Copernicus Cup: rekord Polski Lewandowskiego, rosnąca forma Liska i biegaczek

Copernicus Cup: rekord Polski Lewandowskiego, rosnąca forma Liska i biegaczek

Sprawdzić formę przed halowymi mistrzostwami Europy, zanotować dobry wynik, cieszyć się występem – to były główne cele polskich lekkoatletów na Copernicus Cup. I trzeba przyznać, że większość z nich je osiągnęła! Marcin Lewandowski pobił halowy rekord Polski na 1500 metrów, Piotr Lisek po raz pierwszy w sezonie dobił do granicy 5.80 m, a niezłe czasy w swoich startach osiągnęły biegaczki, w tym m.in. Justyna Święty Ersetic oraz Joanna Jóźwik. 

Dzisiejszy dzień lekkoatletycznych emocji otworzyły zmagania kulomiotów. Z naszej perspektywy – jedna z ciekawszych konkurencji, ze względu na obecność dwóch polskich zawodników – Michała Haratyka oraz Konrada Bukowieckiego. Jak im poszło? Powiedzmy, że potwierdzili formę z ostatnich tygodni. Pierwszy z Polaków pchnął 21.47, co zapewniło mu zwycięstwo w całych zawodach. Natomiast Konrad wciąż nie wypełnił minimum na HME – zabrakło mu 31 centymetrów (wynik 20,54).

– Stabilnie, jak zwykle. Wszystko jest dobrze, ale potrzeba trochę wypracować stabilności technicznej. Konrad miał kontuzję, wycięło go to z treningów. Ale pchnął 20,54 m, to całkiem niezły wynik, brakuje mu trochę do minimum HME, ale mam nadzieję, że na mistrzostwach Polski je wypełni – mówił po konkursie Haratyk dla TVP Sport.

Z bardzo dobrej strony pokazały się Aniołki Matusińskiego. Natalia Kaczmarek oraz Patrycja Wyciszkiewicz-Zawadzka zajęły kolejno drugie i trzecie miejsce w swoim biegu, z czasami, które na tym etapie sezonu wyglądają całkiem nieźle (53,29, czyli nowy rekord życiowy Natalii, oraz 53,58). Wygrała Léa Sprunger (52,38).

Dobrą dyspozycję w swoim pierwszym starcie w tym roku pokazała też Justyna Święty-Ersetic. Zawodniczka Grupy Sportowej ORLEN pewnie wypełniła minimum na halowe mistrzostwa Europy (51.80). Inna sprawa, że jedna z jej rywalka była absolutnie poza zasięgiem. Jeśli nie kojarzycie Femke Bol, to najwyższy czas to zmienić – bo ta dziewczyna ma naprawdę olbrzymi talent. Dzisiaj pobiegła 50.66, co jest najlepszym wynikiem w tym roku w Europie oraz rekordem Holandii. Całkiem nieźle jak na dwudziestolatkę.

Po biegu Święty-Ersetic udzieliła rozmowy TVP Sport: – Myślę, że jest dobrze, to moje najlepsze rozpoczęcie sezonu. Jest nad czym pracować przed mistrzostwami Europy. Femke Bol? Jest bardzo regularna, w trzech startach w sezonie za każdym razie schodziła poniżej 51 sekund. Myślę, że nie będzie dziewczyny w hali, która będzie mogła jej zagrozić, niestety [śmiech]. Ale może w przyszłości się to uda.

Szybko, szybciej, ale nie na tyle, by pokonać faworytów

Z podobną sytuacją jak Justyna spotkał się Marcin Lewandowski. Nasz biegacz szans z Salemonem Baregą – który pobiegł 3:32.97 – nie miał, podobnie zresztą jak reszta stawki. Ale i tak może być z siebie zadowolony, i to bardzo – bo pobił własny rekord Polski! Jego wynik? 3:35.71. Lepszy od wyczynu sprzed dwóch lat, również z Torunia, o siedemdziesiąt dziewięć setnych. – Podkreślałem podczas konferencji prasowej, że jestem w stanie zrobić życiówkę i to się udało – mówił po biegu.

Był Lewandowski, nie zabrakło i Adama Kszczota, który również w swoim biegu trafił na prawdziwego mocarza. Elliota Gilesa można spokojnie uznać za największą rewelację mityngu – bo nie tylko zanotował życiówkę czy najlepszy wynik sezonu na dystansie 800 metrów, ale pobił halowy rekord Wielkiej Brytanii (1:43.63). A to oznacza tyle, że w tabelach historycznych wyprzedził Sebastiana Coe, prawdziwą legendę europejskiej lekkoatletyki.

Wracając do “Profesora” – o zwycięstwo z Brytyjczykiem oczywiście nie walczył, ale i tak zanotował niezły wynik (1:45.22). Ostatni raz tak szybki był jeszcze w 2019 roku. To cieszy, bo choć Adamowi na razie daleko do biegania na poziomie, który pozwalałby na walkę o medal w Tokio, tak, ze swoim doświadczeniem, zdecydowanie może myśleć o czołowym miejscu na HME w Toruniu – w końcu akurat pod dachem Kszczot pokazał w przeszłości, że potrafi nie tylko wygrywać, ale po prostu dominować.

Jeśli chodzi o biegi – to nie koniec niezłych występów Polaków. Trzecie miejsce w finale biegu na 60 metrów zajęła Ewa Swoboda. Zawodniczka Grupy Sportowej ORLEN zaliczyła 7,16 – trzeci w tym roku wynik w Europie. Mocniejsze okazały się Szwajcarka Ajla Del Ponte (7,15), a także Javianne Oliver, która wyrównała najlepszy w tym roku czas na świecie (7,08). Nie gorszy od Amerykanki okazał się jej rodak Grant Holloway, który rywalizował w biegu na 60 metrów przez płotki – pobiegł świetne 7,38.

Tego zawodnika należałoby pochwalić nie tylko za sam wynik, ale i żelazne nerwy, bo nie rozproszyły go… trzy falstarty. Autorem dwóch z nich był Artur Noga, który oczywiście z tego powodu odpadł z wyścigu. Czwarte miejsce w tej konkurencji zajął Damian Czykier (7,63). Trzymając się biegu na 60 metrów ppł – w akcji oglądaliśmy również panie. Pia Skrzyszowska uzyskała równe osiem sekund (żadna zawodniczka z Polski, rocznikowo mająca 20 lat, nie była tak szybka), a Karolina Kołeczek 7,98 – to siódmy najlepszy wynik w historii polskiej lekkiej atletyki.

Lisek i Jóźwik odnajdują moc!

Kończąc wybijające się występy Polaków – przejdźmy do dwójki zawodników, którzy zdają się wracać do wysokiej formy. Joanna Jóźwik pobiegła 2:00.42 w biegu na 800 metrów, czym awansowała na piąte miejsce w światowym rankingu. Piotr Lisek  z kolei był bardzo bliski wygrania mocno obsadzonego konkursu tyczkarzy. Co prawda w Toruniu nie pojawił się Armand Duplantis, ale mimo tego konkurencja była mocno obsadzona. Zawodnik Grupy Sportowej ORLEN ostatecznie pokonał dokładnie taką samą wysokość co Sam Kendricks oraz Ernest John Obiena, czyli 5,80 (z tym, że – w przeciwieństwie do Amerykanina – zrobił to w trzeciej próbie). Gorzej poradził sobie Paweł Wojciechowski (5,40), a Robert Sobera z powodu kontuzji nie wziął udziału w zawodach.

Bardzo ciekawie przebiegała rywalizacja skoczków wzwyż. Co prawda Sylwester Bednarek furory nie zrobił, kończąc konkurs z wynikiem 2,15 (takim samym, co 18-letni Mateusz Kołodziejski). Ale na poziom narzekać zdecydowanie nie było można – aż trzech zawodników pokonało 2,34, co w sezonie 2020 nie udało się nikomu. Mowa o Maksimie Niedasiekau (triumfator), Andriju Procence oraz Gianmarco Tamberim.

Generalnie – w Toruniu nie zabrakło świetnych wyników. Zarówno, jeśli mówimy o występach Polaków, jak i zawodników, którzy do Polski udali się w delegacji. Jedną z najważniejszych prób przed Halowymi Mistrzostwami Europy można zatem uznać za udaną!

Fot. Newspix.pl


Subskrybuj
Powiadom o
guest
1 Komentarz
Najstarsze
Najnowsze Najlepiej oceniane
Inline Feedbacks
Pokaż wszystkie komentarze
Stanisław
Stanisław
8 miesięcy temu

Pozdrowienia z Wirówka!

Aktualności

Kalendarz imprez