Bethanie Mattek-Sands, jedną z najbardziej doświadczonych (a przy tym pewnie najbardziej lubianych) deblistek świata. Obie tworzą parę która już teraz podbija serca kibiców. Widać też w każdym ich meczu, że Iga po pierwsze debel lubi, po drugie bardzo dobrze w niego gra, a po trzecie świetnie czuje się rywalizując ramię w ramię i rakieta w rakietę z Bethanie.

Dziś nie było inaczej. Gdy skończył się ich mecz, obie padły sobie w objęcia i przez chwilę się z nich nie wypuszczały.

Trudno się temu zresztą dziwić. To spotkanie było bowiem istnym szaleństwem. Lepiej zaczęły je rywalki, wygrywając pierwszego seta 7:5. I tu musimy coś jasno napisać – Iga i Bethanie trafiły dziś najgorzej, jak tylko mogły. Po drugiej stronie kortu stał bowiem rozstawione z “1” Su-Wei Hsieh i Elise Mertens, piekielnie groźna para. Tajwanka ma na koncie trzy tytuły wielkoszlemowe w deblu, Belgijka dwa, w tym tegoroczne Australian Open. Razem jednak niczego jeszcze nie wygrały. W Paryżu chciały to zmienić.

Drugi set pokazał, że nie będzie im łatwo. Tym razem to Polka i Amerykanka zapisały partię na swoją korzyść, wygrywając 6:4. A w trzecim secie kompletnie zagubiły swoją grę. Przegrywały już 1:5 i… wtedy się zaczęło. Remontada, comeback, powrót – zwijcie to jak chcecie. Iga i Bethanie walczyły jak o życie. W kolejnych sześciu gemach obroniły siedem(!) piłek meczowych. Najpierw wyrównały stan rywalizacji na 5:5, potem dołożyły jeszcze dwa gemy i wygrał cały mecz.

Ale jaka to była końcówka! Trzygodzinne, dramatyczne spotkanie dostało bowiem najlepszy finisz, jaki tylko mogło. Mattek-Sands w pełni demonstrowała swoje ogromne umiejętności, czasem wręcz w pojedynkę wygrywając punkty. Iga nie pozostawała jej jednak dłużna i znakomicie odnajdywała się zarówno przy siatce, jak i w grze z końca kortu. Mertens i Hsieh odpowiadały, same broniąc się przed porażką. Ledwie skończyła się jedna fantastyczna wymiana, to zaraz dostawaliśmy kolejną. Publika na korcie żyła tak, jak podczas najlepszych pojedynków singlowych.

Gdy Iga i Bethanie wygrały, rozległa się burza oklasków, a one obie skakały ze szczęścia. To spotkanie pokazało zresztą, jak bardzo Iga lubi debla. Prawda jest taka, że nie musiała się męczyć i przez ponad trzy godziny biegać za piłką w słońcu, biorąc pod uwagę, że jutro czeka ją mecz 1/8 singla. Ale i ona sama, i jej sztab twierdzą, że debel dużo jej daje. Tenisowo, przede wszystkim, ale da się też dostrzec, że Iga po prostu łapie podczas tych meczów potrzebny jej luz.

A to przecież też pomaga.

Magda dołącza

Magda Linette wczoraj zagrała jednego świetnego seta i dwa beznadziejne. To sprawiło, że do 1/8 finału Roland Garros w singlu awansowała Ons Jabeur, a Polka wyrównała jedynie swoje życiowe osiągnięcie w tym turnieju, dochodząc do III rundy. Dziś Magda, w parze z Bernardą Perą, walczyła o to, by przedłużyć swój pobyt w Paryżu. Walczyła, dodajmy, skutecznie.

Po drugiej stronie siatki stały dwie bardzo doświadczone i ograne w deblu zawodniczki – Lusie Hradecka oraz Laura Siegemund. Polsko-amerykańska para nic sobie z tego jednak nie zrobiła. Magda od początku grała świetne spotkanie, regularnie zaskakując rywalki znakomitymi uderzeniami. Wyglądało to tak, jakby wczorajsze spotkanie w singlu już poszło w niepamięć. Liczyło się tylko to, co dziś na korcie.

A na korcie Linette i Pera wygrały oba sety. W obu przypadkach w tie-breakach, w obu przypadkach 7:5 w decydującej rozgrywce. Mecz rozstrzygał się więc na przestrzeni kilku decydujących punktów. A w tych lepsze były Magda i Bernarda. Dla obu to wielki sukces, bo deblistkami z założenia po prostu nie są, a 1/4 finału turnieju wielkoszlemowego w grze podwójnej to naprawdę dobry wynik, który z pewnością da się jeszcze poprawić.

Na razie jednak Polka i Amerykanka nie wiedzą, z kim zagrają w kolejnej fazie – mecz ich potencjalnych rywalek bowiem dopiero jutro. W tej samej sytuacji jest zresztą druga polsko-amerykańska para. Świątek i Mattek-Sands też czekają na przeciwniczki.

Roger się wycofuje

Dziś z kortów Rolanda Garrosa przyszła jeszcze jedna ważna wiadomość – po długim, kończonym w nocy spotkaniu z Dominikiem Koepferem, Roger Federer wycofał się z turnieju. Szwajcar już wczoraj, podczas konferencji prasowej, mówił, że istnieje taka możliwość, bo wciąż jest tak naprawdę w fazie powrotu do rywalizacji po kontuzji i dwóch operacjach kolan. A mączka nie jest jego nawierzchnią, obciążenia dla kolan są na niej duże i traktuje Roland Garros tak naprawdę jako start przygotowujący go do sezonu na trawie – przede wszystkim Wimbledonu.

Szwajcar był zresztą zaskoczony, że wygrał trzy mecze. W Londynie jego cel będzie już zupełnie inny – tam chciałby zwyciężyć w całym turnieju. Ale o to będzie niesamowicie trudno.

Fot. Newspix


Subskrybuj
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
Pokaż wszystkie komentarze

Aktualności

Kalendarz imprez