Co się zdarzyło w Budapeszcie, zostaje w Budapeszcie?

Co się zdarzyło w Budapeszcie, zostaje w Budapeszcie?

Rok do Tokio 2020. Ostatni medal olimpijski szpadziści wywalczyli w 2008 r. Tymczasem Polscy szermierze wracają z Budapesztu na tarczy. Bez medalu, w zasadzie nawet bez podejścia do medalu, no, z małymi wyjątkami. Drugie mistrzostwa świata i druga klapa z rzędu, choć rozgrywane miesiąc wcześniej mistrzostwa Europy pozwalały na umiarkowany optymizm.

Trudno się oprzeć wrażeniu, że szermierka w świadomości polskich kibiców jawi się jako sport, w którym jesteśmy bardzo mocni. Tradycje mamy ogromne, wór medali zdobywany przez wybitnych polskich fechtmistrzów od Melbourne 1956 roku. Zawsze mogliśmy być pewni, że kto jak kto, ale szermierze staną na wysokości zadania jeśli nie indywidualnie, to w drużynie. Ostatni medal indywidualny wywalczyła Sylwia Gruchała w Atenach. Mogliśmy pluć sobie w brodę, bo wtedy akurat wypadło na floret żeński i tej konkurencji zabrakło w programie igrzysk (wówczas jeszcze odbywało się to rotacyjnie).

Najbliższy sprawienia niespodzianki był Michał Siess, który w turnieju indywidualnym florecistów o włos przegrał wejście do strefy medalowej. Zbieżność nazwisk nieprzypadkowa. Jeśli ktoś pamięta skład brązowej floretowej drużyny z Barecelony ’92 to wie, że na tej czteroosobowej liście znajduje się to nazwisko. Cezary Siess to ojciec Michała. Niedaleko pada jabłko od jabłoni, okazuje się po raz kolejny.

Co najbardziej niepokojące, zawiodły faworyzowane szpadzistki, bądź co bądź mistrzynie Europy. Właśnie z nimi związane były największe nadzieje medalowe. Dziewczyny, które w fantastyczny sposób w Duesseldorfie miesiąc temu wywalczyły złoto mistrzostw Europy w drużynie, w Budapeszcie nie zaistniały. Przed czempionatem plasowały się na drugim miejscu w rankingu olimpijskim, wygrały dwa turnieje Pucharu Świata. Jako zespół. Indywidualnie na pierwszy plan wysunęła się Ewa Trzebińska, która szturmem zdobyła miejsce w składzie w 2010 roku w Lipsku (jeszcze pod panieńskim nazwiskiem Nelip). Wtedy to Polki w mistrzostwach Starego Kontynentu Polki wywalczyły złoto. Po przerwie spodowodanej kontuzją wróciła do sportu i umocniła swoją pozycję w ekipie stając się zawodniczką kończącą walki. Miesiąc temu stanęła na trzecim stopniu podium, tym razem jednak solidarnie z koleżankami przegrała pierwszy pojedynek w turnieju indywidualnym.

Coś nie pykło.

Tak się mówi. Tak mawia młodzież. Trochę to lekceważące, być może, ale na tym czempionat w stolicy Węgier się nie kończył. W końcu po najlepszych szpadzistkach Europy można się było spodziewać pozycji medalowych w drużynówce. Nie brakowało hurra optymistów mówiąc wprost o sile tsunami i medalu w kolorze złotym. Tam jednak też nie pykło. Początkowo szły jak burza, Kuba 45:32, Szwajcaria 45:36, choć akurat to miała być i była formalność, rozgrzewka. Schody zaczęły się w ćwierćfinale. Tam Renata Knapik-Miazga, Magdalena Piekarska i Ewa Trzebińska (oraz Aleksandra Zamachowska w rezerwie) trafiły na Ukrainki. Te szybko uzyskały przewagę i przez pierwszą część meczu na jedno trafienie odpowiadały dwoma. Albo nawet trzema. Przewaga Ukrainek sięgała nawet dziewięciu punktów. Straty odrabiała delikatnie Knapik-Miazga, która dwa swoje pojedynki wygrała 4:2. Przegraną (1:3) i dwa remisy (0:0 i 13:13 w kończącej, bardzo efektownej walce) wniosła do tego meczu Trzebińska. Po trzykroć (0:3, 7:11, 8:9) nie znalazła sposobu na bardzo skutecznego tego dnia Ukrainki Magdalena Piekarska. Marzenia o medalu prysły jak bańka mydlana. Nadziei na finał nasze pogromczynie pozbawiły Rosjanki, a brąz wybiły im z głowy Włoszki. Tym gorzej dla naszego samopoczucia. Złote medale zdobyły Chinki. Być może to tylko potknięcie i to wersja, która najbardziej nam odpowiada i jej będziemy się trzymać. Co najważniejsze, mimo spadku z drugiej na trzecią pozycję w rankingu olimpijskim, Polki cały czas liczą się w kwestii awansu do Tokio 2020. Niedawno Ewa Trzebińska odwiedziła studio Weszło FM. Zapytałem ją, czy na tę chwilę najważniejszy jest awans? Ona szybko, bez mrugnięcia okiem sparowała, że liczy się tylko i wyłącznie złoto. Takiego podejścia oczekujemy. Tak buduje się przekonanie o sile i takie tylko przeświadczenie może zaprowadzić na wyżyny. Dziewczyny wygrały w tym sezonie turnieje, w Barcelonie (nie liczący się niestety w punktacji olimpijskiej) i oraz w Dubaju i Duesseldorfie – te dwa już liczone. Ciąg dalszy nastąpi. W niedawnej analizie szans medalowych nasze szpadzistki upatrywane są jako pewniak do medalu. To z kolei skrajnie optymistyczne podejście, lecz wynika ono z suchych danych opartych na wynikach, więc nie ma co go zwalczać zbyt zaciekle. Przypomnijmy, że kwalifikacja dla drużyny gwarantuje trzy miejsca w turnieju indywidualnym.

Światełko w tunelu świeci również szablistkom, florecistkom i szpadzistom. Floreciści o paszportach dla drużyny mogą mówić tylko w kategoriach cudu, pozostaje walka dla poszczególnych zawodników (Michała Siessa i Andrzeja Rządkowskiego). Zresztą każdej z broni, każdemu z zawodników nie może zabraknąć choćby najmniejszej odrobiny szczęścia. Tutaj musi wszystko zagrać, od A do Z, od alfy do omegi. Musi się spełnić szereg zależności. Nad brakiem medalu w Budapeszcie trzeba mimowolnie przejść do porządku dziennego, po uprzednim wyciągnięciu wniosków naturalnie. Sukcesy w Tokio wymarzą to z pamięci.

 

 

Fot. Newspix.pl


Subskrybuj
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
Pokaż wszystkie komentarze

Aktualności

Kalendarz imprez