Co musi się stać, abyśmy zagrali w piłkę nożną w Tokio 2020?

Co musi się stać, abyśmy zagrali w piłkę nożną w Tokio 2020?

Dziś ruszają Mistrzostwa Europy do lat 21, na które dość sensacyjnie zakwalifikowała się również reprezentacja Polski. Ustalmy od razu, na wejściu, zanim jeszcze zaczniemy się niezdrowo ekscytować: prawdopodobnie każdy punkt zdobyty w fazie grupowej będzie ogromnym sukcesem. Trafiliśmy do grupy śmierci, chociaż trzeba też przyznać, że patrząc po nazwiskach, jakie zjechały się na włoski turniej: każda grupa byłaby dla nas grupą śmierci.

Okej, skoro ten bolesny wstęp mamy za sobą, czas przypomnieć, że na najlepsze drużyny turnieju czekają nie tylko puchary, medale oraz wieczna chwała młodzieżowych mistrzów Europy, ale również kwalifikacja olimpijska. Na Igrzyska Olimpijskie w Tokio w 2020 roku, pojedzie piętnaście reprezentacji: – dwie drużyny z Ameryki Południowej, wyłonione na początku 2020 roku w specjalnym turnieju eliminacyjnym w Kolumbii – po trzy z azjatyckich i afrykańskich mistrzostw U-23 – jedna ze specjalnego olimpijskiego turnieju eliminacyjnego dla Oceanii – dwie ze specjalnego olimpijskiego turnieju eliminacyjnego dla Ameryki Północnej i Środkowej – cztery najlepsze drużyny młodzieżowego Euro. Właśnie ten ostatni podpunkt interesuje nas najbardziej. Na włoskim turnieju cztery ekipy wywalczą sobie bilety do Japonii.

W teorii wygląda to nieźle – udział w imprezie bierze dwanaście zespołów, więc co trzeci pojedzie do Tokio. Sęk w tym, że warunkiem absolutnie koniecznym jest zajęcie przynajmniej drugiego miejsca w grupie, a i ono nie musi wcale gwarantować sukcesu. Do Tokio pewny bilet mają wyłącznie zwycięzcy trzech grup oraz najlepszy z trzech zespołów, które zajmą drugie miejsce. Wydaje się, że nawet jeśli jakimś cudem uda nam się nie przegrać wszystkich meczów, to górną granicą naszych możliwości jest trzecie miejsce w grupie.

Przypomnijmy: gramy z Belgią, Hiszpanią oraz gospodarzami turnieju, Włochami. Włosi to ci sympatyczni panowie, którzy w ataku wahają się między Cutrone z Milanu, Chiesą z Fiorentiny i Keanem z Juventusu, z kolei Hiszpanie mają między innymi Vallejo i Ceballosa z Realu czy Fabiana Ruiza z Napoli. No ale okej, zajmujemy drugie miejsce, niech będzie. Wówczas możliwości są dwie: – jesteśmy najlepszą drużyną spośród drugich miejsc, gramy w półfinałach, mamy bilety do Tokio – nie jesteśmy najlepszą drużyną spośród drugich miejsc, ALE w półfinale znajdują się Anglicy. W tym drugim przypadku nie wszystko stracone – jeśli w najlepszej czwórce znajdą się Anglicy, szansę na igrzyska dostaną dwa zespoły z drugich miejsc, które nie zagrają w półfinałach. Zamiast tego czeka ich bezpośredni bój o bilety, już bez żadnej innej stawki, rozegrany w tym samym terminie co półfinały. Coś w stylu repesażu w finale B.

Czyli: Polska pojedzie na Igrzyska Olimpijskie w Tokio w 2020 roku jeśli:
– wygra swoją grupę,
– zajmie drugie miejsce w grupie i będzie najlepsza w klasyfikacji drużyn z drugich miejsc,
– zajmie drugie miejsce w grupie, a Anglia będzie w najlepszej czwórce turnieju – następnie wygra baraż z drugim zespołem z drugiego miejsca.

Oczywiście to oznacza, że łudzić będziemy się mogli niemal do końca, a na pewno naszych nadziei nie uda się przekreślić już po pierwszym meczu. Zresztą, Portugalia też miała nas rozjechać na miękko, a jednak: chłopakom udało się przejść przez baraże, eliminując Portugalczyków i z Euro, i z igrzysk 2020. Teraz możemy pozbawić biletów na przykład Włochów lub Hiszpanów. Czego sobie i chłopakom z U-21 życzymy.

 

fot. NewsPix.pl


Aktualności

Kalendarz imprez